adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Wiara

Misterium Fidei

Jezus wielokrotnie mówił o wierze. Dla Niego nie ma zbawienia bez wiary („Kto uwierzy i przyjmie chrzest…” – por. Mk 16, 16), ale nie wiary pustej, lecz ciągle pogłębianej. Sednem życia chrześcijanina jest wiara właśnie w to, że „Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci”.

Trudno opisywać wiarę. Dla wielu z nas trwanie w niej jest efektem wychowania religijnego, może po prostu przyzwyczajenia, żeby nie powiedzieć – wygody. Tymczasem ona wymaga czegoś więcej, walki, która nigdy nie jest przegrana: „Bo wszystko co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwem, które odnieśliśmy nad światem, jest wiara nasza” (por. 1 J 5, 4).

Przypomina się przykład kobiety kananejskiej, wołającej za Mesjaszem: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida!” (por. Mt 15, 22). Mimo pochodzenia, była przecież dla ówczesnych Żydów poganką niegodną uwagi, ośmiela się natarczywie „przypominać się” Chrystusowi. To, że wciąż stara się zwrócić na siebie Jego uwagę, sprawia, iż osiąga swój cel: jej córka została uzdrowiona.

No właśnie – jej córka. To chyba cecha prawdziwej wiary, ale i nadziei, które razem złączone trwają w miłości, mianowicie nie dbanie o własne korzyści, lecz dobrostan drugiego człowieka. Nasz Pan nie tylko nagradza za mocną wiarę, ale gani za jej brak. Tak było w przypadku uczniów, którzy nie zrozumieli metafory Jezusa dotyczącej kwasu faryzeuszów i mówili, że „nie zabrali chleba” (por. Mt 16, 7).

W tym miejscu Nauczyciel przypomina im o dwóch cudach rozmnożenia chleba. Dopiero to otwiera oczy Apostołom. Zrozumieli słowa Pana. On kazał strzec się przed kwasem faryzeuszów i saduceuszów. To ma ogromny związek z wiarą. Chrystusowi zależy bowiem na czystości głoszonej nauki, z której nic nie może zostać odjęte ani dodane ponad to, co sam powiedział. W przeciwnym razie nawet cuda nie uratują wiary, która przecież bez nadprzyrodzonych znaków może się obejść.

Jak wyglądałaby wiara bez śmierci i zmartwychwstania Jezusa? Można powiedzieć, że całe Misterium zbawcze, które Bóg ofiarowuje ludziom, opiera się na Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa. Św. Paweł powie, że gdyby Chrystus nie zmartwychwstał „próżna byłaby nasza wiara” (por. 1 Kor 15, 14). Nie da się ufać Bogu bez akceptacji tego co nam przygotował.

Z drugiej strony, nie da się ufać Bogu bez aktywnego współdziałania z łaską. Nie ma więc tutaj sprzeczności: wiara musi być i poddana, i „uparta” w dążeniu do celu, jakim jest zbawienie dusz. Ten, kto nie wierzy w zmartwychwstanie, pozbawia się szansy na nie, o czym mówi jeden z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu: „sprzeciwiać się uznanej prawdzie wiary”.

Nie ma wiary bez śmierci i zmartwychwstania Pana. Zawsze oczekiwano Jego przyjścia, a gdy się dokonało, wciąż oczekiwano, że przywróci królestwo Izraela. Zarówno Apostołom, jak i innym Żydom, bardzo trudno przychodzi zaakceptować Boskie posłannictwo Jezusa. Dopiero z czasem dochodzą do wniosku, że poprawne odczytanie Jego nauki to wiara w odkupienie, które nie dokonało się inaczej jak przez krzyż i pusty grób. Zjednoczenie z Bogiem, które dokonuje się w życiu wierzącego, to świadomość, że ten Bóg umarł za mnie.

Pociągająca myśl, paradoksalnie, afi mująca śmierć, nie zamyka się jednakże na niej, ale rozwija w najpiękniejszą na świecie: „On ZA MNIE umarł, ale On DLA MNIE pokonał śmierć!”. Wszystko to opiera się na miłości, bo Ojciec oddaje swojego Syna na śmierć właśnie z miłości do ludzi, a ci mogą Go w tej samej miłości przyjąć, uwierzyć Mu i uwierzyć w Niego. Błędem jest sądzić, że istnieje wiara bez akceptacji śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. On, który jest Bogiem, poddaje się proroctwom, wypełnia swoją misję, aby dać świadectwo miłości do człowieka. Przed Męką sam powiedział: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (por. J 15, 13). Zatem wiara wymaga miłości i odwrotnie, a ten, kto jest jednego bądź drugiego pozbawiony, pozbawia się Chrystusa, który przecież sam jest Miłością.

Przed powtórnym przyjściem Chrystusa mają nastąpić wielkie znaki. My jednak teraz skupiamy się na ciągłej asystencji Ducha Świętego. Został On nam obiecany w Wieczerniku (por. J 15, 26). To dzięki Trzeciej Osobie Trójcy Świętej nasza wiara może wciąż wzrastać. Jej pogłębienie jest efektem trzech czynników. Pierwszym jest modlitwa, która nas z Bogiem jednoczy, drugim – studium Słowa Bożego, które pomaga odkryć plan Boży dla człowieka, a trzecim praca scalająca, wprowadzająca w życie motywy ludzkie, towarzyszące przyjęciu wiary.

Zobacz też:   Pascha nova & vetera: zapowiedź cyklu tekstów o dawnych obrzędach Wielkiego Tygodnia

Przecież ona zawsze, choć jest darem, musi być także aktem wolnej woli. Jednak Apokalipsa mówi nam, że zanim Chrystus osądzi ziemię, przyjdzie Fałszywy Prorok, druga Bestia, na usługach pierwszej. Św. Jan pisze o wielkich znakach, których ona dokona. Tym samym zwiedzie mieszkańców ziemi, którzy zaczną oddawać pokłon pierwszej Bestii. (por. Ap 13, 13). Dlatego czysta wiara to ta, która w chwilach zwątpienia potrafi podnieść się, nawet po upadku, ufając, że miłosierdzie Boże jest większe niż zło. Właśnie w czasach przy końcu świata należy mieć na uwadze fakt, iż tylko silna wiara jest ratunkiem, tylko dostrzeżenie w Bogu jedynego Dawcy szczęścia pozwala osiągnąć niebo.

Owe przyjście ma być jednocześnie Sądem Ostatecznym, na którym Zbawiciel oddzieli sprawiedliwych od niesprawiedliwych. I w to, że nasz Pan powtórnie zstąpi na ziemię należy wierzyć. Nie jest to niemożliwe. Skoro wiara jest łaską, jak to już powiedziałem, to św. Tomasz z Akwinu powie nam, że: „ dusza z natury jest zdolna do przyjęcia łaski” ( por. S. th. I-II, 113, 10).

Dopiero zmartwychwstanie Jezusa jest oczekiwaną „pełnią” Jego posłannictwa. Spina jak klamra zarówno śmierć Mesjasza, jak i Jego powtórne przyjście w chwale. Ukazuje bowiem Boskość Mistrza. Doczesne prawa, rządzące życiem człowieka, nie mają władzy nad Chrystusem, mającym podwójną naturę. Pokonując śmierć on właśnie pokazuje nam, że ziemska wędrówka nie kończy się wraz ze złożeniem do grobu. Tym samym daje ludziom nadzieję.

Zanim Chrystus się narodził, zanim umarł i zmartwychwstał, lud Izraela miał nadzieję na to, że w ogóle przyjdzie. W wyobrażeniach Żydów przywraca niepodległość, konstytuuje państwowość. Dopiero z czasem okazuje się, że Bóg ma inny plan – chce dać prawdziwe życie, czyli życie wieczne, swoim dzieciom. Zmartwychwstanie to właśnie szczyt dobroci Bożej, czyli wypełnienie nadziei człowieka! Widzi on żywego Pana, który otwiera drogę do raju. Tym samym zaprasza, by wziąć udział w tej „przygodzie”, niebagatelnym jednak trudzie uwierzenia w to, że to właśnie cel mojego życia – zmartwychwstanie do życia wiecznego.

Ludzie mają jednak to do siebie, że przychodzi im z trudnością wierzyć w coś tak prostego, bo jednocześnie objawia się to jako rzecz niesłychanie nierealna. Właśnie fakt, że zmartwychwstanie jest tak odległe, i nigdy nie zostanie do końca poznane jako tajemnica wiary, budzi w nas tyle emocji. Boimy się uwierzyć! Będzie to przecież wymagać ciągłych starań o tę wiarę, by była wielkości chociaż ziarenka gorczycy. Bóg nie daje nam gotowego planu na wiarę. Tymczasem – w zupełnym oderwaniu od codziennej praktyki – domagamy się precyzyjnego wykazu, niemal kosztorysu, który pozwoli osiągnąć cel.

To hipokryzja! Zawsze w chaosie codziennych obowiązków, albo w rutynie niezmienności, trwamy w przekonaniu, że wiara to coś, co nam się należy, że nie będzie trudna, a jak będzie, to z niej zrezygnujemy. W tym samym czasie pożądamy czegoś… wykwintnego. Tym smaczkiem jest trud, kolejne wyzwanie. I to jest złe podejście do wiary. Ani jej pożądanie, ani lekceważenie nie przyniesie jej wzrostu. Osiąga się go bowiem tylko współpracą z łaską, do czego uzdalnia sam Bóg. Jakkolwiek czasem otwierają się nam oczy, tak z reguły wolimy mrużyć je, obchodzić wiarę naokoło.

Myśląc, że da się „załatwić problem bezboleśnie”, przeczekujemy kryzysy zamiast zmierzyć się z nimi. Nie podejmujemy wyzwań, bo odwaga wyszła z mody. Lubimy wygodę, przecież nam się należy. W kontekście życia wiecznego z tego wszystkiego będziemy jednak rozliczani. Nie pozostaje nam nic innego jak… wierzyć, że dobry Bóg istnieje i mieć nadzieję, że okaże nam łaskę, trwając w miłości, która pozwala czynić dobro. Zastanawiając się nad dotychczasowym poziomem naszej wiary, nie tylko jako kategorii przynależności do wspólnoty chrześcijan, zastanówmy się: a gdyby tak Sąd Ostateczny był za chwilę…


Powyższy tekst jest fragmentem artykułu, który ukazał się w numerze 2. Miesięcznika Adeste. Pobierz go za darmo, aby przeczytać resztę!

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.