adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Dalekie światło w mroku

magazine cover

unsplash.com

Jakie mroczne drogi skierowały serce Rzymianina, z narodzenia Luksemburczyka, do Wietnamu? Skąd pomysł, by odwiedzić liczne świątynie, klasztory i pagody buddyjskie? Jakie tragiczne wydarzenia skłoniły go do spędzenia tam tak długiego czasu?

Tego nie wiemy. W każdym razie owocem dość długiego jak na niego okresu przerwy między albumami (dwóch lat) był Hall of Thatch. Mocno inspirowany buddyzmem (z wieloma elementami nagranych w Wietnamie „dźwięków klasztorów”), będący echem rozprawy z własnymi demonami w Hell Money. W odróżnieniu jednak od niego zawierający element pogodzenia się ze sobą, przebaczenia, osiągnięcia jakiejś formy otwarcia na to, co ponadludzkie.

Tak, tak, to niestety ja…

Ale cofnijmy się nieco. Zostawiliśmy Jérôme Reutera i jego projekt muzyczny, Rome, właśnie na etapie Hell Money. Tytułowa „piekielna mamona”, w luźnym tłumaczeniu, może być interpretowana właśnie jako to, co upadla w nas człowieczeństwo. Luksemburski muzyk porusza różne wątki, jak chociażby pornografię, cierpienie i wypalenie, egzystencjalną pustkę czy dawną relację z kimś, która z jego winy zakończyła się w zły sposób.

„I sang of countries so far
Some I’ve never seen
And of raging wars and yet I’ve never been
In uniform, in unison with the demon me”

Tak z rozbrajającą szczerością śpiewa artysta w spokojnej i muzycznie pogodnej ostatniej piosence The Demon Me (Come Clean).

Koriolan

Od tego albumu Jérôme Reuter zwolnił tempo. Dwa lata później wydał wspomniany już Passage to Rhodesia, a po kolejnych dwóch latach – Coriolan. Ten drugi traktuje o (zero zaskoczeń!) Koriolanie. To tytułowa postać z tragedii Shakespeare’a, oparta na legendarnej postaci z V wieku przed Chrystusem. Nie czytałem niestety tej pozycji, jednakże z tego, co wiem, Koriolan był zdolnym żołnierzem i dowódcą, który jednak zrażał do siebie ludzi swoją dumą i nieumiejętnością dostosowania się do wymogów społeczeństwa. Wskutek spisku został skazany na banicję. Na wygnaniu sprzymierzył się z niegdysiejszymi wrogami, plemieniem Wolsków, obiecując im pomoc w zdobyciu Rzymu. W ostatniej chwili przed atakiem, po rozmowie z matką, nakazał jednak odwrót, ratując Rzym przed samym sobą, ale jednocześnie ściągając na siebie gniew władcy Wolsków, który kazał go stracić. Skończył więc jako podwójny zdrajca, ale jednocześnie bohater Rzymu, któremu jednak nie należy się chwała.

Jest to ponoć ulubiona postać literacka Reutera i prawdopodobnie możemy zrozumieć czemu. Wygląda na to, że Luksemburczyk zawsze czuł się bardziej obywatelem Europy niż członkiem konkretnego narodu. Zarazem z jego twórczości zdaje się przebijać przekonanie, że Europa, do której należał, już nie istnieje. Albo że ta prawdziwa Europa jest ukryta.

Niemcy i Grecy

Po następnych dwóch latach pojawił się kolejny album – The Hyperion Machine. Dość zróżnicowany tekstowo i muzycznie – podobnie zresztą jak Coriolan, ale, w odróżnieniu od niego, zawierający więcej ambientowej stylistyki. Znajdujemy tu zarówno niemalże balladę Celine in Jerusalem (być może alegoryczną?) o żołnierzu znajdującym swą ukochaną ranną/zmarłą, jak również piosenki poświęcone niemieckojęzycznemu poecie pochodzenia żydowsko-rumuńskiego Paulowi Celanowi oraz anarchiście Erichowi Mühsamowi. 

Tytuł albumu odnosi się do powieści epistolarnej autorstwa Friedricha Hölderlina z lat 1797-1799 pt. Hyperion. Dzieło niemieckiego poety jest relacjonowaną niemieckiemu koledze Bellarminowi listownie historią miłości Greka Hyperiona do Diotymy oraz jego starań o wyzwolenie Grecji spod tureckiego panowania. To również dobry opis jego przeżyć wojennych. Jak można się domyślić, miłość pozostaje niespełniona – Diotyma umiera przedwcześnie, a Hyperion oddaje się medytacjom w pustelni wśród dzikiej natury. I to ta historia jest spoiwem albumu The Hyperion Machine. Liczne nieoczywiste nawiązania literackie do niemieckiej i francuskiej literatury, do historii powieściowego Hyperiona, różnorodność w dynamice muzyki, nieprzeładowanie typowymi dla stylu Rome fragmentami przemówień czy cytatami historycznych postaci – to wszystko sprawia, że albumu z jednej strony słucha się przyjemnie, a z drugiej jest on dość senny, oniryczny. Jakby był bardziej impresją na temat tego co przeczytał, niż przemyślaną narracją. Sporo o tym albumie mówi fakt, że mimo iż słuchałem go wielokrotnie, jego treść zrozumiałem dopiero przy okazji researchu do tego artykułu. Tak bardzo nieoczywista tekstowo jest ta płyta.

Na pustkowiu

Możemy powrócić do Hall of Thatch. To moim zdaniem drugi po Hell Money punkt zwrotny w twórczości Reutera, po którym kolejne albumy wychodziły częściej, były jeszcze bardziej dopracowane. Zdaniem niektórych fanów to wtedy powstały jego najlepsze dzieła.

Powiedzieć że Hall of Thatch nie cieszy się renomą wśród fanów, to nic nie powiedzieć. Ze świecą szukać też należałoby wykonań na żywo z tego albumu. Jeden utwór, Hunter, trafił do albumu z remasterami z 2025 roku. I to by było tyle.

Od początku uderza nas formuła tego albumu. Spójrzmy na listę piosenek.

1. Blighter.
2. Nurser.
3. Hunter.
4. Slaver.
5. Martyr.
6. Hawker.
7. Prayer.
8. Keeper.
9. Clemency.

Widzimy pewną konwencję w nazewnictwie. Dodatkowo, liczba dziewięć, podobnie jak na okładce, gdzie mamy dziewięć symboli (które, jak mniemam, wszystkie pochodzą z alchemii, jednakże jedynie niektóre udało mi się rozszyfrować). Dziewiątka symbolizuje pełnię, to symbolika starsza niż Siddhartha Gautama (zwany potocznie, niezbyt precyzyjnie, Buddą). Dziewięć jest dopełnieniem cyklu i oznacza też zamknięty cykl.

Każda z dziewięciu piosenek będzie symbolizowała różne stany w życiu człowieka. Ostatni, wyróżniający się tytułem – bez sufiksu -er/yr – Clemency, czyli po prostu łaska, wyrozumiałość (dla siebie) czy przebaczenie, będzie mówił o osiągnięciu wewnętrznego pokoju. Interpretacja poszczególnych piosenek zajęłaby zbyt długo. Ba, wręcz wymagałaby osobnego artykułu. Ograniczę się więc do łączących się ze sobą bezpośrednim przejściem w postaci mantry bądź modlitwy piosenek. Pierwsza z nich to Hawker, czyli „domokrążca/sprzedawca uliczny/komiwojażer”. Znaczenie tytułu umyka mojemu umysłowi. Możliwe, że podmiot liryczny pełnił właśnie taki zawód, a być może tytuł nawiązuje do realnie istniejącego człowieka w Wietnamie, który tak zarabiał na życie. Druga to natomiast Prayer, czyli „modlitwa”. Tytuł, jak zobaczymy, nie oznacza że tekst jest modlitwą, ale raczej pokazuje stan człowieka zajmującego się na co dzień medytacją, kontemplacją. 

Domokrążca

Być może samo słowo hawker pasuje do Reutera. Wędruje on od domu do domu zarówno w dosłowny sposób – od hotelu do hotelu, od sali do sali, od klubu do klubu – jak i metaforyczny. Podróżuje on po czasach i po krajach, szukając odpowiedzi na nurtujące nas wszystkich pytania. Jest jednym z nielicznych zresztą twórców, którzy koncertują również na pogrążonej wojną Ukrainie.

Zobacz też:   Ja jestem Pawła, a ja Apollosa

Sama piosenka opowiada historię kogoś, kto przychodzi do świątyni, szukając odpowiedzi na pytania o sens swoich bolesnych przeżyć. A jest nią odrzucenie pragnień.

„And then the words were coming back
It was gonna get ugly
And so I kissed his garments
And sat silent while he spoke
For holy men use words only to teach how to let go
How a pure mind takes emptiness as its form”.

To oczywiście buddyjski obraz. Pokój odnajduje się w milczeniu, a milczenie przerywa się, by nauczać nieoświeconych. Przerażający obraz wspomnienia przerywają wypowiadane słowa: just quiet your mind (tłum. po prostu ucisz swój umysł). Piosenka kończy się słowami o marnej kondycji współczesności i nowoczesnej duszy. Towarzyszy im prośba skierowana do Absolutu: Lord have mercy, have mercy on me, powtarzana jak mantra, jak litania, jak modlitwa.

Modlitwa

Hawker i Prayer są ze sobą połączone. Śpiew, który słyszymy pod koniec pierwszego z utworów, stanowi tło dla tej drugiej. Piosenka ma dziwny, spokojny, niemalże odrealniony klimat.

„We’re the cloud people
Getting by on less
Sleeping under thatch
Not talking much
Writing so much less
A few poems perhaps”.

Mistycyzm jest bardziej rezygnacją niż aktem, choć oczywiście pozostaje również aktem. Im bardziej człowiek się w nim zagłębia, tym bardziej czuje, że słowa nie opiszą rzeczywistości nadprzyrodzonej. Znamy z pewnością opowieść o umierającym Tomaszu z Akwinu, który na łożu śmierci ponoć kazał spalić swoje dzieła, jako że wydawały mu się wtedy „słomą”. Mniej znanym faktem jest, że Wykład pacierza, czyli spisana treść rekolekcji, które wygłosił, był ostatnim dziełem, które stworzył. Po nim miał ponoć widzenie, które spowodowało że już nic więcej nie napisał. To uczy nas prostej prawdy – genialny umysł nie jest w stanie pojąć niepojmowalnego. Ta rzeczywistość wymyka się naszym słowom.

„We let go of the world
Working the higher slopes
Out of touch with the times
But not the seasons
Having none of your doubts
And none of your reasons”.

Mistycy dostrzegają błahość zmieniających się politycznych spraw oraz miękkość i kruchość imperiów (które i teraz możemy obserwować), ale zwracają więcej uwagi na ponadczasowe obserwacje. Miewają inne motywacje i wątpliwości niż ludzie zaangażowani w wyścig szczurów. Stąd bardziej zwracają uwagę na pory roku (seasons) niż na ducha czasów (times).

„And it comes down to this:
We traded flatland dust
For mountain mist
To be distant
Insignificant”.

Pozbyli się pyłu „nizin” i zyskali mgłę „gór”. Życie duchowe czy też, ośmielę się to powiedzieć, monastyczne i mistyczne, choć przecież osadzone w pewnych realiach, jest bardziej eteryczne, mniej uchwytne. To właśnie powoduje, że dla świata mistycy są nikim. Mnisi i niewspólnotowi mistycy zawsze będą postrzegani jako frajerzy. Ci, którzy przyjemności i wygody zamienili na życie pełne wyrzeczeń. Zrezygnowali z pieniędzy, seksu i władzy, zamiast tego obierając sobie za dewizę pokorę i służbę, czystość i samotność, ubóstwo i wolność od przywiązania.

„And you know we’re there
Beyond your city walls
Where you see lone columns of smoke
After the snowfalls”.

Niedostrzegani, ale jednak zauważalnie obecni w świecie. Są trwalsi niż imperia i istnieją od zarania dziejów.

„Don’t think we’ve been pushed
From their hearts and minds
Though sage kings are gone
And left deserted shrines”.

Jak wyżej wspomniałem, imperia odchodzą i przychodzą, a mistyczna tradycja jest odwieczna.

„We live on unseen
In the mountain fires”.

Cały utwór buduje obraz unoszących się z gór dymów i widocznych w nocy ogni. Niewiele sugeruje istnienie mnichów, ale jeśli się przyjrzymy, są oni wciąż obecni.

„Try not to be alike
With your beads so new
Crowded mountains won’t do”.

Nie każdy nadaje się do tego życia. I mimo okazywanej gościnności mnisi muszą żyć jednak w odosobnieniu od świata. Co widać niestety w obecnym monastycyzmie katolickim, uturystycznienie utrudnia spełnienie celów, jakie ma monastycyzm.

„And though your tongues are full
And there are words to speak
None of them are real
None of them will heal”.

Tak jak zostało powiedziane na samym początku – im więcej człowiek wie i rozumie, tym mniej widzi sensu w mówieniu o tym. Tak jakby wypowiadanie tego, co się wie, miało to wszystko zniweczyć. Bo On lubi milczenie i kontemplację. Nie da się ująć Absolutu w słowa. A jak napisał Wittgenstein, o czym nie można powiedzieć, o tym powinno się milczeć.

„Ten thousand things
All in this breath
Grasping hold of emptiness
Grasping hold of emptiness”.

Mistycy, mimo iż niewymowni, mimo iż prości, po ludzku będący niczym, potrafią, jak to ujął William Blake, „trzymać wieczność w dłoni”.

Łaska

Album wieńczy kawałek nazwany Clemency. To słowo – oznaczające właśnie łaskę, miłosierdzie – odbiega od pozostałych nazw utworów. Wieńczy album. W odróżnieniu od końcówki Hell Money, w którym Reuter sugeruje, iż nie ma nadziei, a kondycja ludzka jest upadła i pozostaje jedynie „rozmawiać z winem” („it’s good thing that the wine / still agrees with me”), tutaj mamy nadzieję:

„Now suck it in, now breathe it out
Now suck it in, now spit it out:
Clemency!
Look beyond now…”.

Warto jeszcze przytoczyć słowa Ernsta Jungera, które są cytowane na okładce płyty. Ten oficer Wehrmachtu i pisarz interesował się szeroko tradycją, która przetrwała w naszych czasach (szerzej tę ideę i myślicieli z nią związanych omówimy w następnym artykule wieńczącym tę miniserię). Dlatego też poruszał również temat monastycyzmu.

W luźnym tłumaczeniu cytat brzmi następująco:

„Być może ludzkość jest skażona przez niemożność osiągnięcia perfekcji; ale spoczęcie w jaskiniach, życie jak samotny strażnik pilnujący zbawienia każdej osoby to jedna z najbliższych ideałowi idea, jaką wymyślił człowiek. Jak długo te światła będą lśnić, tak długo ludzkość nie jest skazana na całkowity mrok”.

I z tą myślą – że być może ci najmniej istotni w świecie są tymi, którzy czynią dla nas najwięcej dobra – Państwa dziś zostawiam.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.