adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Daj sobie szansę!

magazine cover

fot. Anna Breguła

Anna Breguła – dwudziestodwulatka, pedagog, absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, wiceprezes Głównego Stowarzyszenia Widzących Więcej, dyrektor generalny Akademii Rozwoju, autor bloga Mam depresję oraz student psychologii na Wydziale Zamiejscowym SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego w Katowicach na kierunku psychologia.

Anna Zdrzałek: Czym jest depresja?

Anna Breguła: Chciałabym tu powiedzieć, czym depresja jest dla mnie. Książkowe definicje można znaleźć w internecie. To choroba, którą można i należy leczyć. Jest takim demonem, który stopniowo przejmuje twoje życie. Odbiera chęci do codziennego funkcjonowania. Pojawiają się zaburzenia snu i pustka. W pewnym momencie miałam problem ze wstaniem z łóżka. Jedyną motywacją był fakt, że potrzebuję pieniędzy na leczenie. Mam momenty, w których nie potrafię podjąć prostych decyzji – co zjeść, czy wstać. Większość swojego czasu spędzałam na płaczu, samookaleczaniu się i walce z myślami samobójczymi. To jest trudne doświadczenie, bo z jednej strony chcesz umrzeć, zakończyć swoje cierpienie, a z drugiej strony wiesz, że to wynik choroby, masz dla kogo żyć i przed tobą jeszcze całe życie, które momentami faktycznie jest w porządku. Mam poczucie, że zaburzenia i choroby psychiczne to ciągła walka z wewnętrznymi konfliktami. Z jednej strony są zaburzone myślenie i patrzenie, a z drugiej racjonalne myślenie.

A.Z.: Kiedy udać się do specjalisty?

A.B.: Gdy czujemy, że potrzebujemy pomocy. Długi czas tłumaczyłam sobie, że sama dam radę, pozbieram się, to tylko chwilowe i moje ulubione wytłumaczenie – jestem w takim wieku. Wszystko, co nas niepokoi, powinniśmy skonsultować ze specjalistą. Warto dbać o siebie w każdym aspekcie. Książkowo jednak przyjmuje się, że jeśli nasz nastrój jest obniżony przez dłużej niż dwa tygodnie, to powinniśmy zwrócić się o pomoc. Warto przy tym zaznaczyć, że nie tylko obniżony nastrój jest powodem tego, by pójść do lekarza. W Polsce, a już chyba zwłaszcza na Śląsku, mamy tendencje do cierpienia. Mamy to we krwi od pokoleń. Męczymy się z zaburzeniami snu, bólem, cierpieniem, zamiast zwrócić się o pomoc. Obserwuję to, że ludzie tłumaczą się: trudno, moja matka czy moja babcia też miały problemy ze snem itd. Warto jednak przerwać tę tradycję cierpienia.

A.Z.: Z czym Ty się zmagasz?

A.B.: Podczas hospitalizacji postawiono mi taką diagnozę: zaburzenia depresyjno-lękowe, zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane zażywaniem kanabinoli oraz nieprawidłowo kształtująca się osobowość.

A.Z.: Jak długo zmagasz się ze swoją chorobą? Kiedy stwierdziłaś, że to jest ten moment, że trzeba poprosić o pomoc specjalistę?

A.B.: Leczę się psychiatrycznie od października 2019 roku, ale objawy depresji i zaburzeń lękowych miałam już w liceum, czyli od 2015/2016 roku. Bardzo długo udawałam, że wszystko jest dobrze. Nie chciałam prosić o pomoc, twierdząc, że dam sobie radę sama. W liceum chodziłam na otwarte wykłady dla młodzieży na SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym w Katowicach. To właśnie tam dowiedziałam się, że moje zaburzenia snu, apatia, brak sił, lęk, unikanie różnych sytuacji czy osób nie są naturalne. Bałam się jednak powiedzieć o tym komukolwiek, bo mimo wszystko dobrze funkcjonowałam. Reprezentowałam szkołę, dobrze się uczyłam, dużo się udzielałam społecznie. Sądziłam, że mam zbyt błahe problemy i nikt mi nie uwierzy. Stwierdzą, że wymyślam.

Dopiero gdy byłam na studiach, to jeden z księży w mojej parafii zasugerował, że powinnam pójść do psychologa, bo zaczęłam się wycofywać ze środowiska społecznego. Nie chciałam się z nikim spotykać, mówiłam o tym głośno, że chcę być sama. Była to spora zmiana, bo zawsze byłam osobą aktywną, chętną na różne spotkania. Najpierw wpadłam w wir pracy – pracowałam na dwa etaty i studiowałam zaocznie. Pracowałam po szesnaście godzin dziennie, spałam cztery godziny, bo nie miałam czasu na sen albo nie potrafiłam zasnąć. Na pierwszą konsultację do psychologa poszłam w czerwcu 2019 roku, a psychoterapię i farmakoterapię rozpoczęłam dopiero w październiku. Odwlekałam to. Byłam wspierana w szukaniu specjalisty przez jednego z księży i swojego chłopaka. Do specjalistów dotarłam w chwili, kiedy potrafiłam spać cały dzień i całą noc, miałam silne myśli samobójcze z zamiarem ich popełnienia, a na skórze wiele śladów po samookaleczeniach.

A.Z.: Jak wyglądało u Ciebie zderzenie depresji z tym, że działałaś w Kościele? Reakcje ludzi, może jakieś głupie, nierozsądne komentarze… Zderzyłaś się  z tym? Jak to jest być katolikiem z depresją?

A.B.: Między szesnastym a dwudziestym rokiem życia udzielałam się w Kościele jako animator Dzieci Maryi, kandydatów do bierzmowania, pomagałam ministrantom. Jeździłam też jako animator na rekolekcje. To mi pomagało, bo miałam zajęcie, byłam wśród ludzi i dużo czasu spędzałam w kościele. Jeden z księży zwrócił mi uwagę na to, że powinnam zgłosić się do psychologa. Dostałam wsparcie od księży, od niektórych rodziców czy innych animatorek i animatorów. Patrzę na to bardziej pod kątem tego, że nawiązałam z nimi różne relacje, dlatego ktoś pomógł mi mniej lub bardziej. Jednak jako animator w Kościele spotkałam się z kilkoma sytuacjami, w których usłyszałam, że za mało się modlę. Kilkukrotnie usłyszałam, że powinnam iść na pielgrzymkę, modlić się więcej. Słyszałam też zapewnienia o modlitwie. Nie pomagało mi to. Wiedziałam, że żeby się wyleczyć, potrzebuję psychoterapii i farmakoterapii. Narzucanie na mnie dodatkowej presji, że nie powinnam opuszczać mszy świętej, nie pomagało.

Początkowo przestałam chodzić do kościoła ze względu na zaburzenia lękowe. Duża liczba osób w pobliżu nagle zaczęła mnie przerastać, miałam poczucie, że wszyscy mnie obserwują. Nikt mi nie proponował, że pójdzie ze mną do kościoła, raczej spotykałam się z uwagami, że do tego kościoła nie uczęszczam. Później rozpoczęła się pandemia i presja spadła. Moje drogi z Kościołem rozeszły się wraz z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, gdy moje poglądy odbiegły od tych głoszonych w Kościele. Wypowiedziałam się na ten temat na swoim blogu, co sprawiło, że spotkałam się z potępiającym wzrokiem w Kościele. Ale wraz z zaprzestaniem udzielania się w Kościele poczułam się swobodniej. Nikt już bacznie nie obserwował moich zachowań, poglądów, a przede wszystkim nie wywierał na mnie presji związanej z uczestnictwem we mszach świętych czy spowiedzi.

A.Z.: Chciałabyś coś dodać o spowiedzi?

A.B.: Spowiedź jest tutaj innym elementem związanym z doświadczeniami zaburzeń i chorób psychicznych w Kościele katolickim. Wiele razy się spowiadałam z autoagresji, używek czy myśli samobójczych. W zależności od tego, u kogo się spowiadałam, to były różne reakcje – złość ze strony spowiednika, załamanie, potępianie mnie czy też ignorowanie tematu. Zgłaszałam, że chcę się zabić i często słyszałam, że życie jest piękne, a tyle przede mną. Albo w drugą stronę, czyli potępienie – Bóg dał mi życie, a ja chcę je sobie odebrać. No i nie można zapomnieć o pokucie! Otrzymanie pokuty, a potem niewywiązanie się z niej to kolejne poczucie winy i nakładana na siebie samą presja.

A.Z.: Kilka słów o Twoim blogu. Co on daje Tobie, a co Twoim obserwatorom? Czy ludzie piszą do Ciebie na Instagramie? O czym? Czy czasem Cię to przytłacza? 

A.B.: Założyłam bloga na początku pandemii. Wcześniej ze znajomymi wpadłam na ten pomysł i wspólnie z narzeczonym stworzyliśmy stronę, a ja założyłam media społecznościowe. To był strzał w dziesiątkę. Takich profili jak mój przybywa, każdy jest wyjątkowy, ale jednocześnie mamy wiele wspólnego. To potrzebne społeczeństwu między innymi z dwóch powodów. Pierwszy to szerzenie wiedzy, przełamywanie tabu w społeczeństwie, zwiększanie odwagi do sięgania po pomoc i dbania o swoje zdrowie psychiczne. Drugi to tworzenie wspólnoty ludzi świadomych tego, że nie jesteśmy sami ze swoimi zmaganiami z chorobą czy zaburzeniami psychicznymi. Wsparcie to bardzo ważny element w walce z każdą chorobą, a możliwość dzielenia się swoimi obawami i doświadczeniami sprawia, że osoby zmagające się z trudnościami często zauważają, że nie są w tym wszystkim same.

Zobacz też:   Listy pielgrzyma - wpis czwarty

Bloga prowadzę z różnych powodów. Dla mnie korzyścią jest fakt, że mogę się dzielić swoimi trudnościami i przeżyciami, a to pomaga. Można powiedzieć, że to jest inna forma pamiętnika. Druga sprawa to świadomość, że moje treści pomagają innym. Dostaję różne wiadomości, ale wszystkie mają pozytywny wydźwięk. Otrzymuję od ludzi feedback, że dzięki mnie poszli do specjalisty, zgłosili się do szpitala psychiatrycznego czy o czymś porozmawiali ze swoim psychoterapeutą, bo są to treści, które można znaleźć na moim Instagramie. To są bardzo motywujące wiadomości. Często dostaję też słowa wsparcia od moich odbiorców.

Pojawiają się też pytania o radę, ludzie czasami dzielą się swoimi historiami życia. Nie zawsze jestem w stanie odpowiedzieć na wiadomości, bo nie jestem specjalistą, ale też nie udzielałabym porad przez Instagram, bo to nieetyczne. Zdarza się, że mnie to przytłacza, bo ja też miewam gorsze chwile i wtedy odpowiadanie bywa dla mnie trudne, ale mimo wszystko cieszę się, że utworzyłam bezpieczną przestrzeń dla swoich odbiorców.

Dodatkowymi plusami prowadzenia bloga są dla mnie samorozwój oraz poznawanie innych osób. Z niektórymi odbiorcami miałam okazję się spotkać na żywo, a z innymi utrzymuję kontakt online. Miałam możliwość wzięcia udziału w projekcie społecznym selflab pt. Czasem tego nie widać organizowanym przez olimpiadę Zwolnieni z Teorii (sesja zdjęciowawywiad na YouTube’ie). Nagrałam też odcinek podcastu Uważaj na Głowę, a teraz czekam na transkrypcję tej rozmowy, która ukaże się w książce. Oprócz tego miałam już okazję udzielać kilku wywiadów. Dzięki jednej z instagramowych akcji znalazłam Stowarzyszenie Widzących Więcej.

A.Z.: Na blogu opisywałaś swój pobyt w szpitalu psychiatrycznym. To nie należało do Twoich łatwych decyzji, ale było potrzebne. Czy jest coś, na co chciałabyś w tym zakresie zwrócić uwagę? Czy to jest jakaś przyklejona łatka, czy też normalna sprawa? 

A.B.: Od początku leczenia słyszałam o tym, że powinnam zostać przyjęta do szpitala psychiatrycznego, ale bardzo się wzbraniałam. Bałam się pójścia do szpitala, bo nie wiedziałam, co mnie czeka. Społeczeństwo w tym wyborze nie pomaga. Wiele osób nie patrzy na to jako na pomoc w zdrowieniu i zabezpieczenie osoby przed popełnieniem samobójstwa. Ludzie często widzą szpitale psychiatryczne przez pryzmat filmów. Po wyjściu ze szpitala znajomi sami mi mówili, że są ciekawi, jak to wygląda w rzeczywistości, bo kojarzy im się to tylko z przywiązanymi do łóżka i „naćpanymi” lekami pacjentami.

Bałam się tej łatki, ale prawda jest taka, że jeśli ja komuś nie powiem, że byłam w szpitalu psychiatrycznym, to skąd miałby się dowiedzieć? Początkowo sama sobie taką łatkę nałożyłam. Przed pójściem do szpitala żyłam z taką myślą, że dzisiaj śpię ostatni raz w swoim łóżku, ostatni raz myję zęby w swojej łazience. Miałam poczucie, że po wyjściu ze szpitala będę inną osobą – „dziewczyną z psychiatryka”. To była nieprawda. Wróciłam do domu i nic się nie stało, wróciłam ze szpitalnej rzeczywistości i żyję dalej.

Spotykam osoby, które krytykują mój pobyt w szpitalu, ale ja wiem, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć w tamtym czasie. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że pozostanie w szpitalu może wywoływać wiele myśli i uczuć. Warto o tym rozmawiać z psychiatrą, psychoterapeutą. Można też napisać do mnie na Instagramie – chętnie odpowiem na pytania. 

A.Z.: Wspomniałaś wcześniej o Stowarzyszeniu Widzących Więcej. Powiedz coś więcej na jego temat. Czym się zajmuje, co Ty w nim robisz? 

A.B.: Stowarzyszenie Widzących Więcej to organizacja ogólnopolska, która działa dla osób z syndromem DDA/DDD oraz osób dotkniętych przemocą. Tworzymy materiały psychoedukacyjne, działamy na rzecz profilaktyki uzależnień. Organizujemy konferencje, tworzymy programy we współpracy z urzędami miast. Prowadzimy również grupy wsparcia online dla osób z syndromem DDA; mamy nadzieję, że już niedługo uda nam się otworzyć grupy stacjonarne m.in. w Katowicach. Organizujemy również bezpłatną lub tańszą, w stosunku do cen rynkowych, pomoc psychologiczną. W Stowarzyszeniu jestem wiceprezesem Zarządu Głównego oraz dyrektorem generalnym Akademii Rozwoju, czyli naszej odpłatnej działalności przy organizacji.

A.Z.: Czy można jakoś wesprzeć pracę Stowarzyszenia?

A.B.: Stowarzyszenie można wesprzeć darowizną na numer konta: 61 1140 2004 0000 3402 8131 6335. Warto nas obserwować na Facebooku oraz Instagramie, ponieważ to tam pojawia się najwięcej informacji. Zakup naszych produktów, udział w płatnych warsztatach lub szkoleniach Akademii Rozwoju jest natomiast wsparciem całego Stowarzyszenia Widzących Więcej, ponieważ środki tam zebrane zawsze są przeznaczane na cele statutowe.

Aby zostać wolontariuszem, należy wypełnić formularz na naszej stronie i czekać na kontakt. Jeśli natomiast chodzi o szukanie pomocy, to zachęcamy do kontaktu pod numerem telefonu: 616255252 lub drogą mailową: [email protected] 

A.Z.: Co powiedziałabyś osobom, które się wahają, czy poprosić o pomoc? 

A.B.: Powiedziałabym, że warto. Sama się wahałam, ponieważ bałam się negatywnych opinii. Żałuję tego, bo mogłam wcześniej uzyskać potrzebną pomoc. Jakiś czas ukrywałam to, że leczę się psychiatrycznie. Warto się odważyć i pójść do specjalistów, porozmawiać o swoich obawach, wyobrażeniach. Nawet jeśli nie wiemy, co moglibyśmy powiedzieć, to oni są po to, żeby pomóc.

Jeśli ktoś ma obawy, to można napisać do mnie na Instagramie lub zajrzeć na inne profile o podobnej tematyce, których autorzy dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z pomocą psychologiczną.

Poniżej znajduje się lista kontaktów do miejsc, w których można znaleźć pomoc. 

  • Kryzysowy Telefon Zaufania – wsparcie psychologiczne dla osób, które z różnych powodów nie mają możliwości bezpośredniego kontaktu z psychologiem – 116 123 
  • Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży – 116 111
  • Centrum Praw Kobiet – 22 62 13 537 
  • Całodobowy telefon interwencyjny dla kobiet doświadczających przemocy – 600 070 717
  • Niebieska Linia (ogólnopolski numer dla ofiar przemocy w rodzinie) – 800 120 002
  • Dziecięcy telefon zaufania Rzecznika Praw Dziecka – 800 12 12 12
  • Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce – 801 033 242
  • Fundacja Nagle Sami (bezpłatna linia wsparcia dla osób po stracie bliskich) – 800 108 108 
  • Inicjatywa „Zranieni w Kościele” (telefon zaufania i katolickie środowisko wsparcia dla osób dotkniętych przemocą seksualną w Kościele) – 800 280 900 
  • Telefon Zaufania Lambda dla osób LGBT+ oraz ich rodzin i bliskich – 22 628 52 22
  • Telefon wsparcia Stowarzyszenia Animo dla osób doświadczających ataków paniki, lęku i zaburzeń lękowych – 22 270 11 65

Oprócz telefonów zaufania pomoc można uzyskać też w Stowarzyszeniu Widzących Więcej. Istnieje możliwość skorzystania z konsultacji psychologicznych w niższej cenie, prowadzone są również darmowe grupy wsparcia i warsztaty. Wiele osób często czeka w długich kolejkach do specjalistów, więc Stowarzyszenie może być „poczekalnią”, w której takie osoby nie zostaną same.

O autorze

Skończyła studia na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Interesuje się mediami i nowinki nie umykają jej uwadze. Szuka działania Boga w codziennym życiu, ciesząc się z drobiazgów. Radość sprawia jej posługa wśród dzieci i młodzieży.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.