adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Czy Niebo jest u góry?

magazine cover

pixabay.com

Nasz język jest pełen codziennych metafor, których zwykle nie dostrzegamy. Odbiór wszystkiego dookoła jest silnie nacechowany tym, jak nasza kultura i język kreują świat. Zastanówmy się, dlaczego Niebo jest u góry, a Syn siedzi po prawicy Ojca. W jaki sposób metafory codzienne wpływają na wyobrażenia i terminologię religijną?

Według słynnej anegdoty Jurij Gagarin, pierwszy człowiek w kosmosie, powiedział, że był w niebie, ale nie widział tam Boga. Dla chrześcijan jednak jasne jest, że Niebo w kontekście religijnym, a niebo, które widzimy podczas patrzenia w górę, nie są tym samym. Zastanówmy się, dlaczego w naszym języku nie ma dwóch różnych słów określających oba pojęcia. Dla odróżnienia obydwu znaczeń słowa użyję zapisu wielką literą, mówiąc o sprawach religii, a zapisu małą literą w drugim przypadku. Polski nie jest jedynym językiem, który niebo i Niebo nazywa w ten sam sposób. Istnieją oczywiście, nawet w Europie, przypadki, w których mamy do czynienia z dwoma terminami, jednak często słowa te są ze sobą związane etymologicznie. Na przykład angielski używa częściej słowa sky na określenie nieba, a heaven zazwyczaj będzie dotyczyć Nieba, jednak w starszych odmianach języka słowo heven, hevin, heuen, hewin, a jeszcze wcześniej heofon dotyczyło obu przestrzeni. Nie jest więc to zjawisko typowe jedynie dla polszczyzny.

Czy język zmienia nasze myślenie?

Wiemy, że Bóg nie mieszka w niebie, pośród chmur. Skąd więc tak silne skojarzenia? Cóż, jesteśmy w pewnej mierze niewolnikami naszego języka. To trochę błędne koło – język jest wytworem kultury, lecz jednocześnie ją tworzy. Naszą mowę wypełniają zwroty metaforyczne, których nie dostrzegamy ze względu na ich powszechność. Zwrócili na to uwagę George Lakoff i Mark Johnson w książce Metafory w naszym życiu. Współczesne językoznawstwo kładzie spory nacisk na związki języka z myśleniem i z tego powodu według Lakoffa i Johnsona metafora jest dla człowieka tak ważna jak zmysł dotyku. Metafory codzienne nie skupiają się na tym, jak mówimy, lecz na tym, jak myślimy. Są tak głęboko ukryte w naszej świadomości, że zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy. W swojej książce badacze podali liczne przykłady, które (mimo że przeznaczone były dla anglojęzycznego odbiorcy) znajdują też przełożenie na język polski – argumentowanie to wojna, bo możemy wygrać kłótnię, zbić czyjś argument, obalić twierdzenie, tworzyć strategię debaty. To tylko jeden przykład z całej listy. Tracimy wątek, czas płynie, miewamy zaćmienia umysłu, a gdy ktoś coś nam wyjaśni, może rozjaśnić sprawę. Metafory codzienne są ukryte wszędzie. W podobny sposób nasz język wpływa także na wyobrażenia religijne.

Czy piekło jest pod ziemią?

W naszej kulturze przestrzeń jest bardzo silnie powiązana z wartościami. Góra jest dobra, dół jest zły. Zdrowy człowiek chodzi wyprostowany, rozwój roślin, zwierząt i ludzi wiąże się ze wzrostem. Jednocześnie choroba może prowadzić do zapadnięcia się w sobie, a chory człowiek po prostu wydaje się mniejszy i bardziej delikatny. To wszystko było widoczne już w czasach prehistorycznych i przez tysiące lat kształtowało ludzkie języki. Góra niemal zawsze będzie dobra, dół zaś zły. Także dziś powiemy o wysokich ocenach w szkole i niskim ilorazie inteligencji. Z tego powodu liczne religie uznały właśnie to, co jest nad nami, za miejsce przebywania bogów. Grecy wierzyli, że zamieszkują oni Olimp, wysoką górę. Inni dopatrywali się ich mieszkania w niebie. Analogicznie złe rzeczy powinny być na dole i dlatego też często uznawano, że pod ziemią znajduje się kraina umarłych czy piekło. Tego typu wyobrażenia (jakkolwiek nie płynące z katolickiej teologii, tylko z ogólnej kultury tej części świata) są obecne w naszej świadomości także dziś. Wiele osób wciąż wyobraża sobie Niebo jako krainę puszystych chmurek i skrzydlatych aniołków, a piekło jako ognistą jaskinię głęboko pod powierzchnią ziemi.

Ktoś może jednak zawołać: „Zaraz, zaraz – przecież Chrystus wstąpił do Nieba, unosząc się w górę! Tak mówi Biblia!”. Trudno temu zaprzeczyć. Pamiętajmy jednak, że Bóg jak nikt inny zna i rozumie ludzką kulturę w najszerszym jej aspekcie. Nie byłoby dla Chrystusa żadnym problemem wstąpić do Nieba, zapadając się pod ziemię lub znikając w morzu. W takiej sytuacji jednak postąpiłby w sprzeczności z kodem kulturowym, w jakim funkcjonowali apostołowie. Przekaz nie byłby jasny, a Bóg przecież chce zostać przez nas poznanym. Niektórzy przeciwnicy chrześcijaństwa zarzucają tej religii bycie prostą opowieścią o ludziach odlatujących do nieba i robiących inne (często znane także z pogańskich opowieści) rzeczy. Charakter tych zdarzeń nie świadczy jednak o fałszywości naszej religii czy odgapianiu wierzeń innych ludów, lecz dobitnie pokazuje, jak Bóg działa w kulturze. Niektóre rzeczy są w niej tak mocno osadzone, że podobieństwo różnych motywów jest nieuniknione. Bogu nie są potrzebne widoczne znaki, takie jak uniesienie się w kierunku nieba, ale my ich potrzebujemy. Można powiedzieć więc, że Bóg ogranicza samego siebie, by działać w naszej kulturze. Tak samo przecież ograniczył się Chrystus, gdy przyjął ludzkie, śmiertelne ciało. W ten sposób można wyjaśnić podobieństwo niektórych biblijnych historii do innych religii regionu – wciąż chodzi o jeden kod kulturowy i jedną mentalność.

Zobacz też:   Sukces

Na tej samej zasadzie mówimy, że Syn siedzi po prawicy Ojca. Nie chodzi tu o konkretne miejsce przy tronie i siedzenie obok jak kardynałowie diakoni z popularnych ostatnio memów. Po prostu dla praworęcznego świata ten kierunek jest lepszy. O dobrym człowieku powiemy, że jest prawy. Co więcej, zbiór zasad i nakazów nazwiemy prawem. Jednocześnie, gdy komuś coś nie wychodzi, powiemy, że ma dwie lewe ręce, a nieuczciwy biznes nazwiemy lewym interesem. Od razu widać, że prawe jest dobre, lewe jest złe. Z tego też powodu wyznajemy, że Syn siedzi po prawicy Ojca w znaczeniu ściśle powiązanym z naszą kulturą. Chodzi o rolę i znaczenie, a nie realną pozycję w przestrzeni.

I to jeszcze nie koniec!

Przykładów tego typu jest znacznie więcej. Prawica Pańska okazuje moc, Bóg jest związany z górami (Syjon, Horeb, Tabor), a święty Paweł pisze, że Bóg wywyższył Jezusa ponad wszystko i dał mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano (por. Flp 2, 9–10). Prawo i lewo, góra i dół – przestrzeń jest niezwykle ważna w słownictwie religijnym. Wpływa też na nasze gesty. Dlaczego przyklękamy przed Najświętszym Sakramentem? Bo w naszej kulturze wyraża to oddanie czci poprzez uniżenie samego siebie. Teoretycznie taką rolę mogłoby spełniać cokolwiek – na przykład pokazanie języka w stronę tabernakulum albo pociągnięcie się za uszy podczas skakania na jednej nodze. Nie chodzi przecież o samą naturę przyklęknięcia! Nasza kultura i aksjologizacja (nadanie wartości) przestrzeni wymusiły jednak zachowania innego typu. Nie wynikają one z bycia jedyną słuszną możliwością, lecz ze sposobu myślenia, jaki jest w nas zapisany. 

Człowiek nie może po prostu wyjść z kultury, jesteśmy w niej zbyt głęboko zakorzenieni. Warto natomiast pamiętać, jak bardzo wpływa ona na wszystkie aspekty naszego życia – na język, wyobrażenia, gesty, liturgię. To wszystko jest częścią gigantycznej dziedziny, jaką jest kultura. Kiedyś znajomy spytał mnie, jaki jest sens tych wszystkich gestów w trakcie mszy – przecież w gruncie rzeczy mogłyby być czymś innym, a pewnie nawet zniknąć – Bóg nie potrzebuje naszego skłonu głową czy przyklęknięcia. Tak, mogłoby tak być. Jednak ich forma wynika nie z odgórnego pozbawionego sensu nakazu, lecz ze sposobu, w jaki postrzegamy świat. Dla nas, zanurzonych w określonym sposobie myślenia, przyklęknięcie wyrazi coś więcej niż po prostu zgięcie kolana. Bóg natomiast, znając dobrze człowieka, wie, w jaki sposób działać w kulturze, by przekazać ludziom prawdę o sobie. Dlatego Niebo nie jest w niebie, chociaż wydaje się tam znajdować, a Chrystus uniósł się w jego stronę. W ten sposób jednak człowiek otrzymuje szerszy przekaz, który wyjaśnia, że chodzi o coś niesamowicie dobrego i wspaniałego. W końcu w naszej kulturze góra oznacza dobro.

O autorze

Amerykanista, student filologii rumuńskiej. Zainteresowany językoznawstwem i kulturą w najszerszym znaczeniu tego słowa. Zajmuje się także tworzeniem kina niezależnego.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.