adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Rozmowy o wierze w internecie – misje czy krucjaty?

magazine cover

unsplash.com

Wielu z nas miało okazję prowadzić religijną dyskusję na portalach społecznościowych. Niektórzy chwalą się facebookowymi krucjatami, inni uważają się za internetowych misjonarzy. Jak jednak powinna wyglądać internetowa ewangelizacja? Jakie trudności może napotkać facebookowy misjonarz?

Każdy katolik powinien być w stanie bronić swojej wiary. Z wyjątkiem posiadania stosownej wiedzy, byłoby dobrze orientować się także, w jaki sposób należy przekazać swoje argumenty. Święty Piotr wzywa: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A z łagodnością i bojaźnią zachowujcie czyste sumienie” (1 P 3, 15b-16a). Zastanówmy się, w jaki sposób możemy odnieść słowa apostoła do współczesnych warunków internetowej ewangelizacji.

Zawsze gotowi

Na samym początku św. Piotr zwraca uwagę na potrzebę gotowości obrony wiary. Pierwszą sprawą jest tutaj sama chęć i potrzeba działania – w internecie wielokrotnie możemy napotkać zarzuty wymierzone w Kościół, krytykę wiary lub po prostu pytania dotyczące doktryny. W ciągu ostatniego miesiąca wielokrotnie odpowiadałem w różnych grupach na wątpliwości związane z dosłownością Biblii bądź popularną tezą o dobrych ludziach, którzy zawsze idą do nieba. Zapotrzebowanie na internetowych apologetów jest olbrzymie, szczególnie, gdy w tym samym czasie działają aktywnie internetowi piewcy ateizmu. Nie bądźmy więc obojętni, gdy pojawia się potrzeba występowania w obronie wiary.

Nie można jednak prowadzić internetowej apologetyki bez posiadania stosownej wiedzy, a tę należy ustawicznie pogłębiać. Z wyjątkiem wiedzy ściśle religijnej przydać się tu mogą także inne dziedziny: literaturoznawstwo, które pomoże wykazać różnorodność gatunkową biblijnych ksiąg, historia i jej nauki pomocnicze, które pomogą w wykazywaniu historyczności niektórych postaci (szczególnie często można spotkać się z podważaniem historyczności Jezusa), religioznawstwo, ułatwiające wskazanie wspólnych i rozbieżnych elementów doktryny katolickiej i innych religii, kulturoznawstwo, pomocne w wyjaśnianiu zbieżności biblijnych opisów z pogańską mitologią czy filozofia, używana już przez starożytnych apologetów.

Jak widać, szeroka wiedza może się okazać bardzo przydatna. Trudno jednak wymagać od wszystkich katolików specjalizacji w każdej z wyżej wymienionych dziedzin. Tu z pomocą przychodzą różne książki, na których można się oprzeć. Podstawą argumentacji dobrze uczynić Katechizm Kościoła Katolickiego, który rozwiewa wiele wątpliwości i jasno tłumaczy z pozoru zawiłe problemy. Bardzo przydatne mogą być książki, które nazwałbym „podręcznikami apologetyki”. Gorąco polecam Przyczyny wiary nawróconego na katolicyzm protestanta Scotta Hahna. Autor wyjaśnia w tej pozycji, jak rozumieć i wyjaśniać wiarę katolicką oraz w jaki sposób występować w jej obronie. Dostarcza odpowiedzi na najczęstsze argumenty przeciwników katolicyzmu i pokazuje różnorodne sposoby tworzenia kontrargumentacji. Przydatna może być też seria obrazków #NieWierzBzdurom publikowana na facebookowej stronie naszego miesięcznika. Obalane są w niej najpopularniejsze mity na temat Kościoła i religii katolickiej. 

Łagodność i czyste sumienie

Internetowe rozmowy o wierze mogą łatwo przerodzić się w krucjatę. Czasem będzie ona wymierzona przeciwko niewierzącym, a czasem zahaczy o Konstantynopol (czyli na przykład katolicką grupę na Facebooku, którą niektórzy chcą nękać z powodu innych sposobów przeżywania wiary przez jej użytkowników). Taka sytuacja świadczy niewątpliwie o żarliwości dyskutujących, jednak może przynieść wiele złych owoców. 

Święty Piotr wiedział, co mówi, gdy zalecał łagodność. Zbyt nachalne i za ostre podejście może łatwo odstraszyć rozmówców i nastawić ich jeszcze bardziej negatywnie względem wiary. Ślepy fanatyzm nie jest rozwiązaniem. Należy raczej łagodnie i rzetelnie wyjaśniać prawdy wiary i odpowiadać na wątpliwości rozmówców. Apostoł mówi także o czystym sumieniu. Prowadzenie dyskusji, w której jesteśmy przekonani o swojej racji, może bardzo łatwo pchnąć nas w stronę pychy. Możemy wmówić sobie, jak wyjątkowi i mądrzy jesteśmy, skoro tak sprawnie potrafimy odpowiedzieć na każdy zarzut przeciwnika (już nie rozmówcy, bo pyszne podejście każe nam traktować innych dyskutantów jak wrogów). Takie myślenie nie przybliży ewangelizowanych przez nas ludzi do wiary, może natomiast odciągnąć nas od Boga. 

Zobacz też:   Nie czytaj tego tekstu, zamknij internet

Warto też zastanowić się, ile w nas faryzeizmu – pomyślmy, czy sami przestrzegamy rzeczy, które tak żarliwie głosimy? Czy może jesteśmy w stanie pięknie opowiadać o wierze, lecz sami jesteśmy z nią na bakier? Popularna teza głosi, że dobry przykład jest największym z narzędzi ewangelizacji. Podobnie też zły przykład może przekreślić mądre i dobre wypowiedzi.

Musisz wiedzieć, z kim rozmawiasz

Kluczowym elementem prowadzenia rozmów o wierze jest zorientowanie się, kim jest nasz rozmówca. Zupełnie inaczej będziemy rozmawiać z ateistą, zielonoświątkowcem lub osobą zamkniętą we własnej wizji Boga. Każdy z tych przypadków wymaga innego rozłożenia nacisków i doboru argumentów. Dla ateisty głównym problemem może nie być znaczenie Kościoła lub rola Maryi, lecz sam problem istnienia Boga. W dyskusji z protestantem natomiast nie musimy trudzić się wyjaśnianiem dróg dojścia do wiary, lecz bazując na wspólnym gruncie, możemy wyjaśniać, dlaczego przyjmujemy to, co rozmówca odrzuca. 

Zdecydowanie warto szukać punktów wspólnych. Całkowite odrzucenie zdania rozmówcy nie pomoże stworzyć z nim nici porozumienia. Święty Paweł na Areopagu nie oburzał się na pogańską wiarę Greków, lecz chwalił ich żarliwość religijną. Następnie skorzystał z postaci Nieznanego Boga, którego ołtarz wzniesiono z obawy przed pominięciem któregoś z bóstw. Apostoł nie oparł swojej mowy na różnicach, lecz budował na wspólnym gruncie, by stopniowo przechodzić w stronę chrześcijaństwa. Takie działania przyniosły dobre owoce. To właśnie po tej mowie do Pawła dołączył Dionizy Areopagita – późniejszy biskup Aten i święty męczennik (por. Dz 17, 16–34).

Nasze działania powinny być podobne. Znacznie łatwiej i owocniej jest oprzeć dyskusję na punktach wspólnych. Najłatwiej znaleźć je u innych chrześcijan, lecz podobnie jak św. Paweł, jesteśmy w stanie je wykazać u wyznawców innych religii, a nawet u ateistów (przykładem zbieżności może być tu prawo naturalne i ogólne zasady moralne). Odrzucenie wszystkiego, co niosą w sobie nasi rozmówcy, może ich łatwo postawić przeciwko nam.

Misje czy krucjaty?

Jeśli chcemy bronić wiary w internecie, powinniśmy robić to z głową – rzetelnie, łagodnie, w sposób przemyślany. Internetowe krucjaty mogą napawać nas poczuciem misji, jednak najczęściej przyniosą negatywne skutki – odstraszenie nawracanych osób i popadnięcie w pychę samego apologety. 
Nie bądźmy nachalni, lecz zawsze trwajmy w gotowości. Nie bądźmy zaślepieni, lecz dostrzegajmy punkty wspólne. Weźmy sobie do serca rady św. Piotra, bierzmy przykład z Apostoła Narodów, św. Pawła. Kto jak kto, ale oni znają się na ewangelizacji i wiedzą, jak właściwie uczyć innych o wierze.

O autorze

Amerykanista, student filologii rumuńskiej. Zainteresowany językoznawstwem i kulturą w najszerszym znaczeniu tego słowa. Zajmuje się także tworzeniem kina niezależnego.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.