adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Piątek, karkówka i piwo

magazine cover

unsplash.com

Zróbmy jutro grilla. A nie, jutro piątek, a co to za grill bez karkówy polanej piwem. A dobra, szwagier, proboszcz klawy chłop, da nam dyspensę, pójdziemy do niego.

Jesteśmy zdecydowanie narodem pałającym serdecznymi uczuciami do grillowania. Zarazem stanowimy naród, w przypadku którego wciąż obowiązuje piątkowe wstrzymywanie się od potraw mięsnych. Co jest z tym nie tak?

Post od mięsa nie ma sensu?

Oczywiście odrzucę w tej refleksji argumenty typu: a w innych krajach… Nie ma co ich rozważać. Jednakże faktem jest, że istnieje trochę argumentów przeciwko tej (podtrzymywanej prawnie) tradycji. Dość luźne szafowanie dyspensami. Przesądy ludowe typu: w podróży nie obowiązuje. Uroczystość znosząca posty (co stwarza trochę absurdów: np. gdy uroczystość jest na terenie danego miasta, a ktoś ma posiadłość na granicy tego miasta – czy po jednej stronie jego ogrodu obowiązuje wstrzemięźliwość, a pod drugim płotem nie?). Dla wielu ludzi piątkowe potrawy są atrakcyjne; te wszystkie ryby, naleśniki z serem, blinki czy pierogi mogą być dla niektórych smaczniejsze od mięsiwa. Mięso też dla coraz większej liczby ludzi nie jest czymś istotnym. Popularniejsze stają się różne diety wege. Wśród wielkomiejskiej młodzieży pojawia się też wegetarianizm w wersji soft – tzn. ogólnie mięso nie, ale w formie wysoko przetworzonej od czasu do czasu w fast foodzie tak. Często niejedzenie mięsa nie jest wyrzeczeniem.

Z drugiej strony, nie można tego powiedzieć stanowczo. Pamiętam, jakie bóle wśród katolickiej części klasy (w tym mnie) wywoływała niejednokrotnie „integracja przy jedzeniu” w piątki. Kiedy na przykład ktoś inny z klasy zamówił same pizze mięsne. Pewnym wyzwaniem jest też zjedzenie na mieście bezmięsnego dania, które nie uderzy solidnie po kieszeni i będzie sycące. Mimo wszystko trzeba przyznać, że nie są to ogromne wyrzeczenia, stanowią tylko pewien drobny element, który trzeba uwzględnić w życiu codziennym.

Przyjmowanie komunii na pełny żołądek

Chciałbym poszerzyć tę grillowo-piątkową refleksję. Być może zda się Czytelnikowi nieco dziwne to połączenie, ale niech mi zaufa, to się łączy. Mówię o poście eucharystycznym. Być może niektórzy z pewnym trudem sobie przypomną, co to i jaką właściwie ma formę. Według obecnych przepisów przez godzinę przed przyjęciem komunii świętej nie wolno wiernemu jeść. Katechizm Kościoła katolickiego i Kodeks prawa kanonicznego nie podają sankcji, jednak w tzw. katechizmie kard. Gasparriego (najbardziej popularnym „starym” katechizmie) można przeczytać, że post obowiązuje pod grzechem ciężkim.

W dawnych czasach post obowiązywał od północy do mszy świętej. Oczywiście wtedy Eucharystie odprawiane były po prostu rano, szło się na nie o pieniu kur i wracało do domu na śniadanie przed pracą. Jednakże zostało to zmienione. Pius XII złagodził post – trzy godziny przed przyjęciem należało się powstrzymać od spożywania pokarmów i alkoholu. Z tego, co wiem, taką praktykę zaleca (choć nie nakazuje, bo nie ma takiej władzy) swoim wiernym Bractwo Kapłańskie św. Piusa X (FSSPX). W końcu Paweł VI skrócił w 1964 roku post eucharystyczny do jednej godziny.

Zobacz też:   Gdy wiara prowadzi na śmierć – historia katoliczki Asii Bibi

Łatwo zaobserwować wśród wiernych zarówno ignorancję, jak i kombinowanie. Nowocześni faryzeusze pod pozorem dbania o ducha, nie o literę, ignorują przepisy. Poza tym wyliczenie dokładnie „godziny przed przyjęciem komunii świętej” jest na „nowej” mszy świętej przy obecnym uzusie kompletnie niemożliwe. Na „starej” liturgii w przypadku niedziel i świąt też (bo nigdy nie wiadomo, jak długie kazanie kapłan powie). Z innej strony: czy dla kogoś, kto dopiero co wstał i podreptał do kościoła za rogiem na ranną mszę świętą, ten post jest postem?

Hojność serca

Rozsądek podpowiada, że coś z tym trzeba zrobić. Zrezygnować z martwych (bądź zdychających) tradycji? Nie, to głupi pomysł. Wzmocnić, zaostrzyć. Nie mam żadnego bezpośredniego wpływu na tworzenie prawa w Watykanie. Ty, Czytelniku, zapewne też nie (chyba że jesteś potężnym reptilianinem albo wysoko wtajemniczonym masonem; to weź przy okazji załatw kwestię innych legislacyjnych bubli). Co jednak możemy zrobić, to spojrzeć uczciwie na sytuację. Na siebie. I podjąć się czegoś więcej.

Rezygnacja z mięsa to żadne wyrzeczenie? Dołącz do tego mięsa ryby. Nadal nic szczególnego? Zrezygnuj z ulubionego napoju w piątek – na przykład z kawy. Albo pość od mięsa i ryb dwa dni w tygodniu, w piątek i środę (środa – nadal w niektórych zakonach dzień postny). Jeśli jesteś przekonany, że Twój post eucharystyczny to fikcja, to pość uczciwie godzinę przed rozpoczęciem mszy świętej, by uciąć nieuczciwe kalkulacje. Albo zaryzykuj te trzy godziny, jeśli jesteś odważny. Lub odważna. Jeśli msza święta to Twoja pierwsza aktywność danego dnia (nieważne, czy wstajesz o szóstej, czy o dwunastej), to wstań np. pół godziny wcześniej, by duchowo jeszcze bardziej się przygotować.

Post i modlitwa

O właśnie. Post, o którym mówiliśmy, ma cielesny wymiar. Warto zadbać też o wymiar duchowy. Przeczytać teksty z mszy świętej. Odmówić krótką modlitwę. Trwać w ciszy i skupieniu, wyjmując z szafy lepsze ubranie, myśleć o tym, że wybieramy się na spotkanie z Bogiem – Kimś o wiele ważniejszym od prezydentów i królów. A post piątkowy połączyć z jakąś formą rozważania męki Pańskiej. Może nawet pójść na mszę świętą… (drodzy tradsi, to też do Was – od mszy świętej poza świętem nakazanym się nie umiera).

Skoro wspominam o świętach nakazanych – obowiązek niedzielny jest czymś strasznie minimalistycznym. Stanowi coś wymagającego dla studentów studiów zaocznych i dla osób pracujących z różnych względów w te dni, to fakt. Ale dla reszty to straszny minimalizm. Tego, kto nic duchowego nie robi poza pójściem na mszę świętą w ten dzień, zachęcam do uczynienia czegoś więcej. Godzina czytania lektury duchowej albo adoracji. Czytanie Pisma Świętego (i dobrych komentarzy do niego). Odśpiewanie z przyjaciółmi czy z rodziną którejś części brewiarza. Różne mogą być formy, warto jednak postanowić coś dodatkowego, konkretnego, stałego.

„Taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę” (Kult, Elektryczne nożyce).

PS Przewróć te karkówy na drugi bok, szwagier. Zaraz dorzucimy szaszłyki.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.