W wywiadzie, który odbił się szerokim echem, biskup Erik Varden, przewodniczący Episkopatu Krajów Nordyckich, „rzucił” według mnie bardzo błyskotliwą myśl dotyczącą tego, że projekt sekularyzacji pochłonął wszystko, wypalił się i w tym jest szansa dla wiary w Europie.
„U nas nie ma już niczego, co dałoby się jeszcze zsekularyzować. Sekularyzacja w pełni się powiodła, ale dusza człowieka nadal jest spragniona sensu, piękna i prawdy. I ludzie, zwłaszcza młodzi, stawiają pytania” – podkreślił biskup Varden (tłumaczenie za: https://www.vaticannews.va/).
Opinia biskupa Vardena jest o tyle wartościowa, że jego biografia to dowód na słuszność tezy. Wychowany w obojętnej religijnie rodzinie, przeżył nawrócenie jako nastolatek, szukał swojej drogi we wspólnotach luterańskich i wreszcie przychylił się do katolicyzmu dzięki świadectwu młodych Walijczyków.
Koniec chrześcijaństwa, jakie znamy
Chociaż wydaje się to mocno clickbaitowe, to dane są jednoznaczne: zapaść demograficzna ma w Polsce podwójny kontekst. Poza kryzysem społecznym, który za chwilę może się rozpocząć, zmieni się podejście do wiary jako takiej. Zrywana jest więź przekazu wiary, co widać już w nawykach pokolenia millenialsów – rodziców pokolenia alfa. To, co dawało katolicyzmowi siłę i przetrwanie, czyli wspólnotowość w jej pokoleniowym charakterze, po prostu odchodzi. Jak pokazuje badanie CBOS-u z 2024 roku pt. Religijność młodych Polaków, odsetek praktykujących młodych w wieku osiemnastu–dwudziestu czterech lat spadł do ok. 20%, co jest rekordowym minimum i spadkiem o połowę względem dekady.
Co niepokojące, Polska wydaje się iść w kierunku trendu pełnej sekularyzacji, co pokazują badania z Wielkiej Brytanii. W 2018 roku Stephen Bullivant z Centrum dla Religii i Społeczeństwa Benedykta XVI wykazał, że wyraźnie widać to w Czechach, gdzie 91% osób nie identyfikuje się z żadną religią. W Estonii odsetek ten jest niewiele mniejszy i wynosi 80%.
Wychodzimy na pustynię
Polscy duszpasterze mogą z dużą uwagą patrzeć na kraje takie jak Niemcy, Estonia czy Czechy, bo jeśli trend się utrzyma (a wiele na to wskazuje), to podobnie jak tamte nacje wejdziemy na duchową pustynię. Może to doprowadzić do sytuacji, w której przedstawiciele polskiego pokolenia alfa, izolowani na coraz wyższym poziomie od treści religijnych, podobnie jak ich niemieccy rówieśnicy, staną się religijnymi analfabetami.
Przeżycie pustyni, w której odbiorca po prostu nie rozumie kodu kulturowego chrześcijaństwa, staje się z jednej strony śmiertelnym zagrożeniem, a z drugiej szansą. A więc jest jak na biblijnej pustyni.
Znajdujemy wodę
Słowa Jana Pawła II: „Francjo, co zrobiłaś z własnym chrztem?” były wtedy oskarżeniem. Z czasem stały się groteskową drwiną w ustach wielu publicystów, którzy wieszczyli kalifat w V Republice. Dziś patrzymy na nie z całkiem innej strony. W drugiej dekadzie XXI wieku Francja przeżywa prawdziwy chrzcielny boom. Jak podają dane Konferencji Biskupów Francji, w Wielkanoc 2024 roku ochrzciło się 30% więcej wiernych niż rok wcześniej, a większość z nich stanowili ludzie młodzi, często pochodzący z ateistycznych rodzin. Fenomen Francji staje się namacalnym dowodem na to, że oczywiście Kościół płaci wysoką cenę za procesy społeczne, ale z drugiej strony ateizm nie wydaje się ostatecznym rozdziałem historii Europy.
Cały proces, w którym od chrześcijaństwa jako naturalnej kotwicy kulturowej Europy przechodzi się do laicyzmu, nie wydaje się zamykać w cykl. To znaczy, że możemy nie wrócić do pełnej religijnej gorliwości i odnowy. Jak zauważa m.in. Jean Twenge, psycholog z Uniwersytetu w San Diego, w cyklu Pokolenia na łamach „The Economist”, procesowi powrotu do wiary wielu społeczeństw towarzyszy swoiste tąpnięcie kulturowe. Młodzi z jednej strony bywają ultraprogresywni, a ich rówieśnicy (bardzo często młodzi chłopcy) przyjmują stabilny pakiet poglądów: konserwatyzm i religijny tradycjonalizm, co może dawać im pewną sprawczość. Widać tutaj, że chrześcijaństwo łączy się w prostej linii z konserwatyzmem kulturowym, co stanowi swoistą pakietyzację dającą poczucie życiowej stabilności młodym. Może to za kilkanaście lat stworzyć dwa zradykalizowane „plemiona” trzydziesto–, czterdziestolatków, którzy będą promować całkowicie odmienne style życia i podejście do duchowości.
Może to być ruch osób uduchowionych, ale niereligijnych (spiritual but not religious). Jak sygnalizowały badania Pew Research Center już w 2018 roku, Europa ciągle kojarzy się z chrześcijaństwem, ale Stary Kontynent coraz silniej zatraca potrzebę wspólnotowości wiary na rzecz jej osobistego przeżywania. Potwierdziły to kolejne, przekrojowe badania z lat 2023-2025, gdzie opisywany trend przyspieszał, szczególnie we Francji, a liderem tej grupy była Holandia; tam nawet 36% badanych nie było związanych z daną denominacją, ale czuło potrzebę religijności.
Widać w ten sposób, że ruchy sekularyzacyjne nie promują ateizmu, lecz rodzaj religijnego relatywizmu, a Europa staje się chaotycznym, krzykliwym i dusznym targowiskiem wiar.
Wyzwanie duszpasterskie
Statystyki bezwzględnie pokazują, że obecna sytuacja może być wielkim wyzwaniem duszpasterskim. Europa, wbrew przewidywaniom, nie weszła na „autostradę ateizmu”, ale staje się tyglem kultur i religii. Mimo tego Europejczycy zachowali w sobie głód duchowy, a w wielu wypadkach nawet go rozwinęli. Kraje takie jak Norwegia czy od niedawna Niemcy pokazują, że zaistniała sytuacja może stać się szansą. Ludzie całkowicie utracili chrześcijańskie spojrzenie na rzeczywistość i nie są już w imaginarium chrześcijaństwa… Dlatego wielu z nich może zupełnie na świeżo spojrzeć na kerygmat, który głoszą tamtejsi duszpasterze. W Polsce linia trendu wydaje się kierować nas w kierunku kraju wciąż religijnego, ale mniej nastawionego na praktykowanie, choć zależy to od regionu (pozytywnie wypada Tarnów oraz tzw. ściana wschodnia). Jak będzie wyglądało to w przyszłości? Możemy oczywiście przewidywać na podstawie badań i trendów, ale pamiętajmy, że ostateczne słowo w tej historii należy do Pana Boga.
