Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Matka Jezusa – wzorem kobiecości

magazine cover

pixabay.com

Utarło się pewne przekonanie, stereotyp, że miejsce kobiety jest w domu. Innymi słowy, dobrą dziewczyną, kobietą czy też matką i żoną jest szara myszka, kura domowa, która często się na niczym, oprócz gotowania i sprzątania, nie zna, a jednym z jej najlepszych atutów jest bezwzględne posłuszeństwo mężowi. I choć ze współczesnym ruchem feministycznym niewiele mam wspólnego, bardzo chciałabym wierzyć, że te przekonania można już zaliczyć do mitów… Nie chcę oczywiście wrzucać wszystkich do jednego wora! Jednak sytuacje, których byłam świadkiem, pokazały mi, że wiele z wyżej wymienionych „zalet” kobiet jest wciąż na topie. Stąd właśnie wzięła się moja refleksja: jaką kobietą była Maryja? Co o Matce samego Boga możemy dowiedzieć się z Pisma Świętego? I czego my, kobiety, możemy się od niej nauczyć?

Próbując odpowiedzieć na te pytania, zapragnęłam skupić się na życiu Maryi, na jej czynach, słowach i otoczeniu oraz na tym, co ono o niej mówi. Zdecydowałam się więc, że do odnalezienia wzorca kobiecości posłużą mi cztery Ewangelie i Dzieje Apostolskie. Samo zadanie, z pozoru łatwe (w końcu znalazłam tylko kilka fragmentów o Matce Bożej w wyżej wymienionych tekstach), okazało się znacznie trudniejsze, a niewielka ilość wzmianek o Najświętszej Panience wcale mi w tym nie pomogła. I myślę, że troszkę o to właśnie chodzi… Maryja, będąc kobietą, nie była otwartą księgą, z której, gdy nadejdzie ochota, można się wszystkiego dowiedzieć. Wręcz przeciwnie, była ona zdystansowana, pokorna, skryta i tajemnicza. I o nie – nie chodzi mi o to, że była tym typem kobiety, której mottem przewodnim jest hasło „domyśl się!”. Ona nie musiała trąbić o sobie na prawo i na lewo; ona po prostu była. Sama jej obecność stawała się już czymś wyjątkowym. Szczególny był również fakt, że nie bała się zachowywać niektórych spraw w swoim sercu. Usłyszała, przemyślała i nie musiała od razu biec do sąsiadki obok, by podzielić się najnowszą nowiną. Nie musiała „świergotać” na około, choć patrząc na jej życie, zdecydowanie miałaby o czym opowiadać. Maryja potrafiła wyczuć moment, wiedziała, kiedy niektóre sprawy trzeba zachować dla siebie, a kiedy można się nimi z kimś podzielić. Ona potrafiła powiedzieć, co myśli, co czuje. Nie bała się ani zapytać anioła Gabriela o to, jak pocznie się Syn Boży, ani zadać samemu Jezusowi zagubionemu w świątyni pytania, co On tutaj robi. Maryja pozwoliła sobie w obu przypadkach na lęk, na smutek, ale też nie wpadała w panikę czy histerię. Ona po prostu była.

Oddychająca z Bogiem

Ciężko jest, mówiąc o kobiecości Maryi, nie wspomnieć o jej więzi z Bogiem, jej zaufaniu do Niego. Ona była z Bogiem bez przerwy, i to w każdej postaci! Poczęła w końcu za sprawą Ducha Świętego i, ufając Bogu, urodziła Jego Syna. Co za tym idzie, Maryja nie dość, że była rozmodloną niewiastą posłuszną woli Bożej, była także tą, która chodziła z Nim za rękę, jadała z Nim posiłki, obmywała Mu potłuczone kolana i przytulała Go do snu… To nie była relacja niedzielno-świąteczna. Od narodzenia, bez grzechu pierworodnego, Bóg bez przerwy był obecny w jej życiu, a po przyjściu na świat Jezusa Chrystusa ta obecność przyjęła nową formę. Sam anioł przy zwiastowaniu mówił do niej, że jest tą, z którą jest Pan. Myślę, że to jest poniekąd klucz do rozwikłania zagadki kobiecości Matki Boga. Maryja od samego początku współpracowała z łaską Stwórcy. A kto na nas, ludziach, zna się lepiej od Tego, który nas stworzył? Pan oczywiście przygotował tę kobietę do roli, jaką miała odegrać, więc można powiedzieć, że Maryi było łatwiej z Nim być, niż przeciętnemu zjadaczowi chleba. Jednak Ona nie zatrzymała tej relacji dla siebie. Niosła tę dobrą nowinę razem ze sobą, nawet i przez góry, jak przy okazji wizyty u Elżbiety. Wydaje mi się zatem, że skoro kiedyś Maryja dzieliła się relacją z Bogiem z innymi, teraz robi dokładnie to samo. Co za tym idzie, jeśli jej jest łatwiej być ze Stwórcą, to czyż nam, ludziom, nie będzie jeszcze prościej być blisko Niego, skoro sama Maryja „rozgryza” poniekąd tajemnicę tej relacji, a swoją wiedzą dzieli się z nami i nam pomaga? Także dobrze jest wiedzieć, że w sprawach kobiecości Maryja też jest z nami. Wiedząc co i jak, może nam o tym opowiedzieć. Niebieska Pani, która chodziła za rękę z Bogiem.

Silna babka

Nie chcę, by to określenie Maryi zabrzmiało kolokwialnie, a mimo to uważam, że w ogóle nie mija się ono z prawdą. Przyznajmy się, która z kobiet, będąc już w ciąży, odważyłaby się nagle wybrać na około 150-⁠kilometrowy „spacerek” przez góry? Albo która z nas tak po prostu zdecydowałaby się urodzić w stajence, a później położyć swojego bobasa w talerz innych zwierząt (do żłobu)? Która Matka widząc, że jej syn zgubił się gdzieś w wielkim mieście, nie byłaby bliska zawału? Albo jeszcze dalej – która z nas przeszłaby drogę krzyżową swojego dziecka od początku aż do końca, a później czekałaby pod krzyżem razem z Nim na Jego śmierć? Maryja niezaprzeczalnie była niesamowicie silną kobietą. To nie były takie „ciepłe kluchy”, za które wszystko trzeba zrobić i które do niczego się nie nadają. Ona, tak jak św. Stanisław Kostka, rzeczywiście „do wyższych rzeczy została stworzona”. Uważam, że tego też my, kobiety, powinnyśmy się od Maryi uczyć – bycia tymi, które dadzą radę, które są silne, które potrafią, ale… nie zawsze muszą! I to też Maryja pokazała podczas cudu w Kanie Galilejskiej. Myślę, że ona bez problemu tę wodę w wino też mogłaby przez łaskę Boga przemienić, w końcu aktualnie jest pośredniczką wielu łask i cudów. A jednak nie zrobiła tego, nie tylko ufając swojemu Synowi, ale i wychodząc z założenia, że to nie ona musi się tym winem zająć. Nie za wszystko była odpowiedzialna. I o to przecież chodzi w życiu każdej z nas: kobieta nie musi być tą odpowiedzialną za wszystko, nie musi być jedyną, która sprząta, gotuje, czy robi cokolwiek innego. Drogie panie, każdy człowiek ma swoje zadanie, więc z tego wynika też inna lekcja: nie tylko odpuśćmy, ale też pozwólmy innym działać.

Szczęśliwa

Maryja jest tą, która jest błogosławiona. Słowo „błogosławiony” z greckiego oznacza dosłownie „szczęśliwy”. Matka Boża nie bała się być szczęśliwą. Nie obawiała się także mówić o tym, że jej duch się raduje. Co nam to pokazuje? Chociażby to, że my, kobiety, też jesteśmy stworzone do szczęścia. Każda z nas ma inne powołanie, a droga z Jezusem, choć ciężka – uszczęśliwia, co też sama Maryja pokazuje! Uważam więc, że niezależnie, czy w kuchni przy garach, czy w pracy przy papierach, czy na placu zabaw z dziećmi, czy na scenie z mikrofonem – kobieta może robić to, co sprawia jej radość, i to, co czyni ją szczęśliwą. Kobiecość przecież nie jest ciągłym pasmem cierpień, poświęceń i wyrzeczeń. Tak więc jesteśmy powołane do szczęścia i ważne jest to, byśmy my same o tym wiedziały. Maryja była piękna i myślę, że jej szczęście odegrało tu znaczącą rolę. Uważam, że ona nie bała się być tą, która się uśmiecha, a przez to nie bała się być tą, która jest rozpromieniona.

Pełna zrozumienia

Myślę, że każdy z nas mógłby się od Maryi uczyć empatyczności i spostrzegawczości. Historia wina na weselu doskonale nam to pokazuje. Matka Boża szybko zdiagnozowała problem i zareagowała. Zrobiła to też bez zbędnego rozgłosu, bo w końcu mogła przecież „podać dalej”, że taka „gafa” się przytrafiła. Ona jedna, po zauważeniu, że skończyło się wino, przywołała swojego Syna, by szybko zaradzić tej sytuacji. A skutki jej szybkiej reakcji już wszyscy znamy. Myślę, że to pokazuje też, dlaczego o kobietach mówi się, że potrafią stworzyć z niczego niektóre rzeczy – najprostszym tego przykładem jest chociażby sałatka do obiadu. Kobiecość jest spostrzegawcza, ale i pełna empatii, potrafi zaradzić trudnej sytuacji, jest kreatywna. Kobiecość potrafi radzić sobie w różnych sytuacjach, potrafi znaleźć rozwiązanie. Myślę, że zrozumienie Maryi widać też przy narodzinach Jezusa. Podejrzewam, iż niejedną kobietę by to rozniosło, że facet nie zarezerwował w porę dobrego hotelu i nie zorganizował żadnego innego przystępnego miejsca na nocleg. Matka Boża potrafiła jednak zauważyć, w jakiej sytuacji znalazła się ze swoim mężem i z jeszcze nienarodzonym Synem. Potrafiła też zagospodarować otoczenie, dostosować się do sytuacji, być elastyczna. Nie wiem, czy zrobiła wtedy z niczego jakąś sałatkę, ale wiem na pewno, że w miarę możliwości „ogarnęła” posłanie dla swojego małego chłopca, przyjęła wielu gości i dodatkowo trzymała przez cały czas fason. A mogła się przecież obrazić, obrócić na pięcie i zafundować Józefowi „ciche dni”.

Maryja swoją osobą cudownie pokazuje, jak to jest być rozkwitającą kobietą. W tym krótkim tekście próbowałam odkryć tylko rąbek tajemnicy kobiecości. W końcu Maryja jest postacią nie do opisania, więc tym bardziej krótki artykuł tutaj jest kroplą w morzu jej niesamowitości, a dodatkowo jej tajemniczość skrywa w sobie resztę niedostępnego piękna. Mimo to uważam, że nawet w tych kilkudziesięciu linijkach tekstu widać, jakim przykładem i ideałem kobiecości była Maryja. A jak to jest ze wszystkimi ideałami: często nieosiągalne są czymś, do czego warto dążyć. I myślę, że to jest genialne wyzwanie: by być jak Maryja, by być jak Matka Boga.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.