adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik, Społeczeństwo, Wiara

Kościół jako błazen

Kościół jako wspólnota ma na barkach olbrzymią odpowiedzialność, musi podołać wezwaniu Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15).

Jest to olbrzymia odpowiedzialność ze względu na to, że Bóg kładzie na ramiona Kościoła, czyli na ramiona każdego z nas, ciężar głoszenia Jego Słowa. Nie jest to proste w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie już zapomnieli o Bogu. Friedrich Nietzsche mógłby powiedzieć, że „Bóg umarł”. To prorocze słowa. Bóg umarł dla świata, dla ludzi, dla natury, dla myśli, dla refleksji.

Jednak nadal żywe jest zapewnienie Jezusa: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). A może jednak za szybko uśmierciliśmy Boga? To nie śmierć, ale pełnia życia. To tylko Jego cicha obecność, immanentny dotyk serca człowieka, który porusza każdego dogłębnie, a jako że po omacku idziemy, to nie poznajemy Go. Nie poznajemy dotyku Boga, bo nie spodziewamy się Jego obecności, widząc Go jako daleki byt siedzący na tronie i władający światem. Gdybyśmy zmienili podejście, to może dostrzeglibyśmy Go? Nie jest dobrą drogą udawać, że Bóg to dobry kumpel, to ktoś więcej. Obie drogi są błędne, nie jest On ani kumplem, ani oddalonym bytem, filozoficznym pojęciem. Jest pełnym doskonałości Ojcem, który jest blisko, a zarazem daleko. Bliski naszemu sercu, a daleki naszym zmysłom, które nie są w stanie swoją skończonością dotknąć nieskończoności. Bóg żyje, jest obok nas, pod nami, nad nami, w nas, jak rzecze św. Paweł: „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 28,17). Bóg wcale nie umarł, jest nadal obecny w umysłach ludzi, tylko bywa inaczej nazywany.

W końcu człowiek jest istotą religijną i nią pozostanie, czy tego chce, czy też nie. Musimy pokazać ludziom, że wierzą i czują, ale błędnie utożsamiają to ze wszystkim innym, tylko nie z Bogiem. Bo czy człowiek dumnie mówiący o swoim rozwoju duchowym, poszukujący ducha w materii, nie szuka w prawdzie przenikającego wszechświat ducha, który tak naprawdę ma na imię Chrystus? Bo czy człowiek, uważając bezosobowe wieczne prawa kreujące wszechświat za stworzyciela, nie dotyka wprawdzie osobowej wiecznej siły, która w pełni rozumna, powołuje racjonalny wszechświat? Czy nie Boga Ci ludzie szukają, lecz inaczej Go nazywają?

Aby nie być błaznem, stając przed ludźmi należy wyzbyć się infantylnej wiary, która jawi się ludziom jako głupia, bo taka jest. Nie można przedstawiać pięknych teologicznych opowieści jako faktów, a taką opowieścią — jedną z wielu — jest ta z Księgi Rodzaju, o stworzeniu, Adamie i Ewie. To piękne prawdy, trudne do pojęcia, dlatego ludzie opacznie je interpretują. Takie interpretacje prowadzą do wniosku, że świat ma nie więcej niż 10 tysięcy lat, a ludzie zostali w jednym akcie stworzeni przez Boga. Czy to miał na myśli autor lub autorzy? Inaczej to odczytywano i widziano w tym głębię. Tę głębię widział św. Ambroży, św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu i wielu innych. To ważne osoby w historii Kościoła i należy szanować ich zdanie. Nie można odzierać tych tekstów z racjonalności.

„Mądrości moja piękna, umiłowałem cię. Ukochałem od pierwszego wejrzenia. Dotknąłem nieśmiało twoich granic. Granice te sprawiają mi ból, bo spadły na mnie jak jasny grom z nieba. Uderzyły mnie. Pokazały jaki jestem mały. Co jeszcze pokazały? A to, że mało wiem i nie dowiem się więcej. Że jest pewna Tajemnica. Coś Tajemniczego przenika wszechświat. Ty, Boże, jesteś Tajemnicą. Przenikasz świat i jesteś niepojęty! Głupotą jest umiłować rozum ludzki, bo jest on zawodny i śmieszny wobec Twojej potęgi. Boże, umiłowałem rozum Boski, który sławi Tajemnicę”.

No właśnie! Głupotą jest umiłować rozum ludzki, ale jeszcze większą głupotą jest go odrzucić. Jan Paweł II w encyklice Fides et Ratio napisał: „Wiara i rozum to jakby dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. By ptak się wzniósł nie wystarczy mu jedno skrzydło, potrzebuje dwóch. Zbytnia racjonalizacja wiary będzie zła, tak samo jak jej brak w odniesieniu do pewnych aspektów. Wiara nie lęka się rozumu ani rozum nie lęka się wiary. Ta synteza jest receptą na to, by Kościół nie był błaznem. Bo Kościół musi ludziom przedstawić wiarę, która jest syntezą serca i rozumu.

Jeżeli w taki sposób będziemy przedstawiać naszą wiarę, to być może nie będziemy błaznami wśród tłumu, a ludzie zaczną się z nami liczyć. I nie chodzi tu o to, aby nagle każdy zaczął prowadzić refleksje teologiczne, ale o to, by miał poprawną wizję Boga i relacji z Nim, bo w tym już jest pełnia rozumu, a pełnia serca objawia się w zgiętych kolanach. Serce nie jest oznaką emocji, bo i te dotyczą rozumu. Serce jest wyrazem relacji z Bogiem, duchowej rozmowy i dotyku. Bóg nas dotyka tak, że gdy zamykamy oczy, boimy się je otworzyć, aby nie stracić Go z oczu.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.