adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Japonia – śladami świętych

magazine cover

unsplash.com

Podróże misyjne zarówno św. Franciszka Ksawerego, jak i św. Maksymiliana Kolbego stały się dla Japonii przełomem. Żyjący w XVI wieku jezuita był pierwszym misjonarzem w Kraju Samurajów, z kolei polski franciszkanin jako pierwszy wydawał tam katolickie czasopismo. Przede wszystkim jednak obu udało się stworzyć wspólnotę, która przetrwała próby czasu. Jak to zrobili?

Pierwsze fundamenty pod japoński Kościół katolicki położył Francisco de Jaso y Azpilicueta, znany dzisiaj jako św. Franciszek Ksawery. To właśnie ten wysłannik Boga w 1549 roku przybył po raz pierwszy do Japonii. Hiszpański ksiądz był jednym z założycieli zakonu Towarzystwa Jezusowego oraz pierwszym misjonarzem w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Problemy, z jakimi musieli mierzyć się pierwsi misjonarze, niejednego człowieka zniechęciłyby już na samym początku działalności. Bóg w swojej wielkiej mądrości wybrał, a potem wysłał, nieprzypadkowo, Franciszka Ksawerego. Jak wiemy z historii, jezuicki kapłan osiągnął znaczący sukces. Udało mu się – chociaż oczywiste jest, że przez jego umysł i ręce działał Bóg – zaszczepić naukę o Chrystusie tak głęboko, że przetrwała do odwilży, mającej miejsce w epoce tzw. restauracji. Od tego czasu, czyli od lat siedemdziesiątych XIX wieku, misjonarze znów mogli wjeżdżać na teren Japonii. Chętnie skorzystał z tego drugi bohater naszych rozważań – św. Maksymilian Maria Kolbe. Franciszkanin przybył do Azji w 1930 roku i zabrał się za dzieło, z którego owoców mieszkańcy Japonii mogą korzystać do dzisiaj. Zacznijmy jednak od początku. Ikuze!

Trudne początki

Gdy w 1549 roku Franciszek Ksawery wraz z trzema tubylcami oraz dwoma duchownymi postawili pierwsze kroki na ziemi japońskiej, czekała ich masa pracy. Mam na myśli przede wszystkim techniczny aspekt nauczania. Otóż hiszpański jezuita nie znał języka japońskiego, a mieszkańcom trzeba było dokładnie wytłumaczyć objawione prawdy. Bariera językowa nie była jednak największym problemem pierwszych misjonarzy, chociaż nieznajomość japońskiego pozwalała Franciszkowi Ksaweremu tylko na odczytywanie katechizmu.

Warto zastanowić się jednak nad główną barierą, która już na samym początku była niezmiernie trudna do przeskoczenia. Bardzo ciekawą tezę postawił w tym aspekcie wieloletni misjonarz, Henry Van Straelen. W swoim dziele Japonia w oczach misjonarza wskazał na zasadniczy problem w przekazywaniu Ewangelii, którym była bariera mentalna. Holender pisał, że gdybyśmy cofnęli się do czasów początku chrześcijaństwa w Europie, łatwo zauważylibyśmy, że wraz z Chrystusem i Ewangelią misjonarze przynosili w większości przypadków wyższą i doskonalszą cywilizację. Słowem: rozwój. Patrząc w ten sam sposób na kwestię Dalekiego Wschodu, już na samym początku natrafiamy na trudności, bowiem misjonarze zastali tam wysoko rozwiniętą kulturę, cywilizację, która istniała od wieków.

Dla mieszkańców szesnastowiecznej feudalnej Japonii przybycie misjonarzy było w pewnym sensie próbą przekształcenia ładu, który istniał od setek lat. Trzeba było zatem ogromnej pokory, taktu i szacunku, by, nie niszcząc dorobku pokoleń, przekazać prawdy objawione, bowiem w przypadku Japończyków możemy mówić o innym sposobie myślenia i rozumienia rzeczywistości. Van Straelen pisał w swojej pracy, że to właśnie m.in. z powodu różnic w myśleniu trudniej dotrzeć z Ewangelią do ludzi Wschodu. Jako receptę podał adaptację sposobu nauczania do tamtejszego postrzegania rzeczywistości (por. Van Straelen H., Japonia w oczach misjonarza, 1973, s. 21-32).

Heroizm codzienności

Misjonarze mieli więc bardzo trudne zadanie, które uświadamiali sobie wraz z kolejnymi, japońskimi wyprawami. Banalne może wydawać się stwierdzenie, że kiedy Franciszek Ksawery po dwuletnim pobycie opuszczał Kraj Samurajów, miał doświadczenie i poznał ogólny zarys problematyki, z którą przyjdzie zmierzyć się przyszłym misjonarzom. Nie chodzi tu jednak tylko o kwestie mentalne czy językowe. Trzeba wspomnieć, że w trakcie pobytu hiszpańskiego misjonarza na ziemi japońskiej władze zabroniły pod karą śmierci chrztu świętego i nakazały wszystkim misjonarzom opuszczenie Japonii.

Miejscowi wierni byli pozbawieni kapłanów i sakramentów, zostali też zmuszeni, by uczestniczyć w praktykach religijnych w ukryciu. Taki stan rzeczy trwał praktycznie przez cały okres rządu szogunatu i teoretycznie skończył się wraz z nastaniem epoki Meiji (w 1889 roku powstała konstytucja gwarantująca wolność religijną). Władze jednak w dalszym ciągu były bardzo niechętne krzewiącemu się chrześcijaństwu i chociaż granice dla misjonarzy ponownie otwarto, odsetek katolików w Japonii nigdy nie przekroczył 1% ludności. Warto jednak zwrócić uwagę, iż pomimo braku zgody na chrystianizację Japonii, katolicyzm przetrwał do czasów odwilży i epoki Meiji.

Kłopotów ciąg dalszy

Widoczny jest także kolejny problem. Absolutny brak przychylności miejscowych władz i niesprzyjające okoliczności. W pewien sposób obraz ten został pokazany przez Martina Scorsese w filmie Milczenie. Mimo tego zarówno pierwsi misjonarze, jak i ich następcy musieli zmierzyć się z obowiązkami wynikającymi z zakładania wspólnot na miejscu. Misjonarz bowiem musiał w końcu zostawić swą placówkę i ruszyć dalej. Trzeba więc było pozwolić, by prędzej czy później miejscowi duchowni użyźniali glebę, na którą ziarno Dobrej Nowiny rzucił misjonarz.

Zobacz też:   Po Namyśle: Czy misje parafialne są w ogóle potrzebne?

Kiedy Maksymilian Maria Kolbe dostał pozwolenie na założenie misyjnej placówki w Nagasaki, w Japonii istniała cała dzielnica katolicka, co w czasach pierwszych misjonarzy było nie do pomyślenia. By zapoznać się ze szczegółowym omówieniem kwestii wszelkiego rodzaju barier, wynikających z różnic kulturowych, religijnych i cywilizacyjnych, odsyłam do cytowanej tu publikacji H. Van Straelena. Teraz zatrzymajmy się na chwilę przy obecnej sytuacji Kościoła w Kraju Samurajów.

Japonia dziś

Obecnie Japonia wygląda zupełnie inaczej. Od czasów pierwszego pobytu Franciszka Ksawerego w Japonii aż do przyjazdu Maksymiliana Kolbe w 1930 roku minęło mnóstwo czasu i Kraj Kwitnącej Wiśni przeszedł ogromną zmianę, która jest widoczna zwłaszcza dzisiaj – dziewięćdziesiąt lat po japońskich wojażach franciszkanina. Na przestrzeni wieków wyjechało tam wielu misjonarzy, jednak obecnie katolików w Japonii jest zaledwie 500 tysięcy. Stanowi to około 0,4% ogółu mieszkańców. Warto jednak wspomnieć, iż te dane uwzględniają tylko wiernych zarejestrowanych w parafiach.

Zgodnie z informacjami opublikowanymi w 2019 roku przez portal opoka.news, katolików w Japonii może być nawet dwa razy więcej. W Kraju Kwitnącej Wiśni jest wielu wiernych, przybyłych m.in. z Brazylii, Filipin czy Korei Południowej, którzy po prostu nie chcą się rejestrować. Boją się „wpaść w oko” policji lub organom imigracyjnym.

W Japonii funkcjonuje obecnie szesnaście diecezji. Najwięcej katolików skupiają trzy diecezje w metropolii Tokio – Jokohama, Saitama i Tokio. W sumie jest tam około 174 tysięcy wiernych. Kolejnym dużym skupiskiem jest wyspa Kiusiu. Ten rejon jest uznawany za centrum katolickiej Japonii, bowiem to właśnie stamtąd wywodzi się najwięcej chrześcijan z czasów, gdy wiara w Chrystusa była zakazana. Przy tej okazji warto wspomnieć o archidiecezji Nagasaki, w której pracował Maksymilian Kolbe. Obecnie żyje tam ok. 60 tysięcy wiernych. W Kraju Kwitnącej Wiśni pracuje obecnie dwudziestu dziewięciu biskupów, tysiąc czterdziestu siedmiu kapłanów i dwudziestu dziewięciu diakonów (dane za: opoka.news).

Misjonarski sukces

Nie można do końca porównywać czasów Japonii feudalnej i społeczności XX czy XXI wieku, jednak w dalszym ciągu da się znaleźć podobieństwa w sposobie myślenia i przywiązania do tradycji przodków. Kiedy w 1930 roku Maksymilian Maria Kolbe wyjeżdżał do Japonii, ślady Chrystusa były tam już widoczne. Franciszkanin zatem jako misjonarz miał łatwiejsze zadanie. Mógł zasięgnąć informacji oraz korzystać z doświadczeń poprzednich misjonarzy. Nie było to wówczas łatwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności wyjazdu zakonnika, ale z pewnością było to prostsze niż trzysta pięćdziesiąt lat wcześniej. W XVI wieku Franciszek Ksawery był pionierem, który wkraczał w inną cywilizację, nie będącą miejscem przyjaznym – wręcz przeciwnie.

Na trudnym terenie przyszło pracować także polskiemu kapłanowi. Zakonnik postanowił skorzystać z rozwoju techniki i założył w Japonii wydawnictwo „Rycerza Niepokalanej”. Miejscowi franciszkanie wydawali miesięcznik po japońsku i w 1934 roku osiągnęli nakład 60 tysięcy egzemplarzy. Maksymilian założył również klasztor franciszkanów, który istnieje po dziś dzień. Jak mu się to udało?

Seibo no Kishi

Tutaj dochodzimy do zasadniczego aspektu pracy misjonarza i głównego budulca wszelkiego dobra, a także, patrząc po ludzku, sukcesu ewangelizacyjnego. Jestem przekonany, podobnie jak przytaczany już H. Van Straelen, że nic by się nie udało, gdyby nie łaska Boża. Bez błogosławieństwa Bożego zarówno Franciszek Ksawery, jak i w pewnym sensie jego kontynuator, Maksymilian Maria Kolbe, nic by nie zdziałali (por. tamże, s. 33-39).

Seibo no Kishi – czyli Rycerz Maryi bez grzechu – był potrzebny, by po raz kolejny rzucić ziarno Ewangelii na japońską ziemię. Z działalności misyjnej obu przedstawionych tu świętych można wyciągnąć wiele pożytecznych wniosków. Na przykład to, że nic nie udaje się bez Bożej pomocy. Warto również wspomnieć o zdaniu Maksymiliana Kolbego, które zanotował również misjonarz Henry Van Straelen. Franciszkanin powiedział: „Jakież obfite żniwo nas czeka, jeśli my, chrześcijanie, będziemy żyć naszą wiarą. Na Japończykach nie słowa robią wrażenie, lecz przykład” (tamże, s. 33). Myślę, że po małym liftingu można je zastosować w wielu przypadkach. Wszak tak naprawdę wszyscy jesteśmy misjonarzami, posłanymi, by siać Chrystusowe ziarno – każdy w swojej małej Japonii.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.