adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Walka o pomniki – przykład Leopolda II

magazine cover

pexels.com

W związku z kampanią Black Lives Matter stało się modne usuwanie z przestrzeni publicznej pomników ideologicznie „nieodpowiednich”. Chodzi o wizerunki osób związanych, według zwolenników tego ruchu, z historią (białego) rasizmu i białą supremacją. Ofiarą ruchu padły m.in. pomniki Krzysztofa Kolumba i George’a Waszyngtona.

Pomniki są albo demolowane, rozbijane czy poddawane innym aktom wandalizmu przez protestujących, albo usuwane przez władze lokalne. I choć zjawisko to dotyczy przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, to „dostało się” i pomnikom w Europie, np. statuom Winstona Churchilla oraz króla Belgii Leopolda II.

Leopold II i Wolne Państwo Kongo

Rozważanie na temat tego zjawiska pragnę rozpocząć właśnie od tej drugiej postaci. Ten monarcha z dynastii Sachsen-Coburg-Gotha rządził w Belgii od 1865 do 1909 roku. Jednym z głównych celów jego polityki była ekspansja kolonialna, w której widział skuteczne narzędzie do rozwoju i bogacenia się niewielkiego oraz relatywnie młodego kraju (Belgia uzyskała niepodległość w 1830 roku).

Cel ten udało mu się osiągnąć w 1885 roku, kiedy podczas konferencji w Berlinie przyznano mu władzę na rozległym terytorium w Afryce Środkowej, które stanowi dzisiaj Demokratyczna Republika Konga, noszące wówczas nazwę Wolnego Państwa Konga. Kraj nie był wtedy formalnie kolonią belgijską, lecz osobistą posiadłością Leopolda II.

I choć dla przekonania wspólnoty międzynarodowej do udzielenia mu tego terytorium posługiwał się argumentami humanitarnymi, jego rządy okazały się skrajnie okrutne i barbarzyńskie. W kraju rządziły kontrolowane przez Leopolda kompanie handlowe posługujące się terrorem dla eksploatacji obfitych zasobów naturalnych tego kraju, przede wszystkim kauczuku. Co dla miejscowej populacji oznaczają rządy kompanii handlowych, zamiast zwykłej, choć kolonialnej, administracji państwowej, pokazała już Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, doprowadzając do olbrzymich ofiar głodu wśród hinduskiej ludności. Jego przyczyną stało się oparcie gospodarki na wyzysku.

W Kongu króla Leopolda za niedostarczenie wymaganej kwoty kauczuku groziła kara śmierci. Dowodem na jej wykonanie miały być odcięte dłonie zabitych. Z czasem przekształciło się to w swego rodzaju „polowanie na dłonie”, gdyż żołnierze za dostarczenie wystarczającej liczby kończyn mogli liczyć na różne nagrody. 

Drugą z metod zapewnienia kwoty było przetrzymywanie zakładników (członków rodziny), podczas gdy miejscowi mężczyźni zbierali kauczuk. Tacy zakładnicy często byli narażeni na tortury i gwałty. Mordy, głód, praca niewolnicza, terror i kaleczenie stały się symbolem Wolnego Państwa Kongo i rządów Leopolda II, a liczbę ofiar jego reżimu, choć niepewną, szacuje się w milionach. Sytuacja w Kongu wywołała skandal jeszcze za życia króla, więc rząd belgijski wykupił kolonię od własnego króla w 1908 r. 

Nie trzeba być zwolennikiem ruchu Black Lives Matter, aby potępić działania Leopolda II. Już w tamtym czasie działał on w niezgodzie z podpisanymi traktatami międzynarodowymi i ogólnie przyjętymi normami cywilizacyjnymi. Wolne Państwo Kongo jest przykładem całkowitego podeptania godności człowieka na rzecz wzbogacenia się materialnego jednostki. Niezależnie od poglądów politycznych na pytanie o to, czy Leopold II zasługuje na pomniki, większość ludzi cywilizowanych odpowie zdecydowanie: „nie”.

A jednak…

Uważam jednak, że pomimo potępienia samej postaci istnieją także silne argumenty za pozostawieniem jej pomników, choć ostateczna decyzja należy do rządu i narodu belgijskiego. Celowo posłużyłem się właśnie przykładem Leopolda II, gdyż jego postać wzbudza prawdopodobnie najmniejsze wątpliwości co zasadności usuwania śladów jego działalności. Przedstawione poniżej argumenty przeciwko temu zjawisku dotyczą innych postaci, takich jak Winston Churchill, George Waszyngton czy Krzysztof Kolumb, których ocena historyczna nie jest tak negatywna (a dotychczas była raczej wyjątkowo pozytywna), jak w przypadku Leopolda II.

Jedną z głównych ról pomników jest pamięć – pamięć o historii, ślad minionych epok, głos wymarłego pokolenia. Usuwając pomniki, usuwamy pamięć o historii. Przecież uobecniają one dawne czasy w przestrzeni publicznej nowych pokoleń. Imponujące budowle, które przetrwały do dziś z czasów starożytnych, nawet jeśli w swoim czasie oprócz roli symbolicznej pełniły różne funkcje praktyczne, dziś stanowią upamiętnienie tych cywilizacji. A istotną częścią gospodarki cywilizacji starożytnych, jak chociażby egipskiej lub rzymskiej, była praca niewolnicza. Wiele budowli zostało wzniesionych przez niewolników, a dzisiaj są one swego rodzaju upamiętnieniem tych anonimowych ludzi, którzy wznosili je w pocie czoła. W jakiś sposób zbudowali oni swój własny pomnik, utrwalający i przypominający o ich obecności w świecie.

Pomniki Leopolda II w Belgii są śladami historii. Ich rola zmienia się w zależności od czasów oraz sposobu kształtowania się pamięci historycznej kolejnych pokoleń. Jeśli obecna generacja uczulona jest na niesprawiedliwość wyzysku kolonialnego, to pomnik Leopolda II stanowi upomnienie, przestrogę dla współczesnej Belgii i wręcz ostrzeżenie przed angażowaniem się w neokolonialny wyzysk państw Trzeciego Świata.

Usunięcie pomników Leopolda II nie przywróci życia ofiarom jego reżimu, ale zatrze kolejny ślad ich istnienia. Można protestować, że nie wolno upamiętniać ofiary poprzez pamięć o jej sprawcy. Czy będziemy oddawać cześć ofiarom Holokaustu, budując pomniki Hitlera? Nie będziemy. I dlatego właśnie nie powinniśmy budować nowych pomników Leopolda II, ale tak jak nie burzymy dawnych obozów koncentracyjnych, by upamiętniały ofiary i stanowiły nauczkę na przyszłość, tak samo potraktować możemy kwestię pomników Leopolda II. Intuicję tę przejawia część społeczeństwa belgijskiego, która zamiast burzenia pomników dawnego króla proponuje postawienie odpowiednich tablic informujących o ciemnych kartach jego życiorysu. Taki pomysł wydaje się o wiele bardziej roztropny i umiarkowany.

Szacunek wobec dziedzictwa minionych pokoleń

Istnieje jeszcze jedna różnica. Zbudowanie pomnika Hitlera byłoby wyrazem poparcia dla tego przegranego reżimu, budzącego dzisiaj wyłącznie negatywne skojarzenia. Ponadto stanowiłoby prowokację wobec społeczności, w której pomnik zbudowano (niezależnie od kraju), a tym samym zakłócało porządek społeczny. Nasze pokolenie miałoby wszelkie prawo, by usunąć ten pomnik. Podobna sytuacja miała zresztą rzeczywiście miejsce parę lat temu. W 2005 roku w stolicy Konga postawiono nowy pomnik Leopolda II, o czym zadecydował, paradoksalnie, tamtejszy minister kultury. Figura została jednak niedługo potem usunięta.

Z kolei pomniki Leopolda II w Belgii, które stoją tam od pokoleń, zdążyły już utrwalić się w krajobrazie miejskim. Jeśli minione pokolenia Belgów je wzniosły, to kto daje współczesnej generacji prawo do ich burzenia? Niestety każde pokolenie uważa siebie za najmądrzejsze, a swoją wrażliwość oraz światopogląd za najbardziej poprawne i moralne. Warto pozostawić to jednak do osądu historii.

Zobacz też:   „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój…”

Nie jestem pewien, czy dziedzictwo naszego pokolenia, z triumfem burzącego pomniki, nie będzie po kilku dekadach przypominać spuścizny komunistów, którzy swoją niszczycielską aktywność ubierali we wzniosłe hasła o budowie sprawiedliwego społeczeństwa, a nawet raju na ziemi. Dzisiaj z odrazą spoglądamy na pustkę i brzydotę, którą po sobie pozostawili. Wydaje mi się, że nie chcemy, aby nasi wnukowie w ten sam sposób patrzyli na nas.

Świat z przerażeniem przyglądał się, jak w 2015 roku Państwo Islamskie niszczyło starożytne dziedzictwo Palmyry. Nie podzielając przyjętego przez ISIS spojrzenia na świat, wszyscy ocenialiśmy te działania jako skrajnie barbarzyńskie. Czy zwolennicy BLM nie mają świadomości, że dla ludzi o odmiennych poglądach w chwili dewastacji pomników wyglądają tak samo jak bojownicy Państwa Islamskiego lub – jednym słowem – jak barbarzyńcy? Wyglądają tak już we własnej epoce, a obraz ten jeszcze bardziej wyostrzy się i utrwali, gdy ich przekonania przetrawi czas.

Oczywiście istnieje spora różnica pomiędzy dewastacją pomników a ich legalnym usunięciem przez rząd. To pierwsze jest barbarzyństwem niepodlegającym dyskusji, a z tym drugim wolno dyskutować, więc wrócę na tory zapoczątkowanego już rozważania. Każde pokolenie musi być wyjątkowo ostrożne przy likwidacji dziedzictwa minionych generacji. Mądre i długotrwałe społeczeństwa to te, które patrzą na poprzedzające ich pokolenia z pokorą, a nie z pychą i arogancją. Można by pozostawić te pomniki, a jednocześnie zbudować inne – na cześć milionów Kongijczyków, którzy padli ofiarą wyzysku. Zazwyczaj lepiej budować, niż burzyć.

Nie patrzmy jednowymiarowo

Uważam jednak, że pomniki Leopolda II nie odgrywają wyłącznie roli przestrogi. Mają także, wbrew pozorom, swój pozytywny i budujący wspólnotę wymiar. Władca ten był drugim królem w historii Belgii, a rządziwszy aż czterdzieści cztery lata, wciąż pozostaje najbardziej długowiecznym władcą tego państwa. Należy na niego patrzeć również przez pryzmat urzędu, który pełnił, a nie wyłącznie jego osobistych cnót lub ich braku. Tutaj należy pamiętać, że w Wolnym Państwie Kongo Leopold II nie rządził jako król Belgii, lecz pełnił odrębny urząd – choć w praktyce Belgia rzeczywiście korzystała z wyzysku kongijskiej ludności i eksploatacji tamtejszych surowców.

Kiedy patrzymy na pomniki średniowiecznych władców, nie interesują nas ich cnoty osobiste, lecz rola, którą jako władcy pełnili w historii państwa polskiego. W przypadku Mieszka I o życiu osobistym przywódcy nie wiemy dużo, ale można się domyślać, że raczej nie przestrzegał pilnie konwencji genewskich.

Naród belgijski, mocno podzielony etnicznie i językowo, ma mniej czynników spajających naród niż większość dzisiejszych państw europejskich. Głównymi fundamentami tej jedności są katolicyzm, monarchia oraz wspólna historia, tj. sto dziewięćdziesiąt lat istnienia państwa belgijskiego. I podczas gdy katolicyzm w Belgii jest w dość opłakanym stanie, to Leopold II jako władca (a nie jako człowiek) symbolizuje zarówno monarchię, jak i wspólną historię, stanowiąc dużą jej część.

Nie jest moim celem pouczać Belgów, ale wydaje mi się, że rezygnacja z takich symboli trwałości państwa w imię idei może stać się kosztowna dla przetrwania tego niewielkiego narodu. Na pomniki władców należy w ogóle patrzeć nieco inaczej niż na wizerunki zasłużonych członków wspólnoty, gdyż ze względu na swój urząd władcy uosabiają historię państwa danego okresu.

Pomniki chronione z zasady

Jeśli naprawdę jednak uważamy, że Leopold II był tak zły, że stanowi wyjątek, a jego pomników nie należy bronić, to gdzie jest granica obalania wizerunków? Czy posiadamy kryteria, dzięki którym jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić, które postaci historyczne mogą zachować swój pomnik, a które już nie? W mniejszym lub większym stopniu zawsze zależało to będzie od epoki, w której żyjemy, od naszego pochodzenia oraz poglądów osobistych.

Jeśli popieramy usuwanie pomników Leopolda II, to otwieramy w ten sposób drogę do usunięcia figur Waszyngtona, Kolumba oraz Churchilla. A potem także i świętych katolickich, których wartości i życie mogą być niezgodne z jakimś popularnym prądem współczesnym. To zresztą powoli zaczyna dziać się na naszych oczach. Pomniki wzniesione przez dawne pokolenia należy chronić z zasady, a nie z powodu historycznej oceny osoby, którą upamiętniają. Być może każde pokolenie będzie oceniać je inaczej, a kiedy coś raz jest zburzone, ciężko to przywrócić. I takie powroty zdarzają się bardzo rzadko.

Niszczycielska kampania BLM ze swoimi barbarzyńskimi praktykami opartymi na kulturowym rewizjonizmie, ze swoim wąskim, ahistorycznym spojrzeniem na dawne dzieje, stara się za pomocą siły oraz szantażu moralnego nie tylko zmieniać teraźniejszość, ale i pamięć o przeszłości. Każda rzeczywistość historyczna oceniana jest w kontekście rzekomej białej supremacji. Bardzo to przypomina bolszewików, którzy w podobny sposób starali się przewartościować historię przez pryzmat materializmu historycznego i walki klas. Klasa zastępowana jest obecnie rasą, a reszta pozostaje w gruncie rzeczy taka sama.

Atak na pamięć jest atakiem na cywilizację, gdyż kształtuje się ona i rozwija poprzez przekazywanie z pokolenia na pokolenie dobrych, pożytecznych osiągnięć. Zdecydowałem się na rozważenie kwestii ochrony pomników na jednym z trudniejszych przykładów – postaci historycznej z moralnego punktu widzenia nie do obronienia – ponieważ nie chciałem dyskutować na temat balansu zasług lub win innych osób, u których wychodzi on korzystniej, a których pomniki również są niszczone. Jeśli przyjmiemy zasadę, że możemy usuwać stare pomniki ze względu na nową świadomość, doprowadzimy do sytuacji, w której będziemy musieli bronić każdego z osobna, kłócąc się o moralność czynów upamiętnionej osoby, spoglądając przy tym na sprawę oczywiście ze współczesnej perspektywy.

Żaden pomnik, nawet Leopolda II, nie powinien być zburzony ani usunięty w następstwie nacisków wywołanych obecną histerią. Mam poważne wątpliwości, czy tego rodzaju działania przyczynią się do walki z rasizmem. Jeszcze mniej pomóc mogą w walce z neokolonializmem, który zubaża całe kontynenty na sposób o wiele bardziej perfidny, niż robiły to kiedyś państwa w dobie właściwego kolonializmu.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.