Sam wiem, jak wiele chwil w życiu można przeżyć jedynie w głowie. Ba! Niektórzy tworzą nawet alternatywne rzeczywistości i plany. Zatopieni w ułudzie coraz mniej widzą wokół siebie nie tylko realnego bólu, ale przede wszystkim – realnej radości.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie sugeruję, że nie należy planować, analizować i widzieć przyszłości. Sugeruję jedynie, że nadmierne wybieganie w przyszłość może szybko stać się patologią życia emocjonalnego, a także duchowego.
„Chwytaj dzień” nie oznacza przecież: „Nie przejmuj się życiem i nie bierz za nie odpowiedzialności”.
Takie podejście nazywam roboczo teologią bycia tu i teraz. Nie twórz scenariuszy przyszłości w głowie, nie buduj wyobrażeń i obaw nad miarę. Przystań, właśnie teraz, rozejrzyj się. I nie, nie w publicystycznym znaczeniu, tylko zupełnie serio popatrz, co Cię otacza.
Taka prosta czynność może wybić Cię z gonitwy, chaosu i rutyny. Zbyt głębokie zatopienie się w myśleniu o przyszłości, często połączonym z lękiem, jest cechą prokrastynacji, o której pisałem w siedemdziesiątym trzecim numerze „Adeste”. Idea bycia tu i teraz zamyka się w Pawłowym stwierdzeniu z 2. Listu do Koryntian: „W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6, 2).
Skoro „teraz” jest najważniejsze, a jako chrześcijanie wierzymy, że mamy jedno życie i jedno zmartwychwstanie, to chwila, którą teraz przeżywasz, jest kluczowa dla Twojego zbawienia – i nie ma w tym przesady.
Ta decydująca chwila nie musi pojawić się w spektakularnych wydarzeniach, a właśnie w prozaicznych sprawach. To najprostsze rzeczy wykonywane z uwagą i miłością dla innych mogą zdziałać cuda. Tak wierzyli mistrzowie prostego życia wyniesionego do poziomu sztuki – św. Teresa z Lisieux oraz św. Josemaria Escriva.
Drogi Czytelniku, chcę Ci powiedzieć na koniec tylko dwie rzeczy. Po pierwsze: dziękuję, że czytasz te słowa. Jesteś w nielicznej, ale bardzo cennej dla mnie grupie. Zdecydowałeś, że wśród szumu informacyjnego poświęcisz dwie minuty na ten tekst. Po drugie: zrób najprostszą możliwą rzecz, która jest dobra, a którą odkładasz właśnie teraz. Nie za dziesięć minut, nie jutro, ale teraz. Z takich chwil „teraz” składa się Twoja biografia. To, czy zostawiasz ślad nadziei w życiu innych, czy biegniesz w wyścigu konsumpcji, by mieć i zdobywać…
Właśnie teraz decyduje się Twoje i moje zbawienie. Zróbmy coś z tym.
Z życzeniami dobrej lektury
Bartłomiej Wojnarowski
redaktor naczelny miesięcznika „Adeste”
