O miłości powstało wiele tekstów, wiele piosenek wyraża zachwyt nad relacją mężczyzny i kobiety, także współczesny biznes mocno eksploatuje pojęcie kochania do pomnażania własnych zysków. Tylko czym tak naprawdę jest miłość?
Święty Jan napisał: „Bóg jest miłością” (1J 4, 8). Mógłbym na tym zdaniu zakończyć ten krótki artykuł, a te trzy słowa oddałyby w pełni ideał miłości. Bóg, który jest samowystarczalny i nie ma żadnych potrzeb, stwarza świat, rośliny, zwierzęta, a na końcu człowieka, właśnie z miłości. To pragnienie dobra dla potomków Adama i Ewy napędza całą historię Noego, Abrahama, Izaaka i Jakuba. To dlatego Stwórca nieustannie wysyła proroków do Ludu Wybranego, aby pouczając krnąbrnych nieraz ludzi, mogli także utwierdzić ich w miłości, jaką On ich darzy. W końcu nadejście obiecanego Zbawiciela poprzez Jego wcielenie, narodzenie, nauczanie i męczeńską śmierć oraz zmartwychwstanie pokazuje, jak bardzo Pan miłuje swoje ziemskie dzieci – tak, że chce z nimi współdzielić naszą naturę i przez to dać nadzieję na jej przebóstwienie kiedyś na końcu czasów (a małymi krokami także już teraz, w doczesności).
Myślę, że większość z tych faktów jest czytelnikom doskonale znana, są to podstawy katechizmowe, których zaliczenie jest potrzebne w okolicach II-III klasy podstawówki, aby móc przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej. Jednakże czy naprawdę zdajemy sobie sprawę z doniosłości Bożej miłości? Przecież może ona czynić prawdziwe cuda, zmieniać serca zatwardziałe, kamienne, w serca pełne radości, dobra i pokoju. Każdego dnia spotykamy ludzi, którzy przeniknięci Obecnością potrafią wybaczyć drugiemu, ofiarować swój czas i siły, iść odważnie i głosić Dobrą Nowinę, jeśli trzeba, używając słów. Widzą w innych Chrystusa, bo patrzą na nich Jego oczami.
Miłość różna jest…
Bardzo często spotykam się z osądzaniem danej intymności jako nieprawdziwej czy niegodnej miana miłości. Niestety, zbyt często czynią to osoby deklarujące się jako zaangażowani, wierzący katolicy, którzy dekretują miłość dopełnieniem pewnego rytuału, czy kierując się przepisami prawa. Bo czy możemy nazwać miłością obecnie wcale nie tak rzadką sytuację, gdy dwoje ludzi, deklarując tę bliskość przez lata, żyje na tzw. „kocią łapę”? Albo jak nazwać relację łączącą dwoje osób tej samej płci? Czy to nie może być miłość?
Już od czasów najdawniejszych, a mianowicie starożytnej Grecji, ludzie zadają sobie to pytanie. Najwcześniejsze odpowiedzi wprowadzają podział na:
storge – miłość przyjacielska, gdzie najważniejsza jest zrównoważona intymność, bardziej łączność umysłów, niż fizyczności
eros – czyli miłość romantyczna, gdzie równie istotne jest zaspokojenie potrzeb seksualnych, jak i duchowa więź
ludens – miłość polegająca na zabawie; tylko to, co przyjemne, jest ważne, nieistotny jest konkretny partner, ale generalnie partner do rozrywki
agape – miłość bezinteresowna, chęć oddania się drugiemu, poświęcenia własnego dobra i duża ofiarność; szczęście partnera jest ważniejsze niż własne zaspokojenie; często pozostaje tylko w sferze duchowej.
Większość zapewne domyśli się, jaki rodzaj miłości chrześcijaństwo szczególnie przyjęło i zaczęło propagować. Agape to rodzaj miłości Oblubieńca-Chrystusa do Oblubienicy-Kościoła. Uczty pierwszych gmin chrześcijańskich, które następowały po Eucharystii, nazywano właśnie agapami, ucztami miłości, by zaakcentować, że takie postępowanie jest możliwe zawsze i wszędzie oraz winno być bardziej regułą niż wyjątkiem w złożonym życiu człowieka. Kolejni myśliciele chrześcijańscy, którzy podejmują ten temat, to choćby św. Augustyn i jego słynna maksyma „kochaj i rób, co chcesz”, następnie św. Tomasz z Akwinu, który uważa, że istotą miłości jest bardziej miłowanie niż bycie miłowanym. Św. Bernard z Clairvaux mówi o zjednoczeniu woli, czyli o pragnieniu tego, czego chce i czego nie chce Chrystus. Na końcu warto wspomnieć o polskiej świętej, siostrze Faustynie, która większość życia poświęciła na ukazywanie ludziom miłosiernego aspektu Pana Boga oraz podkreślała, że miłość to nie tylko uczucia i słowa, ale przede wszystkim decyzje i czyny.
Odejście od Boga odejściem od siebie?
Myślę, że w tym miejscu istotne jest zadanie pytania, czy można być w pełni sobą bez miłości. W moim odczuciu nie. Bo chociaż widzimy potężne pustynie, na których rosną czasami liczne kaktusy i inne sukulenty, to dopiero po tym, jak (wyjątkowo) spadnie deszcz, możemy zauważyć pełną feerię barw i nagły „wybuch” życia. Podobnie jest z człowiekiem. Chociaż można sobie wyobrazić sytuację, gdy człowiek przechodzi przez swoje życie, nie doświadczając zbyt wiele miłości, to każdy ekspert od psychologii powie, iż taka osoba może mieć ogromne problemy z samooceną, nawiązywaniem relacji, zaburzeniami odżywiania, a w efekcie także problem z duchowością. O wiele trudniej jest stworzyć relację z Panem Bogiem, jeśli nie mamy dobrego doświadczenia ojca w rodzinie. Wydaje się niemożliwe przyjęcie słowa o nieograniczonej miłości Bożej, jeśli najpierw jej nie doświadczyliśmy od bliźnich w swoim kawałku świata. Bo tak, jak nie da się kochać niewidzialnego Boga, nienawidząc widzialnego brata, tak samo trudno jest przyjąć i zaakceptować bezwarunkowe miłosierdzie Stwórcy, gdy nie mamy jego przedsmaku w relacjach ziemskich.
Warto pamiętać, że człowiek w sposób naturalny jest powołany do miłości, która jest samym centrum Trójcy Świętej. Ojciec miłuje Syna, Syn miłuje Ojca, a Duch Święty jest wyrazem tej niezwykłej więzi. To ten sam Duch, który był już u samego początku świata, gdy unosił się nad wodami, ten sam, który mówił przez proroków i ten, który podniósł z martwych Jezusa, może przyjść do nas i uzdolnić nas do ponadnaturalnej miłości. Dlatego nie warto się przejmować własnymi słabościami oraz brakami, każdy je w sobie nosi. Tylko pozornie odrzucenie wiary daje nam swobodę. Czasami staje się częścią podróży i odkrycia naszego ostatecznego celu. Ale odrzucenie Pana Jezusa to tak naprawdę odrzucenie miłości. Tylko przylgnięcie do Boga pozwala odnaleźć się w pełni własnego ja, odkryć to, kim naprawdę jesteśmy. Odrzucić codzienne maski i móc w wolności realizować się w doczesności, oczekując szczęśliwej wieczności.