adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Czy alkoholik może być świętym?

magazine cover

Diana-Rtemi

Bóg daje szansę każdemu, nawet osobom społecznie odtrąconym, jak uzależnieni od alkoholu. Życie Sługi Bożego Mateusza Talbota, nawróconego alkoholika, inspiruje dziś na nowo. Prezentujemy, jako redakcja „Adeste”, wywiad z Grzegorzem Jakielskim – autorem książki Matt Talbot. Święty alkoholik.

Redaktor Dawid Pindel: Mamy sierpień – miesiąc, który od 1984 r. obchodzony jest w Kościele katolickim jako czas zachęcania wiernych do całkowitej abstynencji od alkoholu. Na szczególną uwagę w tym czasie zasługuje Mateusz Talbot. Czy mógłby Pan naszym czytelnikom pokrótce przedstawić sylwetkę patrona osób zmagających się z alkoholizmem?

Grzegorz Jakielski: Mateusz Talbot był irlandzkim robotnikiem żyjącym na przełomie XIX i XX w. Jako młody chłopak uzależnił się od alkoholu. W nałogu trwał przez przeszło szesnaście lat, wydając na niego wszystkie pieniądze, które zarabiał. Zdarzyło się nawet, że posunął się do kradzieży instrumentu niewidomemu skrzypkowi, aby tylko zdobyć pieniądze na alkohol. Zrządzeniem Bożej Opatrzności w wieku dwudziestu ośmiu lat nawrócił się i przez czterdzieści jeden lat trwał w trzeźwości. Ani razu nie wrócił do kieliszka. Postanowił swoje życie ofiarować Bogu, nie wchodząc w związek małżeński. Prowadził życie bardzo umartwione, pomimo tego, że pracował fizycznie jako robotnik portowy. Wielu jego znajomych już za życia widziało w nim świętego człowieka, chociaż on nigdy nie afiszował się ze swoim życiem. Zmarł w drodze do kościoła 7 czerwca 1925 r. Zostałby pochowany i nikt nie dowiedziałby się o jego świętym życiu, gdyby nie odkrycie łańcuchów pokutniczych, jakie miał na sobie w dniu śmierci.

D.P.: Przenosimy się do XIX w. do Irlandii. Jak wyglądało środowisko życia Mateusza Talbota?

G.J.: Czasy, w których żył Mateusz Talbot, były bardzo trudne zarówno pod względem materialnym, jak i duchowym. W Dublinie panowała wtedy duża bieda. Źródła, do których dotarłem, podawały, że wśród mieszkań mniej niż jedno na dziesięć miało przyłączoną bieżącą wodę, a połowa urodzonych dzieci umierała przed ukończeniem drugiego roku życia. Po zakończeniu wojny krymskiej Dublin stał się miejscem, do którego przybywało wielu, jeżeli tak można napisać, „podejrzanych typów”. Na domiar złego wśród mieszkańców stolicy Irlandii szerzyła się jeszcze jedna śmiertelna choroba… alkoholizm. Robotnicy w butelkach portera czy whisky zapijali swoje problemy, czemu sprzyjali przedsiębiorcy, wypłacając część pensji w bonach, które można było wykorzystać w prowadzonych przez nich pubach. Panowało ogólne przyzwolenie na picie, chociaż Kościół starał się z tym walczyć, prowadząc inicjatywy trzeźwościowe, takie jak np. przyjmowanie deklaracji abstynenckich na ręce księży. Warto wspomnieć, że w Sanktuarium na Górce w Zakopanem także można składać takie deklaracje.

Siostra zakonna Mary Aikenhead, założycielka Irish Sisters of Charity, w 1883 r. napisała: „Ubodzy skłonni są do ulegania alkoholowi spirytusowemu. Często uciekają się do niego z rozpaczą, aby zapomnieć o swoich cierpieniach”.

D.P.: Wiemy, że istotną rolę w życiu Mateusza odgrywała matka, która patrzyła na degenerację syna. Czy została wierna matczynemu powołaniu? Czy działo się to tak samo jak w życiu św. Augustyna, że matka wymodliła nawrócenie Mateusza?

G.J.: Elżbieta Talbot, matka Mateusza, była osobą głęboko wierzącą. Przyjaciele rodziny zeznawali, że nie rozstawała się z różańcem. Miała dwanaścioro dzieci, z których jedynie najstarszy syn Jan oraz dwie córki nie popadli w sidła alkoholowego nałogu. Zapewne modliła się o trzeźwość dla wszystkich swoich synów. Myślę, że jej wiara musiała być silna jak wiara św. Moniki. Lata mijały, dzieci zatracały się w nałogu, a ona dalej modliła się o ich nawrócenie. Jej postawa może być dla nas wzorem cierpliwości i zaufania Bogu. Po ludzku patrząc, można stwierdzić, że jej modlitwy nie przyniosły rezultatów takich, jak by się spodziewała. Z jednej strony z sideł nałogu uwolnił się jedynie Mateusz, z drugiej natomiast wymodliła mu świętość.

D.P.: Z każdego grzechu można powstać. Jak to się odbyło w życiu Mateusza? Jakie miał metody dojścia do świętości? Czy miał chwile upadku? Jak toczył walkę z nałogiem?

G.J.: Mateusz Talbot nawrócił się, mając dwadzieścia osiem lat, pod wpływem odrzucenia przez kolegów „od kieliszka”. W tamtych czasach pensje wypłacane były w formie tygodniówki. Mateusz przez tydzień nie pracował, gdyż był pochłonięty swoim nałogiem. Gdy w sobotę oczekiwał razem z bratem na kolegów pod pubem, którzy po odebraniu wypłaty udawali się tam, aby przepić otrzymane pieniądze, zamiast zaproszenia usłyszał od nich gorzkie słowa.

Widać w tym ingerencję Boga – gdyby nie brak pieniędzy na alkohol, Mateusz zapewne dalej zatracałby się w nałogu aż do śmierci. Nie ma żadnych informacji o tym, że w latach, w których pił, myślał o nawróceniu i porzuceniu nałogu.

Przepis na walkę z nałogiem miał bardzo prosty. Postawienie na Boga, solidna modlitwa i żelazna dyscyplina we wszystkich aspektach życia. Wiedział, że nie może pozwolić sobie nawet na jeden kieliszek alkoholu, gdyż będzie to powrót do nałogu.

Warto wspomnieć, że Mateusz Talbot żył w czasach, w których nie istniała jeszcze wspólnota Anonimowych Alkoholików i program dwunastu kroków.

D.P.: Jak wyglądało jego życie duchowe i pokutnicze po nawróceniu? Bardzo ciekawe było odkrycie, że Mateusz Talbot nosił łańcuchy pokutne, o których mało kto wiedział. Czy według Pana asceza może stać się pomocą dla osoby uzależnionej?

G.J.: Spotkałem się z wypowiedzią pewnej osoby, która stwierdziła, że Mateusz brał wszystko na poważnie. Jak pił, to pił na całego, jak pracował, to dawał z siebie sto procent. I do swojego nawrócenia też podszedł z pełnym zaangażowaniem, chociaż nie było to dla niego łatwe. Przez lata nałogu nie pielęgnował swojej wiary ani modlitwy. Musiał praktycznie od zera budować relację z Bogiem. Dzięki swojemu uporowi, modlitwie i Bożej pomocy wzniósł ją na wyżyny. Pokutniczych łańcuchów i innych umartwień, takich jak np. niejedzenia mięsa przez prawie dziewięć miesięcy w roku, codziennego oczekiwania na klęcząco przed kościołem na jego otwarcie czy też spania prosto na łóżku z drewnianych desek, nie rozpoczął od razu po swoim nawróceniu. Było to następstwo zbliżania się do Boga i chęci zadośćuczynienia Mu za lata trwania w nałogu. Moim zdaniem życie ascetyczne, chociaż w drobnym stopniu, może być pomocne dla osoby uzależnionej. Trudno np. porzucić nałóg alkoholizmu i dalej prowadzić hulaszcze życie, gdyż na każdej imprezie może pojawić się wiele pokus, aby wrócić do nałogu. Wszystko jednak zależy od konkretnej osoby.

Zobacz też:   Dwie drogi

D.P.: Życie nie znosi pustki. Jak po swoim nawróceniu Mateusz zapełnił czas, którego miał już więcej?

G.J.: Godziny, które spędzał w pubie z przyjaciółmi od kieliszka, zamienił na czas z najlepszym Przyjacielem w Najświętszym Sakramencie. Wieczory w pubach zostały zastąpione przez godziny modlitw, czytania duchowych lektur oraz śpiewania psalmów. Mateusz podszedł do swojego nawrócenia bardzo praktycznie i chociaż nie korzystał z żadnej formy terapii, których zresztą jeszcze w jego czasach nie było, podświadomie wiedział, że jeżeli nie zapełni wolnego czasu, szybko wróci do nałogu. Ciekawostką jest fakt, że Mateusz spał tylko około trzy, cztery godziny na dobę.

D.P.: Sierpień w polskiej pobożności jest miesiącem niemalże równie maryjnym jak maj. Jak wyglądał stosunek Sługi Bożego do Maryi?

G.J.: Mateusz Talbot miał wielkie nabożeństwo do Maryi. Mawiał, że nie wie, gdzie by był, gdyby nie ona. Jako ciekawostkę mogę podać, że spał, przytulając figurkę Matki Bożej. Codziennie odmawiał wszystkie części różańca, o godzinie dwunastej zatrzymywał się w pracy na Anioł Pański, czym wzbudzał czasami drwiny wśród osób, które go jeszcze dobrze nie znały.

D.P.: Wiemy, że Mateusz Talbot to patron uzależnionych od alkoholu. Dzisiejsza młodzież coraz bardziej jest uzależniona od nikotyny, narkotyków, seksu, internetu, gier komputerowych czy korzystania z telefonów komórkowych. Czy Mateusz Talbot może być traktowany również jako ich patron?

G.J.: Mateusz Talbot może być wzorem nie tylko dla uzależnionych od alkoholu. Sam przecież był też uzależniony od tytoniu, o czym nie wspomina się zbyt często. I jak mawiał, trudniej było mu porzucić palenie fajki niż picie alkoholu. Chociaż różne są uzależnienia, łączy je zazwyczaj ta sama podstawa. Brak czegoś w życiu, chęć zapomnienia, stworzenia sobie iluzji, ucieczki od problemów, czy to w internecie, czy narkotykach.

D.P.: Mateusz Talbot jest mało znany w Polsce. A jak wygląda jego kult na świecie?

G.J.: Kult Mateusza Talbota jest jeszcze mało rozwinięty w Polsce. Na świecie rozwija się bardziej intensywnie. W ostatnim czasie w Stanach Zjednoczonych i Irlandii powstały w kościołach kaplice poświęcone Mateuszowi Talbotowi. Prowadzone są także ośrodki pomocy dla ubogich oraz uzależnionych, którym patronuje nawrócony dubliński robotnik.

D.P.: Skąd Pan dowiedział się o Mateuszu Talbocie? Przecież jeszcze jest bardzo mało znany w Polsce. Jak to się stało, że powstała książka o Mateuszu Talbocie?

G.J.: Równo dziesięć lat temu w dość trudnym dla mnie okresie życia otrzymałem w Niepokalanowie gazetkę z codziennymi rozważaniami na podstawie czytań mszalnych. Ponieważ stało się to w sierpniu, tematem przewodnim wydania był alkoholizm. Jeden z artykułów poświęcono historii życia Mateusza Talbota. Po przeczytaniu go zapragnąłem dowiedzieć się więcej o tym irlandzkim robotniku, dlatego pojechałem do Płocka-Trzepowa, gdzie znajduje się jedyny w Polsce pomnik Talbota. Dziesięć lat temu o Mateuszu Talbocie było wiadomo w Polsce zdecydowanie mniej niż dzisiaj, dlatego zacząłem wtedy poszukiwać informacji, które przybliżyłyby mi jeszcze bardziej jego życie. Przeczesywałem internet, poszukiwałem informacji o nim w archiwach, pisałem do różnych ośrodków, kupowałem zagraniczne książki i materiały, które pozwalały mi dowiedzieć się więcej o jego życiu. I tak właśnie zacząłem tworzyć prywatne archiwum informacji o Talbocie. Zajęło mi to przeszło osiem lat. Mając już potężny zbiór materiałów, pomyślałem, że byłoby dobrze podzielić się tym, czego dowiedziałem się o Mateuszu Talbocie, z innymi. Kiedy zastanawiałem się, jak to uczynić, przyszedł mi do głowy pomysł spisania tego w książce. I tak powstała pozycja Matt Talbot. Święty alkoholik.

D.P.: Czy według Pana każdy alkoholik może zostać świętym?

G.J.: Tak, gdyż dla Boga nie ma nic niemożliwego. Myślę, że potwierdziłby to sam Mateusz Talbot, który mawiał do znajomych: „Jeżeli mi się udało, tobie też może się udać z Bożą pomocą”. Jest taka mądra sentencja mówiąca, że „każdy święty ma swoją przeszłość, a każdy grzesznik ma swoją przyszłość”. Nikt nie rodzi się świętym, trzeba do tego dojść, ale nie samemu. Z Bożą pomocą.

D.P.: Czy zdarzyły się już jakieś cuda za wstawiennictwem Mateusza Talbota? Na jakim etapie jest proces beatyfikacyjny?

G.J.: W 1975 r. papież Paweł VI ogłosił dekret o heroiczności cnót Mateusza Talbota, nadając mu tytuł Czcigodnego Sługi Bożego. Obecnie do jego beatyfikacji potrzebny jest jedynie cud uzdrowienia przez jego wstawiennictwo. Warto podkreślić, że musi to być udokumentowany cud uzdrowienia fizycznego. Wicepostulator procesu beatyfikacyjnego mówił, że zdarza się dużo przypadków uzdrowień z alkoholizmu przez orędownictwo Mateusza Talbota. Niestety te nie mogą być brane pod uwagę jako potencjalny przyczynek potrzebny do beatyfikacji. Obecnie wiele osób modli się o ten cud, a ja rozprowadzam w Polsce i poza jej granicami m.in. obrazki z modlitwą o beatyfikację Mateusza Talbota. Mam nadzieję i myślę, że wiele osób także ją ma, że do beatyfikacji dojdzie już wkrótce. Błogosławiony papież Paweł VI był pod wielkim wrażeniem życia Mateusza i wspominał o pragnieniu jego beatyfikacji. Także św. Jan Paweł II chciał, aby doszło do wyniesienia na ołtarze nawróconego robotnika z Irlandii.

D.P.: Czy naszemu społeczeństwu, współczesnej młodzieży, potrzebny jest taki wzór do naśladowania?

G.J.: Nic tak nie pociąga jak dobry przykład, szczególnie wtedy, gdy jest to prawdziwa historia życia. Młodzieży w obecnych czasach, w których upadają autorytety, a ludzie zamykają się w wirtualnym świecie, potrzeba do naśladowania nie takiego wzoru, który będzie proponował łatwe życie, ale takiego, który stawia wymagania. Mateusz Talbot nim był.

D.P.: Módlmy się więc razem za wstawiennictwem Mateusza Talbota o jego rychłą beatyfikację. Dziękuję za rozmowę. 

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Nauczyciel informatyki i religii. Animator przygotowujący młodzież do sakramentu bierzmowania. Nadzwyczajny szafarz komunii świętej. Lubiący dobrą książkę, muzykę chrześcijańską oraz podróże.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.