adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Czy tak wyglądał Bóg?

magazine cover

https://www.youtube.com/, Ray Downing

Kilka lat temu na YouTubie natrafiłem na ciekawy materiał: grafik komputerowy w średnim wieku z dużą uwagą pracuje w swoim biurze nad modelem 3D. Dzień jak co dzień, gdyby nie chodziło o odwzorowanie ciała człowieka leżącego w specyficznej pozie, a do modelowania nie wykorzystano danych z Całunu Turyńskiego. On i wielu jemu podobnych w całej historii poświęcili większą część swojego życia odpowiedzi na pytanie: jak wyglądał Jezus z Nazaretu? 

Jak się później dowiedziałem, grafikiem przedstawionym w dokumencie History Channel. Prawdziwe oblicze Jezusa? był Ray Downing, utytułowany ilustrator i grafik. Z pomocą zaawansowanych technik graficznych udało mu się odtworzyć etapami twarz Człowieka z Całunu Turyńskiego. Dokument o jego pracy i wysiłkach prowadzonego przez niego Studia Macbeth wywołał w 2010 roku poruszenie opinii publicznej, głosy polemiki, podziwu z jednej i krytyki z drugiej strony. Ale przede wszystkim pytanie: czy zerwaliśmy zasłonę z tajemnicy, którą Bóg skrywał przez dwa tysiące lat? I czy ostatecznie dowiedzieliśmy się, jak wyglądał Jego Syn? 

Od zawsze chcieliśmy poznać to Oblicze

Był śniadej karnacji i miał krótsze włosy? A może miał jasne włosy, niebieskie oczy i łagodny wyraz twarzy, jak przedstawia się go na ludowych obrazach? Był podobny z wyglądu do rodaków, czy jednak cechowało Go coś wyjątkowego? Tych pytań nie zadajemy sobie od stu czy nawet pięciuset lat. One elektryzują umysły ludzi od pierwszych wieków po Chrystusie. I chociaż pytanie o wygląd Boga brzmi jak pogrywanie z Absolutem, ludzie wszystkich wieków czuli, że rozwiązanie tej tajemnicy może w czymś pomóc. Albo chociaż zaspokoić jakąś społeczną, historyczną ciekawość.

Mimo że Biblia może nam się odruchowo kojarzyć jako pewny trop w poszukiwaniach, to w całym Nowym Testamencie nie mamy zadowalających zapisów, które przybliżyłyby nas do odpowiedzi. Oczywiście, ewangelie synoptyczne opisują przemienienie Jezusa i mówią o Jego jaśniejącej twarzy, a Apokalipsa Świętego Jana wskazuje, że: „Głowa Jego i włosy – białe jak biała wełna, jak śnieg, a oczy Jego jak płomień ognia” (Ap 1,14).

Jednak jasne jest, że w obydwu wypadkach mówimy tutaj o opisie duchowych cech Mesjasza i wizji Jego uwielbienia, a nie o anatomii Jezusa. Także chrześcijanie pierwszych wieków nie kwapili się, by przekazywać sobie tę wiedzę w ramach tradycji apostolskiej (przynajmniej nic o tym nie wiemy), a w szczegóły nie wdają się ojcowie Kościoła, którzy w innych tematach lubili w nie wchodzić. 

Ostrożność i poszukiwanie

W pierwszych wiekach za kontrowersyjne uznawano utrwalanie wyraźnych przedstawień Chrystusa, a Synod w Elwirze z początku IV wieku w 36 kanonie wyraźnie zakazuje tworzenia tego typu obrazów w świątyniach. 

W tym czasie, głównie na terenie dzisiejszych Włoch, powstały pojedyncze przedstawienia, jak te z Katakumb Commodilla. Chrystus jest tam przedstawiony jako mężczyzna w średnim wieku, z bujną brodą i kręconymi włosami opadającymi na ramiona, ze wzrokiem wzniesionym ku górze. Jak się potem okazało, takie przedstawienie było na tyle kulturowo znaczące, że przetrwało z drobnymi zmianami aż do naszych czasów. 

Ciągle oczywiście sztuka wczesnochrześcijańska odnosiła się do Chrystusa, przedstawiając go w formach symbolicznych – jako młodzieńca-pasterza z Katakumb Kaliksta lub Chrystusa Imperatora, który depcze węża (w taki sposób przedstawia Go mozaika z Raweny, datowana na wczesny VI wiek). Dopiero kolejne wieki przyniosły powszechnie występujące przedstawienia Jezusa umęczonego na krzyżu – takiego wizerunku unikano w pierwszych wiekach na rzecz przedstawień figuratywnych bądź Jezusa jako zwycięzcy, pasterza i króla. 

Także przedstawień Syna Bożego dotknęła swoista inkulturacja. I tak ludy afrykańskie przedstawiały Go jako czarnoskórego młodzieńca, ludy Japonii jako mędrca o azjatyckich rysach twarzy, a w kręgu kulturowym Indii w przedstawieniach Chrystusa widzimy wpływ buddyzmu. I niewiele się zmieniło w tej kwestii także współcześnie: różne grupy etniczne chcą czuć, że Chrystus jest dla nich bliski, stanowi część ich dziedzictwa, a dzięki przedstawieniu Go jako jednego z nich mogą się z Nim utożsamiać.

Ray Downing zgarnął w swojej branży wszystko, co było do zgarnięcia: współpracował z największymi wytwórniami filmowymi i producentami telewizyjnymi. Ukoronowaniem kariery było zdobycie nagrody Emmy w 2010 roku za zbiór ilustracji i animacji Abrahama Lincolna w serii History Channel. Kradzież ciała Lincolna. Potem poświęcił się jeszcze większemu projektowi, który jak się okazało, pochłonął go na lata. 

Chrystus Pantokrator, VI wiek, Monastyr Św. Katarzyny, Egipt

Zedrzeć zasłonę

Jeśli przyjmiemy za fakt autentyczność Całunu Turyńskiego, od razu nasuwa się kolejny wniosek: większość tropów wskazuje na to, że to nie tylko płótno, którym owinięto ciało pewnego Galilejczyka po ukrzyżowaniu. To płótno, w które złożono właśnie tego konkretnego Galilejczyka, Jezusa z Nazaretu.

W autentyczność Całunu uwierzył także Ray Downing. W latach 2010-2011 udostępnił dwa projekty, które miały się okazać najważniejszymi w jego dotychczasowej karierze. Po żmudnej pracy całego zespołu Studia Macbeth w 2010 opublikował wyniki swoich badań. Odwzorował punkty charakterystyczne z obrysu twarzy na Całunie, a następnie naniósł na specjalne wymodelowane formy 3D metodą CGI (computer-generated imagery). Pod względem dokładności zajęcie to mogło przypominać bardziej tkanie niż klikanie myszką. 

Pod koniec pracy oczom pracowników Studia Macbeth ukazało się przedstawienie 3D człowieka z Całunu w pełnym kolorze. Ma włosy lekko opadające na ramiona, brodę średniej długości, wyraźnie zarysowane kości policzkowe i żuchwę. Na całej twarzy widać głębsze i płytsze rany, zadrapania i opuchlizny. Czy tak wyglądał Jezus Chrystus, gdy złożono Go do grobu Józefa z Arymatei? To wysoce prawdopodobne, chociaż stuprocentowego dowodu nie otrzymamy pewnie nigdy.

Pod względem społecznym praca Downinga była nie tyle nadawaniem coraz wyraźniejszych kształtów twarzy z Całunu, a zdzieraniem zasłony z pewnej tajemnicy. Dzięki nowoczesnym technikom komputerowym zbliżyliśmy się do odpowiedzi na pytanie o to, jak wyglądał Jezus z Nazaretu. Przynajmniej taką nadzieję ma Ray i wielu, których przekonuje historia Całunu.

Sam grafik podjął się kolejnego wyzwania. Zaraz po zrealizowaniu projektu odtworzenia sylwetki 3D Człowieka z Całunu, w kwietniu 2011 roku wyprodukował razem z telewizją odcinek dla History Channel. Za pomocą technik komputerowych opowiedział najważniejszą historię dla całego chrześcijaństwa, a także dla niego samego. Produkcja Jezus, zaginione 40 dni opowiedziała o czterdziestu dniach od zmartwychwstania do wniebowstąpienia. 

W ten sposób Downing stworzył swoistą komputerową Biblię Pauperum, tylko dla dwudziestopierwszowiecznych, obrazkowych społeczeństw, które tak jak kilkaset lat wstecz (tylko teraz z całkiem innych powodów) coraz gorzej przyswajają tekst.

Oliwkowa cera i… „haniebne długie włosy’’?

Jezus jako prawdziwy człowiek mógł mieć cechy wyglądu i anatomii podobne do ludzi związanych z tym samym kręgiem etnicznym. Ewangelie Łukasza i Mateusza wskazują, że Jezus genealogicznie był potomkiem króla Dawida. Mieszkańcy terenów, na których według ewangelii żył i działał Jezus, są dzisiaj określani przez naukowców jako galilejscy semici. 

Aby przynajmniej zbliżyć się do odpowiedzi na pytanie, jak wyglądał Jezus, w 2001 roku wyemitowano międzynarodowy serial dokumentalny pt. Syn Boży. Stacje BBC, France 3 i Discovery Channel zrealizowały projekt, do którego zaproszono archeologów, religioznawców i historyków. W badaniach oparto się na przedstawieniach historycznych, a także analizie czaszek Żydów z I wieku naszej ery.

Powiązany z projektem prof. James H. Charlesworth w książce The Historical Jesus. An Essential Guide (2008) sugeruje nam wygląd Jezusa inny niż ten, do którego się przyzwyczailiśmy. Naukowiec stwierdził, że na podstawie badań możemy przypuszczać, że cera Jezusa mogła być ciemna, a jego wzrost oscylował w granicach poniżej 1,5 m (4,7 stóp).

Zobacz też:   Bóg nie jest okrutny

Na inny ciekawy kontekst podczas realizacji serii wskazał Mark Goodacre z Uniwersytetu Birmingham. Według badacza ważny trop to 1 Kor 11, 14, w którym Paweł Apostoł mówi, że noszenie długich włosów przez mężczyznę jest haniebne. Jak sugeruje Goodacre, Paweł, który mógł znać wielu uczniów i przyjaciół Jezusa, nie odważyłby się napisać czegoś podobnego, gdyby Chrystus sam nosił długie włosy.

Nasz Jezus był czarny, a wasz nie

W rozmyślaniach o wyglądzie Jezusa kluczowe jest zauważenie, że sprawa rasy Jezusa i problemów z przypisaniem go do kręgu etnicznego, narodu itd. od dawna nie jest tylko ciekawostką naukową, lecz osią sporów i orężem do walki społeczno-politycznej, a nawet do wygłaszania szokujących poglądów rasistowskich. I chociaż dzisiaj możemy się uśmiechać z niedowierzaniem, że na poważnie brano teorie, jakoby Jezus był Aryjczykiem o nordyckich rysach twarzy (pogląd popierał m.in. rasista i zwolennik teorii eugenicznych, Madison Grant), to warto pamiętać, że nie tak dawno przypisywanie Jezusowi bycia nie-Żydem i jego europeizowanie stanowiło próbę podpory dla ruchów antysemickich w Niemczech. 

Inną próbą swoistego przeciągnięcia Jezusa na podstawie cech rasowych na swoją stronę był manifest Martina Luthera Kinga, w którym deklarował odważnie: Jezus był czarny. I chociaż w tym przypadku jego stwierdzenie miało konotacje kulturowe i zostało wygłoszone, by dodać otuchy Afroamerykanom, to nie zabrakło myślicieli jak Albert Cleage Jr., którzy traktowali wyrażenie Luthera Kinga całkowicie dosłownie. 

Figura Czarnego Chrystusa z kościoła sw. Filipa z Portobelo, Panama. Fot.: Adam Jones

Całun, czyli pościg za tajemnicą

Ray Downing, podobnie jak inni pasjonaci, którzy zaprzęgli technologię w poszukiwaniu odpowiedzi na ważkie pytania, oparł swoją pracę na założeniu: Całun Turyński jest prawdziwy; to właśnie w ten lniany materiał było owinięte ciało tego konkretnego Jezusa. Chociaż nie mamy i prawdopodobnie nie będziemy mieli ostatecznego, naukowego dowodu na to, że Całun jest płótnem pogrzebowym Jezusa z Nazaretu, którego opisują ewangelie, to wielu ludzi nauki, przedstawicieli Kościoła, a przede wszystkim wiernych, którzy tłumnie odwiedzają turyńską bazylikę św. Jana Chrzciciela, jest o tym przekonanych. 

Całun Turyński to lniane płótno o długości 437 cm i szerokości od 113 do 112,5 cm (po konserwacji w 2002 roku). Na materiale znajduje się dwustronne (przód-tył) odwzorowanie postaci leżącego mężczyzny. Sam materiał należy do tak często analizowanych przedmiotów w historii ludzkości, że wokół jego badań powstała oddzielna gałąź nauki – syndologia, a wielu ekspertów z dziedziny archeologii i fizyki poświęciło życie zawodowe pytaniu: czy Całun jest prawdziwy?

Mimo setek konferencji naukowych i analiz do dziś trwają spory o jego autentyczność. Część środowiska naukowego wskazuje, że pierwsze rzetelne wzmianki historyczne o Całunie pochodzą dopiero z XIV wieku, przez co nie możemy dobrze zweryfikować jego wcześniejszych losów. Dodatkowo sceptycy przypominają, że w 1988 roku trzy niezależne zespoły na podstawie badania izotopem węgla C-14 ustaliły wiek Całunu na lata 1260-1390. I chociaż dzisiaj część ekspertów podważa rzetelność tej metody, szczególnie że jej wyniki mógł zaburzyć fakt narażania materiału na wysoką temperaturę w wyniku pożaru w XVI wieku, to badanie izotopem węgla jest orężem dla przeciwników autentyczności Całunu.

A jednak prawdziwy?

Jak dotąd najbardziej zaawansowany projekt badania wieku Całunu przeprowadzono w 2011 roku dzięki grantowi Instytutu Maxa Plancka. Pracami przewodził Giulio Fanti, doktor inżynierii Uniwersytetu w Padwie. Trzy różne metody datacji Całunu wskazały odpowiednio, że pochodzi on: 1) z 300 roku p.n.e. z możliwością odchylenia 400 lat w obie strony; 2) z roku 200 p.n.e. z możliwością odchylenia 500 lat w obie strony; 3) z 400 rok n.e. z możliwością odchylenia 400 lat w obie strony. Badanie Fantiego wskazało, że z naukowego punktu widzenia jest możliwe, by Całun pochodził z czasów Jezusa. Fanti opublikował wyniki w fachowym periodyku naukowym (tutaj) oraz wydał na ten temat książkę w języku włoskim: Il mistero della Sindone. Le sorprendenti scoperte scientifiche sull’enigma del telo di Gesù (w j. polskim tytuł mógłby brzmieć: „Tajemnica Całunu. Zaskakujące odkrycia naukowe dotyczące zagadki płótna Jezusa”).

Zwolenników autentyczności Całunu przekonuje także fakt obecności na Całunie pyłków trzech roślin, które rosną na terenie Judei wyłącznie wiosną, co bardzo utrudniałoby spekulowane oszustwo. 

Mimo polemik i różnic wraz z rozwojem badań nad Całunem kolejni specjaliści dochodzą jednak do głównej konkluzji, którą można uznać za pewien konsensus: Człowiek z Całunu był poddany torturom i mocno cierpiał przed śmiercią (link), a jak wskazuje chirurg Piere Barbet, stan ciała owiniętego w Całun dość dobrze pasuje do opisów męki zawartych w ewangeliach. 

Obraz Całunu przed renowacją w 2002 roku, Fot.: Giuseppe Enrie

Jak fragmenty układanki?

Ciekawym faktem, który każe nam się poważnie zastanowić nad możliwością autentyczności Całunu, a tym samym sensownością pracy takich ludzi jak Ray Downing, jest powiązanie Całunu z innymi relikwiami. Ksiądz Andreas Resch z Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego nałożył negatyw Całunu z obrazem chusty z Manopello (według przekonania wielu katolików będącej chustą, którą Weronika otarła twarz Jezusa). Jak się okazało, wizerunki pasują do siebie nie tylko pod względem układu rysów twarzy, ale także odniesionych ran.

Podobny efekt przyniosło porównanie w 1988 roku przez naukowców Instytutu Optyki z Orsay Całunu z inną relikwią – Tuniką z Argenteuil. Ślady na plecach z Całunu i zarysy z Tuniki pokrywają się. Na podstawie badania można dojść do wniosku, że właściciel Tuniki niósł ciężki przedmiot o szerokości 20 centymetrów, który mocno ocierał o jego skórę od lewego ramienia po prawe biodro.

Dla sceptyków omówione powyżej badania to szukanie faktów pod wcześniej postawioną tezę. Jednak wielu wierzących, w tym naukowców, którzy pochylali się nad relikwiami, szczególnie nad Całunem, są przekonani, że Jezus cierpiał przed śmiercią właśnie tak, jak opisują to ewangelie. 

Czy to wszystko ma sens?

Spory o to, czy Jezus miał oliwkową lub białą karnację. Wielogodzinne debaty naukowe o pyłkach pozostawionych na Całunie. Analizy zagnieceń na relikwiach. Prace nad modelowaniem graficznym kilku punktów. Czy to wszystko ma sens? I czy ostateczna odpowiedź na pytanie o wygląd Jezusa Chrystusa zmieni coś w naszej wierze? Z pewnością pod względem teologicznym cechy wyglądu czy anatomii Jezusa nie są istotne. Ewangelie nie zagłębiają się w szczegóły. Apostołowie nie pozostawili nam żadnych świadectw o wyglądzie najważniejszego dla nas Człowieka w historii. Być może takie milczenie jest znacznie bardziej wymowne niż świadectwa. Dla chrześcijan wygląd Jezusa, obalenie czy potwierdzenie tej lub innej teorii naukowej nie stanowi sedna Jego nauczania. Nic w nim nie zmienia, nie osłabia misji Kościoła. 

Dlaczego więc od tylu wieków poszukujemy odpowiedzi na to pytanie? Po pierwsze, większość ludzi rozumie wpływ, jaki na historię wywarł Jezus z Nazaretu. Dlatego nic dziwnego, że poznawszy wygląd Abrahama Lincolna, Juliusza Cezara, chcemy wiedzieć, jak wyglądał Bóg-Człowiek. By wypełnić historyczną lukę i zaspokoić społeczną ciekawość. 

Wreszcie, dostrzegam w tej opowieści konkluzję: chcemy wiedzieć, jak wyglądał Jezus z Nazaretu, bo to jeszcze bardziej nas do Niego zbliży. Potrzebujemy fizycznego dowodu, jak Tomasz Apostoł. A takim dowodem byłoby ujawnienie Jego wyglądu. Okazałoby się, że Bóg był taki jak my, wyglądał jak Galilejczyk. Upodobnił się do nas i do naszych spraw. Jest bardziej podobny niż niepodobny. Podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu.

O autorze

Redaktor Naczelny miesięcznika Adeste. Z wykształcenia politolog specjalizujący się w cyberbezpieczeństwie, z zawodu dziennikarz. Prywatnie melancholik lubiący dobrą muzykę, kubek ciepłej herbaty i spotkania z przyjaciółmi.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.