adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

W gabinecie luster

magazine cover

unsplash.com

Nic nie wyrządziło ludzkiej godności tyle szkód co częściowo nieświadome przyjęcie myśli Jeana Paula Sartre’a. Absolutyzacja wolności ponad inne wartości przyczyniła się do utraty zarówno jej samej, jak i godności i odpowiedzialności. W konsekwencji we współczesnej filozofii pojawia się pytanie: w jaki sposób patrzeć na siebie i innych, aby odzyskać utracone dziedzictwo moralne i metafizyczne?

Wczytując się w myśl dwudziestowiecznych personalistów – takich jak Jan Paweł II, Gabriel Marcel i Emmanuel Levinas – można dojść do wniosku, że człowieka da się porównać do zwierciadła. Przede wszystkim należy dostrzec, że będąc stworzonymi na obraz Boży (łac. imago Dei), jesteśmy powołani do odzwierciedlania światu zewnętrznemu natchnienia i łaski Stwórcy, które w nas żyją. Innymi słowy, niczym lustra stanowimy przestrzeń, w której inni mogą się przejrzeć, a także od której odbija się łaska Boża – o ile jej na to pozwolimy.

Jeśli – jak pisał C.S. Lewis – piekło jest zamknięte od wewnątrz, to Sartre nie pomylił się w swoich słowach, twierdząc, że „piekło to inni”. Nie przedstawił jednak rzeczywistości ludzkiej, lecz demoniczną, gdyż to w środowisku upadłych duchów hierarchia siły i pierwszeństwo własnej woli nad cudzą wiedzie prym. To struktura przypominająca piramidę finansową, z tą różnicą, że walutą nie są pieniądze, ale władza i zdolność upodlenia tych, którzy stoją niżej w hierarchii.

Ostatecznie owocem absolutyzacji wolności okazuje się piekło. Człowiek, który zapomina, że jest lustrem, przyobleka się w cień, sadzę i brud. Przestaje odbijać innych ludzi oraz łaskę Bożą. Tafla jego zwierciadła wywija się do wewnątrz niczym skarpetka. W konsekwencji taka dusza widzi już tylko siebie samą: najpierw w całym swoim urojonym splendorze, a potem w brudzie. A ponieważ widzi tylko siebie, to jedyne, co poznaje, uznaje za warte kochania. Tylko cóż to za miłość, która kocha samą siebie, a nie dostrzega innych, by ich kochać?

Trzy lustra

Zasadniczo, idąc za myślą Reginalda Garrigou-Lagrange’a, można wyróżnić trzy okresy życia wewnętrznego: oczyszczenia, praktyki (oświecenia) i jedności. Z pewną łatwością przychodzi zatem przyrównanie tych trzech etapów życia duchowego do przemiany w życiu wewnętrznym, tj. osobowym, człowieka: najpierw oczyszczenia tafli zwierciadła, następnie dostrzeżenia innych zwierciadeł i wreszcie uznania jednego, największego i prawdziwego zwierciadła – oblicza Boga.

Podobnie jak sprzątamy w domu, myjąc podłogi, polerując okna z zacieków i rozpylając ładne, kwiatowe zapachy na koniec, tak też w tym pierwszym okresie życia pojawia się w człowieku potrzeba dostrzeżenia, że w ogóle jest się takim duchowym lustrem. Wiele osób dzisiaj nie zdaje sobie sprawy, jak ważną pozycję zajmuje w Kosmosie. Ludzie często zapominają, że są zrodzeni z nieożywionej materii Wszechświata, która nie tylko żyje w ich ciele, lecz także ogląda siebie samą. Jesteśmy oczami Kosmosu, który spogląda na siebie. Gdy to sobie uświadomimy, dostrzeżemy prawdziwie, że jesteśmy imago Dei. Podobnie jak Bóg w Trójcy Świętej kontempluje siebie samego, tak i my – dzieci Logosu i gwiazd – oglądamy siebie samych. Płynie z tego niezwykła lekcja, której nigdy nie wolno zapomnieć: nie istniejemy jedynie dla siebie, jako jednostki same w sobie, lecz odwrotnie – jako jednostki jesteśmy wszyscy dla siebie i innych. Jako oczy Kosmosu zrodzonego z wiecznej myśli Logosu odbijamy w nas samych zwierciadła napotykanych ludzi oraz niewidzialną dla oczu myśl Boga. Wobec powyższego nasze dziedzictwo wzywa nas nieustannie każdego dnia do kontemplacji drugiego człowieka i siebie samych jako imago Dei et caeli.

Oczyszczenie w toku takiej kontemplacji następuje poprzez obmycie tafli ludzkiego zwierciadła z sadzy i brudu, pozostałych po naszym ego oraz rozlicznych absolutyzacjach wolności z niego płynących.

Zobacz też:   A bramy piekielne Go nie przemogą

Oświecenie i jedność

Wejścia w drugi etap życia wewnętrznego dokonuje się poprzez obserwację i przeżycie faktu, że lustrem nie jestem jedynie ja, są nim także inni. To pogłębienie duchowej świadomości polega na nieustannym, codziennym doświadczaniu spotkania z mnogością mikrokosmosów, jakimi są inni ludzie. Nie tylko ja jestem imago Dei et caeli – również ten przypadkowy człowiek spotkany na ulicy czy w sklepie. Innymi słowy, Bóg, który stworzył Kosmos, zrodził ludzi podobnych do siebie i do Kosmosu, którzy oglądają Boga i Kosmos oraz inne mikrokosmosy w postaci ludzi.

Nie bez przyczyny o. Garrigou-Lagrange nazwał drugi etap życia wewnętrznego mianem oświecenia. Zawiera się w nim bowiem coś niezwykłego, co pozwala dostrzec, że cała otaczająca nas rzeczywistość, a także my sami w niej jesteśmy odbiciem wewnętrznego życia Boga w Trójcy Świętej. Bóg z Boga, Kosmos z Boga, człowiek-mikrokosmos z Boga i z Kosmosu, człowiek-mikrokosmos oglądający Boga i Kosmos. Wynika z tego, że stworzenie spogląda na siebie i na Stwórcę tak, jak Stwórca w Trójcy patrzy do wewnątrz na samego siebie.

Ostatecznym celem egzystencji według o. Reginalda jest unia ze Stwórcą poprzez noc ducha, która uśmierca ego. W naszej metaforze luster oznacza to ufne dostrzeżenie i kontemplację prawdy, że największym ze zwierciadeł w całym uniwersum jest Bóg. Tak jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak wszystkie dusze, każda myśl, każdy najdrobniejszy ruch atomu wychodzą od Stwórcy Wszechświata i w Nim ponownie się zbiegają. Bóg w Trójcy Świętej, kontemplując siebie, stwarza wszechświat zdolny do tego samego aktu. Nie jest to jednak wszechświat monadyczny, zamknięty na Boga i skazany na własną egzystencję. Przeciwnie – Kosmos, jako odbicie woli Bożej, jest Jego przyrodzoną kopią. Płynie z tego doniosła prawda: Bóg nie jest jakimś czarodziejem ani międzywymiarowym kosmitą, który przy pomocy technologii skonstruował świat. Tak jak na Ziemi każde zwierzę rodzi swój gatunek, tak w skali metafizycznej Bóg stwarza (choć może należałoby tu użyć słowa „rodzi”) wszechświat, w którego prawa wpisana jest logika nieustannie kontemplującego się Boga w Trójcy Świętej.

Wracając do początku tego artykułu, należałoby wskazać – wbrew Sartre’owi – że piekłem nigdy nie są inni, lecz my sami możemy stać się piekłem dla siebie, jeśli tak wybierzemy. Tylko bowiem w logice grzechu pierworodnego, tego fundamentalnego przekonania o prymacie mojej woli nad wolą Stwórcy, może się pojawić tak szaleńczy pomysł, jakim jest oddzielenie się od wiecznie oglądającej, poznającej i kochającej się woli Boga w Trójcy.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.