adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik Maj 2021, Temat numeru

Fenomen polskich zwyczajów procesyjnych

magazine cover

unsplash.com

Procesje, czyli uroczyste, uporządkowane, liturgiczne i modlitewne pochody całej wspólnoty Kościoła, obecnie mogą jawić się nam jako coś niepotrzebnego. Dawniej stanowiły jednak wyraz głębokiej wiary i pobożności wiernych, a także były nośnikiem wielu pięknych, lokalnych zwyczajów.

Z lokalnymi zwyczajami jest tak, że często nie zdajemy sobie sprawy z tego, iż mamy do czynienia z czymś rodzimym, tak bardzo są dla nas oczywiste. Pewnego razu część mojej rodziny przeżyła nie lada zdziwienie, gdy powiedziałem im, że wystawienie Najświętszego Sakramentu w Grobie Pańskim w Wielki Piątek i Wielką Sobotę to lokalny zwyczaj. Są zatem takie miejscowe tradycje obrzędowe, z którymi jesteśmy bardzo zżyci, a które stanowią tak naprawdę integralny element naszej obrzędowości. Zwyczaje lokalne odgrywają w obrzędowości katolickiej niezwykle istotną rolę – są wyrazem żywej wiary wspólnoty Kościoła gromadzącej się od wielu pokoleń w swojej świątyni. Chciałbym dzisiaj napisać dwa słowa o takim zwyczaju liturgicznym, który przez wieki, z otoczką różnorakich zwyczajów, był szczególnie zakorzeniony w obrzędowości katolików w Polsce, towarzysząc im w przeżywaniu misterium roku liturgicznego. Mowa o procesjach – przede wszystkim tych niedzielnych, ale także innych, które stanowiły piękny wyraz rozbudowanej obrzędowości zwyczajowej, żywej wiary i pobożności wspólnoty.

Na początku warto wspomnieć o pierwszej części zdania: ten zwyczaj był przez wieki zakorzeniony w obrzędowości. Był, a co za tym idzie, spotkamy się z nim obecnie w bardzo niewielu miejscach. Z bólem muszę powiedzieć, że wpisuje się to w panujące trendy. Obecnie można dostrzec tendencję do rugowania wielkich i prastarych zwyczajów lokalnych, często nawet przez księży, którzy mogą nie rozumieć niektórych tradycji, gdy przychodzą do nowej parafii. Z pewnością sprzyja temu globalizacja, która na gruncie eklezjalnym objawia się czymś, co w skrajnej formie nazywamy „churchingiem” – uczęszczaniem nie do jednego, własnego kościoła, ale do wielu różnych, znajdujących się w miejscach często uczęszczanych – na drodze do pracy, na uczelnię, itd. Należy z bólem powiedzieć także o destrukcyjnym wpływie reformy liturgicznej XX wieku na zwyczaje lokalne – bardzo często z nich rezygnowano (co potem poddano swoistej autokrytyce w Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii).

Istnieje wiele takich zwyczajów, które tę próbę przetrwały – przeważnie te o zasięgu ogólnopolskim, ale nie tylko. Są niestety też takie, które do niedawna (np. do reformy liturgicznej) były jeszcze bardzo żywotne. Do tych drugich należy właśnie owa fenomenalna (nie jest nadużyciem, według mnie, zastosowanie tego sformułowania) na gruncie polskich zwyczajów liturgicznych procesja niedzielna, jak i wiele innych procesji w Polsce. Były one przez wieki niezwykle żywo praktykowane, a co bardzo istotne, stanowiły nośnik różnorakich zwyczajów ludowych, często bardzo pięknych i równie starych.

Procesja nie tylko eucharystyczna

W tym miejscu mogłoby paść pytanie: „Jak to, przecież w liturgii mamy wiele procesji – chociażby eucharystyczne – np. w Boże Ciało, ale przecież nawet procesja wejścia na każdej mszy świętej. Gdzie zatem można mówić o wyrugowaniu tej praktyki?”. Należałoby wyjść od odpowiedzi, która jest stosunkowo prosta. Obecnie hasło „procesja” prawie wszystkim przywodzi na myśl właśnie procesję Bożego Ciała czy inną procesję eucharystyczną (teoforyczną). To niestety, w jakim stopniu procesje aktualnie są obecne w naszej obrzędowości (a obecnie w świadomości są głównie procesje eucharystyczne), jest jedynie smutnym wykwitem destrukcji jej fenomenu – nie tylko jako zwyczaju lokalnego.

Dawniej nie dość, że było ich więcej, to przede wszystkim jako „podstawowa” nie jawiła się wcale procesja z Najświętszym Sakramentem. Niestety duży wpływ na to ma, trwające od kilkudziesięciu lat do dzisiaj, liturgiczne zobojętnienie (to temat na osobny artykuł). Usunęło ono z praktyki liturgicznej (nawet nie lokalnej, ale powszechnej) większość procesji. Co z tego, że w mszale przewidziana jest procesja w dzień Ofiarowania Pańskiego (2 lutego), jak w Polsce praktykuje się ją raptem w katedrach, a żeby było smutniej, to nie we wszystkich? Niby lepiej wygląda już sytuacja z procesją z palmami w Niedzielę Kwietną (Palmową) – przynajmniej jedna taka procesja zazwyczaj odbywa się w parafiach, jednak wciąż ten obrzęd nie jest dobrze rozumiany, skoro rezygnuje się z niego przy pozostałych mszach (według ksiąg liturgicznych procesja z palmami, nawet w okrojonej formie, powinna zawsze towarzyszyć poświęceniu palm). Oczywiście należy także wspomnieć o procesjach bezpośrednio usuniętych przez reformę lat XX, z racji usunięcia Litanii Większej (25 kwietnia) i Litanii Mniejszych (tzw. Dni Krzyżowych, przed Wniebowstąpieniem), którym towarzyszyły rozbudowane procesje ze stacjami.

Po tym wstępie, rozbudowanym nieco z konieczności, przejść mogę w końcu do meritum. Wszystkie wyżej wspomniane procesje przynależą różnym obchodom kalendarza liturgicznego: Ofiarowaniu Pańskiemu, Niedzieli Palmowej czy też Dniom Krzyżowym i Litanii Większej. Była jednak taka procesja, która przez cały rok towarzyszyła wspólnocie Kościoła w Polsce, będąc niesamowicie istotnym elementem przeżywania tajemnic roku liturgicznego – chodzi właśnie o procesję niedzielną, na której chciałbym się szczególnie skupić. 

Wyobraźmy sobie…

Jako że jest to zwyczaj tak naprawdę wymarły, ciężko nam być może wyobrazić sobie, w czym rzecz. Spróbujmy zatem zobrazować mniej więcej taką przeciętną procesję w jedną z „zielonych” niedziel: po Zesłaniu Ducha Świętego. Chciałbym na swój sposób ukazać wzorcową celebrację tejże procesji (taka z pewnością nie była odprawiana wszędzie). Będzie to oczywiście opis w pewien sposób wyidealizowany, niestanowiący w żadnej mierze próby rekonstrukcji (tym bardziej że istniało z pewnością wiele wariantów lokalnych), w pewien sposób epicki, co jednak, mam nadzieję, pozwoli wyobrazić sobie opisywaną rzeczywistość.

Czas przedpołudniowy, tuż po liturgicznej porze sprawowania tercji, czyli modlitwy przedpołudniowej. W kościele wierni oczekują rozpoczęcia sumy – głównej mszy w parafii, celebrowanej za całą wspólnotę. Śpiewa się uroczyście antyfonę Haec est dies: „Oto jest dzień, który uczynił Pan. Dzisiaj wejrzawszy na odkupienie swojego ludu, zesłał odkupienie. Dzisiaj przez niewiastę została przepędzona śmierć, sprowadzona przez niewiastę. Dzisiaj Bóg, który stał się człowiekiem, pozostał, czym był, a przyjął to, czym nie był. Dlatego też pobożnie obchodzimy początek naszego odkupienia i cieszymy się, mówiąc: Chwała Tobie Panie”.

Do prezbiterium podążają celebrans i lewici (diakon i subdiakon) w zielonych szatach – kapie i dalmatykach, poprzedzeni przez orszak ministrantów: z kadzidłem, kociołkiem z wodą święconą, krzyżem procesyjnym, świecami (akolitkami). Następuje pokropienie wiernych wodą święconą, noszące z łaciny nazwę „aspersja” – od śpiewanej antyfony Asperges me. Po śpiewanych następnie modlitwach i wezwaniu „Idźmy w pokoju – w imię Chrystusa. Amen” z kościoła wyrusza uroczysta procesja, w której w ustalonym porządku idą usługujący ministranci, kler, celebrans z wyższą asystą, kantorzy, a za nimi zgromadzeni wierni. Śpiewa się responsorium Duo Seraphim ku czci Trójcy Świętej i różne pieśni polskie.

Gdy procesja wejdzie do kościoła, zatrzymuje się na środku nawy. Tam odbywa się stacja przy śpiewie antyfony Pax aeterna: „Wieczny pokój od Przedwiecznego Ojca temu domowi. Nieustanny pokój, Słowo Ojca, niech będzie pokojem tego domu. Niech zapewni temu domowi pokój miłościwy Pocieszyciel”. Po odśpiewaniu specjalnej modlitwy procesja wraca do ołtarza głównego i odprawia się uroczyście niedzielna msza święta.

Misterium roku liturgicznego

Paweł Sczaniecki OSB, wybitny liturgista i badacz zwyczajów polskich, pisząc o procesjach w niedziele przez cały rok liturgiczny, wskazuje na „paschalny prototyp” tej celebracji. Stawia tezę, że pierwotną dla wszystkich innych procesji niedzielnych była ta celebrowana w Polsce w Niedzielę Wielkanocną – i nie, nie chodzi tu wcale o rezurekcję (także zwyczaj typowo polski), ale właśnie o drugą wielkanocną procesję sprawowaną przed sumą, odprawianą w bardzo podobnej formie także w inne niedziele po Wielkanocy i w Uroczystość Wniebowstąpienia. Procesja ta różni się od tych w niedziele w ciągu roku przede wszystkim śpiewami. Zmieniana jest antyfona na pokropienie (Vidi aquam), a swoistą oś procesji wyznacza uroczysty śpiew Salve, festa dies, przeplatany polską pieśnią Przez Twoje święte zmartwychpowstanie (której tekst dostosowuje się odpowiednio do Wniebowstąpienia i Zesłania Ducha Świętego). To pochodzenie wszystkich procesji niedzielnych, a także ich umieszczenie między aspersją i mszą, pozwala na zauważenie ścisłego związku tej celebracji z misterium Zmartwychwstania uroczyście obchodzonym przez całą wspólnotę w każdą niedzielę.

Zobacz też:   Ksiądz Bogusław Nadolski TChr nie żyje. Miał 85 lat

Zwyczaj polskiej procesji przed sumą niedzielną ukazuje pięknie, jak każda niedziela dla wspólnoty wierzących stanowi cotygodniową celebrację nie tylko samego Zmartwychwstania, ale również przywołanie wszystkich wielkich tajemnic roku liturgicznego w ogólności. Przede wszystkim jest to kwestia antyfony Haec est dies, w której przytacza się różne wydarzenia, zarówno z zakresu tajemnicy Wcielenia, jak i Odkupienia. Wspomniany wyżej o. Szczaniecki wskazuje na to, że treść tego śpiewu prawdopodobnie obrazuje dawne przekonanie, że Narodzenie Pańskie, jak i Zwiastowanie (a więc centralne obchody tajemnicy Wcielenia) także dokonały się w niedzielę.

Bardzo istotna jest też tajemnica Trójcy Świętej, bardzo uwypuklona w celebracji niedzieli w starszej formie rytu rzymskiego (chociażby dzięki śpiewowi prefacji o Trójcy) – tutaj wpisana także w procesję przed sumą. Mowa zarówno o śpiewie Duo Seraphim, którego istotną część stanowi Trisagion, jak i Pax aeterna, który zawiera potrójne błaganie: do „Przedwiecznego Ojca”, „Słowa Ojca” – Chrystusa oraz „miłościwego Pocieszyciela” – Ducha Świętego. Obydwa te śpiewy doczekały się swojego ludowego przekładu w pieśni Najświętszą Trójcę dwaj Serafinowie.

To, jak procesje wyrażały żarliwe przeżywanie tajemnic roku kościelnego, widać doskonale także na przykładzie innych procesji (nieniedzielnych) dodanych do ważniejszych celebracji, dla uroczystszego ich sprawowania. Doskonałym przykładem jest tu procesja pokutna w Środę Popielcową (po posypaniu głów popiołem, a przed mszą) przy śpiewie Litanii do wszystkich świętych – na wzór procesji w liturgii starorzymskiej. Zwyczaj ten opisano w potrydenckich księgach liturgicznych dla Polski. Kolejną tradycją podnoszącą uroczysty charakter najważniejszych celebracji w roku liturgicznym była procesja z odsłoniętym krzyżem przy śpiewie improperiów w czasie wielkopiątkowej Liturgii Darów Uprzednio Konsekrowanych. Co znaczące, zwyczaj ten był tak żywotny, że zachował się nawet w praktyce Polonii w Chicago w pierwszej połowie XX wieku.

Śpiewy ludowe

Procesja niedzielna, jak napisałem na początku, stanowiła nośnik różnorakich tradycji ludowych. Do takich niewątpliwie należy śpiewanie pieśni przez całą wspólnotę. Należy zauważyć, że liturgia rzymska była stosunkowo niechętna, aby do mszy dopuścić oficjalnie jakiekolwiek śpiewy w językach narodowych (jeszcze na początku XX wieku taką tendencję przejawiał Pius X w motu proprio Tra le Sollecitudini, w którym zabronił bezwzględnie śpiewania w językach narodowych w czasie mszy – dotyczyło to nie tylko części zmiennych i stałych) – jak uczy nas tradycja, takie regulacje były martwe (śpiewy polskie w czasie mszy były bardzo żywotne), chociaż i pieśni po łacinie bywały wykonywane przez wszystkich wiernych, o czym świadczy opisywana praktyka śpiewu antyfony Haec est dies przez całą wspólnotę.

W klucz „ludowości” liturgii w tym zakresie wpisuje się także zwyczaj procesji niedzielnej. Już w obrębie samego prototypu, czyli procesji przed sumą wielkanocną, możemy mówić o włączeniu się ludu w śpiew refrenu śpiewu procesyjnego, czyli wspomnianego Przez Twoje święte zmartwychpowstanie. Śpiew ten, co należy zauważyć, wpisano w oficjalne księgi liturgiczne (np. Mszał Łaski z 1523 roku) właśnie po polsku. Co do innych śpiewów polskich, o. Sczaniecki wskazuje, że były one wymagane przez rubryki kancjonałów; można mówić, iż ich użycie na procesjach było starsze niż zastosowanie łacińskich responsoriów, najczęściej przepisywanych z antyfonarzy.

Dramat liturgiczny

Drugą płaszczyzną zwyczajów ludowych, o jakich należy w sposób szczególny wspomnieć w odniesieniu do polskiej praktyki procesji, jest kwestia dramatu liturgicznego. Taka forma była szczególnie popularna w średniowieczu (chyba najbardziej znanym przykładem będzie ówczesna rezurekcja, w czasie której kantorzy z humerałami na głowach śpiewali wysokimi głosami kwestie niewiast, które udały się rankiem do grobu). Należy natomiast powiedzieć, że pewne elementy takiego dramatycznego przedstawiania rzeczywistości przetrwały w liturgii w czasach późniejszych, m.in. właśnie dzięki zwyczajom procesyjnym. Znów rozszerzamy zakres naszych rozważań: od standardowych polskich procesji niedzielnych przed sumą do innych, przede wszystkim tych w Niedzielę Palmową, Wielkanocną i w uroczystość Wniebowstąpienia.

W Niedzielę Palmową podczas procesji z palmami zwyczaj noszący cechy dramatu liturgicznego miał miejsce w czasie stacji na środku kościoła. Przetrwał on bardzo długo, o czym świadczy jego zapisanie w nowym Rituale Romanum pro Poloniae wydanym w 1927 roku. Procesja zatrzymywała się przy leżącym na poduszce, odsłoniętym krzyżu. Tam celebrans trzykrotnie uderzał (dotykał) pasyjki poświęconą palmą, śpiewając antyfonę (po łacinie): „Napisano bowiem: uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada […]”. Następnie miały miejsce okadzenie i adoracja krzyża przy śpiewie fragmentu hymnu Vexilla Regis.

Drugim elementem dramatycznym w procesjach, na który chciałbym zwrócić uwagę, są zwyczaje towarzyszące procesji rezurekcyjnej i analogicznie obecne w procesji w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Następowało wówczas podwyższenie krzyża procesyjnego, ozdobionego czerwoną stułą. Przykładowo, w czasie rezurekcji następowało to trójstopniowo przy trzykrotnym śpiewie antyfony: „Zmartwychwstał z grobu Pan, który za nas zawisł na drzewie. Alleluja”. Cech dramatu dodaje także podnoszenie głosu (tonacji) śpiewu przez celebransa przy każdym podniesieniu krzyża. W uroczystość Wniebowstąpienia podobny obrzęd (przy innych śpiewach) odbywał się w czasie stacji na środku kościoła.

Podsumowanie i refleksja

Moje opracowanie stanowi oczywiście tylko urywek i jakąś maleńką namiastkę kompleksowego omówienia polskich zwyczajów procesyjnych. Chciałem zwrócić jedynie uwagę na pewne emblematyczne cechy, które niewątpliwie składają się na pewien fenomen procesji polskiej, jako wyraz żywej wiary i pobożności, także ludowej. O ich istotnej roli ostatecznie świadczyć mógłby fakt, że dawniej były postrzegane jako obowiązek (!), który niestety tak ciążył kanonikom i duchowieństwu katedralnemu, że starali się możliwie spod tego „ciężkiego jarzma” wyrwać (jak opisuje o. Sczaniecki na przykładzie katedry wawelskiej), możliwie upraszczając i skracając te uroczyste pochody. Myślę, że to może nie być czysto historyczna wzmianka, ale niechęć duchowieństwa do tak rozbudowanych obrzędów zwyczajowych, postrzeganych w dodatku jako coś nieodłącznie związanego z celebracją niedzieli i innych istotnych dni liturgicznych, mogła być jednym z powodów ostatecznego wyrugowania tego pięknego zwyczaju z kościołów – kto wie?

Bolesne jest także to, że zwyczajów tych, jeżeli to możliwe, nie praktykują stale duszpasterstwa sprawujące tradycyjną liturgię, która przecież byłaby idealnym gruntem do zaaplikowania tychże zwyczajów (chociaż i tu znaleźć można bardzo chlubne wyjątki, np. procesja przed sumą w niedziele okresu wielkanocnego w duszpasterstwie białostockim, czy też procesja niedzielna obecna już od kilku lat na warsztatach Ars Celebrandi w Licheniu). Sumując to, mamy dosłownie kilka takich procesji w całym roku, ale to zawsze jakiś konkret. Z pewnością procesje takie są w zasięgu środowisk tradycji, można zatem po nie sięgnąć. W końcu to nie jest jakiś zabobon, tylko piękny zwyczaj, pozwalający wiernym uroczyściej obchodzić misteria roku liturgicznego i jeszcze głębiej je przeżywać.

Przywoływane tezy ojca Pawła Sczanieckiego pochodzą z jego publikacji:

  1. Sczaniecki P. OSB, Służba Boża w dawnej Polsce, 2020, s. 57-74.
  2. Tenże, Pamiątka dawnych zwyczajów liturgicznych, „Ruch Biblijny i Liturgiczny” 1960, nr 13/1.

Tłumaczenia łacińskich tekstów liturgicznych – własne autora.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.