Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

Kłamstwo ma krótkie nogi

magazine cover

pixabay.com

Czy ludziom odpowiada sytuacja, gdy ktoś w ich otoczeniu jest nieautentyczny w swoich słowach i zachowaniach? Przeważnie nie, co zrozumiałe. Co jednak, gdy przeniesiemy to pytanie na inną płaszczyznę: przyjdziemy do kościoła i sprawowana tam Liturgia wyda się nam nieautentyczna? Czy ktoś zwraca na to uwagę? Jakie jest miejsce prawdy i autentyczności w kulcie Bożym? Na te oraz pokrewne pytania będzie można znaleźć odpowiedź w niniejszym felietonie.

Zwykło się kult Boży w Kościele określać mianem „rzeczywistości”. Termin ten w odniesieniu do aktów liturgicznych pozostaje często niezrozumiały, co z pewnym smutkiem wykażę poniżej. Dlaczego Liturgia to rzeczywistość? Łatwiej będzie odpowiedzieć na to pytanie, gdy przytoczymy dwie słownikowe definicje tego pojęcia: „1. »to, co istnieje naprawdę« 2. »sytuacja lub warunki, w których ktoś żyje, coś się odbywa«” (za: sjp.pwn.pl). Rozważmy więc odniesienie Liturgii do „rzeczywistości” w tychże dwóch ujęciach, które w tej materii ściśle się łączą i uzupełniają.

Wprowadzenia słów kilka

„To, co istnieje naprawdę” – czyli po prostu to, co realne, prawdziwe i obiektywne. Liturgia musi być właśnie prawdziwa w każdym swoim szczególe. Wynika to z jej sakralnego i teocentrycznego charakteru. Kieruje ona nasze zmysły w stronę Boga, w którym nie mogłoby znaleźć miejsca kłamstwo. Inaczej zachodziłaby w nim wewnętrzna sprzeczność – a jakże taka mogłaby zaistnieć w bycie nieskończenie doskonałym? Wreszcie – Bóg jest Prawdą. Skoro zaś Liturgia ma odnosić nas do Boga i jednocześnie do Niego prowadzić, nie może być w niej kłamstwa, nieprawdy. Kult Boży musi być więc przeniknięty na wskroś autentyzmem. Wkraczamy tutaj na grunt drugiego punktu definicji, a więc „sytuacji lub warunków, w których ktoś żyje, coś się odbywa”. Liturgia jest określoną rzeczywistością, czyli przestrzenią zachodzenia pewnych uwarunkowań. Nie jest to teatr, w którym ktoś odgrywa przez chwilę wyznaczoną mu rolę, a potem z niej wychodzi bez żadnych konsekwencji. Liturgia jest naprawdę rzeczywistością, osobną płaszczyzną funkcjonowania. Podczas jej sprawowania obecny jest Bóg w swoich własnych Osobach. Podczas Liturgii jednoczy się ściśle cały Kościół – pielgrzymujący, tryumfujący i cierpiący: „Przez Niego Twój majestat chwalą Aniołowie, uwielbiają Państwa, z lękiem czczą Potęgi, Niebiosa i Moce niebios oraz błogosławieni Serafini we wspólnej wysławiają radości. Z nimi to, prosimy, dozwól i naszym głosom wołać w pokornym uwielbieniu…”.

Patrząc na Mszę Święta, będącą centrum kultu katolickiego, doskonale widzimy jej prawdziwość i autentyzm: jest przecież prawdziwą ofiarą, tą samą, którą Chrystus złożył na drzewie krzyża. Nie uczestniczymy w powieleniu samego jej obrazu, przedstawiającym ją spektaklu, ale autentycznie – w niej samej.

Istota Liturgii jest więc prawdziwa. Nie jest inscenizacją, pustym przedstawieniem, umoralniającym teatrzykiem, ale autentyczną, uświęcającą nas rzeczywistością. Kult Boży ma nas podnosić ku niebu, jak wzywa nas dialog przed prefacją: sursum corda! („w górę serca”). Liturgiczna rzeczywistość musi być prawdziwa i autentyczna, ponieważ inaczej pozbawiona byłaby swojej mocy dydaktycznej, głębokiej wartości przekonywania, swojej tendencji do konwersji jej uczestnika. Jakże mielibyśmy dążyć do Obiektywnej, Boskiej Prawdy, uczestnicząc w jej kłamliwej karykaturze? Tylko uczestnicząc w świętej, prawdziwej rzeczywistości możemy zbliżyć się do Królestwa Niebieskiego, do którego jesteśmy przeznaczeni, do Królestwa Prawdy.

Nikt nie zauważy…

Kilkanaście lat temu zastanawiałem się, jak to się dzieje, że świece w moim kościele parafialnym zawsze mają tę samą wysokość. Jako dziecko, skupiony na rozmyślaniu o powolnym i nadzwyczaj równym spalaniu się świec, zobaczyłem, jak siostra zakrystianka podchodzi do świec i wyjmuje z nich pojemniczki z przezroczystą cieczą. Wszystko stało się jasne. Zawsze równe świece okazały się jedynie plastikowymi rurami z wkładem z łatwopalnym płynem i umoczonym w nim knocie. Niestety, taka rzeczywistość jest powszechna w polskich realiach (istnieją od tego oczywiście chlubne wyjątki). Przepisy liturgiczne jasno jednak mówią o świecach, a nie o lampkach olejowych. Do kuriozum dochodzi natomiast, gdy przychodzi okres wielkanocny i pojawia się potrzeba zapalenia paschału. Z tym bywa już lepiej, ponieważ w polskim światku liturgicznym coraz częściej używa się paschałów woskowych lub chociażby parafinowych (więc można mówić o rzeczywistym ich spalaniu). Zdarzają się jednak ośrodki liturgiczne, często duże i znaczące, w których zamiast świecy paschalnej mamy do czynienia z długą, plastikową rurą (czasem oklejoną woskiem z zewnętrznej strony) z olejowym wkładem, do której przyklejone są przewidziane przez mszał symbole. Najśmieszniejsza sytuacja ma miejsce, gdy diakon lub jeden z księży, po okadzeniu tejże rury, śpiewa o niej: „W tę noc pełną łaski przyjmij, Ojcze Święty, wieczorną ofiarę uwielbienia, którą Ci składa Kościół święty, uroczyście ofiarując przez ręce swoich sług tę świecę, owoc pracy pszczelego roju. […] Chociaż dzieli się on użyczając światła, nie doznaje jednak uszczerbku, żywi się bowiem strugami wosku, który dla utworzenia tej cennej pochodni wydała pracowita pszczoła”. Niektórzy żartobliwie mówią, że aby uniknąć swoistego oszukiwania wiernych, księża powinni zmienić słowa starożytnego hymnu i „pszczeli rój” nazwać raczej pracownikami rafinerii. Żarty żartami, ale zarówno w przypadku zwykłych świec, jak i paschału, często mamy do czynienia z najzwyklejszym kłamstwem, które podaje się nam na tacy. Ludzie w końcu nie zauważą, że to nie jest prawdziwa świeca…

Nikt nie usłyszy…

W zdecydowanej większości kościołów w naszym kraju co niedzielę każdy z nas słyszy dźwięk organów – w grze solowej albo akompaniamencie liturgicznym. Na szczęście bardzo często są to organy piszczałkowe, o których wspominają dokumenty soborowe, takie jak konstytucja o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium (KL 120). Wielokrotnie jednak w miejsce prawdziwych organów, w których dźwięk wytwarza powietrze przepływające przez piszczałki, pojawiają się instrumenty zwane organami elektronicznymi. W praktyce są one albo syntezatorami, albo odtwarzają dźwięki pojedynczych piszczałek nagrane wcześniej (tzw. sample). Gdy takie rozwiązania mogą być dopuszczalne jako przejściowe, na przykład w nowo powstałych parafiach, w których jeszcze nie wybudowano prawdziwego instrumentu, to jednak bardzo często organy elektroniczne są kupowane do kościołów jako docelowy instrument, a głośniki, z których wydobywa się dźwięk, chowane są za jednym rzędem niemych piszczałek tworzących prospekt sztucznych organów. Niestety, sprawa może posunąć się jeszcze dalej. Na stronach internetowych hurtowni z wyposażeniem kościołów znaleźć można urządzenie nazywane „automatycznym organistą”. Do obsługi takowego nie potrzeba już nawet muzyka kościelnego. Wystarczy pilotem włączyć odpowiednią ścieżkę dźwiękową i całą świątynię wypełnia słodki dla uszu dźwięk organów i śpiew. Czyż to nie wspaniałe?

Bo liczy się jakość!

W zakres tematyczny liturgicznego autentyzmu z pewnością wpisać można też kwestię jakości paramentów liturgicznych. Z punktu widzenia logiki to, co przeznaczone do kultu Bożego, powinno być dobrej jakości.

Doskonałym przykładem dla poparcia tegoż twierdzenia będzie opis postawy świętego Jana Marii Vianneya: „Mimo zmęczenia, chciał koniecznie sam w dniu tym odśpiewać sumę i z wielką radością po raz pierwszy włożył na siebie wspaniały ornat z niebieskiego aksamitu, bogato haftowany w złote arabeski. Do ornatu tego dał mu wzór architekt Bossan. Prezbiterium i nawa główna przybrane były jak najwspanialej”. W przypisie znajdujemy zaś informację, iż za wyżej wspomniany ornat zapłacono 1400 franków, a więc sumę niemałą.

Przez wieki do produkcji ornatów używano drogocennego jedwabiu czy też złotogłowiu, zaś na alby i obrusy przeznaczano najlepsze, naturalne płótna – lniane i bawełniane. Wydaje się, że nie ma w tym nic zdrożnego, ponieważ dla Boga wypada przygotować to, co najlepsze. Do innego wniosku można by dojść, przeglądając ofertę sklepów z liturgicznym asortymentem. Większość ornatów wykonana jest z „drogocennego” poliestru, elany lub też plastikowego brokatu. Alby również szyte są przeważnie z materiału, którego naturalnym nazwać nie można. Wiele osób nie nałożyłoby nic z takich tkanin, gdyby chodziło o ich własne ubrania. Dlaczego więc przy sprawowaniu Liturgii kwestia ta jest tak lekceważona? Z pewnością chodzi o pieniądze. Koszt ornatu wykonanego z jedwabiu, bez większych ozdób, wynosi w Polsce niecałe 3000 złotych, zaś szaty wykonane z poliestru, elany czy brokatu będziemy w stanie kupić w sklepach już za trzycyfrową sumę. Przytoczę w tym momencie powtórnie przykład świętego proboszcza z Ars, który mawiał, że „wytarta sutanna zyska przy pięknym ornacie”. Negował on własną przyjemność i wygodę na rzecz pięknych paramentów. Niewątpliwie była to jego osobista ofiara na rzecz Boga.

Koń trojański

Niektórzy mogliby, po przeczytaniu powyższego, wydać osąd, iż autor w tym artykule zapragnął wylać swoje żale i wyżyć się niejako na polskich realiach liturgicznych. Chciałbym jednak popatrzeć na wszystkie te wyżej opisane przypadki przez pryzmat pierwszej części mojego tekstu. Wszystkie te szczegóły: oszukane świece, sztuczne organy, szaty złej jakości stanowią casus pewnej próby zakłamania liturgicznej rzeczywistości. Ludziom, dla których Liturgia stanowić ma szkołę wiary i pobożności (zgodnie z zasadą lex orandi lex credendi – „jak się modlisz, tak też wierzysz”) zapewne to nie pomaga. Powinni oni chłonąć głębię liturgicznych znaków każdym możliwym zmysłem, aby duchowo znaleźć się w tym przedsionku nieba, który stanowi kult Boży. Co jednak, jeśli coś ogranicza ich w tym pojmowaniu symboli? Dopuszczając brak autentyzmu do Liturgii, nie rozumiejąc potrzeby jej rzeczywistego i prawdziwego charakteru, wprowadzamy sami trojańskiego konia do swojej wiary i pobożności. Kłamstwo pozostaje obiektywnie złe, ponieważ sprzeciwia się istocie Boga, który jest nieskończoną, doskonałą Prawdą.

Nieistotne szczegóły?

Na liturgiczną rzeczywistość nie składają się tylko te znaki, które mają charakter istotowy, uświęcający, sakramentalny. Gdyby tak było, można by ograniczyć cały kult do samego sprawowania sakramentów i sakramentaliów, bez żadnego ceremoniału. Cały rytuał towarzyszący symbolom o charakterze istotowym ma na celu przede wszystkim ukierunkowanie ludzkich zmysłów na to, co rzeczywiście dzieje się w kościele, a ponadto stanowić dla wiernych duchową szkołę. Ludzie mają spalać się dla Boga, wychwalać Go w świętym zgromadzeniu jak rzędy piszczałek organowych i ofiarować Mu to, co najlepsze.

Wielokrotnie słyszałem w dyskusji argument „Pan Jezus się nie obrazi za coś tak małego”. Rzecz w tym, że cała Liturgia składa się z tak małych rzeczy. Co więcej: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie” (Łk 16, 10) – powiedział nasz Pan. Niniejszy tekst chciałbym zakończyć apelem do wszystkich, którzy mają jakikolwiek wpływ na kształt i wygląd Liturgii w swoich środowiskach. To nam, Kościołowi, Pan Jezus powierzył ten skarb. Proszę Was, drodzy kapłani, którzy to czytacie: dbajcie o autentyzm w kulcie Bożym, dbajcie o jego najmniejsze szczegóły, bo dla nas, świeckich wiernych, jest to bardzo istotne. Proszę także Was, drodzy przyjaciele, którzy nie nosicie koloratek: jeśli macie świadomość takich „kłamstewek” w waszym liturgicznym otoczeniu, powiedzcie o tym swoim duszpasterzom. Nie przekłamujmy Liturgii Świętej! Bądźmy wierni nawet w najmniejszych rzeczach, z czystej miłości do Pana, do którego prowadzi cała Liturgia w każdym szczególe – abyśmy mogli się zachwycić Nim samym – Bogiem wiecznym, żywym i prawdziwym.

Bibliografia:

Jan Maria Vianney. Kapłan z Ars na rok kapłański (za: jednoczmysie.pl)

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.