adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
#YoungSaints

Dziecko Ulicy – Sługa Boży Darwin Ramos

Banalne zdaje się pytanie: czy świętość zależna jest od posiadania albo urodzenia? Oczywiście, że taką opcję wielu uznałoby za obraźliwą. Przypadek Ramosa wydaje się naprawdę ciężki. Nie ma jednak przeszkód dla świętości i dla serc, które chcą doświadczyć Boga jako kochającego Ojca. I to w każdej rzeczywistości. 

Darwin Ramos urodził się w 1994 roku w jednej z dzielnic Manili. Jego rodzina była skrajnie biedna, więc rodzice wraz z dziewięciorgiem dzieci zamieszkiwali w slumsach. Ojciec był alkoholikiem, który cały zarobiony pieniądz wydawał na używki. Mama przy tak dużej gromadce dzieci nie była w stanie pracować. Głównym daniem, które gościło na ich prowizorycznym stole, było nic. Kiedy Darwin miał pięć lat, zaczął ze swoją młodszą siostrą zbierać śmieci oraz sprzedawać puszki, żeby w ten sposób pomóc rodzinie. Praca jednak nie była długo możliwa, ponieważ od kiedy Darwin skończył sześć lat, zaczęły się u niego pojawiać symptomy dystrofii mięśniowej Duchenne’a, popularnie zwanej zanikiem mięśni. Bardzo szybko chłopak stracił możliwość chodzenia. 

Sytuacja stawała się na tyle dramatyczna, choć wydaje się to już mało prawdopodobne, że nie było już stać rodziny nawet na mieszkanie w slumsach, więc dosłownie pozostała im ulica. Ojciec cynicznie wystawił na żebry swojego chorego syna, a większość użebranych pieniędzy zabierał i wydawał na alkohol. Dopóki z reszty wystarczało na nakarmienie rodzeństwa, mały Darwin milczał i godził się na swój los. 

Oczywiście nie było mowy o żadnej formie edukacji. Ta była tylko odległym marzeniem młodego chłopaka. 

Uśmiech losu 

Rok 2006 okazał się przełomem w życiu Darwina Ramosa. Fundacja ulicznych nauczycieli „Most dla dzieci” odnalazła go na stacji kolejowej Liberdad, gdzie żebrał i wzbudzał litość przechodniów. Zaproponowano mu możliwość zamieszkania w ich ośrodku oraz rozpoczęcie nauki. 

W ośrodku, w którym przebywał Darwin, ujawniła się jedna jego cecha, która była niezwykle rozwinięta – zażyłość z Bogiem. Nikt w sumie tak naprawdę nie wiedział, jak ona się zaczęła, szczególnie, że żyjąca w nędzy rodzina ani go tego nie nauczyła, ani nie należała do religijnych. Fundacja okazała się doskonałym miejscem, bo tutaj zapoznał się z wiarą katolicką. Tutaj też, 23 grudnia 2006 roku, otrzymał chrzest święty. A jego życie duchowe nie tyle, co się rozwinęło, bo to rażące niedomówienie, lecz wręcz eksplodowało. 

Głębia i intymność Boga

Już rok później Darwin przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej i do bierzmowania, którego udzielił mu biskup Broderick Pabillo, sufragan diecezji Manila. Jego życie modlitwy zdumiewało wszystkich, bo młody żebrak z ulicy natychmiast, jakby intuicyjnie, zbudował bardzo głęboką i intymną więź z Bogiem, która niezwykle go przemieniała. Pogłębiający się zanik mięśni utrudniał również oddychanie, co często wymagało wizyt w szpitalu. Nigdy nie usłyszano, żeby uskarżał się na swój los. Zawsze jednak miał dla każdego człowieka słowa „dziękuję” oraz „kocham cię”. 

Zobacz też:   Bawidamek został świętym – św. Gabriel Possenti CP

Co ciekawe, nigdy nie nazywał swojej choroby chorobą, ale mówił o niej i traktował ją, jakby to była specjalna misja od Jezusa. Pewnego razu, rozmawiając z jednym z księży pracujących w fundacji, powiedział: „Wiesz, Ojcze, myślę, że Jezus chce, bym wytrwał do końca. Zupełnie jak On”. Żaden dzień młodego Ramosa nie mógłby się obejść bez modlitwy. Nawet jeśli jego stan był poważny, żądał wręcz, aby zawieźć go do kaplicy. Nie mógł i nie chciał żyć bez spotkania z Chrystusem. 

Walka

12 września 2012 roku sytuacja zdrowia Darwina tak się pogorszyła, że konieczna była kolejna, tym razem trwała hospitalizacja. Kiedy odwiedził go ksiądz z fundacji, Darwin tylko pokornie przeprosił za zmartwienie, a ksiądz zorientował się, że młody chłopak ma już poważne problemy z mówieniem. Problemy z oddychaniem były już tak daleko posunięte, że trzeba było chłopaka intubować, ale zachował tyle władzy w rękach, że mógł jeszcze pisać. Pewnego czwartku, leżąc w szpitalu, Darwin nawiązał taki dialog z kapłanem:

– Musimy się modlić, Ojcze. 

– Oczywiście, ale dlaczego musisz się modlić, Darwinie?

– Bo walczę.

– Z chorobą?

– Nie, z diabłem. 

Po namaszczeniu chorych Darwin poczuł ulgę i przespał noc. W sobotę wszystkim dokoła dziękował i mówił, że ich kocha. Mówił też, że jest ogromnie szczęśliwy. Potem zapadł w ciszę, ale był w pełni świadomy.

Niedziela, dzień zmartwychwstania, była dniem śmierci Darwina Ramosa. 23 września 2012 roku, o 5.30 rano, jakby w poranek zmartwychwstania, oddał ducha Bogu. Ostatnie słowa, które zapisał, brzmiały: „Ogromne dzięki. Jestem bardzo szczęśliwy”. 

Pomimo tragicznej sytuacji życiowej Darwin Ramos był osobą pełną światła i pokoju. Wszędzie wnosił radość i niezwykle głębokie zaufanie Bogu. Po tak krótkim i trudnym życiu, pełnym nieszczęść i choroby, biedy i krzywdy, Darwin żył szczęśliwy i pełen wdzięczności. Chociaż umierając, miał tylko siedemnaście lat, pozostawił po sobie głębokie wrażenie bliskości z Bogiem, które się nie zachwiało pomimo wszelkich niesprzyjających czynników zewnętrznych. Swoje trudne życie przeżył w taki niezwykły i Boży sposób, że do dzisiaj tłumy ludzi odwiedzają jego grób i proszą go o wstawiennictwo. 

Jego proces beatyfikacyjny został otwarty 28 sierpnia 2019 roku w Cubao.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.