Pismo Święte pachnie najczęściej drukiem i papierem. Jeśli Twoje Pismo Święte jest już u Ciebie od wielu lat, pachnie inaczej niż to kupione przed chwilą w księgarni. To zapach, który wielu uwielbia (powstają nawet perfumy o zapachu świeżo drukowanej książki czy starej biblioteki, a zapach książek nazywany jest bibliosmią). Pismo Święte wspomina natomiast o wielu zapachach, które były bardzo ważne w czasach Chrystusa. Czy możemy je odtworzyć?
„Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku” (J 12, 3).
To tylko jeden z wielu biblijnych cytatów, w których (na chwilę) główną rolę odgrywa zapach. Inne, bardziej znane, to oczywiście scena złożenia darów przez Trzech Mędrców. Co ciekawe, właśnie 6 stycznia, czyli dzień Objawienia Pańskiego, jest sugerowaną datą na obchodzenie Dnia Aromaterapii (propozycja pochodzi od Marty K. Grochowaskiej, aromatologa, wykładowcy i filologa). Słynny fragment to również ten, w którym po śmierci Jezusa przynoszone są wonności. Czy jesteśmy w stanie dzisiaj odtworzyć te zapachy, które czuli uczniowie Jezusa?
Nard (Spikenard)
Dziś nardem nazywamy roślinę Nardostachys jatamansi (nardostachys wielkokwiatowy). Ma ona bardzo aromatyczny korzeń, który stosowany był nie tylko w celach perfumeryjnych, ale odgrywał swoją rolę także w starożytnej medycynie. Jego zapach opisywany jest jako głęboki, zmysłowy, drzewny lub ziemisty, przypominający walerianę.
Czym był zatem olejek nardowy, który był tak drogocenny, że o jego wylanie na stopy Jezusa oburzał się Judasz? Jak się okazuje, dziś nie mamy pewności co do tego, czy dobrze identyfikujemy roślinę, którą Pismo Święte określa jako nard. Dodatkowo nie wiemy, w jaki sposób olejek nardowy powstawał. Czy był to olejek eteryczny, czy coś w rodzaju maceratu? A może tworzono go jeszcze inną techniką? Pojawiają się sugestie, że olejek eteryczny prawdopodobnie można wykluczyć między innymi dlatego, że nie istnieją ślady dowodzące, że były one w tamtych czasach w ogóle znane (Grochowalska M.K., Olejki eteryczne w Biblii – nie daj nabić się w butelkę [w:] aromata.pl).
Gdzie kupić olejek nardowy?
Olejek nardowy można dzisiaj nabyć w sklepach z kosmetykami, a także tych, które specjalizują się w dewocjonaliach. To może być ciekawy prezent i doświadczenie, ale warto pamiętać, że nie otrzymujemy gwarancji, że to dokładnie ten sam zapach, którego użyła Maria z Betanii (a marketingowe hasła typu „oryginalny olejek z Pieśni nad Pieśniami” mogą być wprowadzać w błąd). Prowadząc poszukiwania, sana natknęłam się m.in. na kompozycję olejową, która poza olejkiem z nardu zawierała również olejek z mirry czy składnik określony enigmatycznie jako parfum – prawdopodobnie to syntetyczna mieszanka zapachowa. Nie musi to oznaczać, że takie produkty są niewarte zakupu. Mogą pięknie pachnieć i w pewnym stopniu przypominać olejek nardowy z Biblii, ale taka kompozycja nie będzie dokładnie tym samym, co olejek biblijnej Marii. Rekonstrukcje starożytnych receptur są trudne i współczesne produkty najczęściej stanowią raczej pewną inspirację. Obecnie jednak to może być dla wielu osób jedyny sposób, by poczuć zapach prawdopodobnie nieco podobny do tego biblijnego (tamże).
Aloes (Aquilaria – prawdopodobnie, bo z aloesem to nigdy nie wiadomo)
Już określenie tej rośliny w nawiasie może budzić wątpliwości. Czy nie powinno być Aloe…?
Najpopularniejszym obecnie aloesem jest roślina nazywana Aloe vera (aloes zwyczajny). Jednocześnie to jedyny gatunek aloesu, którego nie obejmuje Konwencja o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem. Aloes zwyczajny często można spotkać w naszych domach – jest hodowany w doniczkach i wykorzystywany wspomagająco przy leczeniu. Łagodzi bowiem stany zapalne śluzówki (stosowany bywa np. przy zapaleniu żołądka), wspomaga trawienie, przyspiesza gojenie się ran, działa antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo. Żeby jednak nie było tak łatwo, to właściwości żelu wnętrza liścia są nieco odmienne niż te przypisywane zewnętrznej części, która zawiera lateks aloesowy wykazujący właściwości przeczyszczające. Ten drugi również można zatem stosować wspomagająco, ale lepiej zachować ostrożność (Owczar L., Regeneracja jelit. Wsparcie leczenia biomedycznego. Przewodnik po odbudowie i ochronie tkanek, 2024).
Owa „mieszanina mirry i aloesu”, jaką przyniósł Nikodem po śmierci Jezusa, mogła jednak nie zawierać wcale Aloe vera, a właśnie Aquilaria (to pokazuje, jak można się pomylić, typując dziś rośliny wspomniane w Piśmie Świętym; sama, mimo przeanalizowania różnych źródeł, też wolę nie używać określenia „na pewno”). Aquilaria to rodzaj rośliny należącej do rodziny wawrzynkowatych. Większość gatunków chroni wspomniana już konwencja. Aromatyczne drewno tych roślin nazywane jest agarem (a same rośliny agarowcami).
Wykorzystuje się je od wieków jako kadzidło, a dziś w perfumiarstwie jego zapach nosi nazwę oud. W zależności od sposobu pozyskiwania zapach może być różny, ale zazwyczaj określany jest jako głęboki, dymny, drzewny, czasem ziemisty, skórzany lub nawet lekko słodkawy. Biblia oczywiście nie wspomina dokładnej odmiany drzewa, która mogła zostać wykorzystana do mieszaniny, którą przyniósł Nikodem. Gdybyśmy dzisiaj chcieli spróbować ją odtworzyć, bazując na naturalnych składnikach, nie byłoby to łatwe z uwagi na zagrożenie wyginięciem tych roślin i przepisy ochronne wprowadzone z powodu nadmiernej eksploatacji.
Zapachy pilnie poszukiwane
To zresztą problem wielu surowców zapachowych. Prawdopodobnie za najbardziej znany przykład posłużyć może popularne dzisiaj drewno palo santo pochodzące z drzewa uważanego w Ameryce Południowej przez jej rdzennych mieszkańców za święte – stąd jego nazwa. Jego popularność sprawiła, że coraz więcej zaczęło się mówić o nieetycznym pozyskiwaniu tego surowca, dramatycznie szeroko zakrojonych wycinkach, jak również o niszczeniu środowiska. Wszystko po to, by pozyskać cenny, pachnący surowiec. Palo santo to nazwa używana wobec kilku odmian pachnących drzew, z których niektóre, jak Bulnesia sarmientoi, mają już status gatunku zagrożonego według Czerwonej Listy IUCN. Mimo przepisów ochronnych oraz tego, że niektóre gatunki nie są uważane za zagrożone, wciąż istnieje ryzyko, że palo santo, które możemy kupić w Polsce, zostało pozyskane w sposób nieetyczny. Dlatego warto albo postawić na inne zapachy, albo poświęcić czas i znaleźć dostawcę, który rzeczywiście pozyskuje drewno, nie naruszając prawa i nie stwarzając zagrożenia dla środowiska naturalnego.
A może jednak aloes jest aloesem?
Wracając do aloesu: mimo wszystko znaleźć można badaczy, którzy przywiązani są do hipotezy głoszącej, że ówczesny aloes to rzeczywiście to samo, co dzisiaj nazwalibyśmy aloesem. Zofia Włodarska wskazuje, że jedna z odmian aloesu, Aloe succotrina (czyli aloes sokotrzański), zdaniem kilku naukowców mogła być wykorzystana przy pogrzebie Jezusa. Jak to się stało, skoro pozyskiwana z niego miazga o konsystencji żelu niespecjalnie intensywnie pachnie i mogłaby być trudna w przechowywaniu? Przypuszcza się, że aloesową „galaretkę” intensywnie suszono (wręcz podgrzewano). W wyniku tego procesu powstać miała twarda „żywica aloesowa”, która po sproszkowaniu byłaby już łatwa w transporcie i przechowywaniu. Niektórzy wskazują, że nawet znana nam Aloe vera właśnie w takiej formie była substancją stosowaną przy balsamowaniu zwłok w Egipcie wiele lat przed Chrystusem (Włodarska Z., Rośliny starożytności odkrywane na nowo w ogrodach biblijnych świata, „Zeszyty Problemowe Postępów Nauk Rolniczych” 2003 nr 491, s. 363-372).
Biblia Tysiąclecia niekoniecznie jednak zgadza się z tą teorią. Na końcu tego tłumaczenia można znaleźć słowniczek pojęć, w którym na pierwszym miejscu odnajdujemy definicję aloesu. A tam czytamy, że aloes to… Aloexylon agallochon, a konkretnie żywica tego drzewa, z której sporządzano pachnidła do skrapiania pościeli, odzieży oraz całunów pogrzebowych. Jeśli ktoś się przestraszył, że oto mamy kolejnego pretendenta do zwycięzcy w konkursie „czym był nikodemowy aloes?”, to mogę uspokoić, że ta nazwa najpewniej jest synonimem dla Aquilaria malaccensis, czyli jednego z gatunków agarowców, o których wspominałam wcześniej. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że… ten gatunek nie wytwarza żywicy, jak większość agarowców zresztą. Agarem najczęściej nazywane jest drewno tych drzew (czasem też korzeń). Istnieje jednak wyjątek: gdy drzewo zostanie zaatakowane na przykład przez grzyby, wytwarza ciemną, oleistą substancję, określaną jako żywica, by bronić się przed chorobą. Również ją nazywa się agarem i wydziela ona piękną woń. Zdarzało się, że celowo infekowano drzewa dla pozyskania tej aromatycznej substancji, zwanej także olejkiem oudowym.
Na koniec rozważań o aloesie (które spokojnie mogłyby zająć o wiele więcej miejsca, ale już kolejny zapach czeka w kolejce) warto uzupełnić: cały czas szukałam odpowiedzi na pytanie, czym był aloes w nikodemowej mieszance. Aloes występuje w Biblii w kilku jeszcze innych miejscach: m.in. w Pieśni nad Pieśniami. Są badacze, którzy uważają, że „aloes”, w zależności od kontekstu, może oznaczać inną roślinę: w przypadku namaszczenia ciała Jezusa mogło więc chodzić o aloes zwyczajny lub aloes sokotrzański, ale już w innym miejscu – o drewno agarowe lub żywicę agarową. Może więc wszyscy mają po trosze rację.
Mirra (Commiphora)
Bardzo możliwe, że z trzech opisywanych przeze mnie roślin z tą mamy najmniej trudności (a przynajmniej tak się wydaje). Mirra to żywica roślin pochodzących z rodziny balsamowców. Ta najczęściej używana najprawdopodobniej pochodzi z krzewu Commiphora myrrha – stąd nazwa. Nie mamy jednak pewności, z jakiej odmiany pozyskiwano mirrę opisywaną w Biblii. Z wyglądu przypomina ona nieco bursztyn (w końcu to również żywica drzewa) i była używana jako kadzidło: „kamyczki” mirry podpalano, aby wydzielały charakterystyczną woń. Zapach określany bywa często jako raczej słodkawy, drzewny, korzenny; niektórzy czują w nim lekki zapach pomarańczy. Mirra wykorzystywana była do balsamowania zwłok (stąd może pochodzić określenie balsamowiec), ale także do uśmierzania bólu: poza wzmianką o nikodemowej mieszaninie mirry i aloesu możemy na nią trafić w Biblii m.in. w Ewangelii wg św. Marka, gdy podczas ukrzyżowania żołnierze proponują Jezusowi napój składający się z wina doprawionego właśnie mirrą – miało to na celu przyniesienie ulgi w bólu: „Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął” (Mk 15, 23). W smaku mirra jest określana jako gorzkawa.
Odtworzyć starożytne receptury
Choć mamy dziś wiele możliwości, by podjąć próby doświadczenia tych samych zapachów, które unosiły się wśród Jezusa i Jego uczniów, pojawia się przy tym prawdopodobnie tak samo wiele wyzwań – od wątpliwości, czy dobrze identyfikujemy roślinę, o której mowa, przez problemy z pozyskaniem surowca ze względu na niedostępność, aż po pytania, w jaki konkretnie sposób przygotowywano biblijne mazidła i oleje. Choć mamy w Piśmie Świętym czasem – zdawałoby się – dość dokładne przepisy, wciąż pozostaje dużo niewiadomych. Mam tu na myśli chociażby przepis podany Mojżeszowi w Księdze Wyjścia: „I znów powiedział Pan do Mojżesza: »Weź sobie wonności: żywicę pachnącą, muszelki i galbanum pachnące, i czyste kadzidło, niech będą w równej ilości. Mieszając je, uczynisz z tego kadzidło wonne – zrobione tak, jak się robi wonności – posolone, czyste, święte. Zetrzesz na proszek jego części i położysz przed Świadectwem w Namiocie Spotkania, gdzie Ja będę spotykał się z tobą, i będzie to dla was rzecz bardzo święta«” (Wj 30, 34-36).
W tym przypadku znowu na pytanie o to, jakie konkretnie rośliny miały zostać wykorzystane, trudno podać jednoznaczną odpowiedź. Mimo tego można kupić gotowe „boskie kadzidła” do używania w domu. Czy ich składniki zostały dobrze zidentyfikowane przez sprzedających, to już inna sprawa (ale zapach może być wspaniały). Warto (jak w przypadku większości produktów, które kupujemy) przeczytać dokładnie skład lub kupić samemu poszczególne produkty i spróbować na własną rękę odtworzyć pachnącą, inspirowaną Biblią mieszaninę. Zdaje się, że długie, zimowe wieczory mogą być bardzo przyjemnym tłem dla takich perfumowych eksperymentów.
Z kolei wszystkich, którym mało roślinnych śledztw biblijnych, zachęcam do przeczytania tekstu mojej redakcyjnej koleżanki, dr Hanny Górskiej, która próbowała wytropić, czym dokładnie była korona cierniowa.
