adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Dlaczego ludzie odchodzą od wiary w Boga?

magazine cover

unsplash.com

Są ludzie, którzy odchodzą od wiary wskutek wydarzeń, które na zawsze zmieniają ich dotychczasową drogę życia, a Bóg nie jest im już do niczego potrzebny. Dlaczego?

Inspiracją do napisania tego artykułu stał się jeden z vlogów mo na lisy na YouTubie zatytułowany Dlaczego przestałam wierzyć w Boga i czy mam wątpliwości?. Trafiłam na niego zupełnie przypadkiem w trakcie wiosennego lockdownu spowodowanego pandemią Covid-19. Drugim materiałem, na który natknęłam się w tym czasie, był vlog Angeliki Grabowskiej pt. 1000 zł za pogrzeb! Dlaczego przestałam chodzić do kościoła? story time. Te dziewczyny, autorki wymienionych filmików, choć miały kiedyś związek z Kościołem, teraz deklarują się jako ateistki. Obie wyjaśniły, że ich „wiara” wynikała ze strachu przed trafieniem do piekła, który zaszczepiły w nich osoby towarzyszące dziewczynom w edukacji religijnej. Uznałam, że na podstawie obu materiałów warto skupić się głębiej na przyczynach odchodzenia wiernych z Kościoła. To ważne, by skłonić Was, drodzy Czytelnicy – zwłaszcza rodziców, katechetów i osoby duchowne – do bardzo istotnej refleksji nad tą kwestią.

Nerwica eklezjogenna

Na termin nerwicy eklezjogennej natrafiłam w wywiadzie dla tygodnika „Przegląd” z drem Andrzejem Molendą, psychologiem i religioznawcą, w którym poruszono problematykę niewłaściwej edukacji religijnej (Strach przed Bogiem – rozmowa z dr. Andrzejem Molendą [w:] tygodnikprzeglad.pl). Na stronie racjonalista.pl pojęcie to zostało wyjaśnione jako grupa „zaburzeń psychicznych wytwarzanych przez religie i kościoły” (z gr. ecclesiae – kościół, gignomani – być wytworzonym). Doktor Molenda wyjaśnia we wspomnianym wywiadzie, że: „jest to nerwica, w której bardzo ważną rolę odgrywa religijność danego człowieka, a charakter jego przekonań religijnych umacnia patologię. W każdej nerwicy – w ujęciu psychoanalitycznym – mamy do czynienia z konfliktem wewnątrzpsychicznym. W nerwicy eklezjogennej oprócz konfliktu intrapsychicznego mamy też do czynienia z religijnym, w który są wplecione obrazy powodujące lęki, napięcia i poczucie winy” – będzie o nich mowa w dalszej części artykułu. 

W świadectwie mo na lisy można dopatrzeć się symptomów czy przejawów tego zaburzenia. W szkole podstawowej na lekcji religii dowiedziała się o grzechu śmiertelnym i zaczęła się bać, że trafi do piekła (podobnie zresztą jak Angelika). Pewnego razu wróciła do domu i na niebieskim papierze – jako symbolu nieba, rozpisała plan tygodnia z odmawianiem różańca i innych modlitw. W rzeczywistości dziewczynka nie była w stanie zrealizować swojego zadania, gdyż o obowiązku modlitewnym przypominała sobie wieczorem, kiedy szykowała się do spania. Przed snem brała różaniec, z którym zasypiała w połowie odmawianej modlitwy. Rano budziła się, a różaniec leżał obok łóżka. Mo na lisa bała się, że zrzucając różaniec (oczywiście niespecjalnie), popełnia ciężki grzech – przez to twierdziła, że jest złym człowiekiem, bo nie szanuje świętych rzeczy. Męczyły ją również wyrzuty sumienia z powodu niedokończonej modlitwy. Nerwicę eklezjogenną leczy się na dwa sposoby – albo w sposób tradycyjny, albo pomagając pacjentowi przejść proces od religii niedojrzałej do dojrzałej. Jednakże ten rodzaj nerwicy według dra Molendy jest jednym z trudniejszych do wyleczenia (Strach przed Bogiem…).

Fałszywy obraz Boga

Na stronie czasserca.pl znalazłam bardzo ciekawy post napisany przez Anetę Pisarczyk – psycholog, żonę i matkę. Na samym początku artykułu zawarła słowa, które w kwestii przekazywania wiary w okresie dziecięcym mają istotny wpływ na prawidłowy rozwój dziecka: „Szacunek do dziecka domaga się tego, aby je, również jako noworodka, traktować poważnie. Co to znaczy traktować dziecko poważnie? To znaczy przedstawiać mu świat i rzeczywistość takimi, jakimi są, nie okłamywać, nie zmyślać, nie ubarwiać, nie infantylizować” (Dziecko w świecie wiary [w:] czasserca.pl). Ważne jest, aby od jak najwcześniejszych lat właściwie przedstawiać dziecku Pana Boga, żeby mogło z Nim tworzyć zdrową i opartą na miłości więź. Fałszywy obraz Boga sprawia, że zaczyna się Go postrzegać jako sędziego czy tyrana, który napawa strachem i karze za każde przewinienie. 

W wywiadzie dr Molenda opowiedział o dwóch przyczynach fałszywego obrazu. Pierwsza dotyczy relacji z osobami, które były ważne w okresie dzieciństwa. Druga odnosi się do tego, „co się słyszy na temat Boga od katechetów, w Kościele. Także to, co przeczyta się w książkach. Edukacja religijna może potwierdzać obraz srogiego Stwórcy. Gdy ktoś już ma taki Jego obraz i na jednym, i drugim kazaniu uzyska potwierdzenie, to mamy kłopot. Niekiedy wiernym przekazuje się coś, co w literaturze nazwano robaczywą teologią. Chodzi o taki jej rodzaj, który kształtuje religijność opartą na lęku, m.in. przed piekłem i potępieniem” (Strach przed Bogiem…). 

Zobacz też:   Antychryst light, a więc na nasze czasy

Przyznam się, że sama, jako licealistka, chciałam nawracać, stosując radykalne stwierdzenia typu „jak się nie nawrócisz, to trafisz do piekła”. Niestety nie przyniosło to efektów, o jakich marzyłam, a wręcz przeciwnie – ludzie zaczęli się ode mnie odwracać, co bardzo mnie bolało, i nie do końca rozumiałam, dlaczego tak się dzieje. A szkoda. Teraz łatwo mi to zauważyć i wysunąć wniosek, że podobnym tekstem zraziłam innych, wywołując lęk. Dopiero kilka lat później, kiedy znalazłam pracę jako asystentka osoby niepełnosprawnej, pewnego bardzo inteligentnego młodego chłopaka, zupełnie nieświadomie udało mi się odkryć, że Boga można pokazać komuś jedynie szczerą i cichą postawą, nie afiszując głośno wiary i tego, że dzięki niej miałabym być lepsza od innych. Ów chłopak po dziesięciu latach odbył spowiedź, po której zaczął pojawiać się w kościele. To było dla mnie niebywałe osiągnięcie i czuję dumę, że zaszczepiłam w nim pierwiastek wiary, mimo tego, że kilka miesięcy później, na skutek pewnych zdarzeń, z powrotem odwrócił się od Boga.

Bóg nazywany Bozią

Z przedstawianiem niewłaściwego obrazu Boga wiąże się również problem potocznego nazywania Boga „Bozią” w rozmowach z dziećmi. To określenie odnosimy również do świętych medalików, krzyżyków lub obrazków. Infantylne nazewnictwo Boga zakłóca odbiór rzeczywistej relacji z Nim. Powiedzmy sobie szczerze, jeśli mamy na poważnie nauczać o wierze, powinniśmy o Bogu mówić w taki sposób, jak Go opisuje Biblia. Przecież, jak mówi św. Hieronim, „nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. 

Jak napisała wspomniana wcześniej Aneta Pisarczyk: „Dziecko to odkrywca, który tworzy własną mapę świata, i to odkrywanie rzeczywistości prawdziwie je zachwyca. My, dorośli, często uważamy, że dziecięcy świat trzeba ubierać w fantazje”(Dziecko w świecie wiary…). Z pewnością wiele osób w szkole mogło usłyszeć od swoich rodziców bądź katechetów na lekcji religii takie zdania: „Nie rób tego, bo cię Bozia ukarze!” lub „Bozia kocha tylko grzeczne dzieci”. Takie słowa są krzywdzące, bo nie dość, że wyrażane są w trybie rozkazującym, to wywołują u odbiorcy lęk lub strach (por. tamże). 

Nie przypominam sobie, abym sama doświadczyła takiej sytuacji, ale kiedy miałam dziesięć lat, oglądałam film ukazujący dzieje Abrahama, Izaaka i Jakuba. W trakcie projekcji pojawiły się sceny, w których bohaterowie umierali. Wspomniany obraz dotknął mnie na tyle, że przez półtora roku bałam się śmierci. Uwolniłam się od tej dziecięcej traumy, kiedy do ręki wpadła mi Biblia w obrazkach dla najmłodszych. Kilkanaście czy kilkadziesiąt razy mogłam przeczytać w niej, że Bóg jest dobry i przygotował dla mnie miejsce w niebie. Takimi słowami powinniśmy się karmić od najmłodszych lat. A ta mała księga z obrazkami powinna być obowiązkowym prezentem na chrzciny każdego dziecka. Mój przykład potwierdza, choć nie jest związany z wychowaniem, że wykorzystywanie lęku przed Bogiem jest niebezpieczne dla zdrowia psychicznego i prawidłowego rozwoju naszej religijności.

 Postawa kapłanów

W czerwcu br. w kwartalniku „Więź” pojawił się artykuł Józefa Augustyna SJ zatytułowany Straszenie Bogiem nie zatrzyma ludzi w kościołach. Mowa w nim o niesłuszności ciągłego mobilizowania wiernych do wypełniania obowiązków moralnych wobec Boga i „straszenia Nim” oraz naciskania na ludzkie sumienia poprzez wzbudzanie poczucia winy. Autor ostrzega w tekście, że „takie »metody duszpasterskie« będą raczej wyganiać ludzi z Kościoła niż ich do niego przyciągać. Ważniejsze od przypominania wiernym obowiązków jest nasze kapłańskie świadectwo wiary, szczerej modlitwy, przejrzystość moralna, szacunek do ludzi, wrażliwość na ubogich, postawa pokory”. Jezuita wprawdzie wypowiedział się w kontekście panującej obecnie pandemii Covid-19, ale równie dobrze te słowa wpasowują się w postawę, jaką powinniśmy prezentować wobec drugiego człowieka. Naszym zadaniem jest robić wszystko, aby ktoś z naszej „winy” nie zdecydował się opuścić Kościoła i porzucić wiary (Straszenie Bogiem nie zatrzyma ludzi w kościołach [w:] wiez.com.pl).

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.