Adeste

Adeste jest za darmo i bez reklam
Utrzymują nas tacy czytelnicy jak Ty.

Wesprzyj

„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój…”

magazine cover

pixabay.com

„Pokój na świecie? Tak, to ważna kwestia, ale co ja, zwykły szary człowiek, mogę dla niego zrobić? Przecież to sprawa rządzących i ludzi wysoko postawionych. Nie moja” – takie słowa i podobne można usłyszeć od wielu ludzi. Niektórzy myślą, że jeśli chodzi o dbanie o pokój na świecie, to nie mają oni żadnego znaczenia. Nic bardziej mylnego.

Spora część społeczeństwa utożsamia kwestię pokoju na świecie jedynie z tematem prowadzonych na świecie wojen, którym nieodłącznie towarzyszą głód, bieda i choroby, czyli krzywda setek tysięcy niewinnych ludzi. I nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież są to problemy o skali światowej, w które przez lata zaangażowały się rządy większości państw. Często jednak jako zwykli ludzie stoimy niejako obok tego wszystkiego. Między nami a sprawami wojen i pokoju na świecie stoi gruba szyba, która dystansuje nas od tego, co dzieje się po drugiej stronie i zapewnia bezpieczeństwo. W końcu widząc to wszystko, mamy wrażenie, że to nas nie dotyczy. Wszystkie sprawy dzieją się za daleko i zabieganie o pokój trzeba zostawić ludziom, którzy mają na niego realny wpływ. Czy jednak na pewno nie mamy żadnego wpływu na pokój?

Mikroskala

Na samym początku trzeba uświadomić sobie pewną rzecz. Mianowicie, że wszystko, co rozgrywa się w wielkiej skali, ma również swój równoważnik w naszym codziennym, prostym życiu. W naszym „mikroskopijnym” świecie. I sprawy zarówno świata wielkiego, jak i tego w mikroskali, są tak samo ważne. Dlatego nie mniej ważny od pokoju na świecie jest pokój naszej codzienności, pokój między nami – szarymi ludźmi. Jedynie gdy uświadomimy sobie, jak ważny jest on w naszym życiu, będziemy w stanie budować zdrowe społeczeństwo. I znowu pojawia nam się nieco większa skala – pokój w narodzie, ostatnio tak bardzo podzielonym i skłóconym. Dzisiaj jednak zajmiemy się pokojem w naszym najbliższym otoczeniu.

„…którzy wprowadzają pokój…”

Treść ośmiu błogosławieństw wypowiedzianych przez Jezusa podczas Kazania na Górze nie jest dla nas niczym obcym. Wiele osób musiało nauczyć się tekstu błogosławieństw podczas przygotowania do I Komunii Świętej bądź sakramentu bierzmowania. Jedno z jego wezwań będzie dla nas szczególnie ważne. Brzmi ono następująco: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5, 9). Jezus mówi nam wprost, że naszym obowiązkiem jest wprowadzanie pokoju. Jeśli chcemy być synami Bożymi, to musimy to robić. Czym jednak ten pokój jest? W opracowaniu do komentarza św. Grzegorza z Nyssy właśnie do wspomnianego fragmentu Ewangelii, możemy wyczytać jedną z najprostszych i najtrafniejszych definicji pokoju: to postawa miłości wobec bliźniego (Ks. Czyżewski B., „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” (Mt 5,9) w interpretacji ojców Kościoła, „Verbum Vitae” 30, 2016). Ks. Czyżewski, dalej za św. Grzegorzem, wymienia te negatywne cechy, które są największym zaprzeczeniem miłości, czyli: „gniew, porywczość, zazdrość, mściwość, obłuda” (tamże, s. 236). I do tego momentu wszystko wydaje się banalnie proste. Dużo trudniejsze staje się odniesienie teorii do naszego codziennego życia. Do tych najprostszych sytuacji w ciągu dnia, w których najczęściej „dajemy ciała”. W których niejednokrotnie potrafimy pokazać, że daleko nam do bycia nazwanymi „synami Bożymi”.

Pokój w codzienności

Pamiętasz moment, w którym stałeś w kolejce w niedalekim supermarkecie, bardzo ci się śpieszyło, a starsza kobieta przed tobą stanowczo zbyt długo szukała drobnych? A potem pani kasjerka jeszcze dłużej wydawała ci resztę, bo oczywiście terminal był zepsuty? Albo te ułamki sekundy, kiedy autobus odjechał ci sprzed nosa, a ty machałeś kierowcy, żeby zaczekał na ciebie, a on tego nie zrobił? A może chwilę, kiedy po kilku godzinach czekania w kolejce do złożenia wniosku o stypendium okazało się że dziekanat akurat tego dnia wcześniej kończy pracę i nic nie załatwisz? I dzień w pracy, kiedy twój współpracownik znowu coś zawalił? Można by wymieniać podobne sytuacje w nieskończoność. Momenty frustracji, podenerwowania, wkurzenia (żeby nie użyć mocniejszego słowa). Być może w tych momentach miałeś nawet w głowie litanię nieprzyzwoitych słów, może wypowiedziałeś je na głos i potem jeszcze wyładowałeś swoją złość na kilka pierwszych spotkanych osobach. Tę skalę mam właśnie na myśli. Proste, codzienne sytuacje, w których „gniew, porywczość, zazdrość i mściwość” biorą nad nami górę. Oczywiście samo odczuwanie tych stanów nie jest złe, to część naszego życia. Liczy się to, co zrobimy z przychodzącymi do nas złymi emocjami. Kiedy sprawą najwyższego honoru staje się zdenerwowanie na kasjerkę, panią w okienku na poczcie lub „kanara” w autobusie. Bo przecież w czymś nam zawinili, na pewno chcieli dla nas źle. Nie widzimy w tym nic więcej. A przecież można inaczej. Można spokojnie. Można wprowadzić choć odrobinę wspomnianego już wielokrotnie pokoju.

Wierność w małości

I ponownie pojawia się w nas myśl, że to przecież nie ma znaczenia. Po pierwsze najczęściej nie znamy tych ludzi osobiście i prawdopodobnie nie spotykamy ich już nigdy więcej. Po co przejmować się tak błahymi sprawami? W tym miejscu warto przytoczyć inne słowa Jezusa, tym razem z Ewangelii wg św. Łukasza: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny” (Łk 16, 10). Małe rzeczy mają znaczenie. To one są początkiem wszystkiego i często to one potrafią najbardziej kształtować nasz charakter. Paradoks polega na tym, że najmniejsze rzeczy wymagają od nas najwięcej pokory. Wymagają żebyśmy zostawili swoje „ja” na uboczu. Czasem wymagają też, żebyśmy spojrzeli na oczywistą dla nas sprawę z perspektywy kogoś innego. Wydaje mi się, że często wolimy myśleć, że najmniejsze rzeczy nie mają znaczenia, tylko dlatego że wymagają od nas najwięcej. Warto jednak podjąć wyzwanie, jakie nam stawiają, bo będzie to zdecydowany krok ku pokojowi.

Czy w ten sposób zbawimy świat? Pewnie nie. I nie musimy, bo już został zbawiony przez Tego, kto nie dzielił rzeczy na ważniejsze i mniej ważne, ale wprowadzał pokój przez miłość i pokorę. Możemy jednak sprawić, chociaż w małym procencie, że świat wokół nas stanie się choć odrobinę lepszym i bardziej przyjaznym miejscem. W ten tak prosty, a jednocześnie tak trudny sposób będziemy mieli swój udział we wprowadzaniu pokoju. A kto wie, może pewnego dnia nasza wierność w małych rzeczach zostanie sprawdzona w wielkich? Może właśnie przez te drobne rzeczy kiedyś dostąpimy zaszczytu nazwania nas „synami Bożymi”?

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Wielbiciel kawy i student prawa. Miłośnik liturgii, ładnych zdjęć i dobrych książek. Lubi z zachwytem patrzeć na świat, a z miłością na drugiego człowieka.
Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej Polityka prywatności oraz Warunki korzystania z usług Google.

Weryfikacja reCAPTCHA wygasła. Odśwież stronę.