adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Kultura

Galaktyczna eskalacja

pixabay

Jest XXVI wiek, lata 30. Święte Cesarstwo Ziemi przeżywa prawdopodobnie największy kryzys. W różnych częściach galaktyki pojawia się ruch separatystyczny.

Tak w skrócie można by opowiedzieć, o czym jest Turkus i purpura Michała Ledy – debiutancka powieść pisarza, a właściwie jej pierwszy tom, zatytułowany Eskalacja. Niemniej taki zarys fabuły byłby dalece niewystarczający.

Zarys

Ludzkość się rozwinęła. W galaktyce prym wiedzie Święte Cesarstwo Ziemi, które wraz z wygaśnięciem linii cesarskiej zostało pozbawione cesarza i jest zarządzane przez Arcyksięcia Namiestnika. Taki stan będzie trwał aż do czasu odnalezienia prawowitego potomka (podobnie jak w przypadku Gondoru we Władcy pierścieni). Cesarstwo nie jest jedynym tworem państwowym na Ziemi, jednakże de facto rządzi galaktyką.

Arcyksiążę Namiestnik, Charles Fortedann, dwoi się i troi, by podkreślić autorytet Cesarstwa i zdobyć jak największą władzę. Tymczasem „w terenie” (bynajmniej nie na peryferiach) mozaika prefektów, wojskowych i rozmaitych polityków stara się mniej lub bardziej zdecentralizować ludzkość – z mniej lub bardziej szlachetnych powodów. Wyżej wspomniani tworzą Koalicję, sojusz (raczej taktyczny niźli strategiczny) domagający się większych praw dla poszczególnych prefektur.

Co się stanie, gdy pojawi się jakiś casus belli? Jak będą postępować różni aktorzy tego spektaklu, świadomi zagrożenia, jakim jest pogrążenie ludzkości w wieloletniej „Galaktycznej Wojnie Secesyjnej”?

Obcy

W Turkusie i purpurze są również obcy zwani Sogami, zamieszkują Sogorię, kraj rozciągający się za ostatnimi ludzkimi pionierskimi osadami. Niewiele o nich wiadomo, ale wcale nie dlatego, że nikt ich nie badał czy nie próbował nawiązać z nimi kontaktu, przyczyna jest inna – bohaterowie książki niechętnie o nich mówią.

Sogowie są zaskakująco podobni do ludzi pod kątem fizycznym. Budzą skojarzenie z lustrzanym odbiciem albo z bratem bliźniakiem, jednak jest to skojarzenie wywodzące się raczej z najgorszych horrorów i koszmarów nocnych niż z familijnej komedii czy nostalgicznego snu.

Mankamenty

Jaka jest to książka? Nie powiem że „ciekawa” (bo – jak to powiedział pewien doświadczony barman – gdy ludzie mówią, że drink jest „ciekawy w smaku”, to znaczy, że im nie smakuje). Początkowo może odpychać. Z dwóch powodów. Pierwszy to rozmach autora w tworzeniu świata, a drugi – niezbyt spektakularne otwarcie książki. W czasach, w których filmy i książki przyzwyczajają nas do przynajmniej drobnego trzęsienia ziemi, trudniej jest się skupić na 2,0 w skali Richtera.

Niezbyt porywające rozpoczęcie (będące też pewnym wprowadzeniem w fabułę, świat przedstawiony) może sprawiać wrażenie „odsiewacza”. Tak jakby było to dzieło wyłącznie dla siedzących w tej (bardziej pod kątem krytyków literackich niż czytelników) niszy, jaką jest bardzo szeroko pojęte science-fiction. W każdym razie raczej nie poleciłbym zaczynać przygody z szeroko pojętym nurtem od tej pozycji.

Tłumek

Sam pisarz nazywa swoje dzieło mianem „opery kosmicznej”. Co w dużej mierze jest prawdą. Pozwala sobie na literacki rozmach, nie przeszkadzając zanadto technikaliami. Choć nie oznacza to ich brak. Michał Leda w swojej książce stara się przynajmniej powierzchownie wyjaśnić techniczne aspekty kolonizacji kosmosu czy chociażby sposoby zarządzania wojskiem.

Dużym plusem tej powieści są postacie. Początkowo ich liczba wprawia w zakłopotanie (co zostało zniwelowane prostym zabiegiem – podaniem na końcu listy najważniejszych postaci wraz z krótkim opisem, kim są), z czasem jednak się je docenia. Zaledwie dwie z nich uważam za irytujące (co nie oznacza, że zostały źle opisane), reszcie – niezależnie od stron – raczej kibicuję.

Zobacz też:   Duchowy Prezent św. Mikołaja

Rozmach wątków

Autor z dużą zręcznością prezentuje rozmaitość politycznych motywacji. Za sukces uważam zbudowanie napięcia między wracającym z granicy (z Sogorią, rzecz jasna) Nestorem Lindstrandem, admirałem i bohaterem wojny z Sogami, a czekającym na niego na Ziemi Arcyksięciem Fortedannem. Jakie mają wobec siebie zamiary? Po co Arcyksiążę wezwał starego admirała (warto wspomnieć, że wojska kosmiczne są zbudowane na wzór marynarki)? Co chodzi po głowie genialnego wojskowego? Po czyjej stronie opowie się cesarski dowódca, wywodzący się z planety będącej stolicą nowopowstałej Koalicji?

Podróż z granicy trwa długo, na konfrontację trzeba poczekać. A czeka na nią nie tylko czytelnik, lecz także bohaterowie książki. Można by jeszcze napisać o kilku kwestiach. O pewnym zacięciu w opisywaniu przestrzeni, w których dzieje się akcja. Różnych konfliktach lojalności, rozgrywających się w głowach niżej i wyżej postawionych żołnierzy. O sposobach na gaszenie waśni różnych nacji, skupionych z konieczności w tym samym obozie. Czy o ogólnych rozważaniach filozoficznych i historiozoficznych zawartych w powieści.

Co Arcyksiążę pije podczas obrad?

Zostawię to jednak. Oddam natomiast na chwilę głos autorowi, przytaczając fragment dzieła.

„– Siadajcie! – rozkazuje Namiestnik, wskazując na fotele ustawione przy stoliku kawowym i zamykając drzwi. – Napijemy się burbona.

Młodzi oficerowie wpadają w coraz większą konsternację.

– Najjaśniejszy książę – dziwi się Traverson. – Przecież jesteśmy na służbie…

– Na mojej służbie – uspokaja zdecydowanym tonem Fortedann, nalewając do trzech szklanek porcję swojego ulubionego alkoholu i zanosząc je do stolika. – A ja sam pił nie będę – dodaje z krzywym uśmiechem, wręczając oficerom napitek, po czym siada na jednym z foteli.

Młodzi wojskowi, ośmieleni słowami Arcyksięcia, chętnie korzystają z okazji, by odciążyć umysły po wyczerpujących sesjach debat parlamentarnych.

– Najjaśniejszy książę zawsze pije podczas obrad Senatu? – pyta Traverson.

– Młodzieńcze… – Namiestnik zawiesza ojcowski głos, biorąc łyk alkoholu. – Nic dobrego nie przyjdzie z wysłuchiwania kilku tysięcy senatorów, jeżeli będzie się to czynić w stanie zupełnej trzeźwości. Wolno mi jednak wypić jeden i tylko jeden kieliszek tego zbawiennego napoju naraz.

– Dlaczego? – pyta zaintrygowany Morgan.

– A dlatego, że po dwóch kieliszkach z rozluźnionego cesarskiego namiestnika zrobi się kolejny senator. Po trzech zaś demokrata”.

Podsumowanie

Zostawię Czytelnika z tą próbką prozy Michała Ledy. Jeśli druga część powieści wyjdzie autorowi równie dobra, to będzie można powiedzieć, że to porządny i obiecujący pisarz. Jestem na tyle zaintrygowany dalszym losem postaci – i uniwersum – że czekam na kolejną część.

Książka Turkus i purpura: tom I – Eskalacja Michała Ledy została wydana nakładem własnym w 2021 roku. Więcej informacji na stronie autora: elapsum.pl.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.