adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Wiara

„Jeślibym zaginął w górach, to bardzo proszę – szukajcie mnie […]”

17 sierpnia 2017 roku ksiądz Krzysztof Grzywocz udał się na wyprawę w Alpy Lepontyńskie, gdzie zaginął; rozpłynął się w powietrzu. Zniknął niczym ślad pozostawiony nad brzegiem morza. Minęło pięć lat i do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę się wydarzyło. Wciąż pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi… Jak wyglądały ostatnie godziny, kiedy widziano go jeszcze żywego?

Na początku warto w kilku zdaniach przedstawić sylwetkę tego niezwykłego kapłana. Urodził się 17 października 1962 roku w Kędzierzynie-Koźlu. W wieku dwudziestu jeden lat wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Nysie. 17 czerwca 1989 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk ówczesnego biskupa opolskiego Alfonsa Nossola. Swoją decyzję dotyczącą powołania uzasadnił w następujących słowach: „Pragnę zostać kapłanem, aby jeszcze mocniej złączyć się z Jezusem Chrystusem – jedynym Arcykapłanem – i w Duchu Świętym »stać się wiecznym darem dla Ojca«. Poprzez swoje kapłańskie oddanie pragnę, aby Bóg – poprzez Ciało Chrystusa dla nas ofiarowane – użyczał ludziom uczestnictwa w swoim trójjedynym życiu. W tej posłudze Pojednania odnajduję sens swojego życia”.

Od najmłodszych lat ksiądz Krzysztof Grzywocz przejawiał pasję do gór. Przygodę ze wspinaczką zaczął w 1981 roku. 2 lipca 1982 roku otrzymał kartę taternika. W latach 1989-1992 był członkiem Klubu Wysokogórskiego Gliwice, a wcześniej – Akademickiego Klubu Alpinistycznego w Opolu. Należał do grona nielicznych osób mających na koncie największą liczbę czterotysięczników. Częstym towarzyszem jego alpejskich wspinaczek był ksiądz Adam Rogalski – obecnie proboszcz parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Raciborzu, z którym zdobył m.in. słynny Matterhorm (por. Biogram księdza Krzysztofa Grzywocza [w:] kskrzysztofgrzywocz.pl). „Łączyła nas z ks. Krzysztofem miłość do gór. Wśród nich ta o najbardziej klasycznym kształcie to Matterhorn”.

„Wyprawa się nieco przedłużyła, więc postanowiliśmy pozostać w schronie na wysokości czterech tysięcy metrów na nocleg. Wspaniały, ale miał swoje minusy. Skończyły się zapasy wody (a także śnieg pokrywający sam szczyt). Poznaliśmy wtedy, co znaczy słowo »pragnienie«. Dostaliśmy od przygodnych turystów butelkę wody. Była to plastikowa butelka po coca-coli. Ksiądz Krzysztof zostawił ją sobie na pamiątkę i pokazał mi ją po kilku latach. To ta sama? – pytałem zdziwiony. Taka malutka? (W Polsce tak małych nie ma – może z 200 ml?). Wtedy była zbawienną butelką wody. Niby ta sama rzecz, a inaczej wyglądała w schronie na czterech tysiącach, a inaczej w pokoju ks. Krzysztofa” – wspominał ksiądz Adam Rogalski.

Ostatnia wyprawa w góry

Co roku od ośmiu lat ksiądz Grzywocz spędzał wakacje w Betten w alpejskim regionie Valais w Szwajcarii. Przez kilka tygodni zastępował proboszcza Bruno Gmüra, swojego dobrego przyjaciela, którego poznał w 2005 roku w Polsce (por. Suchtrupp aus Polen sucht erfolglos nach Pfarrer im Wallis [w:] kath.ch).

W czwartek 17 sierpnia 2017 o godzinie ósmej rano pięćdziesięcioczteroletni ksiądz Grzywocz sprawował swoją ostatnią mszę świętą w kościele w Betten. Po Eucharystii wyjechał autem do miejscowości Berisal. Pozostawił szary samochód marki Renault o numerze rejestracyjnym OP 439OC na parkingu, z którego ruszył do schroniska Bortelhütte (2113 m). Przejście takiej trasy według drogowskazów zajmuje około półtorej godziny. O jedenastej trzydzieści ksiądz Krzysztof dotarł do chaty, gdzie zamówił kawę. Rozmawiał z gospodarzami schroniska, pytając o możliwość dojścia na szczyt Bortelhormu (Punta del Rebbio), którego wysokość wynosi 3194 m n.p.m. Pani Petra Meister wskazała mu dwie drogi dojścia: łatwą ścieżkę turystyczną i trudniejszą trasę ze wspinaczką. Prosił również o kartkę z menu, zapowiadając, że wróci tu na kolację (por. Biogram księdza Krzysztofa Grzywocza [w:] kskrzysztofgrzywocz.pl).

Ksiądz Krzysztof założył na siebie tego dnia białą koszulkę z krótkim rękawkiem oraz długie spodnie z szerokim czarnym paskiem. Był wysokiego wzrostu – mierzył około 185 cm. Miał siwe, ścięte na krótko włosy (por. Zaginął ks. Krzysztof Grzywocz [w:] opowiecie.info).

źródło: google.com/maps

W czasie drogi na szczyt pomiędzy schroniskiem a jeziorem spotkał na swojej drodze pracowników elektrowni usytuowanej przy sztucznym jeziorze na wysokości 2464 m n.p.m – później skojarzyli postać poszukiwanego księdza, gdyż pozdrowił ich po włosku i niemiecku z obcym akcentem. Wiadomo też, że tego dnia pogoda nie była najlepsza na zdobycie szczytu. Mimo to ktoś to zrobił, co zostało uwiecznione w pamiątkowym wpisie do zeszytu na Bortelhormie (por. Niewyraźna ścieżka prowadząca na szczyt [w:] kosciol.wiara.pl).

Zaginięcie w Alpach

Następnego dnia, w piątek, ksiądz Grzywocz nie pojawił się na mszy świętej, którą miał odprawić o godzinie ósmej trzydzieści, co natychmiast zgłoszono na policji. Wczesnym popołudniem próbowano namierzyć telefon księdza Krzysztofa za pomocą specjalnego helikoptera z Zurychu. Niestety około godziny piętnastej, w wyniku częstych połączeń, doszło do rozładowania urządzenia, co uniemożliwiło dalsze działanie. Rozpoczęto akcje poszukiwawcze. Trudne warunki pogodowe w Alpach Szwajcarskich – silne burze i opady deszczu – utrudniały poszukiwanie księdza. Niewiele też dało działanie psów tropiących i helikoptera, z którego widoczność była bardzo słaba.

źródło: google.com/maps

W sobotę poprawiła się pogoda, więc kontynuowano akcję poszukiwawczą. Użyto wszystkich możliwych środków: kilkunastu doświadczonych ratowników, psów tropiących, dwóch helikopterów z kamerami termowizyjnymi. Akcja zakończyła się wieczorem bez rezultatów. Strona szwajcarska musiała zwrócić się do diecezji z prośbą opłacenia akcji poszukiwawczej, która wygenerowała duże koszty (por. Biogram księdza Krzysztofa Grzywocza [w:] kskrzysztofgrzywocz.pl).

Tego samego dnia brat księdza Krzysztofa z żoną i przedstawicielami księdza biskupa wyjechali z Opola do Szwajcarii. W niedzielę poleciał on helikopterem wraz z Piotrem Dobrowolskim do schroniska, do którego miał wrócić w drodze powrotnej ksiądz Grzywocz. W czasie lotu mogli dokładnie przyjrzeć się terenowi znajdującemu się pod nimi. Widoczność była wtedy bardzo dobra, więc łatwo mogliby namierzyć sprzęt – plecak czy kijki trekkingowe, które pozostawione byłyby przez turystę (por. Ksiądz Krzysztof Grzywocz: W razie wypadku w górach szukajcie mnie, nie mojego ciała [w:] plus.nto.pl).

Również tego dnia rozszerzono obszar poszukiwań księdza Grzywocza, choć tak jak w sobotę nie przyniosły one żadnego przełomu. Delegacja z Opola oraz konsul RP z Berna spotkali się z odpowiedzialnym za koordynację ze strony szwajcarskiej inspektorem Lukasem Reichem i Meinardem Bittelem – szefem całej akcji ratunkowej. Tak to wspomina ksiądz Kobienia: „Gdy przyjechaliśmy rano na miejsce, było spotkanie z policjantem, który prowadził całą akcję, a także z szefem akcji ratunkowej. Myślę, że to było dla nas bardzo ważne spotkanie, ponieważ dostrzegliśmy, że dla tych ludzi to nie było tylko zadanie, które im powierzono. Dostrzegliśmy, z jak ogromnym zaangażowaniem poszukiwali ks. Krzysztofa. Był dla nich jak członek rodziny. Szef akcji ratowniczej mówił, że po ludzku rzecz biorąc, to przeszukali każdy kawałek i gwarantuje za swoich ludzi, że jeśli ks. Krzysztof byłby gdzieś tam, to by go znaleźli” (Jak przebiegała akcja ratownicza w Alpach? [w:] info.wiara.pl).

We wtorek kontynuowano poszukiwania. Sprawdzano te same miejsca przy pomocy helikopterów i ratowników z psami. Przeszukano również wszystkie szałasy bez względu na stan techniczny niektórych z nich. Do akcji włączyli się również ratownicy po stronie włoskiej, gdyż przez szczyt przebiega granica. Wieczorem jeden z psów podjął trop w kierunku szczytu, jednak ze względu na zmęczenie przerwano działania. Wznowiono je w tym miejscu następnego dnia około siódmej rano. Brak możliwości znalezienia choćby najmniejszego śladu księdza Krzysztofa spowodował, że 23 sierpnia 2017 roku o godzinie dziesiątej akcja ratownicza została oficjalnie zakończona. Kapłana uznano za osobę zaginioną. Oczywiście, ta informacja nie oznaczała, że będzie pozostawiony sam sobie. Nadal jest poszukiwany, wśród osób zaangażowanych są wolontariusze. Jednak w kwestii urzędowej akcja się zakończyła (por. Biogram księdza Krzysztofa Grzywocza [w:] kskrzysztofgrzywocz.pl).

Zobacz też:   Słuchając Tradycji: wizerunek Cezara, wizerunek Boga
źródło: google.com/maps

Ze schroniska na szczyt Bortelhorm

Jak wygląda dokładnie droga na szczyt Bortelhormu ze schroniska Bortelhütte? Opisuje to wspomniany już wcześniej ksiądz Rogalski, który wybrał się w pierwszą rocznicę zaginięcia księdza Grzywocza w to samo miejsce:

„Nad schroniskiem Bortelhütte, gdzie Krzysztof widziany był po raz ostatni, jest spory odkryty teren trawiasty, ale potem, u góry, już jest kamienisty. W górę na przełęcz prowadzi ścieżka w miarę czytelna. Doszedłem tam i potem zaczynał się szlak wspinaczkowy granią Bortelhormu. Próbowałem tam iść, ale skała była tak luźna, że się wycofałem. Miałem świadomość tego, co stało się rok wcześniej z Krzysztofem. Poza tym byłem sam. Nie było sensu ryzykować. Po dwóch próbach wejścia na ten wspinaczkowy szlak wycofałem się”.

„Kiedy jednak wracałem do schroniska, moją uwagę zwrócił fakt, że na luźno leżących kamieniach były seledynowe, słabo zaznaczone ślady. Jakby ktoś farbą ledwo maźnął. W nocy w schronisku pomyślałem, czy to nie jest ścieżka prowadząca inną drogą na szczyt. Postanowiłem tam pójść i podjąłem próbę wejścia na tę grań. Przed szczytem Bortelhormu była przełęcz i dwa siodła. Dopiero na tym najwyższym – doszedłem do niego, idąc górną granicą śniegu – wszedłem na grań. Tam już była w miarę czytelna ścieżka prowadząca na sam szczyt, jednak mocno niewyraźna. Musiałem zrobić po drodze znaki z ułożonych kamieni, żeby wiedzieć, którędy zejść. Skala trudności w rodzaju Orlej Perci w Tatrach. W miarę stabilnie. Ale dużo luźnych kamieni. Zresztą patrząc na strukturę skał, widać, jak bardzo są tam luźne. Ta skała jest tak popękana, że każdy z kawałków można było spokojnie z niej ręką wyjąć”.

Do jeziora, które znajduje się po drodze na szczyt, ksiądz Grzywocz nie mógł wpaść i utonąć, ponieważ ma ono łagodne brzegi. Poza tym jego komórka pod wpływem wody od razu by przestała działać. Psy tropiące niczego w tym miejscu nie wywęszyły (por. Ksiądz Krzysztof Grzywocz: W razie wypadku w górach szukajcie mnie, nie mojego ciała [w:] plus.nto.pl).

źródło: google.com/maps

Ksiądz Rogalski zwracał również uwagę na inną rzecz: szczyt Bortelhornu od strony włoskiej ma bardzo pionową i podciętą ścianę, na której widać mocne działanie erozji. W każdej chwili pod wpływem czynników atmosferycznych może dojść do oderwania takiego kawałka skały z góry…

Na szczycie Bortelhormu znajduje się krzyż i skrzynka z zeszytem, do którego na pamiątkę można się wpisać po zdobyciu góry. Ksiądz Rogalski sprawdzał, czy pod datą 17 sierpnia 2017 roku znajduje się wpis księdza Grzywocza. Nie znalazł go (por. Niewyraźna ścieżka prowadząca na szczyt [w:] kosciol.wiara.pl).

Piotr Dobrowolski uważał, że ksiądz Krzysztof nie obrał trudniejszego wariantu ze wspinaczką: „Myślę, że nie ma szans, by tę drugą drogę wybrał. W jego pokoju na szwajcarskiej plebanii zostały liny, uprzęże, kaski, czekany, słowem – sprzęt wspinaczkowy” (por. Ksiądz Krzysztof Grzywocz: W razie wypadku w górach szukajcie mnie, nie mojego ciała [w:] plus.nto.pl). Szef akcji ratunkowej podkreślał księdzu Joachimowi Kobieni podczas poszukiwań, że „ksiądz Krzysztof mógł gdzieś wpaść w przepaść czy spaść ze stoku, a piątkowe lawiny skalne mogły go przysypać. A wtedy szanse na odnalezienie go są żadne, dopóki nie zostanie odsłonięty przez góry. Można przechodzić obok, na dwa metry, i nie zauważyć. Nawet psy nie podejmą tropu, nie sposób zauważyć z helikoptera”. Mówił także, że ten rejon Alp, w który wybrał się ksiądz Grzywacz, jest bezpieczny. Szokuje to tym bardziej, iż zaginęła tam doświadczona osoba (por. Jak przebiegała akcja ratownicza w Alpach? [w:] info.wiara.pl).

źródło: google.com/maps

A może został wniebowzięty?

Skoro nie ma żadnego śladu po księdzu Grzywoczu, to może on… został wniebowzięty? Taki to skrót myślowy wysuwał ojciec Adam Szustak na swoim kanale Langusta na palmie. Kiedy dowiedział się z mediów, że ksiądz Grzywocz zaginął, w jego głowie pojawiła się pewna myśl, że „Krzysiu nie zaginął, Krzysiu nie zginął, Krzysiu został wniebowzięty”. Choć jego słowa brzmią szalenie, to są w Piśmie Świętym postacie, które w taki sposób zostały zabrane do nieba. Najbardziej znaną jest oczywiście Maryja, ale taka pierwsza opisana w Biblii to Henoch. W Księdze Rodzaju możemy przeczytać, że Henoch żył w przyjaźni z Bogiem i w wieku trzystu sześćdziesięciu pięciu lat zniknął, bo Bóg go zabrał do siebie (Rdz 5, 22). W Liście do Hebrajczyków św. Paweł wyjaśnia, że „przez wiarę Henoch został przeniesiony, aby nie oglądał śmierci. I nie znaleziono go, ponieważ Bóg go zabrał. Przed zabraniem bowiem otrzymał świadectwo, iż podobał się Bogu” (Hbr 11, 7).

Wiele osób uważa, że w takiej bliskiej relacji z Bogiem, twarzą w twarz, żył ksiądz Krzysztof. Stąd przypuszczenie ojca Szustaka na podstawie powyższej historii z Pisma Świętego, że Pan Bóg tak po prostu wciągnął go do nieba. Nie tylko ojciec Szustak tak myśli, ale również internauci. Pod jego filmikiem możemy przeczytać komentarz dodany z konta In Blessed Art Foundation: „Od pierwszej chwili kiedy się dowiedziałem o zaginięciu, mam te samą myśl! Szczególnie, że pamiętam z seminarium jako ojca duchownego – fantastyczny człowiek rozkochany na zabój w Bogu! Zawsze z głową w chmurach a jednocześnie twardo na ziemi [pisownia oryginalna]” (Langusta na palmie, [NV#124] Zaginął ks. Krzysztof Grzywocz [w:] youtube.com).

Sam ksiądz Grzywocz sugerował za życia, że trop symboliczny może być lepszy. Mam tu na myśli słowa, jakie powiedział pewnego razu swojemu bratu, tak jakby przewidując to, co może nastąpić w przyszłości: „W razie wypadku w górach szukajcie mnie, nie mojego ciała” (por. W razie wypadku szukajcie mnie, nie ciała – mówił opolski ksiądz, który zaginął w Alpach. Poszukiwania przerwane [WIDEO] [w:] opole.wyborcza.pl). Idealnie te słowa w moim odczuciu zinterpretował biskup Andrzej Czaja, który powiedział, że powinniśmy go teraz szukać w tym, co nam zostawił: publikacjach tekstowych, materiałach audio i wideo z konferencji. Inne, ale bardzo podobne słowa księdza Grzywocza, które mają wielu świadków, brzmią w następujący sposób: „Jeślibym zaginął w górach, to bardzo proszę – szukajcie mnie, ale jeśliby nie było szans na znalezienie mnie żywym, to nie szukajcie” (Tajemnica. Już czwarty rok, jak zaginął bez śladu ks. Krzysztof Grzywocz [w:] opowiecie.info).

Piotr Dobrowolski przyznaje, że odejście księdza Krzysztofa jest tajemnicą, ale potwierdza też jego niezwykłe życie. Jak słowa z piosenki Edyty Geppert: „Jakie życie, taka śmierć” (por. Ksiądz Krzysztof Grzywocz: W razie wypadku w górach szukajcie mnie, nie mojego ciała [w:] plus.nto.pl).

Na koniec warto przytoczyć tu słowa wspomnianego już wcześniej biskupa opolskiego, które idealnie podsumowują całe zdarzenie z zaginięciem księdza Grzywocza: „Nie umiemy go znaleźć, ale wiemy, że jeśli Bóg zabrał go do siebie, to na pewno jest bezpieczny” (Ks. Krzysztof Grzywocz – wywiad i rekolekcje [w:] studio.katolik.pl).

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.