adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Jaki będzie papież przyszłości?

magazine cover

unsplash.com

Wciąż w pamięci mam nie tak dawne ostatnie tygodnie Franciszka, jego odejście do Pana i oczekiwanie na wybór nowego Piotra. Nie tylko dlatego, że wszystkie te wydarzenia bez wątpienia wzbudzały emocje wiernych, niezależnie od tego, czy z „lewej” czy „prawej” nawy Kościoła. Zastanawiając się nad tym, dokąd poprowadzi Kościół nowy papież, nie mogę przejść obojętnie wobec wspomnienia ostatnich lat w Kościele.

Gdy powstało „Adeste”, pontyfikat Franciszka był, w mojej ocenie, najbardziej dynamiczny. Kontrowersje, dyskusje, a w tle spuścizna Benedykta XVI, który wciąż cieszył się autorytetem pomimo swojej abdykacji. Zadając pytanie o papieża przyszłości, chcę bliżej spojrzeć na doświadczenie końca pontyfikatu Benedykta XVI, Franciszka i wschodzącego dopiero Leona XIV.

Papieska emerytura „Panzerkardinala”

Abdykacja Benedykta XVI była czymś niecodziennym dla Kościoła. Pomimo abdykacji dziedzictwo Benedykta XVI utrzymało się w Kościele głęboko. Niezależnie od tego, czy mówimy o tych wiernych, którzy czuli pewien żal z powodu abdykacji, czy o tych, którzy nie zawsze byli zbieżni z myślą papieża-teologa. Był on jednym z nielicznych papabile, który wszedł na konklawe „jako papież” i jako papież wyszedł, choć wbrew własnym oczekiwaniom. Po obfitym pontyfikacie jego poprzednika Kościół i świat wobec Josepha Ratzingera niósł swoje nadzieje – związane między innymi z potrzebą oczyszczenia Kościoła w związku z nagromadzonymi skandalami, przede wszystkim na tle seksualnym.

Co pozostawił po sobie Benedykt XVI? Wydaje się, że pomimo krótkiego pontyfikatu zostawił ogrom nauczania, w którego centrum była wiara jako naczelny motyw. Paradoksem jest, że przez część liberalnych mediów papież określony „Panzerkardinalem” w swojej myśli teologicznej był zawsze czuły i wrażliwy na osobę ludzką oraz wartości, a teologię uprawiał z pokorą. Jego wkład teologiczny nadal pozostaje nie do przecenienia. Co jednak może w tym kontekście dziwić – pierwsza encyklika Benedykta nie traktowała ani o wierze, ani o miejscu Boga w laickim świecie, którego to potrzebę papież głosił właściwie przez całą karierę teologiczną. Ku zaskoczeniu światu ukazała się encyklika Deus caritas est, akcentująca w papieskim nauczaniu wątek miłości.

Jednakże pontyfikat Benedykta XVI nie był idealny – zdecydowanie nie był najlepszym administratorem, nie podołał też w pełni ciężarowi uporania się ze skandalami w Kościele. Szereg głosów po abdykacji sugerował też, że to właśnie brak uporządkowania w pełni brudów (pomimo modyfikacji De delictis gravioribus) i nie najlepsza współpraca z kurią rzymską mogły przeważyć o rezygnacji z urzędu, obok kwestii zdrowotnych. Choć papież szukał stale dialogu i wspomnianego już należnego miejsca w świecie laickim, nie był najbieglejszym politykiem i nie uniknął kontrowersji – jak na przykład w związku z tzw. aferą Vatileaks. W chwili jego abdykacji nadal istniejącym problemem były te trudności, o których mówił symbolicznie podczas drogi krzyżowej w 2005 roku, jeszcze jako kardynał: „Panie, tak często Twój Kościół przypomina tonącą łódź. Łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła”. Niezależnie od tego mamy wszelkie podstawy, by uznać papieża Benedykta XVI za jednego z największych teologów przełomu wieków. Moim szczególnym wspomnieniem pozostaje dzień, w którym Benedykt XVI odszedł do domu Pana. Pomimo tego, że pontyfikat Franciszka wówczas trwał już ponad dziewięć lat, to znaczna część moich znajomych, rówieśników powiedziała: to był „mój” papież. Tak, niemała liczba osób wychowała się „na Benedykcie” i pozostaje z jego myślą związana. Myślą szukającą miejsca dla Boga w świecie i ukazującą racjonalność wiary.

Buongiorno – papież jezuitą czy jezuita papieżem?

Wyzwania, jakie wciąż były obecne w Kościele w trakcie abdykacji Benedykta XVI, budziły oczekiwania wobec potencjalnego następcy św. Piotra – przede wszystkim kwestia reformy kurii rzymskiej, problem wykorzystywania seksualnego w Kościele, a także nowe problemy społeczne świata. W takiej atmosferze Jose Maria Bergoglio został Franciszkiem.

Już od pierwszych tygodni pontyfikatu Franciszka dało słyszeć się głosy pytające, a nawet stwierdzające, że oto mamy do czynienia z papieżem na swój sposób rewolucyjnym. Właściwie chyba jeszcze żaden pontyfikat w historii nie zaczął się tak „wizualnie” jak papieża Franciszka. Słynne już buongiorno, a obok niego brak stuły i mucetu oraz późniejsza rezygnacja z czerwonych papieskich butów stały się, niezależnie od punktu spojrzenia, pewnymi symbolami pierwszego od ponad tysiąca lat papieża spoza Europy. Wydawałoby się, że to tylko pewne gesty, ale media nadały im znacznie większą niż tylko „tekstylną” rolę. Papież Franciszek swoim odmiennym sposobem bycia i wykonywania urzędu odznaczał się w sposób nader wyraźny. Nie można jednak nie odnieść wrażenia, że silna tendencja na ukazywanie skromności, prostoty i ubóstwa Kościoła była przesadzona. Jedynie tytułem przykładu należy tutaj podać zamieszkanie przez papieża w Domu Świętej Marty, co z uznaniem przyjęła część mediów i wiernych. Mało kto jednak zwrócił uwagę na to, że taki „gest” ze strony Franciszka okazał się dla finansów Watykanu wyjątkowo niekorzystny, co budzi pytanie o jego zasadność.

Zobacz też:   Filozofia światów wirtualnych – Enderal: Forgotten Stories

„Rewolucyjność” papieża przejawiała się nie tylko w kwestii wizerunkowej. Najbardziej chyba ważką była kwestia nauczania i komunikacji papieża, które przysparzały sporych trudności nie tylko wiernym, ale także współpracownikom papieskim. Choć papież nie bał się poruszać trudnych pastoralnie kwestii, to jasność płynącego od niego przekazu pozostawała pod znakiem zapytania. Nie można odmówić jednak encyklikom Laudato si oraz Fratelli tutti oryginalności i nie docenić samego faktu wyjścia naprzeciw problemom społecznym świata współczesnego czy położenia punktu ciężkości również na biednych i wykluczonych. Podobnie docenić należy samo podjęcie prób zreformowania kurii rzymskiej i zwiększenia roli świeckich, które zaowocowało konstytucją Praedicate Evangelium. W tym, jak rządził Kościołem, należy stwierdzić, że zdecydowanie miarą jezuicką. Ukazywać to może choćby skierowane do małej grupy wiernych motu proprio Traditionis custodes – dokument papieski niezwykle stanowczy, stawiający de facto na centralizację władzy. Z jednej strony papież głosił synodalność czy proces demokratyzacji Kościoła, z drugiej zaś siła autorytetu i stanowczość, z jakimi zarządzał Łodzią Piotrową w niektórych kwestiach, rodziły pytanie: w którą stronę ewoluować będzie papieski urząd?

Ostatnim zaś wątkiem, którego nie sposób pominąć, jest papieskie zaangażowanie w politykę i dyplomację, które choć zawsze przecież istniało, tak i tutaj było nietypowe. Z jednej bowiem strony papież Franciszek głosił pokój oraz powszechną troskę wobec bliźnich z marginesu, a z drugiej trudno było wiernym zrozumieć postawę papieża wobec wydarzeń wojny rosyjsko-ukraińskiej trwającej od lutego 2022 roku, choć są to kwestie, które nie przynależą do magisterium. Wypowiedzi papieskie, w których nie określał w sposób jasny agresora konfliktu, a nawet mówił „wszyscy jesteśmy winni”, rodziły niepokój, a czasami wręcz ból wiernych. Wydaje się też, że to paradoksalnie pontyfikat Franciszka uświadomił wszystkim ponownie, że pomimo laicyzacji świata papież jest ważną postacią na arenie polityki europejskiej i powinien wykazywać jej lepsze zrozumienie. Słynna wypowiedź papieża o „szczekaniu NATO przy granicy z Rosją” wywołała burzę emocji. Dla Europejczyka (zwłaszcza pochodzącego z Europy Środkowo-Wschodniej) takie słowa to dowód nieznajomości zarówno historii, jak i realiów polityki europejskiej.

Niezależnie od jego oceny pontyfikat Franciszka będziemy wspominać nie tylko jako dynamiczny, nieszablonowy, ale także jako ten, w trakcie którego rzeczywiście akcent położył się na otwartość Kościoła, w którym papież poruszył wrażliwe zarówno doktrynalnie, jak i pastoralnie dla Kościoła kwestie, słowem – taki Kościół, który jest naprawdę żywy.

Papa Americano – dokąd poprowadzi Kościół?

Kto choć trochę interesował się konklawe po śmierci papieża Franciszka, ten wie, że wybór „kompromisowego” kardynała Roberta Prevosta na papieża już w czwartym głosowaniu można uznać za coś zaskakującego. Od samego momentu wyboru pierwszy papież z Ameryki Północnej, i kolejny z rzędu nie-Włoch, roztacza wokół siebie aurę, która ma w sobie coś z pontyfikatu Franciszka, ale nie jest z nią tożsama.

W zasadzie dość szybko papież Leon XIV wskazał, co w jego posłudze może być głównym punktem ciężkości. Już w pierwszym papieskim przemówieniu odwoływał się wielokrotnie do pokoju, co stanowi ważny głos dla świata – przecież wciąż oczekujemy na pokój na Bliskim Wschodzie i zakończenie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. W przemówieniu do przedstawicieli mediów 12 maja 2025 roku papież natomiast bardzo trafnie dostrzegł możliwości i zagrożenia płynące z rozwoju sztucznej inteligencji. Wydaje się zatem, że wybór imienia Leon jest nieprzypadkowy, gdy weźmie się pod uwagę ogromny wkład Leona XIII w nauczanie społeczne Kościoła. Tak też należy ocenić pierwszą adhortację papieską, symbolicznie ogłoszoną 4 października 2025 roku – Dilexi te, która z jednej strony unaocznia ciągłość pontyfikatu Leona XIV i Franciszka, a z drugiej – odwołuje się do bogatej spuścizny nauczania społecznego Kościoła, w szczególności w rozdziale czwartym.

Leon XIV z jednej strony staje przed niełatwym zadaniem kontynuacji pontyfikatu Franciszka, z drugiej nietrudno zauważyć zróżnicowane wobec niego oczekiwania. Środowiska konserwatywne oczekują jasności i uporządkowania nauczania, liberalne – troski o wykluczonych, otwartości Kościoła, budowania mostów, rozwoju synodalności Kościoła. Uwadze obserwatorów i dziennikarzy nie umknął fakt założenia mucetu i stuły w pierwszym wyjściu na balkon bazyliki św. Piotra (nikt chyba nie przypuszczał, w jakim stopniu te elementy ubioru papieskiego wywoływać będą emocje). Po przeszło pół roku pontyfikatu widzimy pokorę Leona XIV, czułość, ale też tę obecną zaraz po wyborze delikatną nieśmiałość. Dokąd poprowadzi Kościół? Wierzę, że będzie świadomy aktualnych wyzwań i nie będzie się na nie zamykał. Kościół wciąż potrzebuje definitywnego i całkowitego uleczenia z problemów wykorzystywania seksualnego i skandali finansowych. Uleczenia – nie zamiecenia pod dywan ani nie „załatwienia”. Kościół nadal musi stawać dzielnie wobec postępu technologicznego, który nigdy nie jest etycznie obojętny i niesie ryzyka, a także wobec sztucznej inteligencji. Wierzę, że jeśli nie Leon XIV, to jego następca załata te dziury, przez które Łódź Piotrowa nabiera wody, i odnajdzie miejsce dla Boga i jego Kościoła w świecie, choćby ten Kościół przyszłości miał być taki, jak przewidywał Benedykt XVI – mały, ale silny i wierny.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.