Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

św. Augustyn: Lubieżnik, który umiłował Prawdę

magazine cover

Z dna grzechu na wyżyny niebiańskie

Pan Bóg niejednokrotnie w dziejach naszego ziemskiego świata pokazał, że wybiera tych, których On chce – niezależnie od tego, czy są dobrzy, czy źli. Bo to On ich przemienia przez łaskę. Mówi o tym Ewangelista Mateusz w 9 rozdziale: „Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9, 13). Jeden z takich świętych, który był wielkim grzesznikiem, narodził się w Tagaście, jako Berberyjczyk. Jego historia jest ponadczasowym świadectwem wszechmogącej Miłości. Jego życie było przesiąknięte planem Mądrości, mimo że o tym nie wiedział. W końcu stanął w obliczu Prawdy. Jak wyglądało życie syna świętej Moniki? Czym jest prawdziwa świętość? Jak do niej dojść? Jak wielka jest potęga modlitwy? Jak działa błogie milczenie? Jaka jest rola bliźniego w nawróceniu do świętości? Jak działa Bóg w życiu grzesznika? Czy droga do Boga jest zawsze spektakularna i pełna niesamowitych wydarzeń? Jak umrzeć dla świata, aby zmartwychwstać w Chrystusie Panu, Najświętszym Zbawicielu? Na podstawie żywota i nauczania św. Augustyna, Doktora Łaski, postaram się odpowiedzieć na nurtujące katolików pytania.

Kawał grzesznika

Święty Augustyn urodził się prawdopodobnie w 354 roku w Tagaście jako syn świętej Moniki i jej męża Patrycjusza. Nie był pobożnym dzieckiem – wedle legend celowo śpiewał psalmy podczas załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych, aby zirytować matkę – wzorową chrześcijankę. Jego ojciec był poganinem, a później katechumenem, o czym wspomina Augustyn w swoich Wyznaniach: „Ojciec był jeszcze katechumenem, i to dopiero od niedawna”. Augustyn w latach dziecięcych poważnie zachorował, jego matka chciała go ochrzcić, ale ostatecznie odłożyła ten sakrament: „I gdybym nagle nie wyzdrowiał, dopuszczono by mnie wówczas do zbawczego sakramentu; oczyszczony byłbym wyznaniem wiary w Ciebie, Panie Jezu, ku odpuszczeniu grzechów. Odwlekło się moje oczyszczenie, bo uważano, że jeśli będę żył nadal, jeszcze nieraz splamię się grzechem. A po chrzcie wina taka byłaby większa i bardziej niebezpieczna”. Sam Augustyn pisze, że nie wie, dlaczego tak właściwie jego matka odłożyła ten moment, uważał, że w ten sposób jedynie rozluźniły się wędzidła dla grzechu. Augustyn już jako młodzieniec w Tagaście nie był wzorem do naśladowania – regularnie kradł jabłka ze swoimi kolegami: „wreszcie na naśladowanie tego, co widziałem na scenie. Nieraz to i owo kradłem ze spiżarni albo ze stołu, bądź przez łakomstwo, bądź też żeby dać chłopcom”. Później mówi o tym, jak niszczycielski wpływ ma kradzież na duszę – pokochał nie same korzyści płynące z tego czynu, ale samą możność czynienia zła, a nawet zło samo w sobie. Gdy miał lat piętnaście, jego ojciec wysłał go na studia retorskie do Madaury – uważał, że to właśnie wykształcenie będzie najważniejsze dla młodego Augustyna, poza tym sądził, że ten winien już mieć niedługo własnego syna. Matka szczerze martwiła się o swojego syna, gdyż wciąż nie był chrześcijaninem, nie otrzymał sakramentu chrztu. Po roku jednak trudności materialne zmusiły Patrycjusza do sprowadzenia syna z powrotem do Tagasty. Rok później ponownie wysyła go na studia do Kartaginy. Tutaj zaczyna się całe bagno grzechu, w którym trwa kilkanaście lat. Augustyn, mimo zajmowania się studiami retorycznymi, mając niecałe dwadzieścia lat, wiąże się z kobietą (nieznaną z imienia, Augustyn nigdy o tym nie wspomina), która jest z nim w związku aż do jego przemiany duchowej. Kartagina ściągnęła na Augustyna nowe zagrożenie – kuszony przez manichejczyków ostatecznie zostaje słuchaczem, gdy ma ledwie 20 lat. Rok wcześniej na skutek swoich nieopanowanych żądz cielesnych doczekał się syna – Adeodata (łac. ‘dar od Boga’). Problemy z VI przykazaniem mocno zaznaczyły się w życiu św. Augustyna, co sam opisuje w III rozdziale Wyznań: „To było moim marzeniem: kochać i być kochanym wzajemnie, i radować się ciałem owej istoty kochającej”. Już wcześniej jego matka uważała, że małżeństwo mogłoby załagodzić trochę szkód wynikających z tego kotła pożądliwości. Wedle legend, Augustyn zaspakajał swoje żądze wszędzie – w łaźni czy w świątyni. Tak właśnie niszczycielski jest grzech. „Zatrzymywały mnie zupełne głupstwa, skończone marności, moje stare przyjaciółki. Chwytały mnie za szatę cielesną i szeptały: »Opuścisz nas?«”.

Herezja

Oprócz problemów czysto duchowych, nasz święty popadł w okrutną herezję – manicheizm, która doszczętnie niszczyła jego rozum. Ponadto manichejczycy zafałszowali Augustynowi obraz Pisma Świętego, więc zazwyczaj czytał je i traktował nie tak, jak należy – często nie rozumiał tekstu, a wysnuwał błędne teorie nt. chrześcijaństwa. Po nauczaniu retoryki w Tagaście i ponownym pobycie w Kartaginie, nadchodzi ważny moment w życiu Augustyna – po rozmowie z biskupem manichejczyków (Faustusem) robi się co raz bardziej rozczarowany doktrynami manichejskimi. Ostatecznie podjął decyzję, by wyruszyć do Rzymu. Co ciekawe, ledwie się na to przemógł – podstępem nie wyjawił całej prawdy matce, której łzy i błagania go nie przekonały. Matka Augustyna mimo bycia postacią, można tak powiedzieć, poboczną, odgrywa niesamowitą rolę w jego życiu – modli się i jest pokornego serca. Tak, to właśnie robi św. Monika. Gdy Augustyn wpada w gniew, jej milczenie dogłębnie go porusza. Sama Monika nieustannie modli się o nawrócenie swojego syna, pełna troski, mimo że w śnie dostała zapewnienie od Pana: „Nie! On mi nie powiedział: »Gdzie on, tam i ty«, lecz przeciwnie: »Gdzie ty, tam i on«”. Augustyn z jednego siedliska grzechu – Kartaginy, ucieka do drugiego – Rzymu. Jednak ciągle czuje w sobie chęć poszukiwania Prawdy po tym, jak kiedyś przeczytał Hortensjusza Cycerona. Przybywa do Rzymu, aby uczyć retoryki – tutaj jednak wciąż zadaje się z manichejczykami. Jednak w roku 385 udaje się do Mediolanu, gdzie zostaje mu powierzone zadanie mowy na cześć cesarza Walentyniana II. Wcześniej jednak przybywa do Augustyna jego matka. Jak widać, św. Monika jest wytrwała, mimo że nie jest kimś żywiołowym – cicha i pokorna ciągle ma wpływ na swojego syna. W Italii pogłębia wraz z przyjaciółmi swoją wiedzę filozoficzną, czytając pisma platońskie i neoplatońskie. Tam również próbował założyć małą wspólnotę życia ze swoimi bliskimi znajomymi. Nie udało mu się. Matka zachęca go do stabilizacji życiowej; wstępnie Augustyn zgodził się na opuszczenie dotychczasowej kochanki, aby dopiero za dwa lata poślubić niewiastę, którą proponuje mu jego matka. Czytanie dzieł filozoficznych przełożonych z greki na łacinę dokonuje się od roku 386. Augustyn zachęcony przez ich lekturę ma coraz więcej niechęci do doktryn manichejczyków.

Pismo Święte

Następnie zapragnął poznać karty Pisma Świętego, które dotychczas uważał za zbiór głupot: „Skoro zrozumiałem, że jesteśmy zbyt słabi, aby własnym rozumem poznać prawdę, i że koniecznie potrzebujemy powagi świętych ksiąg, zacząłem pojmować, że na pewno nie nadałbyś Pismu Świętemu tak wielkiej powagi we wszystkich krajach, gdyby nie miało ono być dla nas środkiem szukania Ciebie”. Jak widać, łaska Boża działa – powoli i spokojnie, jak łagodny powiew jesiennego wiatru, ale skutecznie plan Boży się realizuje w życiu grzesznika, w którym Pan sobie upodobał. Duży wpływ na rozumienie Pisma Świętego przez Augustyna miał biskup z Mediolanu charakteryzujący się wielką charyzmą – Ambroży. To właśnie jego kazania odkłamały fałszywe wyobrażenia w głowie świętego Augustyna. To wielka tajemnica λόγος – Słowa Bożego, które odczytywane w odpowiedni sposób ukaże prawdę. Jednak często fałszywy obraz Pisma oddala nas od Boga.

„O Panie, czemu zwlekasz?”

Lubieżnik Augustyn coraz bardziej zbliżał się do Boga. W związku z lekturą Pisma udaje się do kapłana katolickiego – Symplicjana („Zesłałeś mi wówczas natchnienie, dzięki któremu uznałem, że należy się udać do Symplicjana. Wiedziałem, że jest to dobry Twój sługa, jaśniejący Twoją łaską”). Ten powiedział mu historię zagorzałego poganina, który się nawrócił, a który zwał się Wiktorynem i był znanym obywatelem rzymskim (VIII rozdział w Wyznaniach). Niewątpliwie ta opowieść wywarła wpływ na Augustyna. Jednak niezgłębiona mądrość Ducha Świętego zwana dla niepoznaki przypadkiem kieruje na urzędnika – Pontycjana. Opowiada mu on o świętym Antonim i jego ideałach – to wydaje się być dla Augustyna intrygujące. Oprócz tego wspomina o swoich dwóch przyjaciołach, którzy podjęli życie monastyczne w Trewirze (aktualnie Niemcy). Po tym następuje moment przełomowy, coś podobnego do Przemienienia Pańskiego na górze Tabor. Augustyn długo czekał „Jeszcze chwilę! Jeszcze tylko chwilę! Poczekaj nieco”. Ta chwila była co raz bliżej, a on ciągle odwlekał. Ostatecznie jednak ten moment nadszedł – w ogrodzie przy swojej posiadłości Augustyn po dostatecznej refleksji rozpłakał się jak dziecko razem z bliskim swojemu sercu Alipiuszem i postanowił iść za ideałem św. Antoniego. Augustyn otworzył karty Pisma na fragmencie, który doskonale przemawiał do jego duszy: „Nie w ucztach i pijaństwie, nie w rozpuście i rozwiązłości, nie w zwadzie i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa, a nie ulegajcie staraniom o ciało i jego pożądliwości”. Czyż taki przekaz mógłby nie wzruszyć serca tego lubieżnika? Augustyn zaraz opowiedział o tym swojej matce. Jakże wielka musiała być radość tej służebnicy Pana! Oto już wie, że wymodliła łaskę dla swojego syna. Od tamtej pory Augustyn nie szukał już żony ani żadnych pragnień doczesnych – chciał tylko dążyć do Boga. Przeżył Przemienienie, jednak Zmartwychwstanie – chrzest – jeszcze nie nadeszło. Do tego wydarzenia przygotowuje się z bliskimi w domu Werekundusa, urzędnika, który udzielił im gościny w Kasykacjum. Tam Doktor Łaski zaczyna swoją twórczość (m.in. Solilokwia). W końcu nadszedł moment Zmartwychwstania do nowego życia w Chrystusie przez wodę chrztu świętego: „Przyjęliśmy chrzest i rozwiał się niepokój o minione życie. Nie mogłem się w owych dniach nasycić cudowną słodyczą rozmyślania o głębi Twego planu zbawienia ludzkości”. Tak dokonało się nawrócenie wstrętnego lubieżnika, człowieka uzależnionego od chuci, człowieka który był manichejczykiem. Matka Augustyna zmarła niedługo po jego nawróceniu. Dożyła jednak momentu, kiedy dostał nowe życie przez wodę chrztu.

Refleksja

Augustyn stał się wielkim świętym – propagował naukę o łasce, zwalczał zwłaszcza pelagian i donatystów. Sam bowiem przeżył wpływ łaski i sam był na dnie grzechu. Z grzesznika żądz cielesnych stał się biskupem, świętym, doktorem Kościoła. Czego możemy się od niego nauczyć? Naprawdę cenne przesłanie kryje zarówno sama historia tego świętego, jak i jego najważniejsze dzieło, czyli Wyznania.

„Przecież modlitwa nic nie daje”

W dzisiejszych czasach ludzie nieobeznani z rzeczywistością Bożą twierdzą, że nie warto marnować czasu na modlitwę, a lepiej spożytkować go na działanie. To okropny cios wymierzony w drogę świętości. Tak nie jest! „Nieustannie się módlcie” mówi nam apostoł Paweł. Modlitwa jest pierwszym krokiem do świętości. Nie tylko osobistej – modlitwa całym sercem może skłonić do świętości drugą osobę. Przykładem jest tu Augustyn. Sam nawet nie był świadomy tego, że modlitwa jego matki może wyjednać u Boga niesamowitą łaskę. („Ale daleko od grzeszników zbawienie; a ja się właśnie do grzeszników zaliczałem. Krok za krokiem jednak przybliżało się już ono do mnie, chociaż o tym nie wiedziałem”) Co więcej, samo milczenie również może być modlitwą. W jaki sposób? Jak mawiał Cyceron: „cum tacent, clamant” (milcząc, wołają). Czasami nasze zwykłe, niezręczne milczenie wobec przykładowego grzesznika zamiast całego potoku słów może dać mu wiele do myślenia. Zostanie sam na sam ze swoją schorowaną duszą. Poza tym prawdziwy święty wie, że milczenie może stać się najwyższą formą modlitwy – Boga nie wysłowimy ludzkim językiem, a możemy modlić się całym sercem w Jego Boskiej obecności. To właśnie modlitwa św. Moniki połączona z jej cichym i pokornym sercem pomogła Duchowi Świętemu w nawróceniu Doktora Łaski. Czy zatem działanie jest większe od modlitwy? Nie! One idą w parze. Ale to właśnie modlitwa jest większa, uświęca bowiem nasze działania i jest wyrazem zaufania Bogu w każdej, nawet najmniejszej sprawie, która nurtuje naszą duszę. Bez modlitwy nigdy nie osiągniemy świętości. Świętość to wielkie czyny uświęcane naszą modlitwą. Święta Monika nie była świętą sama dla siebie – pociągnęła za sobą do Boga swojego syna. Bliźni może nam pomóc w dążeniu do świętości, może być dla nas przykładem.

Rzeczy doczesne

„Tylko w takiej mierze jest dobrem i czymś błogim, w jakiej jest skierowane ku Niemu. Słusznie przemieni się w gorycz, jeśli człowiek opuszcza Boga i nieprawą miłością kocha to, co od Niego pochodzi” – mawia Augustyn. Jaki dla nas z tego morał? Każdy z nas może być świętym niezależnie od naszego statusu majątkowego. Wbrew powszechnej opinii bogactwo nie jest złe! Zła może być nasza nieuporządkowana miłość wobec dóbr ziemskich. Wtedy te drobne miłości przesłonią nam prawdziwą Miłość. Musimy stale pamiętać o tym, że dusza z tego świata uniesie tylko tyle, ile udźwignie nasza dusza. W kulturze współczesnego świata materializm stale próbuje wygrać ze wspaniałą drogą świętości. My jednak musimy nieustannie pamiętać (w związku z czasem Adwentu) o tym, że nasze prawdziwe Bogactwo otrzymamy po śmierci, a tego Bogactwa nigdy nie braknie. Czy trzeba daleko szukać świętych, którzy mimo bycia bogatymi osiągnęli swoją świętość? Ludwik IX Święty, Królowa Jadwiga. Jeżeli rzeczy doczesne prowadzą nas do Boga – wielka to radość. Wszystkie rzeczy tego świata są darami Bożymi i jeżeli używamy ich jak należy, są pożyteczne na naszej drodze do świętości. Ale pamiętajmy, że „Pierwszeństwo mają przed nimi Twoje dzieła duchowe, choćby tamte wielkie twory materialne ogromną jasnością gorzały na niebie”.

Te wszystkie i podobne im rzeczy mogą też być sposobnością do grzechu wtedy, gdy przez nadmierne ich umiłowanie porzuca się dla nich, będących dobrami ostatniego rzędu, dobra cenniejsze od nich, dobra najwyższe: Ciebie, Panie Boże nasz, i prawdę Twą, i prawo Twoje

Bo z dobroczynnej Twojej łaski ziemia, woda i przestworze są na nasze usługi

Jak działa Pan Bóg?

Święty Augustyn nie był człowiekiem, który nawrócił się bardzo spektakularnie czy w sposób oszałamiający. Na nawrócenie czekał 33 lata. Dlaczego akurat tak? Czy Bóg nie mógł zrobić z niego świętego w jednej chwili? Wydaje się, że dla Boga najprościej byłoby po prostu dokonać jakiegoś cudu, przez który ten święty by się nawrócił. Tak jednak nie jest. W historii proroka Eliasza Pan Bóg nie był w trzęsieniu ziemi ani w ogniu. Pan Bóg był w łagodnym powiewie wiatru. To wielka prawda o świętości – świętość nie jest czymś co można po prostu otrzymać z dnia na dzień, nie jest czymś, co dostajemy gotowe. Świętość jest owocem łaski Bożej. Łaska Boża zaś może człowieka pobudzić, ale do dalszej pracy potrzebna jest wola ludzka. Łagodny powiew Ducha Świętego. Nie spektakularne sceny rodem z Hollywood. Tak nawracał się św. Augustyn. Z bagna grzechu i manicheizmu bardzo powoli przechodził ze swoimi poglądami aż do stanu, w którym mógł przyjąć chrzest. Cierpliwość jest jedną z najważniejszych cech człowieka, który chce osiągnąć świętość. „Jak długo jeszcze?” – pisał Augustyn. Bądźmy cierpliwi, Pan Bóg zawsze wypełnia swoje plany. Czas nie ma dla Niego znaczenia. Pan działa spokojnie w swojej niezmierzonej Mądrości.

Nie wolno nam natomiast mówić: „Jeszcze nie dziś, Panie”. Świętość jest czymś, do czego powinniśmy dążyć jak najszybciej. Nie warto odkładać bycia świętym na dzień następny – każdy dzień jest wart bycia świętym. Nie znamy dnia ani godziny. A kiedy nadejdzie moment śmierci, powinniśmy się bardziej cieszyć niż lękać. Dlatego nie możemy odkładać bycia świętym. To jest zadanie, do którego jesteśmy powołani od urodzenia.

Żebyśmy nigdy nie musieli powiedzieć jak Augustyn: „Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię umiłowałem”, albo „Ciągle odwlekałem ten moment, w którym miałem umrzeć dla śmierci, a dla życia żyć zacząć”.

„Umiłowana Prawdo”

Augustyn wielokroć nazywa Boga Prawdą. Dlaczego jednak? Zapewne z tego powodu, że nawrócony na katolicyzm poznał w jak wielkich błędach i kłamstwach tkwił będąc manichejczykiem. Prawda ma tutaj także inne znaczenie. Każdy z nas przeznaczony jest do bycia świętym takim, jakimi chce nas Bóg. Musimy tylko usunąć z nas to, co jest fałszywe. Wszystko trzeba spalić w ogniu Bożej Miłości. Musimy stanąć w prawdzie o nas samych wobec Boga, jeżeli chcemy osiągnąć świętość. Trzeba wyliczyć sobie samemu swoje wady, przywary, nałogi. Tylko wtedy będziemy mogli wznieść się do Boga, jeżeli odziejemy się w pokorę, czyli prawdę o nas samych „Ale chociaż jestem tylko prochem i popiołem, pozwól mi przemówić do miłosierdzia Twego”. Nie mówmy sobie „już jestem święty”. Zamiast tego powtórzmy razem z Augustynem: „Ty zaś, Panie, uradowany tą wonią bijącą ze świętego przybytku Twego, przez wzgląd na Twoje imię zmiłuj się nade mną według wielkiego miłosierdzia Twego”.

Bóg jest Prawdą w jeszcze innym sensie. Augustyn w siódmej księdze Wyznań mówi, że przed nawróceniem był daleko od Boga, a właściwie nazywa to „krainą, gdzie wszystko jest inaczej”. To wielka prawda o świętości. Zauważmy, że świętość jest przepełniona harmonią i porządkiem. Kiedy nie jesteśmy święci jest dokładnie na odwrót – w naszym życiu panuje istny chaos. Pasuje tutaj również cytat, który przypisuje się Augustynowi: „Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”. Przykładem jest tutaj sam święty – jako biskup miał czas na modlitwę, na pisanie swoich dzieł, na opiekę nad ludem (rozmawiał z nimi, leczył choroby, pomagał im w trudach), na sprawowanie Mszy świętych, na podróże po całej swojej diecezji – słowem: na wszystko znalazł czas. A teraz spójrzmy dogłębnie na nasze życie – często mówimy, że my nie mamy w życiu czasu. Nieprawda. Święty zawsze znajdzie czas na wszystko, jeżeli znajdzie czas dla Boga. Druga prawda: jeżeli postawimy Boga na pierwszym miejscu, świętość jest dla nas. Nie będziemy mieli rozterek życiowych i wyborów – zawsze będziemy kierować się tylko Bogiem. Wszelkie miłości rzeczy doczesnych nas nie będą dotyczyć – Bóg będzie pierwszy wśród wszystkiego. Świętość to harmonia i porządek duszy w zgodzie z wolą Bożą. Chrześcijaństwo jest kluczem do rzeczywistości, czyli prawdą. „Odurzając się fikcjami wy wiedzionymi z materii, nieświadomie czyniłem moje serce niezdolnym do usłyszenia głębokiej muzyki Twojej, do której jednak bardzo tęskniłem, o słodka Prawdo!”. Człowiek nie nasyci się iluzjami ani złudzeniami tego świata. Będzie z nich zadowolony, ale nie szczęśliwy. Człowieka nasyci tylko Prawda. Do Prawdy wiedzie tylko jedna droga – świętość. Takie jest przesłanie Augustyna.

Bliźni

Jednym z najczęstszych drogowskazów do Boga i świętości jest… bliźni. Najprościej zaobserwować to w przeciętnej rodzinie: jeżeli relacje w rodzinie są dobre, a rodzice i dzieci się kochają, dzieci nie będą miały zdeformowanego obrazu Boga. Ponadto, jeżeli rodzice są gorliwymi katolikami zapewne będą wychowywać swoje dzieci właśnie w ideałach świętości! Czy dziecko, które widzi swojego ojca jako silnego, mądrego, który wszystkiemu zaradzi, który zna się na wszystkim, który potrafi zrobić niemalże wszystko, a który klęczy przed krzyżem będzie mogło tak łatwo odejść od wiary? Nie. To pierwszy przykład udziału bliźnich w drodze do świętości – rodzice. To na nich spoczywa pierwszy obowiązek wychowania w wierze katolickiej. Tak jak Maryja wychowała swojego Syna, tak i każda matka na świecie powinna wychować swoje dzieci w prawdziwej świętości. Jedną z takich osób była właśnie matka św. Augustyna. Sam Augustyn bardzo wychwalał Monikę. Burzy to całkowicie współczesne oszczerstwa skierowane w tego doktora Kościoła. W księdze drugiej swojego najważniejszego dzieła pisze tak: „Dzięki Twemu miłosierdziu bowiem to imię Syna Twego, mego Zbawcy, już z mlekiem matki moje serce w dzieciństwie wchłonęło w siebie pobożnie i bardzo głęboko przechowywało”.

Jak widać więź syna z matką może doprowadzić tego pierwszego do Boga. Nawet gdy oddalił się od niego bardziej niż Wschód od Zachodu. Głęboką więź syna z matką wyraża cytat: „Gdy traciłem tak wielką pociechę, jakiej mi ona zawsze udzielała, dusza moja była rozdarta, a życie wydawało się zburzone. Bo było to przedtem wspólne życie jej i moje”. Oprócz syna Monika nawróciła również męża. A co takiego zrobiła? Modliła się i miała pokorne serce. Jej świętość zrodziła świętość jej syna i poprowadziła do zbawienia męża. „Gorąco pragnęła zdobyć go dla Ciebie. Cnoty, jakimi ją ozdobiłeś, budzące w jej mężu szacunek, miłość i podziw, były wieloma głosami mówiącymi mu o Tobie”. Augustyn zaś pociągnął za sobą swoich przyjaciół – m.in. Alipiusza, który również został biskupem. To głęboka prawda o nas samych – każdy z nas może swoim przykładem przyciągnąć kogoś do Boga – kolegę z pracy, znajomego ze szkolnej ławki, a nawet kogoś z rodziny. Świętość jest czymś, co przepełnia naszą codzienność. „A szczęście przecież polega na radowaniu się prawdą, czyli na radowaniu się Tobą, który jesteś prawdą, Boże, światłości moja, Boże mój, od którego wyglądam zbawienia”.

Łaska

„Będę Cię miłował, Panie, wielbił i sławił imię Twe za to, że przebaczyłeś mi tak niegodziwe przestępstwa. Łasce to przypisuję Twej i miłosierdziu, że grzechy moje rozpuściłeś jak lód. Łasce też Twojej przypisuję wszystkie te momenty, w których zdołałem uniknąć grzechu”. Tymi słowami Augustyn wychwala łaskawość i miłosierdzie Pana Boga. To cenna wskazówka na drodze do chwały niebiańskiej. Niech nikt z nas nie myśli, że sam jest w stanie osiągnąć doskonałość duszy i być świętym. Wtedy byłby to brak pokory. Wszystko, co w nas dobre i piękne, jest łaską. To, że istniejemy, też jest łaską. Każda chwila naszego życia jest łaską, nawet gdy grzeszymy, bo przecież wolność woli też jest darem od Boga. Nie przypisujmy sobie jednak własnej doskonałości sobie. Augustyn mówi: „Mniemałem, że do powściągliwości człowiek jest zdolny o własnych siłach, a ja w sobie tych sił nie dostrzegałem. Głupiec, nie wiedziałem, że – jak napisano – nikt nie może być powściągliwy, jeśli Ty mu tego nie udzielisz. Udzieliłbyś mi na pewno, gdybym z głębi serca wołał do Ciebie i gdybym miał wiarę dostatecznie mocną, by moje troski Tobie powierzyć”. Każda nasza „zasługa” tak naprawdę nie jest nasza – to wszystko jest owocem łaski Bożej. „To, co dobre, Ty czynisz we mnie; z Twojej to pochodzi łaski. Co złe, jest moim grzechem i karą przez Ciebie wymierzoną”. Dlatego nasze uczynki wynikają z łaski. Pamiętajmy również o tym, że dobry uczynek uczyniony z przymusu nie jest wiele wart.

Każdy jest powołany

Przeto w Twoim Kościele – stosownie do łaski, jakiej mu udzieliłeś, Boże nasz, bo przecież Twoim jesteśmy dziełem, stworzeni na dobre uczynki

Teraz także Twoje duchowe dzieci są jak gwiazdy umieszczone na tym firmamencie, bo łaska Twa objawiła się całemu światu

Nie mów sobie: „ja się nie nadaję”. Pan Bóg kocha każdą swoją owieczkę bez wyjątku. Jesteś powołany do świętości. Ile gwiazd na niebie, tyle świętych powinien mieć Pan Bóg. „Świętymi bądźcie”. Często mówi się, że po soborze „świętych jest za dużo” albo „kanonizowano przeciętnych”. Otóż nie. Każdy, nawet najmniejsze dziecko Pana Boga, jest przeznaczone do świętości. Świętość nie musi być wielkim mistycznym przeżyciem połączonym z uzdrawianiem samym cieniem – świętość to życie, które może podjąć każdy z nas na co dzień.

Pragnienie Nieba

Doszliśmy do naszych dusz i przekroczyliśmy je, aby dotrzeć wyżej, aż do krainy niewyczerpanej obfitości, gdzie na wieki karmisz Izraela pokarmem prawdy i gdzie życiem jest owa Mądrość, przez którą staje się wszystko, co kiedykolwiek było i co jeszcze będzie

Wizja Ojczyzny Niebiańskiej jest czymś, co nas niesamowicie skłania do świętości. Człowiek święty przed oczami ma nie tyle wizję piekła, co wizję Nieba. To ona powinna nam przyświecać. „Drżałem z lęku, a jednocześnie rozpierała mnie radość nadziei, gdym rozważał Twoje miłosierdzie, Ojcze”. Wydawałoby się nam, że prawdziwy żal to tak naprawdę obawa przed karą. Tak nie jest. Prawdziwy żal to skrucha z powodu świadomości odrzucenia Ojca, który nas kocha jako swoje dzieci. Wizja bytowania na wyżynach niebieskich przyświecała świętym przez wieki. Tam jest nagroda za naszą świętość, nie na Ziemi. Jeżeli będziemy pragnąć zbawienia, Bóg okaże nam łaskę, abyśmy mogli go dostąpić.

Umrzeć dla grzechu…

„Tylko Ciebie przed sobą bym ukrył, a nie siebie przed Tobą”

Za to, żeś wyrwał mnie z gęstwiny zła, za to, żeś stał się dla mnie słodszy od wszystkich pokus, jakim dawniej ulegałem – więc pokochałem Ciebie nade wszystko

To najtrudniejszy krok na drodze człowieka świętego – odrzucenie miłości ziemskich na rzecz prawdziwej Miłości. Jest to coś, co musimy zrobić, aby nasze życie duchowe było owocne. Trzeba zerwać z naszym starym „ja” i powiedzieć „tak” Chrystusowi. Augustynowi udało się wygrać z żądzami cielesnymi. Więc i ty dzisiaj pomyśl o tym, co najbardziej odciąga Cię od Pana Jezusa i wypowiedz temu wojnę. Pan Jezus wygrał na krzyżu ogołocony zarówno fizycznie jak i duchowo: umierał w krwawej męce, i sam poczuł się opuszczony śpiewając „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Ale mimo to chwalebnie zmartwychwstał. Podobnie i my powinniśmy zrobić – ogołocić się z tego, co ciągnie naszą duszę ku ziemi, a przeszkadza w dążeniu do nieba. W Bogu zaś nie szukać jakichś dóbr duchowych czy pocieszeń – na drodze do świętości trzeba umiłować Boga dla samego Boga, wyjść na pustynię serca wolną od emocji czy własnych wyobrażeń. Aby dostać Tego, który jest Wszystkim, należy przyjść z niczym.

Wyjdę i poza tę moc, którą się nazywa pamięcią,

przekroczę ją, aby się wznieść do Ciebie, o Światło błogie!

Aby zmartwychwstać w Chrystusie

Cóż bowiem może być jej życiem, jeśli nie Ty? A czymże są Twe dni, jeśli nie wiecznością Twoją?

Ty jesteś życiem dusz, tym, co ożywia życie. Żyjesz, o Życie duszy mojej, własną mocą. Bo samym życiem jesteś, niezmiennym

Woda chrztu świętego jest dla nas pierwszym zmartwychwstaniem na Ziemi. Jednak co tak naprawdę znaczy „zmartwychwstać”? Można powiedzieć za apostołem Pawłem, że wtedy „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Jest w tym przesłaniu zawarta niesamowita treść. „Żyje we mnie Chrystus” może oznaczać to, że już nie ma naszej woli w nas, a jest jedynie wola Jezusa. Wtedy możemy tak naprawdę powiedzieć, że żyjemy. Bo tylko On jest Życiem. Grzech jest dla nas śmiercią. Ale i grzech, i śmierć pokonało chwalebne Zmartwychwstanie. Każdy nasz grzech jest gwoździem w Jego rany. Natomiast każde rozgrzeszenie jakie otrzymujemy, jest jak zmartwychwstanie. Każde nasze nawrócenie jest zmartwychwstaniem. Prawdziwe natomiast zmartwychwstanie w Chrystusie dokonuje się wtedy, kiedy ostatecznie możemy powiedzieć, że umiłowaliśmy Pana bardziej niż samych siebie. Świętość jest niesamowitą radością – chrześcijaństwo bowiem z samej swojej istoty jest wiarą radości i zwycięstwa – Pan Jezus zmartwychwstał, skruszył wrota śmierci i zniszczył władzę grzechu. Dlatego radość zmartwychwstania powinna nami kierować zawsze i wszędzie. Ważne jest też, aby nasza wiara była żywa. Byśmy wiedzieli, że nasze litery prawa przepełnia Duch. Zmartwychwstanie ma wymiar mistyczny – przez nie dokonało się przebóstwienie (gr. θέωσης) natury ludzkiej – została oczyszczona. Chrystus stał się nowym Adamem i zmartwychwstał jako pierwszy z ludzi. Apostoł Piotr mówi w pierwszym liście o uczestnictwie w Boskiej naturze Chrystusa. Nie należy rozumieć tego dosłownie – Apostoł ma tutaj na myśli swego rodzaju czerpanie z pełni Bóstwa. W Liście do Efezjan czytamy: „Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, Zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, I mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą”. Widzimy zatem, że przez zmartwychwstanie jest w nas pewna Boża obecność.

Pamiętajmy również o zmartwychwstaniu w kontekście eucharystycznym – w Eucharystii otrzymujemy Ciało Zmartwychwstałego Pana i zarazem uobecnienie Jego zbawczej ofiary Krzyża. W każdej Eucharystii otrzymujemy Życie. Każda Eucharystia przybliża nas do świętości. Świętość zaś przybliża nas do chwały Nieba, a chwała Nieba do chwalebnego zmartwychwstania ciał. Doskonale zmartwychwstanie i śmierć ujął święty Augustyn w Solilokwiach: „Boże, Ciebie porzucać – to umierać, w Tobie mieszkać – to żyć”. To zdanie jest znamienne w całym rozumieniu zmartwychwstania i śmierci jako metafor życia duchowego. Chcesz być świętym? Zmartwychwstań w Chrystusie Panu i umrzyj dla grzechu. „Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć – to zysk”.

Wielki święty

Żywot świętego Augustyna miał miejsce wieki temu, ale ciągle pozostaje niesamowitym przykładem działania łaski w życiu grzesznych. Tak, ten sam wielbiący rozkosze fizyczne Augustyn, który trwał w nauce manichejczyków, nawrócił się. Stał się prawdziwym krzewicielem Prawdy. Zmartwychwstał w Chrystusie, a umarł dla świata doczesnego. Co jednak najbardziej powinno trafić nam do serca? Przez przykład św. Augustyna Pan Bóg udowadnia, że nie patrzy tak jak my. On w grzeszniku widzi swojego wybranego. Sam Doktor Łaski mówi o sobie: „Właśnie spośród pogan i ja do Ciebie przyszedłem”. Nie przekreśla go. Także i my dzisiaj nie przekreślajmy swojej drogi do świętości, ani drogi swojego bliźniego. Twój sąsiad, który pije i co dzień bije żonę, może stać się już następnego dnia innym człowiekiem. Każdy może zmartwychwstać w Panu Jezusie. Duch Święty działa. Nie tak jakbyśmy chcieli – Mądrość Przedwieczna jest w łagodnym powiewie wiatru. Czasem ukrywa się pod czymś, co ludzkim językiem zwiemy „przypadek”. Na koniec przywołajmy fragment hymnu św. Ambrożego Aeterne rerum Conditor w tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka:

Ty światłość jesteś. O, zabłyśnij
Zmysłom i mroki duszy rozprosz!
Ciebie niech sławi głos nasz pierwszy
Ciebie niech sławi pieśń ostatnia

Z takim przesłaniem niech każdy z nas ruszy we własną drogę do świętości. Zmartwychwstańmy. Jesteśmy stworzeni dla świętości.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.