adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Cesarz, Mickiewicz i Tysiącletnia Rzesza. O mesjanizmie

magazine cover

unsplash.com

Skoro Jezusa od Abrahama oddzielały czterdzieści dwa pokolenia, to po kolejnych czterdziestu dwóch mesjasz przyjdzie na świat powtórnie. Wypatrywano go więc z zapartym tchem między rokiem 1200 a 1260. I wówczas mesjasz przyszedł. A potem został ekskomunikowany.

Ledwie świat zdążyła obiec wiadomość o śmierci Fryderyka I Barbarossy podczas trzeciej krucjaty (1190), a już pojawiły się proroctwa o Cesarzu Ostatnich Dni, który dokończy jego dzieło. Miał on się stać wybawcą, który przygotuje świat na ponowne przyjście Chrystusa i na millenium. Trzydzieści lat później cesarską koronę przejął wnuk Barbarossy, również Fryderyk z Hohenstaufów. Wszystkie proroctwa niemal natychmiast przypisano nowemu przywódcy narodu.

Przeciw Kościołowi

Fryderyk II był postacią niezwykłą, łączącą w sobie liczne sprzeczności. Wierzący i rozwiązły, inteligentny i niezwykle brutalny. Nieustannie toczył zajadłe konflikty z papiestwem. Gdy kilkakrotnie ekskomunikowano go jako heretyka, krzywoprzysięzcę i bluźniercę, on odgrażał się, że pozbawi Kościół wszystkich jego bogactw, które miały być źródłem jego zepsucia. Zasłużył tym sobie na przydomki „karzącego kler” czy „bicza na Kościół”. Jakby tego było mało, cesarz wraz z nową krucjatą zdołał odbić Jerozolimę i w 1229 roku koronował się tam na króla. To tylko wzmocniło roztaczany wokół niego mesjański mit.

W Rzymie za to postrzegano Fryderyka jako antychrysta, a cesarstwo nazywano Babilonem. Nawet niektórzy z tych istotnie wierzących w jego eschatologiczną misję deklarowali, że jest ona raczej diabelskiej proweniencji. Stolica Apostolska, chcąc zmusić cesarza do posłuchu, nałożyła na całe terytorium niemieckie interdykt, przez co nie mogły być tam sprawowane sakramenty. W zbiorowej świadomości oznaczało to, że kto umrze w tym czasie, zostanie na wieki potępiony.

Mesjasz czy antychryst?

Na cesarzu interdykt nie zrobił jednak większego wrażenia. A wśród ludu działali wędrowni kaznodzieje, którzy nauczali, że kler pogrążony jest w grzechu i że utracił już moc udzielania sakramentów. Papież Innocenty IV natomiast prowadził ich zdaniem tak niegodziwe życie, że wszelkie jego decyzje pozostawały bez znaczenia. Według licznych ich przepowiedni w 1260 roku miał odbyć się sąd Boży. Wówczas to papież ukaże się jako antychryst, a kler jako ciało antychrysta. Nadejdzie dla nich potępienie.

Wybuchały też w tym czasie drobne, lecz liczne zamieszki. Na przykład w mieście Hall rzemieślnicy podnieśli bunt i wyrzucili z miasta nie tylko kler, ale również wielu zamożnych patrycjuszy. Być może takich zajść byłoby więcej i możliwe, że wywołałyby one nawet rewolucję społeczną, gdyby nie nagła śmierć cesarza w 1250 roku – a więc na dziesięć lat przed czasem, w którym miał dokonać swojej misji. Niemieccy chrześcijanie stracili swego mesjasza, włoscy – antychrysta. I choć wielu było samozwańców, liczne również pogłoski o zmartwychwstaniu cesarza – oznaczona data minęła bez szczególniejszych wydarzeń i zapowiadanej paruzji.

Widzący i jego proroctwa

Wszystkie te wydarzenia nie byłyby jednak możliwe, gdyby nie niecodzienne nastroje panujące w ówczesnej Europie. We wsiach nauczali wędrowni kaznodzieje, liczni byli asceci, którzy decydowali się oddać cały swój majątek i poświęcić Panu. Jednak nie wszyscy z nich mieli świętość i pokorę Franciszka z Asyżu. W siłę rosła wówczas herezja katarów, a także inne prądy zachęcające do nieposłuszeństwa wobec papiestwa i kleru.

W całym tym zamęcie największą popularność zdobył Joachim z Fiore. Nawrócony podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej postanowił wstąpić do zakonu i tam wieść mnisze życie. Po wielu latach spędzonych w klasztorze doświadczył mistycznych wizji, które pozwoliły mu na nowo zinterpretować Janową Apokalipsę i kilka innych tekstów biblijnych. Na ich podstawie podzielił on dzieje ludzkości na trzy okresy – każdym z nich miała władać inna osoba Trójcy Świętej. Każdy był też poprzedzony okresem inkubacji, po którym następował przełom. Każdy miał też trwać czterdzieści dwa pokolenia, a zatem, przyjmując za okres życia jednego pokolenia trzy dekady, 1260 lat.

Trzy okresy

Pierwszy z tych okresów miał być Wiekiem Ojca (lub Prawa) i trwać od Abrahama do Chrystusa, a zapowiedziany został przez Adama. Drugi – to Wiek Syna (lub Nowiny), zapowiedziany już przez Eliasza. Wreszcie trzeci, ostatni okres, który ukoronuje dzieje ludzkości, to Wiek Ducha. O ile po Chrystusie wolność nie była jeszcze pełna, wówczas wyzwolenie ma być całkowite. Ma zapanować miłość, pokój i radość. Każdy człowiek dostąpi poznania Boga bezpośrednio w swym sercu. Świat zaś stanie się jednym, bezkresnym klasztorem, a ludzie mnichami wiecznie pogrążonymi w mistycznej ekstazie.

Myśl Joachima de Fiore, który umarł w roku 1202, prawdopodobnie zostałaby zapomniana. Kultywowali ją jedynie nieliczni uczniowie, co rusz dopisując do jego pism jakieś fragmenty. W ten sposób powstał między innymi niesłusznie przypisywany Joachimowi komentarz do Księgi Jeremiasza. W pismach tych jeszcze więcej znajdowało się rewelacji i smaczków.

Kontynuatorzy

To wówczas po raz pierwszy liczbę 1260 lat zaczęto traktować dosłownie, a o roku tym mówić jako o dacie paruzji. Należy bowiem zaznaczyć, że sam Joachim objawienia swe traktował raczej symbolicznie. Nigdy nie sprzeciwiał się także hierarchicznemu Kościołowi. Jego działalność wspierało trzech kolejnych papieży. Gdy natomiast IV Sobór Laterański potępił jego poglądy trynitarne, w dekrecie zaznaczono, że sam Joachim dobrowolnie wyrzekł się ich za życia i umarł jako prawowierny katolik.

Niestety popularność zyskała już przetworzona wersja jego poglądów. Stało się to za sprawą grupy franciszkańskich braci zwanych spirytualistami. Popierali oni utrzymanie surowej reguły wzorowanej na życiu św. Franciszka (observantia extrema), a więc rezygnację z pieniądza, wykształcenia oraz stałego miejsca zamieszkania.

Wspomniana grupa zradykalizowała się za czasów drugiego generała zakonu. Został nim Eliasz z Cortony, zwolennik reform i ustępstw na rzecz życia światowego. Ponieważ jego władza miała charakter raczej autorytarny (zaprzestał zwoływania kapituł), bracia tym usilniej zaczęli poszukiwać duchowej odnowy. Nadzieją stały się dla nich przekształcone pisma Joachima, zapowiadające nastanie nowej ery. Rozpowiadali te nauki we wsiach i przygotowywali lud. Właśnie za ich sprawą mogło dojść do wspomnianych wyżej ekscesów.

Od mesjanizmu do hitleryzmu

Mesjanizm utkwił w mentalności różnych narodów na długie wieki. Niemcy pozostają jednak przykładem wyjątkowym. Bezpośrednio związane z ruchem reformacyjnym i samobójcze wręcz wystąpienia chłopów z roku 1525 odczytywano tam na przykład jako krwawą ofiarę złożoną ojczyźnie. Tamtejszy mesjanizm niezwykle szybko uległ zeświecczeniu, a wyczekiwanie mesjasza przerodziło się w oczekiwanie na odnowiciela narodu.

Mesjasz ten miał ożywić niemieckiego ducha i ustanowić Królestwo Rzeszy. Cały naród natomiast miał zawierzyć mu i ufnie za nim podążać. Dopatrywano się go w postaciach takich jak Richard Wagner czy Johann Wolfgang von Goethe. (O tym, jak muzyka Wagnera oddziaływała na niemiecką duszę, przeczytać można choćby w zadedykowanych mu przez młodego Nietzschego Narodzinach tragedii). Do narracji mesjanistycznych i mitu Tysiącletniej Rzeszy nawiązywali także ideolodzy narodowego socjalizmu. „Religia polityczna” – oto, w co przez wieki przemienił się mesjanizm. Tymi słowami określił go ksiądz Luigi Sturzo – prywatnie założyciel włoskiej chadecji i jeden z pierwszych krytyków totalitaryzmu – który w 1924 roku musiał uciekać z ojczyzny w obawie przed Mussolinim. Jako jeden z pierwszych doszukiwał się korzeni narodowego socjalizmu w pismach joachitów.

Zobacz też:   Czy młoda muzyka jest muzyką młodych?

Co złego to nie my?

Na przykładzie narodu niemieckiego prześledziliśmy, w jaki sposób pozorne „uświęcenie polityki” potrafi stać się „upolitycznieniem religii” i obrócić przeciw niej. Może się wydawać, że mesjanizm polski przedstawia się inaczej. Przede wszystkim nigdy nie odrzucił chrześcijańskiej perspektywy i jako „filozofia uciśnionych” nie miał radykalnych tendencji.

Nie mógł przerodzić się w skrajny nacjonalizm, gdyż istotną rolę odgrywa w nim służebna rola narodu polskiego wobec świata. Ma on być sługą sprawy Bożej na ziemi, a nie hegemonem, gwałcicielem praw i wolności. Zdaniem polskich mesjanistów, takich jak Józef Hoene-Wroński, dzięki spełnianiu w swoim sercu słowa Bożego człowiek ma dojść do zbawienia siebie i ludzkości. Wydawać by się mogło, że jest to idea z gruntu szlachetna. Jednak i polski romantyzm nie ma z katolicyzmem wiele wspólnego, czasem przybierając wręcz oblicze antyklerykalne. Ze swoim niemieckim odpowiednikiem ma wiele punktów wspólnych.

Nie taki romantyzm święty

Oczywiście nie jest możliwe, aby w kilku zaledwie słowach opisać cały polski ruch mesjanistyczny. Z jednej strony należał do niego August hr. Cieszkowski, który reprezentował postawę prawdziwie katolicką. Do dziś uważany jest zresztą przez pewne środowiska za liczący się autorytet. Z drugiej – przewijały się tam również postacie pokroju Bronisława Trentowskiego, wolnomularza, który bogów słowiańskich i Boga chrześcijan uważał za wcielenia jednego i tego samego absolutu.

Zasadniczo inteligencja polska okresu romantyzmu była jednak mocno zlaicyzowana. Sprzyjała także nowoczesnym prądom myślowym. Dla przykładu: po konstytucji wprowadzonej na ziemiach polskich przez Napoleona miała miejsce ogromna liczba rozwodów. Religię uważano ówcześnie za rzecz kobiecą, księży – za wyrzutków. Ci ostatni często nie byli wykształceni, nie reprezentowali też odpowiedniego poziomu moralności. Sławny pozostaje kazus Stanisława Orzechowskiego, który, pozostając w stanie kapłańskim, miał żonę i dzieci. Ziemianie bronili go przed biskupem w imię wolności szlacheckiej, a jego indywidualnym przypadkiem miał zająć się sobór trydencki.

Zaniedbana wieś

Nikt też nie prowadził katechezy wśród chłopstwa. Plebani zwykle woleli głosić z ambony niepodległościowe frazesy, a wieś tymczasem rozpijała się i demoralizowała coraz bardziej. Głoszeniem Ewangelii musieli zająć się ludzie świeccy, częstokroć również niemający dobrego przygotowania. Przykładem może być niewykształcony teologicznie ziemianin, Andrzej Towiański, który w rodzinnej wsi na Litwie rozmawiał z chłopami i uczył ich wiary. Stworzył przy tym dość niecodzienną koncepcję, wedle której dusze starotestamentowych Izraelitów reinkarnowały się w Polaków, przez co stali się oni nowym narodem wybranym. Żydzi mieli przyklasnąć temu pomysłowi, spodziewając się, jako „przodkowie” Polaków, lepszego traktowania w Rzeczypospolitej.

Trzeba jednak przyznać, że akcja ewangelizacyjna Towiańskiego przyniosła oczekiwane rezultaty. Religijność chłopów zwiększyła się, a on sam postrzegany był jako dobrodziej. Gdy wyjeżdżał do Paryża, by działać na emigracji, do krzyża na skraju wsi odprowadzała go cała gromada ludzi.

W Paryżu tymczasem działał inny świecki, Bogdan Jański. Po głęboko przeżytym nawróceniu zebrał on wokół siebie niewielką grupkę polskich intelektualistów, z którymi rozważał Pismo Święte i co piątek przystępował do Eucharystii. Organizował także rekolekcje, współpracował z benedyktynami i trapistami. W późniejszych latach grupa ta wyewoluowała w zakon zmartwychwstańców, sam zaś Jański doczekał się tytułu sługi Bożego. Do grona jego sympatyków należał między innymi Adam Mickiewicz, którego, z racji pobożności, wielu emigrantów nazywało wówczas pogardliwie jezuitą.

Wieszcz zwiedziony

Jednak gdy tylko Towiański przyjechał do miasta i, zakładając nową sektę, ogłosił Sprawę Bożą, Mickiewicz odłączył się od środowiska zmartwychwstańców i poszedł za nim. Działalność w sekcie ogromnie wpłynęła na jego podejście do religii, w szczególności instytucjonalnego Kościoła. Zmianę tę może unaocznić lektura jego prelekcji wygłoszonych w Collège de France.

Rysują one obraz Rzymu, który „umie tylko odpychać i potępiać”, oraz księży, którzy „do szczętu sfałszowali ideał Chrystusa”. Ich autor wychwala powstańców przelewających krew za ojczyznę i więzionych spiskowców, którzy „są bez porównania dalej w przyszłości od wszystkich teologów i urzędników Kościoła, są – śmiemy to dodać – daleko bliżej Chrystusa” (Dzieła Adama Mickiewicza, t. 2, 1912, ss. 441, 444).

Mickiewicz nie chciał już naprawiać Kościoła, pozostając w jego ramach, lecz pragnął, by Kościół dostosował się do propagowanego przez niego ruchu. Pisał: „Jedyny sposób, jaki pozostaje księżom, aby zrozumieć ludzi przyszłości, jest odnowić swego ducha w duchu ludowym, który ze wszech stron wzniósł się ponad Kościół” (tamże, s. 443). I choć dodawał zaraz, że „ludy nie chcą wywracać Kościoła, ale go podnieść” (tamże), to Kościół, który proponował, z katolicyzmem nie miał wiele wspólnego.

Nędza mesjanizmu?

Ideologia mesjanistyczna prędko zaślepiła wieszcza do tego stopnia, że gdy dzięki znajomościom zdołał wyjednać sobie audiencję u papieża, zaczął namawiać go do zaaprobowania tez towianizmu. Niedługo po wygłoszeniu wspomnianego wykładu został zresztą usunięty z katedry pod zarzutem zbytniej ideologizacji i wychwalania Napoleona.

Te dwa przypadki mesjanizmu: przypadek polski i przypadek niemiecki, mimo znacznych różnic mają istotne punkty wspólne. Oba wyrosły na gruncie słabego i zdemoralizowanego Kościoła, który potrzebował naprawy. Były wówczas przedstawiane pod sztandarem powrotu do Ewangelii i czystego, pierwotnego katolicyzmu. Nierzadko też propagowali je ludzie niewykształceni w dziedzinie teologii czy biblistyki lub wręcz taką wiedzę potępiający. Oba także w finalnej swojej wersji obróciły się przeciw Kościołowi. Mesjanizmy bowiem zawsze wyrastają, jeśli nawet nie w kontrze, to obok instytucjonalnego Kościoła. Jego odnowa szybko przestaje być także głównym ich celem, gdyż religia zostaje upolityczniona i zaczyna służyć jedynie ziemskim celom.

Bez filozofii narodowej

Idealizacja mesjanizmu zdaje się zatem mijać z celem. Choć bowiem myśl poszczególnych jego przedstawicieli faktycznie bywała wybitna (za przykład niech posłuży wspomniany wcześniej Cieszkowski), to mesjanizm rozumiany ludowo zawsze mija się z celem. Nie spełnia swojej funkcji ani jako filozofia religijna, ani nawet jako filozofia narodowa. Nie jest bowiem nawet, jak się to często przedstawia, „specyficznie polskim wynalazkiem”. Szczególnie w okresie Wiosny Ludów liczne uciśnione nacje kierowały się podobnymi ideologiami. Polska nie jest na ich tle wyjątkiem.

A co, jeśli nie mamy żadnej szczególnej narodowej misji? A co, jeśli chrześcijaństwa nie da się unarodowić? I znów moje oczy kierują się w stronę zapomnianego nieco brata Bogdana Jańskiego i jego tytanicznej pracy wśród Polonii. Gdy zmarł z powodu gruźlicy w roku 1940, na jego grobie umieszczono sentencję: Hic resurrecturus quiescit, co znaczy „tu spoczywa mający zmartwychwstać”. On faktycznie doczekał się spotkania z Mesjaszem. Czy nie lepiej więc po prostu pozostać małym robotnikiem sprawy Bożej w miejscu, które Bóg dla nas przeznaczył?

O autorze

Od św. Franciszka uczy się zachwytu nad istnieniem i Stwórcą, od św. Ignacego – dostrzegania w każdej idei cząstki Prawdy, od mnichów natomiast prostoty i milczenia. Większość życia spędza nad filozofią i literaturą. Czasem tworzy.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.