adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Z życia Kościoła

Bogu dzięki za papieża Franciszka [RECENZJA]

fot. Joanna Miśkiewicz

„Historia dzieje się na naszych oczach”, jak to ujął Piotr Zychowicz. Również historia Kościoła. Nie przechodźmy obojętnie nad tym faktem.

Ten pontyfikat to czas pogłębionej refleksji nad papiestwem. Nie tylko dlatego, że to w jego czasie światło dzienne ujrzał genialny Młody papież Paola Sorrentina (2016). Przede wszystkim dlatego, że obfituje w znaki i decyzje zaskakujące, szokujące, wydające się czymś nowym dla czcigodnego urzędu Najwyższego Budowniczego Mostów.

W dużej mierze kroniką zmagań intelektualnych katolików – tych, którzy ani nie popadają w bałwochwalcze uwielbienie dla papieża, ani nie ulegają pokusie zanegowania ważności wyboru Franciszka – z tym problemem jest książka Turbopapiestwo. O dynamice pewnego kryzysu Tomasza Rowińskiego (Wydawnictwo Dębogóra, 2022).

Dziennik i pamiętnik

Nieprzypadkowo użyłem słowa „kronika”. Sam bowiem autor tak nazywa swoją książkę, a właściwie jej część. Składa się ona bowiem w dużej mierze z artykułów pisanych przez autora od początków pontyfikatu po czasy „uniwersum Traditionis custodes”. Przeplatane są one tekstami pisanymi z perspektywy czasu, wyjaśniającymi kontekst i poszerzającymi go. Można więc tę większą część nazwać kroniką bądź fuzją pamiętnika i dziennika. Pewnym podsumowaniem części kronikarskiej jest esej Dokąd idziesz, Piotrze? autora i posłowie pióra Filipa Łajszczaka.

Co jeszcze można powiedzieć o formie tej pozycji? Przede wszystkim należy się pochwała za obfitą bibliografię. Rowiński chętnie korzysta z przypisów. Te ostatnie nie tylko podają źródła bibliograficzne, ale jednocześnie wyjaśniają pewne pojęcia i naświetlają sylwetki omawianych postaci. Niektóre z nich – w myśl błyskotliwego Chmielowskiego „koń jaki jest, każdy widzi” – mogą wydać się dodane na siłę, bez sensu. Myślę jednak, że to dobry ruch; to, co jest dla nas jasne teraz, może być niejasne w dalszej przyszłości, a postaci dla nas oczywiste – za dziesięć, a nawet pięć lat mogą być tylko jakimiś zapomnianymi celebrytami.

Oceniajmy po okładce

Książka ma też estetyczną, symboliczną okładkę. Szkoda jedynie, że nie jest ona twarda; to wiele znaczy przy nieco jednak imponujących rozmiarem (niemalże siedemset stron) pozycjach takich jak ta. W świecie ludzi żyjących dogmatem „nie oceniaj książki po okładce” trzeba płynąć pod prąd i zwracać uwagę na formę, w jakiej serwujemy treść. Zwłaszcza jeśli to ważna treść.

A taka istotnie jest w tym przypadku. Książka pomaga przypomnieć sobie wszystkie wielkie (i mniejsze) kontrowersje tego pontyfikatu. Kto dziś pamięta, że początek pontyfikatu upłynął pod znakiem boju o rozwodników (wokół tzw. synodu o rodzinie)? Czy ktoś wyliczy wszystkie „dziwności”, które padły na konferencjach prasowych w papieskim samolocie? Rowiński nie stara się oczernić papieża czy uczynić z niego antychrysta. Ze zręcznością opisuje zarówno złe decyzje biskupa Rzymu, jak i podkreśla, że często to on jest hamulcowym w Kościele.

Zobacz też:   Poświęcenie, poświęcenie i po poświęceniu

„Pan margrabia wciąż kroczy po linie”

Autor nie wpada w pułapkę bezkrytyczności wobec dwóch poprzedników Franciszka. W końcu nazywa jednak Jana Pawła II „turbopapieżem” (unaoczniając jednak ważną, pozytywną różnicę między papieżem Polakiem a papieżem z Argentyny). Częste odwoływanie się do Ratzingera zaś nie zmienia faktu, że autor dostrzega, iż niemiecki teolog nie był ani konserwatystą, ani też tradycjonalistą. I że był władcą słabym. Zarazem dystansuje się w tej sprawie od poglądów Pawła Lisickiego, bliskich pewnej grupie tradycjonalistów w Polsce (w dużym uproszczeniu: stwierdzających, iż papież z Niemiec był po prostu zachowawczym modernistycznym teologiem; zobacz: Dogmat i tiara, 2020 lub np. tę prelekcję autora).

W ogóle Rowiński jest zaskakująco trzeźwy i „nieplemienny” w swoich ocenach. Ten pontyfikat (jak wydaje się stwierdzać autor) to jedynie kumulacja problemów związanych z papiestwem. Sięgających dalej niż pontyfikat Ratzingera, Wojtyły, Lucianiego, Montiniego czy nawet Roncalliego. Szkoła postępowych teologów, dziś kompletnie oderwanych od rzeczywistości, jest Rowińskiemu obca. Rozumie on jednak, że nie wzięła się ona znikąd – ale do jej wzrostu przyczyniły się papieskie sankcje Piusów i nieco bezrefleksyjna tradycyjna teologia (w sensie: nierozwijająca się).

Władza i rozum

„[…] Nie da się wyeliminować relatywizmu z teologii tylko za pomocą zarządzeń władzy jednostki – Papieża. Konieczna jest obecność czynnika dyskursywnego, logosu, dzięki któremu Kościół jest nie tylko Mater, ale także Magistra. Dodajmy – nie znaczy to, że nie ma metodologii intelektualnych, które muszą być wykluczone z refleksji teologicznej, ponieważ ich fundamenty co do zasady kwestionują możliwość poznania religijnego.

Mechanizm zaprowadzania porządków za pomocą władzy, z pominięciem rozumu, w oparciu jedynie o podlegający niezwykłej inflacji autorytet biskupa Rzymu przetrwał i w innym kontekście oglądamy go teraz w działaniach Papieża Franciszka oraz jego przybocznych”, pisze Rowiński (s. 655). I wzywa do ponownej refleksji nad soborem watykańskim I – tym, który sformułował dogmat o nieomylności papieża.

Franciszek jako znak czasów

Ostatecznie sam pontyfikat rozczarował wielu katolików. To rozczarowanie połączyło zwolenników rewolucji i katolików konserwatywnych czy tradycyjnych. Wydaje się również, że to już końcówka tego pontyfikatu – niezależenie od tego, czy będzie jeszcze trwać miesiące, czy lata. Po czasach turbopapiestwa zapewne nastąpi czas postpapiestwa, charakteryzujący się chaosem, zgorszeniem i „anglikanizacją” Kościoła. Chyba warto więc zatrzymać się i przemyśleć, co właściwie się wydarzyło w czasach Franciszka. Turbopapiestwo nadaje się do tego znakomicie, wnioski i przemyślenia autora łącząc z kroniką.

„Za ten pontyfikat, jak i za wszystko, co nas spotyka, powinniśmy być Bogu wdzięczni”, konkluduje Łajszczak w posłowiu. Prawda. Bogu dzięki za papieża Franciszka.

Turbopapiestwo. O dynamice pewnego kryzysu Tomasza Rowińskiego zostało wydane nakładem Wydawnictwa Dębogóra w 2022 roku. Więcej informacji na stronie.
fot. debogora.com

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.