adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

„Cisza nocna w zakładzie głuchoniemych”

magazine cover

pexels.com

Niegdyś wielką wagę przywiązywano do retoryki, do sztuki argumentowania. Kiedyś za wielką i ważną sztukę uważano umiejętność dyskutowania, debatowania. Roztrząsania spraw. Dziś wszystko niknie w zgiełku słów.

„Słowa, słowa, słowa” – mówił Hamlet (co swoją drogą pokazuje, że problem dewaluacji słów istniał już dawniej). Dużo słyszymy. Dużo gadamy. Setki znaków wysyłanych na Messengerze. Każdego dnia. Wszędzie. Jadąc metrem, patrzę na tych ludzi – większość pochylona nad małymi urządzeniami. Piszą. Oglądają youtuberów. Przeglądają memy. Gdybym nawet miał słuchawki na uszach, słyszałbym zgiełk.

Zgiełk bezsensu. Ludzie coraz częściej gadają o głupotach. Plotkują.

Cisza!

Oglądają telewizję, w której odwraca się wzrok od spraw poważnych, podgrzewając emocje. Topiąc zaangażowanie w tym, co płoche, nieznaczące. W jakimś nieważnym sporze.

Brakuje w naszych czasach ciszy. Ktoś ciężko pracuje, w hałasie, wracając do domu, odpala radio w samochodzie. Albo zakłada słuchawki w komunikacji miejskiej. Mieszka w mieszkaniu w wielopiętrowcu lub nawet w szeregowcu; nie ma tam ciszy, słyszy sąsiadów (czasami za bardzo). Zagłuszy ich muzyką. Pójdzie spać mimo pewnych przeszkód – sąsiedzi akurat się kłócą, a on nie lubi wzywać policji za każdym razem. Następnego dnia znów osiem godzin w pracy, historia się powtarza… Jedyną ucieczką może być łono natury w weekend.

Niemożliwe? A jednak tak żyje większość ludzi w mieście. Mamy problem – my, żyjący w wielkomiejskim światku. Brakuje nam ciszy, a słów – jak to powiedział św. Antoni Pustelnik – u nas dużo, ale czynów istne pustkowia. To, co mówimy, staje się bezwartościowym bełkotem.

„Na całym świecie są faszyści”

Obserwuję dyskurs publiczny. Ciągle trzeba uważać, żeby nie „wylać dziecka z kąpielą”, a to jest tylko „wierzchołek góry lodowej”. I to jest clou tej sprawy. Pojęcia tracą znaczenie. Co znaczy „faszysta”? Kim jest „nacjonalista”? Jakiż potwór kryje się pod sformułowaniem „populizm” – i kto decyduje, kto jest populistą, a kto nie? Czym jest „lewica”, a czym „prawica”? Co znaczy „wolność”, „demokracja” czy „reżim”?

„Naprawa państwa zaczyna się od naprawy pojęć” – powiedział Konfucjusz. Czy rozumiemy, o czym mówimy? To, co wypowiadamy, jest owocem refleksji, czy też powtarzamy zasłyszane gdzieś indziej opinie? Może posługujemy się, jak bohaterowie Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya, utartymi frazesami, z którymi zgadza się społeczeństwo, choć nie wie dlaczego?

Zamilcz!

Również w kościele nierzadko słyszy się bełkot. Bełkot w tonie kazania. Jakieś teologiczne słowa padają, ale nie ma w tym sensu. Albo sens może jest, ale wciąż nie wiadomo, co on robi w kościele. Wielkim darem jest kaznodzieja, który mówi sensownie, w odpowiedni, zrozumiały sposób – i słowem porywa do rzeczy szlachetniejszych.

Odpowiedzią na zgiełk są dwa kroki. Pierwszy to swoiste milczenie. Myślę, że w dzisiejszych czasach asceza kryje się za słowem „mniej”. Mniej internetu, komórki, muzyki i gadania (oczywiście w innych dziedzinach – np. w jedzeniu, piciu, pracowaniu – to też ma zastosowanie, ale w tym felietonie ograniczę się do tych „tematycznych”). Z tego „mniej” powinno wypłynąć więcej – „magis”, jak to mawiają jezuici. Więcej refleksji, modlitwy, rozważania Słowa (przez wielkie „S”).

Bóg mówi

„Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż miecz obosieczny” (Hbr 4, 12) oraz „jak śnieg, deszcz i grad nie powraca do chmur, dopóki nie użyźni ziemi, tak Słowo Boże nie powraca do Boga, dopóki nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” (Iz 55, 10). A nasze słowa? Przez nasze grzeszne skłonności częściej ranią, niszczą i plugawią, niż naprawiają świat. Dlaczego tak jest? Czemu Bóg jest tak potężny w swej mowie, a my nie?

Pan Bóg, według Księgi Rodzaju, stworzył świat słowem. Wypowiedział świat i żyjące na nim istoty. Mocy słowa uczył Adama, każąc mu nazywać zwierzęta – praojciec ograniczył się do spostrzeżenia, że zwierzaki są żywe – nazwał je wszystkie per „istota żywa”. Pierwszy człowiek słowem wyraził swoje pragnienie co do żony, Ewy. Nazwawszy ją „niewiastą”, chociaż właściwie bliższy oryginałowi jest tu neologizm z Biblii księdza Wujka – „mężyna”, zapragnął, by była mu bliska, by była jednością z nim.

Zobacz też:   Oczekując na beatyfikację, cz. II

Prawdziwy Bóg

Cóż za zapomniane przesłanie – obecnie ledwo jest możliwe, by osiągnąć jakieś porozumienie o wzajemnej nieagresji (a i na wypracowanie tego potrzeba wiele czasu). Święte, wypełniające zobowiązania sakramentu małżeństwa, to wypadki absolutnie wybitne i  heroiczne.

Wracając – Bóg zawsze mówi prawdę. I uczy prawdy swój Lud Wybrany. Nas. Zależy mu na tym, byśmy poznali prawdę o sobie i o Nim – jakakolwiek by ona nie była. Zawsze, kiedy słyszę perykopy z Ewangelii, w których Jezus polemizował z faryzeuszami, myślę sobie „jakżeż Chrystus chciał, by faryzeusze poznali prawdę o sobie i o mesjaszu – i zaczęli oddawać Mu cześć!”

Efektem prawdy zawsze jest dobro

Dogłębnym katolickim przekonaniem jest myśl, że „prawda nas wyzwoli”. Dlatego trzeba słuchać Prawdy, czyli Jezusa Chrystusa. Słuszna zasada, spopularyzowana przez kanadyjskiego myśliciela i psychiatrę Jordana Petersona głosi: „mów prawdę albo przynajmniej nie kłam”. Gdy zacząłem ją stosować, zauważyłem, że druga część tego zdania jest znacznie łatwiejsza od pierwszej. Ale od niej najlepiej zacząć.

Często człowiek nie mówi prawdy, żeby kogoś nie zranić. Albo boi się reakcji. Czasem przed wypowiedzeniem prawdy powstrzymuje poprawność polityczna albo źle rozumiany szacunek do autorytetu (obojętnie jakiego). Kłamanie nierzadko prowokuje się, niejako systemowo, w wielu pracach (m.in. stąd zresztą obyczaj obowiązkowych „imprez firmowych” – człowiek po alkoholu ma luźniejszy język i mówi, co mu leży na sercu). Kłamać można ze strachu przed opinią środowiska – szkolnego, studenckiego, branżowego etc. Sam niejednokrotnie się  łapałem na tym, że na pytanie „co robiłeś o tej godzinie?” przenigdy nie odpowiedziałbym „a, byłem sobie na mszy świętej”. Zazwyczaj kręciłem. Prawda zawsze wyjdzie na jaw. Czasem zdradzał mnie zapach kadzidła, czasem coś innego…

Kłamstwo ma krótkie nogi

Drobne kłamstwa mają swoje konsekwencje. Większe kłamstwa mają większe konsekwencje. W chwili, gdy to piszę, wciąż nie milkną echa Zabawy w chowanego. Film Sekielskich „obciążył” zarzutami biskupa Edwarda Janiaka. Nie wiem, jaki będzie werdykt. Jednak mechanizm w takich przypadkach jest podobny. Utajniamy coś, bo nam się to opłaca z różnych względów. Po latach to wychodzi – i powoduje burzę, która może zniszczyć wszystko, co osiągnęliśmy. A jeśli opinia publiczna nie wie – ktoś, kto wie o czymś obciążającym, może nas szantażować. Ma nad nami władzę.

Kłamstwo zawsze daje tymczasowe korzyści. Kłamanie zawsze prowadzi do zła. Konsekwencje fałszu są większe, niż można się spodziewać.

Jedno kłamstwo może zdemolować cały system polityczny (jak to miało miejsce we Francji w XIX wieku na skutek afery Dreyfusa). Może też zniszczyć związek, przyjaźń lub sprawić, że operacja wojskowa lub biznesowa spali na panewce.

Kuracja

Reasumując, wobec potoku nieniosących znaczenia słów trzeba użyć dwóch lekarstw. Powrotu do ciszy, do milczenia. Do refleksji, rozważania. Do ascezy rozumianej jako odcinanie się od nadmiaru bodźców. Musimy zacząć medytować nad sensem tego, co mówimy. Jeśli to uczynimy, to wtedy nawet „Dzień dobry!” (i trochę, jak mi się zdaje, tracące popularność „Dobry wieczór!”) będzie brzmieć prawdziwie.

No i przestańmy kłamać. Kłamać można na tysiące tematów. Na setki sposobów. Ale to prawda jest czymś, co buduje dobro i piękno. Fałsz zawsze się zemści. A prawda nas wyzwoli. Mówiąc prawdę – czynimy coś naprawdę Boskiego, profetycznego.

 Zakład głuchoniemych

W tytule przywołałem piosenkę Kazika Cisza nocna. „Ta cisza nocna w zakładzie głuchoniemych / to oczywiste i zarazem nie z tej ziemi” śpiewa Staszewski. Myślę, że nasze społeczeństwo jest obecnie, paradoksalnie, głuchonieme. Bo nie słyszy tego, co mówi Bóg. W ogóle zatraciło zdolność słuchania. W szkołach uczy się „słuchania ze zrozumieniem”. Zabawny konstrukt, jak „sprawiedliwość społeczna” czy „demokracja ludowa”. Jeśli ktoś umie słuchać, będzie też rozumiał. Zarazem społeczeństwo jest coraz bardziej nieme – coraz gorzej nam idzie mówienie o problemach. Dyskutowanie.

Jednak wierzę, że możemy to odwrócić. Stopniowo możemy się zreformować. I tego pragnę. Tego nam życzę.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.