adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Ewangelia według Szatana

magazine cover

unsplash.com

Media społecznościowe oraz portale typu YouTube przepełnione są świadectwami, wykładami i homiliami, których treść można by podsumować tytułem Co Szatan mówi na egzorcyzmach? lub też Czego możemy nauczyć się od Szatana? O ile temat ten wzbudza niekrytą ciekawość, o tyle warto zadać sobie istotniejsze w tej kwestii pytanie: czy rzeczywiście warto słuchać tego, co do powiedzenia ma beholder*?

Zainteresowanie sensacjami teologicznymi (oraz wprost ezoteryką) nie jest niczym nowym. Tematy dotyczące okultyzmu i doświadczeń granicznych fascynowały człowieka od zarania dziejów. Stąd nietrudno znaleźć w literaturze i sztuce nawiązania do praktyk, jakim różnego rodzaju szamani i kapłani religii pogańskich poddawali się, by doświadczyć czegoś, jak to się mówi, „nie z tego świata”.

I o ile zasadniczo już w starotestamentowej tradycji żydowskiej temat magii w ogóle był traktowany jako coś odrażającego i wrogiego Bogu, o tyle dzisiaj, wraz z erozją paradygmatu teologicznego, ludzkość nabrała śmiałości wobec zjawisk paranormalnych. Nie inaczej sprawa ma się w przypadku katolików, którzy ośmieleni nowymi możliwościami chętniej dzielą się różnymi wieściami z przebiegu egzorcyzmów czy rzekomych nawiedzeń domów.

Paradoks kłamcy

O Szatanie należy – w mojej ocenie – mówić przede wszystkim w kontekście tzw. paradoksu kłamcy. Polega on na niemożności stwierdzenia prawdziwości wypowiedzianych przez kłamcę słów, bo jeśli kłamie, to z definicji jest kłamcą, a jeśli twierdzi, że nie kłamie, to ponieważ z definicji jest kłamcą, nie możemy mu zaufać.

Podobnie rzecz ma się ze złym duchem. To rodzaj pasożytniczego względem Logosu w osobie Jezusa Chrystusa umysłu, który, egzystując w abstrakcyjnym, nieosiągalnym poznawczo dla człowieka wymiarze duchowym, spełnia swoje różnorakie, wrogie Chrystusowi zadania. Warto zresztą zadać sobie to pytanie – czy notorycznemu kłamcy zaufałbyś, gdyby nagle zaczął mówić prawdę? Uczciwość intelektualna nakazuje zaufać, doświadczenie i zdrowy rozsądek podpowiadają jednak coś zupełnie innego. Bo w świetle walki o dobro i bezpieczeństwo życia duchowego człowieka niemądre jest już samo dobrowolne wystawianie się na dialog z czymś, co może bez naszej wiedzy nas zmanipulować. Bardzo ciekawie ten problem opisał ks. Carlos Martins, wskazując, że choć Szatan może stwierdzać pewne fakty, to nie posługuje się on cnotą prawego rozumu, nie mówi więc – moralnie rzecz biorąc – prawdy, a jedynie żongluje faktami dla swoich celów. Czasami zresztą sami zderzamy się w naszym codziennym życiu z ludźmi, którym właśnie nie wolno wręcz zaufać, ponieważ choć zdolni są do stwierdzenia pewnych faktów danych w rzeczywistości, to robią to z zupełnie niemoralnych pobudek, takich jak manipulacja, dokuczanie czy wprost znęcanie się psychiczne.

Ewangelia według Szatana

Pozwolę sobie powtórzyć ten, bądź co bądź, prowokacyjny tytuł artykułu ponownie w śródtytule, aby zaznaczyć, że koncentrujące się na sensacjach życia duchowego świadectwa dotyczące spotkania ze złym duchem nie powinny stanowić fundamentu dla katolickiej wiary religijnej. Warto przypomnieć, że w Nowym Testamencie o Jezusie mowa jest ponad pięćset razy, o miłości prawie trzysta razy. O Szatanie zaś – zaledwie ponad trzydzieści. Nie chodzi w tym zatem, by o obecności i sprawunkach złego ducha nie mówić, ale by znać umiar i zachować zdrową, biblijną proporcję.

Osobną rzeczą jest też treść przedstawianych świadectw. Te przepełnione manipulacyjnym językiem grozy, a pozbawione wyraźnych akcentów chrystocentrycznych wydają się znaczącą pomyłką. Na myśl przyjść mogą chociażby niektóre z wypowiedzi (dłuższych i tych krótszych) ks. Piotra Glasa. Choć nie wątpię w szczere intencje tego kapłana, jeśli chodzi o ewangelizację, to trudno ocenić pozytywnie snucie opowieści o tym, co Szatan mówił na egzorcyzmach przez usta udręczonych pacjentów. Ponownie warto przypomnieć sobie paradoks kłamcy i zauważyć, że cokolwiek osoba opętana w momencie nasilonego ataku transowego powie, nie jest to warte posłuchu ani już tym bardziej usłuchania. Zły duch w pewnym sensie jest zatem zagrożeniem poznawczym, tzw. cognitohazard.

Osobną sprawą natomiast są prawdziwe, ale i ostrożnie podane, świadectwa egzorcystów i osób opętanych, którzy wskazują na drogę nawrócenia, uwolnienia oraz rolę Chrystusa i Kościoła (w tym niebiańskiego Kościoła Świętującego) w całym procesie.

Zobacz też:   Czy wiara i nauka się wykluczają?

Tak czy inaczej, diabeł żadną miarą zatem nie jest i nigdy nie będzie autorytetem w kwestiach dotyczących życia moralnego, duchowego, właściwych postaw w czasie mszy świętej czy podczas modlitwy. Nie będzie też duch upadły rościł sobie praw do poradnictwa dotyczącego życia małżeńskiego, intymnego. Jego wątpliwej treści i intencji wulgarne tyrady nie są źródłem, z którego w ogóle można czerpać jakąkolwiek mądrość.

Walka bez konfrontacji

Nieustanne, ciągłe wsłuchiwanie się w to, co zły duch ma do powiedzenia, lub co inni, którzy mieli nieszczęście doświadczyć jego działania, o nim opowiedzieli, może prowadzić nieuchronnie do skrupulanctwa i nerwic eklezjogennych. Instynktowny lęk przed jakimś pierwotnym złem jest czymś normalnym. I nie jest dziwne, że wiele osób, budując swoją religijność na kazaniach o demonach, ląduje w lękowej, opartej na strachu wierze. Bóg w takim wydaniu jest nieubłaganym, strasznym sędzią, a Szatan jak dziki zwierz grasuje i czyha tylko na każde najmniejsze nasze potknięcie. W rzeczywistości tak nie jest i pokazuje to pięknie tradycja biblijna, wskazując na potrzebę walki bez szarpania się w błocie z oprawcą. To, co w walce ze złym duchem jest istotne, to nie konfrontowanie się z nim osobiście, ale uczynienie go zupełnie nieistotnym poprzez zatopienie porządku każdej z płaszczyzn naszego życia w Chrystusie. To Chrystus bowiem uwalnia swoją świętą mocą.

Walka dobra ze złem nie polega na starciu dwóch herosów, niczym tych wielkich siłaczy z gier komputerowych czy komiksów o superbohaterach. Fundamentalną naturą rzeczywistości jest Bóg, który sam siebie przedstawia na kartach Starego Testamentu jako „Jestem, Który Jestem”. Stwórca jest zatem istnieniem samym w sobie. Święty Jan Ewangelista na kartach Ewangelii pisze, że na początku był Logos, a Logos był u Boga i Bogiem był Logos. Nazywa Chrystusa Światłością świata, bez której nikogo i niczego by nie było.

O Szatanie zaś mówi się w kontekście ducha nieprawości. A jaki to jest ktoś „prawy” według myśli biblijnej? To znaczy hebr. צַדִּיק Tzadik lub Sadiq, czyli osoba nie tylko prawa w tym znaczeniu, że prawa Bożego przestrzega, ale że ta osoba sama jest „z prawa Bożego”. To znaczy, że życie kogoś dobrego zatopione jest w boskim porządku rzeczy. Duch nieprawości zatem to po prostu istota, której nadrzędnym celem jest ten ład Boży wywrócić. Gdy zatem mowa o walce z demonami, to nie chodzi tu o jakieś bicie ich świętym młotem jak w grze Diablo 2. Zamiast tego każdy z nas dzisiaj – i ty, i ja – podejmuje tę cichą, mozolną walkę polegającą na trwaniu w dobrym i wzrastaniu w umiłowaniu Logosu (porządku Bożego) w osobie Chrystusa.

______________________________________________

*Beholder – w fantastyce demoniczny potwór przyjmujący postać lewitującej głowy z mackami i jednym, dużym okiem pośrodku owej głowy.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.