adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj
Społeczeństwo

O moralność sportu

Po tragicznej śmierci rosyjskiego boksera Maksima Dadaszewa po raz kolejny ożywa spór o bezpieczeństwo i moralność sportów walki. Czy ludzie w ramach sportu walki popełniają grzech, okładając się licznymi prostymi, sierpowymi i niemalże nokautującymi podbródkowymi? Rozważmy kilka kwestii z tym związanych…

Jako bokser-amator zawsze zadaję sobie to pytanie: „Czy dzisiejszy sparring z kolegą nie jest zbyt surowy? Czy my sobie nie robimy krzywdy?”. To jest – wydaje mi się klucz do problemu – umiejętność zadania sobie odpowiedniego pytania. Czy ja potrafię odpuścić, kiedy wiem, że robi się niebezpiecznie? Albo czy potrafię powiedzieć sobie „Dość!”, gdy widzę, że trener, znajomy czy żona zwracają uwagę, że coś zaszło za daleko?

Te pytania musi sobie umieć postawić każda osoba trenująca jakikolwiek sport. Rzecz w tym, że uprawianie sportu (choćby nawet rekreacyjnie, w ramach rozładowania stresu) musi iść w parze z pokorą. Inaczej robi się z tego jakieś nieporozumienie.

Agresja w imię agresji

Pytanie o agresję jest trzonem tego problemu – wielu młodych chłopaków idzie w stronę sportów walki, bo to atrakcyjnie wygląda, można na kimś wyładować frustrację, wykrzyczeć się. Jako pedagog doskonale to rozumiem, bo młodzież ma swoje – nabuzowane hormonami – potrzeby i musi coś z nimi zrobić. Inaczej ci młodzi ludzie skończą we frustracjach, agresji szkolnej, a być może różnego typu uzależnieniach (np. seksualnych).

I właśnie boks daje niektórym młodym poczucie, że nie tylko robią coś z sensem, ale też mogą legalnie zająć się czymś, co sprawia, że gotująca się w nich energia po prostu uchodzi.

Czy to jest problem? Poniekąd tak. Bo jeśli sport – w domyśle praca umysłu i ciała – staje się jedynie sposobem na wyładowanie się, to przestaje być sportem. Z tego robi się po prostu „mięso”. Mówię to jako osoba, która miała okazję uprawiać nie tylko boks, ale też tenis stołowy czy prozdrowotnie kulturystykę. Ludzie popadają w obsesję. Frustrują się drobną przegraną czy perspektywą niepowodzenia. Jednak zdaję sobie sprawę, że w przypadku profesjonalistów walka rozgrywa się często o ogromne pieniądze.

Gdy górę bierze frustracja, czysty sport znika z pola widzenia. Pozostaje po prostu pewnego rodzaju desperacja. Ktoś przestaje walczyć, by sprawdzić siebie i swoje zdolności. Przestaje myśleć o „tu i teraz”, gdy ma przed sobą rywala. Myśli za to o zniszczeniu tej drugiej osoby, bo stawką są pieniądze i prestiż wygranej. Dlatego jako sportowiec-amator, uważam troskę o bezpieczeństwo rywala za integralną część uprawianego przeze mnie sportu.

Jeśli jako trener znajdujesz się w sytuacji, w której twój podopieczny bezmyślnie i wściekle okłada worek treningowy lub swojego partnera sparingowego, to musisz interweniować. Po to masz nad nim w pewnym sensie władzę, żeby zablokować jego głupie decyzje. Takich decyzji zresztą ten podopieczny sam pożałuje stykając się z zespołem przetrenowania, kontuzją nadgarstków, łokci czy wstrząśnieniem mózgu.

Dobry trening to trening inteligentny

Genialną pracę – moim zdaniem – wykonuje trener Jason van Veldhuysen. wskazując na masę elementów, jakie trzeba przetworzyć w sposób intelektualny, by w ogóle być dobrym bokserem. Musisz pomyśleć, zrozumieć mechanikę swojego ciała, sposób działania systemu oddechowego, swoją psychikę.

Zobacz też:   Wiceprezes Stowarzyszenia Wiosna: Twarzą polskiej biedy jest samotna, starsza kobieta [WYWIAD]

To rozumienie sprawi, że ten sport będzie dla ciebie i innych bezpieczniejszy. Nie narazisz się na kontuzje, niefortunny upadek z uderzeniem w tył głowy, nie zrobisz komuś niepotrzebnej krzywdy w czasie sparringu. Bokser dla przykładu musi znać wrażliwe punkty ludzkiego ciała, gdzie przebiegają sploty nerwowe, jak uderzyć, by na ringu wygrać walkę. Ale jednocześnie należy to wykorzystać w czasie treningu, by sobie i innym nie zrobić krzywdy.

O mądre dysponowanie swoim ciałem

Miałem okazję nie raz pokazywać chłopakom, co i jak w boksie. Jestem tylko amatorem, więc nijak nie nauczę ich tego, co nauczyłby ich trener. Ale podstawowym zagadnieniem zawsze było BHP tego sportu. Odpowiednie ułożenie ciała, które mięśnie mają być rozluźnione, dlaczego mają wydychać powietrze przy każdym uniku i uderzeniu. To są wszystko niezwykle istotne aspekty treningu.

Wiele osób boi się w ogóle przekroczyć ten próg uderzenia kogoś i bycia uderzonym. Nie możesz wtedy naciskać na kogoś i ta osoba też musi wiedzieć, że nie może naciskać bez sensu na siebie. To się skończy znerwicowaniem sportu. Zamiast tego ćwiczycie powoli, spowalniacie ruchy ciała i drastycznie osłabiacie uderzenia. Nie przyjmujecie bezsensownie uderzeń na twarz, zamiast tego staracie się wypracować dobre reakcje ciała.

Podobnie ze zmęczeniem. Masz dość? Jest ci niedobrze, robi ci się słabo i ciemno przed oczami, boli cię głowa i czujesz piekące pulsowanie na czole? Przerwij. Nie nastąpi koniec świata tylko dlatego, że nie nauczysz się dzisiaj czegoś, co planowałeś. Identycznie ze partnerami sparingowymi. Musisz mieć kogoś zaufanego i podobnego do ciebie wagą. Najlepiej przyjaciela, który będzie wiedział kiedy przestać. Jeśli zaczniesz ćwiczyć boks z wagą ciężką, samemu będąc w piórkowej, to to będzie porażka. Oboje niczego się nie nauczycie, a partner z wagi ciężkiej może zrobić ci krzywdę.

Czy boks jest grzechem?

Ja na to pytanie zawsze odpowiadam w ten sposób: jest grzechem, jeśli nie ma w tym pokory, a jest tylko brawura, głupota i destrukcja. Jeśli przez boks chcesz praktykować swój gniew, to popełniasz grzech ciężki. Robisz z siebie niewolnika swoich własnych instynktów, a to nie ma nic wspólnego z porządnym, technicznym boksem.

Boksem możesz bez problemu łamać pierwsze przykazanie, popisując się swoją siłą, podskakując jak małpa przed walką i obrażając wszystkich, informując, jak będziesz ich bił. Możesz też grzeszyć przeciwko piątemu przykazaniu, zabijając w pewnym sensie siebie i tego drugiego człowieka na ringu.

Oczywiście, możesz też być zupełnie inny: postawić Boga na pierwszym miejscu, słuchać się swojego trenera, swojego rozumu, zasad BHP, cieszyć się zdrową rywalizacją, znajdować w tym wszystkim sposób na doskonalenie umysłu i ciała.

Arystoteles mawiał, że istota żywa jest o tyle szczęśliwa, o ile działa w zgodzie z własną naturą. A naszą ludzką naturą jest rozumność kontrolująca tzw. władze niższe – czyli zmysły, instynkty i władze wegetatywne (jedzenie, picie, oddychanie, wydalanie). Idźmy tą drogą, a będziemy dobrymi, pokornymi i rozumnymi sportowcami.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.