adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Świeccy w Kościele – rozmowa z Katarzyną Onderką

magazine cover

unsplash.com

Pani Katarzyna Onderka jest osobą świecką niezwykle blisko związana z zakonem trynitarzy. Miała swój udział w różnych dziełach zakonu i dziś opowie nam o swoich doświadczeniach.

Szczęść Boże! Ostatnimi czasy miałem okazję trochę poznać zakon trynitarzy i jego charyzmat. Uznałem ich dzieło za niezwykłe i stwierdziłem, że czym prędzej musi usłyszeć o nim świat. Rzuciliśmy na portal Adeste informację o jednej z akcji tego zakonu, ale to było dla mnie za mało. Wtedy dowiedziałem się o Pani  i nabrałem ochoty na przeprowadzenie wywiadu. Ale od początku – jak to się właściwie stało, że zaangażowała się Pani jako osoba świecka w dzieło trynitarzy?

Siedem lat temu nieoczekiwanie zetknęłam się z Zakonem Przenajświętszej Trójcy i Niewolników i to od razu, można rzec, u jego źródła. Z racji mojego zawodu pomogłam wtedy przy edycji jubileuszowej książeczki poświęconej Zwiastunom Odkupiciela (dwunastowiecznemu założycielowi Zakonu św. Janowi de Matha i szesnastowiecznemu reformatorowi św. Janowi od Poczęcia), poznając przy okazji początki trynitarzy, ich regułę i charyzmat. Spotkanie ze współczesną krakowską wspólnotą utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to dzieło niezwykle potrzebne, wciąż zdumiewająco aktualne. Obejmuje ono szeroki zakres ludzkich uwikłań w zniewolenie, domaga się zatem wielu uczestników. Ponieważ w harcerskiej młodości przyswoiłam sobie pojęcia braterstwa i służby bliźniemu, nie opierałam się specjalnie Bożemu pomysłowi, żeby w miarę skromnych możliwości współpracować z Braćmi Trójcy Świętej.

W jakich obszarach Pani działa? Czym się Pani zajmuje?

Trudno to zresztą nazwać „działalnością” – po prostu czasem pomagam, zwłaszcza w zakresie moich kompetencji (zajmuję się zawodowo edytorstwem, skończyłam polonistykę), zgodnie z biblijnym wskazaniem „służcie sobie nawzajem tym darem, jaki każdy otrzymał”. Czasem coś napiszę…

Czy może Pani powiedzieć coś więcej o pomocy prześladowanym chrześcijanom i o książce Odcienie milczenia. Modlitwa z prześladowanymi chrześcijanami?

Poznając coraz lepiej trynitarzy, zaczęłam dostrzegać kolejne obszary powierzone ich charyzmatowi: osadzonych w więzieniach, uwikłanych w nałogi i inne zło, wreszcie – w nawiązaniu do historycznych początków Zakonu, który od średniowiecza prowadzi redempcje, czyli dzieło wyzwoleńcze w odniesieniu do tych, których wiara jest zagrożona – prześladowanych braci w wierze. Jak wiadomo, zjawisko to obecnie nasila się do rozmiarów niemal apokaliptycznych, w wielu krajach na świecie miliony chrześcijan cierpią w niewyobrażalny dla nas sposób z powodu wyznawanej wiary. Narasta gwałtowny sprzeciw wobec znaku krzyża i krzewionych przez chrześcijaństwo wartości… Im więcej na ten temat czytałam, im więcej konkretnych ludzkich tragedii stawało mi przed oczyma, tym bardziej pragnęłam dać wyraz solidarności z cierpiącymi, wspierać ich modlitwą, włączyć się w organizację pomocy materialnej. Z opowieści o niedoli naszych współwyznawców w odległych krajach wyłaniał mi się Kościół jako jedno Ciało, organizm współcierpiący z Chrystusem i żyjący nadzieją na chwałę zmartwychwstania pomimo piętrzących się przeciwności.

W krakowskim Domu Trójcy odbywają się czuwania modlitewne w intencji prześladowanych chrześcijan przygotowywane przez młodzież z duszpasterstwa „Trójka”; zapis rozważań z tych wieczorów, autorstwa o. Macieja Kowalskiego, stał się trzonem książeczki Odcienie milczenia, która w zamyśle ojców ma inspirować do modlitwy indywidualnej i wspólnotowej oraz zachęcać do uczynków chrześcijańskiego miłosierdzia. Dopisałam do tego moje przemyślenia tajemnic różańcowych oraz drogę krzyżową dedykowaną imiennie ofiarom prześladowań z czternastu krajów, tak że każda stacja zawiera prośbę o modlitwę w intencji chrześcijan z danego kraju.

Dochód z dystrybucji tej publikacji, która została też wydana w języku włoskim, jest przeznaczony na pomoc materialną dla chrześcijan w Syrii i Iraku w ramach projektów Międzynarodowej Solidarności Trynitarskiej (SIT), o czym dokładniej można przeczytać we wstępie do książki oraz na stronie www.trynitarze.pl w zakładce SIT.

Dowiedziałem się też, że angażowała się Pani w duszpasterstwo więzienne  – na czym to polegało?

Ku mojemu zdumieniu okazało się, że mogę być także przydatna w duszpasterstwie więziennym, zasadniczym polu służby krakowskich trynitarzy. Wizyty w więzieniu i osobiste spotkania z osadzonymi sprawiły, że znacznie poszerzyła się moja wrażliwość i zdolność dostrzegania niedoli bliźniego. Współczucie i żal z powodu tylu powykręcanych życiorysów prowadzą do refleksji, że tych ludzi nie można zostawić samym sobie (wiele osób myśli: „dobrze im tak, sami sobie nagrabili, póki siedzą, mamy spokój”), że trzeba starać się im pomóc w powrocie do uczciwego życia, zwłaszcza jeśli tego pragną. Od kilku lat do każdej celi w krakowskich zakładach karnych trafiają przygotowane w klasztorze na Łanowej dzięki wielu darczyńcom skromne upominki – pakiety żywnościowe m.in. z kawą, herbatą, słodyczami… Widziałam, z jakim wzruszeniem były przyjmowane, więc z radością dokładam do nich drukowane życzenia bożonarodzeniowe z okolicznościowym obrazkiem i fragmentem poezji.

Zobacz też:   Jak poświęcić prześladowanym chrześcijanom więcej niż 5 minut?

Inna piękna inicjatywa ojców trynitarzy to coroczna wielkopostna droga krzyżowa z osadzonymi, pierwotnie po obu stronach więziennego muru, teraz ten mur jest symboliczny, chociaż oddziela skazanych od tych „z wolności”, łączy nas we wspólnej modlitwie i przejmujących rozważaniach.

Kiedy dowiedziałam się, że więźniowie chętnie przyjmują różańce, zaprosiłam do ich przekazywania we własnej parafii i za pośrednictwem mediów społecznościowych, z radością odnotowując spory odzew.

Nie każdy może wejść do więzienia, by spotkać się z osadzonymi albo coś im przekazać, tym bardziej jestem wdzięczna za to doświadczenie, które poszerza serce, a trynitarzom za możliwość współpracy w tym zakresie.

Wracając jeszcze do trynitarzy – które z ich zajęć są Pani najbliższe?

Trynitarze, których znam, odznaczają się tyloma zaletami, że każdy, kto ich spotyka, chce do nich wracać! Przede wszystkim ujmująca jest ich skromność i pogoda ducha mimo codziennego kontaktu z naprawdę trudnymi ludźmi i sytuacjami. Nie wspominałam jeszcze, że przy tylu obowiązkach i niezwykłej kreatywności duszpasterskiej prowadzą w Krakowie dom pomocy społecznej dla osób przewlekle chorych i doprawdy nie wiem, jak łączą to wszystko w niewielkiej wspólnocie z uśmiechem i kolejnymi pomysłami charytatywnymi… Pewnie udaje się to dlatego, że dobrze się modlą i wszystko czynią na chwałę Trójcy. Bliska mi jest ich prostota i umiłowanie wolności oraz chęć niesienia jej innym.

Dlaczego właściwie świeccy chcą angażować się w działalność Kościoła? Co może ich blokować lub zniechęcać?

Jak głosi papież Franciszek – to jest czas świeckich! Trudno się z nim nie zgodzić także ze względu na zasmucające doniesienia o nadużytym zaufaniu wiernych i odrażających czynach niektórych duchownych. Zbyt długo panoszy się już herezja klerykalizmu, zgubne mniemanie o podziale Kościoła na hierarchię i resztę, na aktywnych „uczonych w Piśmie” i biernych odbiorców Dobrej Nowiny. Pasterze i owce – zgoda, ale w jednej owczarni. Czas nareszcie pojąć, że Kościół współtworzymy i że jego kształt, żywotność, także misyjność zależą od nas, od tych, którzy gromadzą się na Eucharystii z potrzeby serca, a nie z powodu zakorzenionego kulturowego zwyczaju. Jest tyle potrzeb w każdej wspólnocie – wystarczy się rozejrzeć – pracy nigdy z pewnością nie zabraknie.

Jaka jest Pani recepta na dobrą współpracę między świeckimi a duchownymi?

Wszelka współpraca, a zwłaszcza w czynieniu dobra, powinna się opierać na szczerości intencji i dostrzeganiu drugiego – jego ograniczeń i możliwości. Nie trzeba bać się swego proboszcza, każdy może zainicjować coś w parafii, choćby zbiórkę różańców, zaproponować wspólną modlitwę w określonej intencji. Potrzebne są oczywiście otwartość i zapał, ale tego młodym ludziom zwykle nie brakuje. Zresztą i tak „Pan za nas [wszystkiego] dokona”. Ważne, żeby chcieć coś zmienić na lepsze i nie bać się zacząć. Arcybiskup Grzegorz Ryś powiada: „wiara polega na tym, że się człowiek rusza”. No właśnie – adeste! – „chodźcie, a zobaczycie”.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.