Jakiś czas temu na antenie Telewizji Trwam Stanisław Michalkiewicz trafnie skomentował zjawisko mowy nienawiści, która w dzisiejszych czasach ma niewyobrażalną siłę rażenia. Powiedział: „Kto jest nienawistnikiem? To proste, jak budowa cepa: każdy, kto się z nami nie zgadza”.
O mowie nienawiści mówi się coraz częściej. Każdego dnia jesteśmy nią przesiąknięci, gdyż poruszamy się po Internecie, mediach, przestrzeni publicznej. Mamy również kontakt z otoczeniem, w którym nienawiść przejawia się chociażby w graffiti czy napisach na murach. Według najnowszego sondażu, przeprowadzonego w styczniu 2019 roku przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych, prawie 90% badanych uważa „mowę nienawiści” za istotny problem społeczny. Choć problem ten staje się przyczyną ochłodzenia relacji międzyludzkich, to jednak jego ofiarami padają przede wszystkim osoby, które doświadczają dyskryminacji ze względu na cechy, które posiadły w sposób naturalny, a nie z wyboru (Nijakowski, 2008).
Andrzej Macura w artykule W nienawiść miłością, napisanym dla portalu wiara.pl, zastanawia się, czym tak naprawdę jest „mowa nienawiści”. Twierdzi, że w rzeczywistości nie jest ona słownym wyrażaniem nienawiści, wzywaniem do niej czy podżeganiem do wyrządzenia krzywdy. Jako przykład podaje sytuację, w której szeroko akceptowaną prawdę uznajemy za niesłuszną, na przykład: „Stwierdzenie, że nienarodzony jest człowiekiem, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety albo że praktykowanie homoseksualizmu jest grzechem. Jakże bolą takie stwierdzenia tych, którzy myślą inaczej! – krzyczą zwolennicy tolerancji – Jak można tak ludzi krzywdzić!”.
Tu pojawia się istota naszego problemu. Często nie potrafimy znieść inności bliźnich, która rodzi w naszych sercach nienawiść. Wspomniany we wprowadzeniu do artykułu Stanisław Michalkiewicz wyjaśnia, że nienawistnikiem jest zwykle ten, kto się z nami nie zgadza. Owszem. Bardzo często obserwuję takie sytuacje, kiedy publicznie deklaruje się walkę z „mową nienawiści”, a w sytuacji, gdy jednostki lub grupy społeczne wygłaszają poglądy niezgodne z „właściwymi” przekonaniami – niezależnie od ich dziedziny – kieruje się ku nim obraźliwe epitety.
Oczywiście, każdy ma prawo własnego zdanie, ale powinno się je wyrażać z głową, bo słowa potrafią zranić głębiej niż ostrze. Każdy człowiek ma inną wrażliwość, więc nie wszyscy obdarzeni są na tyle odporną psychiką, aby nie brać do serca tego, co mówią inni. Nieraz nie zdajemy sobie sprawy z tego, że „mowa nienawiści” jest opisaną w kodeksie karnym formą przestępstwa, za którą możemy trafić za kratki.
W poprzednim akapicie użyłam słowa „zwalczać”, które ściśle wiąże się z mową nienawiści. Na wielu stronach internetowych możemy znaleźć poradniki, jak „zwalczać mowę nienawiści”. Andrzej Macura zadaje pytanie, co to właściwie znaczy „zwalczać”. Przykładowo możemy zwalczać szkodniki, jak karaluchy, które zalęgły się w naszym domu, czy szczury, które założyły sobie siedlisko w piwnicy. W słowniku PWN czasownik „zwalczać” został opisany następująco: „wystąpić przeciwko komuś lub czemuś” lub „przezwyciężyć coś długotrwałym działaniem”.
Macura zwraca nam uwagę na to, że „używamy tego słowa, gdy chodzi o eliminowanie niezależnego od człowieka zła. Gdy mówimy o czymś dotyczącym ludzi, raczej wzdragamy się przed jego zastosowaniem. Autor przypomina, że nie „zwalcza się” plagi pijanych kierowców, narkomanów, złodziei, prostytutek, czy skorumpowanych urzędników. Zamiast tego „ukróca się” ich zachowanie, „karze się winnych”, „prowadzi działania przeciw nim”, a „przeciwdziała się” konkretnym zjawiskom. Według Macury słowa „zwalczać” w odniesieniu do czynów ludzkich używamy rzadko i raczej wyjątkowo. W wypadku „mowy nienawiści” nie próbuje się jednak „przeciwdziałać”, „edukować”, „rozbrajać minę nienawiści”, ale się zwyczajnie „zwalcza”.
Wiele o mowie nienawiści przekazał nam papież Franciszek. W jednym z wywiadów dla szwedzkiego czasopisma „Signum” uznał mowę nienawiści za formę psychologicznego i nieuchwytnego terroryzmu. Stwierdził, że „wszyscy w sobie nosimy zdolność do oczerniania innych. To wada, której możemy się pozbyć tylko poprzez głęboką zmianę usposobienia, wewnętrzną przemianę. Problem z tą wadą jest taki, że my wszyscy, każdy człowiek ma potencjał, by stać się terrorystą chociażby tylko poprzez język, jakiego używa. Nie mówię tutaj o walkach, które się toczą przy otwartej kurtynie, jak wojny. Mówię o skrytej i przebiegłej formie terroryzmu, używającej słów jak pocisków, które wybuchają i powodują wielkie spustoszenie w życiu ludzi. Ta forma przestępczości to spuścizna grzechu pierworodnego. To sposób zagarniania przestrzeni dla siebie poprzez niszczenie drugiego”.
Warto też wspomnieć tym kontekście o świętym Janie Bosko, genialnym pedagogu młodzieży i głównym założycielu zgromadzenia salezjańskiego. „Ojciec i Nauczyciel Młodzieży” – jak przez wielu jest nazywany – nie mieszał się nigdy w sprawy polityczne. W XIX wieku odgrywały one bardzo dużą rolę w społeczeństwie ze względu na włoskie dążenia do tego, by zjednoczyć swój kraj. W tej kwestii święty Jan Bosko pozostał bezstronny. Wypowiadał się jedynie na tematy polityczne dotyczące Kościoła, wartości oraz wiary chrześcijańskiej. Powtarzał często: „Nie trzymam z nikim, moją polityką jest Ojcze nasz. Kapłan należy do wszystkich”. Swoją postawą pokazuje nam, że ponad wszelkimi podziałami jest miłość przełamująca bariery, które sami stworzyliśmy.
I właśnie w tym miejscu dochodzimy do słowa, którym jest „miłość”. Podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie papież Franciszek wzywał dzisiejszą młodzież „do miłości, która prawdziwie jednoczy i przez to nie jest do przemilczenia. Wezwał do miłości, która także dziś jest ciężkim tematem”. Święty Jan Bosko nie chciał mieszać się w sprawy polityczne, przesiąknięte jadem nienawiści. Pragnął jedynie pomagać biednym chłopcom poprzez budowanie wzajemnej relacji pomiędzy człowiekiem a człowiekiem i człowiekiem a Bogiem. Podkreślał w utworzonym przez siebie systemie prewencyjnym opartym na rozumie, religii i miłości, że wychowawca powinien być przyjacielem dla swoich wychowanków, a nie kimś, kto stale nadzoruje i wymierza kary. Biskup Tadeusz Rakoczy podczas homilii wygłoszonej 31 stycznia 2013 roku w Oświęcimiu powiedział, iż „św. Jan Bosko skutecznie wychowywał, bo był pełen miłości”.
Na zakończenie wróćmy jeszcze do Stanisława Michalkiewicza, który mówił, że „gdybyśmy tak wyeliminowali ze świata nienawiść, to od razu stałby się on lepszy, a w tej sytuacji wybór jest oczywisty: żadnego »podkręcania«, tylko dobro, czyli nieubłagana walka z nienawiścią”. Dlatego rolą wierzących w Jezusa Chrystusa jest bycie wierzącymi w konsekwentny sposób. On sam woła do nas tymi słowami: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44).