adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Czy trzeba się modlić cały czas?

magazine cover

unsplash.com

Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym” (Łk 21, 36). Co znaczą słowa naszego Pana? Jak modlić się cały czas, skoro mamy tyle różnych innych zajęć? Odpowiedzi, według ks. prof. Józefa Naumowicza, należy szukać w pismach ojców pustyni i pierwszych chrześcijan.

Mogłoby się wydawać, że w życiu mamy czas na modlitwę i na zajęcia dnia codziennego. Dlaczego więc Pan Jezus zachęca nas do modlitwy nieustającej? Czy cały dostępny nam czas mamy spędzać na kolanach, komunikując się ze Stwórcą?

Wydaje się to niedorzeczne. Musielibyśmy bowiem zaniechać wszelkich innych zadań, a przecież zaniedbywanie siebie samego, rodziny i pracy jest czymś szkodliwym. Doświadczenie współczesnej psychologii i pedagogiki pokazuje, jak ważne są higiena ciała i umysłu, pozytywne wrażenia związane np. z hobby, spędzanie czasu z rodziną i bliskimi, socjalizowanie się poprzez spotkania towarzyskie. Jak więc to wszystko pogodzić z modlitwą, która ma nigdy nie ustawać?

Ideał jest taki

Ks. prof. Józef Naumowicz w książce Nowa Filokalia – droga do modlitwy serca wskazuje, że modlitwa nieustanna jest swego rodzaju chrześcijańskim ideałem prowadzącym do kontemplacji Boga i Jego „widzenia” (por. Naumowicz J., 2020, s. 59). Autor zauważa jednak dalej, że pierwsze pokolenia chrześcijan, choć brały sobie głęboko do serca biblijny nakaz modlitwy nieustannej, to nie sprecyzowały one ani ram czasowych, ani wielokrotności powtórzeń konkretnej modlitwy. Zamiast tego wierzyły w możliwość przemiany serca, która orientowała człowieka i całe jego życie na Stwórcę (por. tamże, s. 96).

Jak zaznaczają chrześcijanie dawnych wieków, poprzez dobre życie oraz modlitwę niebezpośrednią możliwe jest osiągnięcie swoistego stanu modlitewnego, w wyniku którego realne staje się przylgnięcie do Boga – w pewnym sensie – na stałe.

A jaka jest rzeczywistość?

Oczywiście wiemy sami, jak wygląda nasza modlitwa. Tam, gdzie raz przywykliśmy do konkretnego wysiłku na rzecz Boga, przychodzi nam ona z łatwością, lecz jeśli chodzi o zaangażowanie całego swojego dnia w życie duchowe, sprawa staje się o wiele bardziej złożona. Okazuje się bowiem, że przeszkadzają nam nie tylko rozmaite rozproszenia, ale także charakterystyka naszego ciała. Jesteśmy niestali w uczuciach, szybko zmieniamy zdanie, łatwo gubimy zainteresowanie.

Zobacz też:   Śmiertelne oblicze neopogaństwa

W konsekwencji pojawia się więc pytanie – co to jest tak właściwie przemiana serca? Czy to znaczy, że mam myśleć inaczej? Mieć dobrą wolę? Chcieć być dobrym i czynić dobro? Jakkolwiek jest to istotne, można słusznie mieć obawę, że to nie wystarczy. Czynimy bowiem zło, którego nie chcemy, i służymy temu, którym wzgardzamy – i to pomimo miłości do Chrystusa. Serce człowieka to nie tylko jego wola i intencje, ale też cały aparat nawyków, sposobów działania. Żeby się odmienić, nie wystarczy tylko chcieć. Trzeba aktywnie tę upragnioną zmianę praktykować. Samo myślenie o byciu hojnym, miłosiernym, cierpliwym i kochającym to nie wszystko. Trzeba też dzielić się dobrem, wybaczać sobie i innym i rozważać własną impulsywność oraz praktykować szczerą troskę o zbawienie drugiego człowieka.

Co to znaczy modlić się cały czas?

Zapewne każdemu z nas zdarzyło się wyczekiwać czegoś bardzo długo albo nie móc przestać o czymś myśleć. Wprawdzie zajmowaliśmy się innymi rzeczami, ale myśl o tej ukochanej rzeczy bądź osobie gdzieś tam z tyłu głowy wciąż nas nawiedzała. I tym właśnie byłaby modlitwa nieustająca. To objaw przemienionego serca, które nauczyło się stale lgnąć do Boga. I choć praktyka ta powinna być rozpoczęta od tzw. modlitwy Jezusowej, polegającej na spokojnym i uważnym odmawianiu wersetu „Panie Jezus Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem” – lub w nieco krótszej, łacińskiej wersji: Domine Iesu Christi, Filii Dei, miserere mei – to w ostatecznym rozrachunku modlitwa słowna stopniowo powinna przechodzić w myślną, a ta w konsekwencji w kontemplacyjną modlitwę serca.

Sposób, w jaki miałaby następować przemiana serca, jest oczywiście indywidualną sprawą każdego człowieka, jednak wspólnym mianownikiem jest coraz częstsze doświadczanie obecności Stwórcy w każdym momencie naszego życia.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.