adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Areopag Młodych, Bez kategorii, Kultura

„Ktoś, kto zna cię zbyt dobrze…”

Scarlett Johansson wchodzi na aktora, "Marriage Story"

fot. youtube.com/Netflix

Długo zbierałem się do napisania czegoś o tym wybitnym filmie. Może czułem się zbyt niedoświadczony, by pisać o kinie przez wielkie „K”? Ale po obejrzeniu drugi raz stwierdzam: to świetny film!

Na Historii małżeńskiej wpierw byłem w kinie. Ostatnio obejrzałem ponownie, tym razem na Netflixie. Pozwólcie, że opowiem Wam o odczuciach dotyczących obrazu, za który Scarlett Johansson i Adam Driver powinni dostać Oscara.

Opowieść o rozpadzie

Zaczyna się słodko. Dwie litanie – „Za co kocham Charliego” i „Za co kocham Nicole”. Pięknie uchwycone te małe i duże rzeczy, które są piękne w drugiej osobie. Następnie brutalna prawda – to małżeństwo się rozpada.
On jest reżyserem i właścicielem teatru „Exit Ghost”, natomiast ona to aktorka w tym teatrze. Wcześniej była gwiazdą telewizji. On jest precyzyjny, zdecydowany i genialny. Ona – zdolna, nie potrafiąca powiedzieć, o co jej chodzi, a zarazem mająca poczucie, że nie ma swojego miejsca w tym związku.

fot. youtube.com/Netflix

Mają rozstać się w pokoju między innymi ze względu na syna (urocza rola Azhy Robertsona). Wciąż się kochają, ale nie potrafią być ze sobą. Różnica zdań jest ważniejsza od tego, co ich łączy.

Postaci wykreowane przez Drivera i Johansson są do bólu żywe i ludzkie jak dramatis personae Williama Shakespeara. Ich emocje bolą. Ich wielowarstwowa tragedia i cierpienie związane z rozpadem przyprawia o dreszcze.

Zły system

Na ludzkiej tragedii żerują prawnicy (znakomici aktorzy: Laura Dern i Ray Liotta). „Ten system wynagradza draństwo” mówi Nora Fanshaw, adwokat Nicole. Film pokazuje, że system prawny niszczy jeszcze bardziej międzyludzkie relacje. „Gdy będzie po wszystkim, będziemy reprezentować tę część twojego życia, o której wolałbyś zapomnieć” mówi Charliemu Jay, prawnik do którego przychodzi reżyser teatralny.

Zobacz też:   Zbawienne cierpienie
fot. youtube.com/Netflix

Sprawa toczy się w Los Angeles, w którym przebywa Nicole z synem. Charlie zmuszony jest nieustannie latać z Nowego Yorku, w którym reżyseruje sztukę wystawianą na Broadwayu, do Miasta Aniołów.

Rozwód niszczy więcej niż relację dwóch ludzi. Oddziałuje na rodzinę Barberów, na znajomych, na dzieło życia Charliego Barbera…

Łzy, śmiech i śpiew

Znakomita gra aktorska. Dobrze dobrana muzyka. Wyśmienity popis wokalny Adama Drivera, który w jednej ze scen wieńczących film śpiewa Being Alive (piosenka z broadwayowskiego musicalu Company).

„Someone to hold you too close
Someone to hurt you too deep
Someone to sit in your chair
And ruin your sleep
And make you aware of being alive…”

Piękne zakończenie – gest Nicole, który pozostawia nadzieję.

Film ma momenty zabawne, iskrzące się humorem – choć w całości ma smutną, wzruszającą wymowę. Bardzo go polecam, zwłaszcza młodym małżeństwom i wszelakim parom. Noam Baumbach wykonał kawał dobrej roboty. Obraz być może niezbyt spektakularny, ale do głębi poruszający.

fot. youtube.com/Netflix

Stawia pytania o miłość, taką prawdziwą miłość, a nie tę ze słodkich wierszyków. Miłość jako ciężką, codzienną orkę, jako umiejętność dostrzegania rzeczy z pozoru błahych i drobnych. Miłość, która wymaga, nawet gdy przestajemy od siebie wymagać.

Film dostępny jest na Netflixie i wyświetlany jest w niektórych kinach.

Dedykuję tę skromną recenzję znajomym nowożeńcom – Asi i Michałowi. Wytrwałości na nowej (ostatniej?) drodze życia.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.