adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Mam taki zwyczaj, że często przy składaniu życzeń – jeśli nie chcę, by były one bardziej osobiste – życzę „wszystkiego dobrego” zamiast „wszystkiego najlepszego”. Jeszcze nikt nie zapytał mnie, dlaczego tak robię. A szkoda, bo mam przygotowaną odpowiedź: Jak powiedział tytułowy bohater Młodego papieża: »Wirtuozeria jest dla aroganckich«. Tobie wystarczy to, co dobre”.

Ostatnio oglądałem Uspjeh, chorwacki serial nakręcony przez HBO. Zaczyna się on w bardzo ciekawy sposób, od wydarzenia późniejszego niż cała fabuła serii. Jeden z bohaterów występuje w roli mówcy motywacyjnego, opowiada o tytułowym sukcesie. „Chcecie wiedzieć, co to jest sukces?”, pyta, by odpowiedzieć po chwili dosadnie: „Sukces to gówno”. I wyjaśnia, że próbował osiągnąć sukces złymi metodami. Doradza słuchaczom, by nie dążyli do niego za wszelką cenę. Podkreśla, że doznał kiedyś pomocy od trójki ludzi, przez co teraz pomaga swoim słuchaczom. Ciekawe. Swoją mowę o „krokach do sukcesu” zaczyna od stwierdzenia, że sukces nie jest najwyższą wartością. Deprecjonuje go. Serial w swojej ogromnej przewrotności i pomysłowej fabule pokazuje, że mówca ma rację. Pokazuje, jak bardzo tytułowa wartość nie dotyczy bohaterów, w tym wypowiadającego owe pierwsze słowa w serii. Mimo iż mogłoby się wydawać, że jest odwrotnie, to dzieło Danisa Tanovicia i Marjana Alcevskiego stawia pytania: czy w ogóle możliwe jest osiągnięcie sukcesu? Czy sukces nie pozostaje tylko ułudą? Czy nie jest jak w Komandorze Tarkinie Kazimierza Staszewskiego, że „polityka to tarzanie się w błocie / i każdy się musi ubrudzić”?

Mamy problem z sukcesem. Widać to już w warstwie językowej. Po chorwacku sukces to uspjeh. Odpowiada mu przymiotnik uspješan. Po czesku podobnie – úspěch oraz úspěšný. Po angielsku – success i successful. Po polsku sukces i… no właśnie, co? Udany? Ale czy człowiek może być „udany”? Może jest to „człowiek sukcesu”?

Przede wszystkim mamy społeczny problem z sukcesem. Niepohamowane dążenie do niego, do prestiżu, wyrządza liczne szkody. Znam wiele historii ze środowiska akademickiego, które pokazują, jakie nieprzyjemności potrafią sprawiać sobie ludzie, aby zdobyć uznanie wśród innych, czy pełnić stanowiska kierownicze. Pamiętam człowieka, który straciwszy wysoką pozycję w banku (został „wykoszony” przez młodszą kadrę), stoczył się w wieloletni alkoholizm, który w końcu przywiódł go do zguby. Znam ludzi, którzy z normalnych, uczciwie pracujących czy studiujących osób, stali się uczestnikami wyścigu szczurów przedkładającymi gromadzenie pieniędzy (niekoniecznie w dobry sposób) nad relacje z innymi.

Zobacz też:   Św. Roch – patron na czas epidemii i zarazy

Kiedy o tym myślę, przypominają mi się słowa Chrystusa, tak trudne do zaakceptowania, a zarazem do bólu prawdziwe: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!” (Mk 9, 35b).To jedna strona medalu – na rewersie znajdują się osoby, które nie radzą sobie ze stawianymi im wymaganiami. Ciągle słyszą, że muszą być najlepsze, a gdy nie są w stanie tego osiągnąć, popadają w rozmaite kompleksy, problemy psychiczne. Jest to na przykład powszechne w tak zwanych „dobrych szkołach”, w których kadra nauczycielska, bez zwracania uwagi na przeciążenie uczniów nauką, chce utrzymać dobre miejsce w rankingach.

Często kończy się to samobójstwami. Oczywiście każdy przypadek zadania sobie śmierci jest złożony, zwłaszcza w przypadku nastolatków, ale te przesadne wymagania ze strony szkoły odgrywają istotną rolę. Nie udało mi się dotrzeć do żadnych badań na ten temat, ale samobójstwa licealistów, o których słyszałem, zawsze dotyczyły szkół zajmujących wysokie pozycje w zestawieniach. „Bardziej niż samobójstwo boli mnie fala hejtu na naszą szkołę” – powiedział jeden warszawski dyrektor swoim podopiecznym. W takich przypadku cisną się na usta inne słowa naszego Pana: „I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie” (Łk 11, 46).

Powyższy tekst ukazał się w 20. numerze Miesięcznika Adeste. Kliknij poniższy przycisk, aby pobrać ten i pozostałe numery archiwalne!

Jeżeli podoba Ci się to, co robimy – kliknij w poniższy przycisk aby dowiedzieć się, jak możesz nam pomóc w rozwoju!

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.