adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Wiara

Wszystko dla Jezusa – Czcigodna Służebnica Boża Genoveffa de Troia

Są dusze wyjątkowe, które Pan Bóg zaprasza do zadań specjalnych. Dla mnie przykładem takiej duszy, takiego życia i zadania jest kobieta ukryta przed światem, cicha i pokorna, przykuta do łóżka, ale o wielkiej duchowej mocy i sile oddziaływania. Żyła niedaleko San Giovanni Rotondo i zdawać się może, że była jakby zapleczem duchowym ojca Pio. Ona sama również czuła duchową więź, podobnie jak ojciec Pio, z pewną Włoszką żyjącą po drugiej stronie włoskiego buta – Świętą Gemmą Galgani. Te trzy dusze łączyło absolutne oddanie się Panu Jezusowi na własność. 

Dzieciństwo i młodość

Dom w Lucerze, widok współczesny

Powitała świat w południe 21 grudnia 1887 roku w małej mieścinie o nazwie Lucera, która w starożytności stanowiła dla cesarza Augusta kolonię żołnierzy. Rodzicami byli Pasquale de Troia i jego małżonka Vincenza, z domu Terlizzi. Poród jednak okazał się bardzo bolesny i niebezpieczny, zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Choć rodzice byli uszczęśliwieni darem Opatrzności, jakim jest nowe życie w rodzinnym domu, to sytuacja wyglądała bardzo niepokojąco. Zmartwiony lekarz obawiał się, że dziecko nie przeżyje doby. Zasugerował, żeby nowonarodzoną dziewczynkę natychmiast ochrzcić, do czego doszło 22 grudnia. 

Mała Genoveffa była od zawsze dzieckiem chorowitym. Kiedy miała cztery lata, jej małym ciałkiem wstrząsały dziwne bóle, zdawać by się mogło reumatyczne, a na jej skórze pojawiały się dziwne plamy i rany. Próbowano podjąć próbę leczenia kąpielami serwatkowymi i solankowymi, ale efekty były raczej średnio zadowalające. W tym czasie jednak zaczął się kształtować bardzo ważny aspekt charakteru Genoveffy – umiejętność znoszenia cierpienia w milczeniu i bez narzekania. To będzie później jej szczególnym rysem. 

Vincenza, zawiedziona efektami wysiłów podjętych przez lekarzy, zdecydowała się uderzyć wprost do nieba. Udawała się wielokrotnie na pielgrzymki do pobliskiego sanktuarium maryjnego, prosiła o cud dla córki, zabierała ją nawet ze sobą, ale cud nie przychodził. Tam jednak, w ciemnych zakamarkach kościoła, gdzie modliła się mała Genoveffa, rodziła się kolejna ważna cecha jej charakteru – zupełne oddanie woli Bożej. Mama wytrwale modliła się o cud. Córka modliła się o wypełnienie woli Bożej, jakakolwiek by nie była. 

Przygaszone marzenia

Szkoła okazała się zbyt trudnym wyzwaniem dla Genoveffy. Bardzo osłabiona i chorowita, mająca opóźnienia w rozwoju, niedożywiona i szybko męcząca się, przyjmowała dar edukacji z wielkim wysiłkiem. Był on okupiony chorobami i cierpieniem. Z tego powodu do końca życia została, można by rzec, prawie analfabetką. 

Bardzo często spędzała czas u sióstr miłosierdzia, które uczyły ją szycia i haftu, ponieważ nie miała sił fizycznych na inne zajęcia. Dużo czasu poświęcała na przebywanie w kościele, zamiatając, sprzątając, a przede wszystkim wylewając siebie przed Jezusem sakramentalnym. Tam budziło się pragnienie, żeby poświęcić się Bogu w życiu zakonnym, ale również tutaj czekał ją zawód. Usłyszała, że nigdy nie będzie siostrą. Były to jednak słowa nie pogardy i odrzucenia, ale smutnego wniosku, którego s. Teresa Sterlicchio wcale nie chciała wymówić. Na pociechę, zarówno dla Genoveffy, jak i dla siebie, dodała: „Ale będziesz zawsze cała dla Jezusa”. I miały to być prorocze słowa. 

Problem rodzinnej biedy ciągle zakłócał domowy mir. Tata, choć postawny i silny, nie mógł znaleźć stałego zatrudnienia. Dorywczo pracując w straży wiejskiej, nie był w stanie utrzymać rodziny. Mama miała zaś do opieki i wychowania piątkę dzieci, co też nie ułatwiało sytuacji. Niektóre z rodzeństwa Genoveffy zmarło, a sama rodzina musiała się często przeprowadzać. I to nasza schorowana dziewczyna znosiła z podziwu godnym spokojem. 

Wezwana na krzyż

Jej choroba, która sprawiała ubytki w kościach i łączyła się w wieloma innymi schorzeniami, powodująca ogromny ból, doprowadziła do tego, że osiemnastoletnia już Genoveffa musiała być przykuta do łóżka. Słabe kości i stany chorobowe sprawiały, że jej ciało karłowaciało. Do tego pojawiały się ropiejące odleżyny, które dokładały swoje krople do morza bólu. To z tego powodu była też ciągle owinięta bandażami, co stało się rysem charakterystycznym jej zewnętrznego wyglądu. Nieustannie cierpiąca, zabandażowana, leżąca, ale również oddająca się woli Bożej i kochająca coraz mocniej zbawiciela na krzyżu. 

Rok 1913 przyniósł decydującą zmianę, jednak nie stanu fizycznego, ale duchowego. Genoveffa wraz z całą rodziną przeprowadziła się do Foggi. Tam też kilka lat później poznała ojca Angelica z Sarno, kapucyna, który został kierownikiem jej duszy i sprawił, że ten kwiat, schowany na lichej łodydze, zdumiewająco zakwitnął. 

Jej ojciec duchowny uczył ją przyjmowania krzyża i cierpienia. Co więcej, pokazał jej, jak nie marnować tego trudnego daru, ale wykorzystywać go, by ratować dusze. Genoveffa zaangażowała się w to całym swoim sercem, została przyjęta do trzeciego zakonu św. Franciszka, a swój maleńki pokoik zaczęła nazywać czule „celką”, która niedługo później została prawdziwym domem modlitwy. W swoim świadectwie o Genoveffie o. Angelico napisał, że „była duszą niezwykłą, z wielkim pragnieniem naśladowania Chrystusa ukrzyżowanego”. 

Pomimo duchowego piękna po ludzku było bardzo źle. Poza bólem, samotnością i opuszczeniem dochodziły głupota i podłość ludzka, które sprawiały, że wielu ludzi po prostu bało się dziwnych i nieuleczalnych schorzeń Genoveffy, które też fizycznie zmieniały jej ciało. O stałe lokum dla niej wystarał się o. Angelico, który jednak znalazł mieszkanko w bardzo nieciekawej okolicy, w której było pełno mafiozów, drobnych rzezimieszków i prostytutek. Umieszczenie Genoveffy w tym zupełnie obcym dla niej świecie (i jej w ich świecie) wydało bardzo szybko cudowne owoce. Naszą obandażowaną służebnicę Bożą zaczęło odwiedzać mnóstwo ludzi, prosząc ją o modlitwę i wstawiennictwo. Zwracali się do niej o poradę, słowo, które mogłoby pokrzepić ich zbolałe dusze. Nawał ludzi, choć męczący, jawił się jako odpowiedź na tęsknoty duszy Genoveffy. Powtarzała: „Za dnia jestem do dyspozycji dusz, które Jezus do mnie przysyła, ale nocą należę wyłącznie do Jezusa. Dla Niego modlę się i cierpię”

Zobacz też:   Kłamstwo ma krótkie nogi

Samo cierpienie rozumiała jako dar od Jezusa i autentycznie żyła wdzięcznością. Często powtarzała: „Wszystko dla Jezusa!”. Widziała w Jezusie całą swoją istotę i moc. Bardziej skupiała się na mocy i miłości Jezusa niż na własnym trudzie i bólu. Sama wyjaśniała, że: „Pan nigdy nie zawiódł żadnego stworzenia, które zwróciło się do Niego z wiarą, miłością i oddaniem”. Jej zupełne oddanie Chrystusowi prowadziło ją także do wielkiej czci wobec kapłaństwa. Również za kapłanów ofiarowała swoje cierpienie. 

Niby obcy, a jednak 

Fizycznie nigdy nie spotkała się ze św. Piusem z Pietrelciny, zwanym popularnie ojcem Pio, mimo że Foggia była blisko San Giovanni Rotondo. Stygmatyk z Pietrelciny był jednak dobrze poinformowany o jej życiu i stanie zdrowia. Łączyła ich duchowa więź, która była dla obojga ważna. Swojego rodzaju łącznikiem był przyjaciel ojca Pio – Sługa Boży brat Daniele Natale (pochowany w kościele wybudowanym przez ojca Pio w San Giovanni Rotondo), który spotkał się osobiście z Genoveffą. Pierwsze spotkanie odbyło się w czasie trwającej drugiej wojny światowej, w 1941 roku. Opowiedział mu o niej o. Angelico, z którym był w jednym klasztorze. Często ją później odwiedzał, prowadzili święte rozmowy, których tematem był niejednokrotnie ojciec Pio. Brat Daniele przynosił jej jedzenie lub słodycze. Ona zaś rozdawała je biedniejszym od siebie, którzy u niej szukali wsparcia. Tak oto rozgrywała się między nimi ta dziwna gra miłosierdzia. 

Ojcu Pio o Genoveffie opowiadał zaś o. Angelico, który bywał w San Giovanni Rotondo. Kiedy ojciec Pio słyszał opowieści o zabandażowanej kobiecie oddanej Jezusowi, często powtarzał: „Jest duszą piękną, duszą świętą!”. Innym razem w rozmowie na jej temat powiedział: „Ach, Genoveffa! Ta, która rozciąga się coraz bardziej na krzyżu! Powiedzcie jej, żeby się za mnie modliła!”. 

Był też niebiański łącznik między Genoveffą a Pio – św. Gemma Galgani, młoda miłośniczka krzyża, która stanowiła wielką inspirację dla obojga. Ojciec Pio nie tylko czytał żywot Gemmy, ale też codziennie się do niej modlił. Lekturę jej biografii polecał również swoim dzieciom duchowym, nazywając ją „wielką świętą”. Sługa Boży brat Modestino z Pietrelciny mówił, że Gemma była jedną z jego najbardziej ukochanych świętych. Często wzruszał się do łez, mówiąc o Stygmatyczce z Lukki oraz często polecał, aby dziewczynkom dawać na chrzcie imię Gemma. 

Podobnie było w nieodległej Foggi, gdzie w małej celi, obok łóżka cierpiącej Genoveffy, wisiał wielki obraz z wizerunkiem św. Gemmy Galgani. Wizerunek ten pomagał jej w trwaniu w nieustannej uległości wobec woli Bożej. Rozpoznawała w Gemmie duszę pokrewną, duszę bliską, która została uświęcona przez cierpienie. To w jej doświadczeniu bólu dodawało jej odwagi, wlewało w serce miłość i radość. 

Wojna na świecie, wojna o dusze

Okres drugiej wojny światowej wprowadził nie tylko fizyczne zniszczenia, ale też siał duchowe spustoszenie. Miasto Foggia zostało celem bombardowań, dlatego podjęto decyzję, żeby ewakuować Genoveffę do Troi. W tym czasie umarła jej mama, która cały czas opiekowała się cierpiącą córką i była jej codziennym wsparciem. Ten cios Genoveffa przyjęła tak jak zawsze – zupełnie zawierzając Opatrzności Bożej. 

Usilnie jednak prosiła, w roku 1945, żeby powrócić do Foggi. Czuła, że tam jest jej dom i miejsce cierpienia. Tam pragnęła być, w swojej celce, na swojej katedrze cierpienia, jak zwykli mawiać goście ją odwiedzający. Jej liche łóżko stało się miejscem odkrywania Bożej obecności. Przybywali do niej wszyscy, wielcy i mali, śmietanka towarzyska i margines. Genoveffa miała jednak jeden cel – jej pokoik miał być domem modlitwy, miejscem poruszeń dusz, aby zapłonęły miłością do Jezusa. W tym zadaniu była bardzo konsekwentna. 

Pokój i łózko Genowefy

Consummatum est

Wątła, skarłowaciała, obandażowana, ciągle w piecu boleści, Genoveffa powoli gasła. W 1949 roku ból stawał się nie do zniesienia nawet dla niej. Zmartwiona takim obrotem spraw wołała: „Wybacz mi, Jezu! Zawołaj mnie do siebie! Daj mi siłę, abym mogła dalej nieść cierpienia”. 9 grudnia sytuacja była bardzo niepokojąca, ale o. Angelico znalazł fortel, który pomógł zatrzymać na ziemi Genoveffę jeszcze na parę chwil. Mówiąc, że ma być posłuszna swojemu kierownikowi, zakazał jej umierać, aż odprawi mszę świętą w jej pokoiku. Zgodziła się na to, mówiąc: „Mój ojcze, będę posłuszna. Czynię twoją wolę i wolę Jezusa”

Następnego dnia o. Angelico da Sarno odprawił mszę świętą w jej celi. W czasie Eucharystii była cała rozpromieniona oraz pełna blasku i światła, do tego stopnia, że obecni byli przekonani o fizyczności tego zjawiska. Potem powróciły cierpienia, ale następnego dnia udzielono jej ostatniego namaszczenia, po którym zaczęła powoli gasnąć. Straciła zdolność mowy i często traciła przytomność, trwając w stanie podobnym do letargu. Przed śmiercią jednak była świadoma, ale jej oddech stawał się coraz płytszy. Umarła w otoczeniu modlitwy, po ucałowaniu krzyża. Rankiem, ok. godziny 10.35. Był 11 grudnia 1949 roku. Po całej Foggi rozeszła się wieść o odejściu świętej. Do trumny Genoveffa została odziana w habit franciszkański. Na pogrzebie pojawiły się tłumy ludzi, a jej ciało było wystawione przez trzy dni, zachowując swoją estetyczność i piękny zapach. 

Niedługo po tych wydarzeniach w celi ojca Pio z Pietrelciny można była znaleźć libretto (malutką książeczkę) z biografią Genoveffy de Troia. 

Urna z doczesnymi szczątkami Służebnicy Bozej

Trwa jej proces beatyfikacyjny, a 7 marca 1992 roku św. Jan Paweł II ogłosił jej heroiczność cnót, nadając jej tytuł Czcigodnej Służebnicy Bożej. 

Bibliografia:

  • Ferdynand da Riese Pio X, Genoveffa de Troia – su un letto per il mondo senza confini 1974. 
  • Luigi M. Lavecchia, Genoveffa de Troia 2016.
  • Matteo Bevilacqua, Ojciec Pio i brat Daniele – bratnie dusze 2022. 

Zdjęcia dzięki uprzejmości postulacji Czcigodnej Służebnicy Bożej Genoveffy de Troia. Po więcej informacji Postulacja zaprasza na swoją stronę: www.genoveffadetroia.it.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.