adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Do setki w osiem lat. Dlaczego i po co „Adeste” jest dzisiaj potrzebne Kościołowi w Polsce?

magazine cover

unsplash.com

W świecie mediów, zwłaszcza tych niszowych, opartych na zapale, wierze i niezależnym finansowaniu, wynik „Adeste” to nie lada wyczyn, a jednocześnie to nie sprint, ale całkiem wyczerpujący maraton. Maraton, który biegniemy w tempie pozwalającym na regularne meldowanie się na mecie – co miesiąc, z nowym numerem, od ośmiu lat. Ten jubileusz to jednak znacznie więcej niż tylko powód do dumy dla redakcji i naszych kochanych czytelników.

W starym prześmiewczym powiedzeniu słyszymy, że to „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. W przypadku niezależnego medium katolickiego w Polsce A.D. 2025 nie wystarczy ani chęć szczera (redaktora naczelnego), ani nawet profesjonalizm (całej redakcji). Setny numer jest przede wszystkim dowodem na istnienie głębokiej, niezaspokojonej potrzeby. Gdy „Adeste” stawiało pierwsze kroki, polski Kościół szybciej lub wolniej zaczynał sobie zdawać sprawę z trapiących go problemów. Dzisiaj, osiem lat później, krajobraz, jaki widzimy, przypomina bardziej pole po bitwie lub statek, który zgubił kurs w trakcie potężnego sztormu. Właśnie dlatego tytułowe pytanie „dlaczego i po co akurat ten miesięcznik jest dzisiaj potrzebny?” nabiera tak istotnego znaczenia. Odpowiedź nie jest prosta i zanim do niej przejdziemy, to czas na mały rekonesans.

Diagnoza: Czterej jeźdźcy kościelnej apokalipsy

Aby zrozumieć misję niezależnego magazynu, musimy uczciwie nazwać problemy, z którymi mierzą się dzisiaj zarówno wierzący, jak i cała instytucja Kościoła w Polsce. Nie chodzi tutaj o publicystykę obliczoną na sensację, ale o trzeźwą diagnozę obecnego stanu. Pierwszym i najważniejszym problemem jest fundamentalny kryzys zaufania i wiarygodności. Lata systemowego ignorowania nadużyć seksualnych w Kościele oraz głęboki rozdźwięk między głoszonymi zasadami a realnym życiem nie pozostały bez wpływu na świadomość społeczną. Autorytet moralny, budowany przez dekady, jeśli już nie rozpadł się w pył, to wydaje się bardzo poważnie zniszczony. Dla wielu ludzi, zwłaszcza młodych, Kościół instytucjonalny stał się synonimem hipokryzji. 

Drugim problemem jest toksyczne upolitycznienie. Historyczny sojusz „tronu i ołtarza”, który w ostatnich latach przybrał formę otwartej symbiozy z konkretną opcją polityczną, okazał się dla Kościoła katastrofą. Zredukował Ewangelię do podstawki pod partyjny biuletyn, a Kościół do instytucji tożsamościowej, walczącej o zachowanie wpływów. Skutkiem tego jest niestety brutalna polaryzacja: ci, którzy nie zgadzają się z linią polityczną wspieraną przez główny nurt, czują się z Kościoła wypchnięci. Z kolei ci, którzy w nim zostają, zbyt często mylą wiarę w Chrystusa z wiarą w określoną ideologię. 

Trzeci problem to galopująca sekularyzacja, która w Polsce przybrała formę „cichej apostazji”. Ludzie, znużeni polityką, zgorszeni skandalami i nieznajdujący odpowiedzi na swoje egzystencjalne dylematy, po prostu odchodzą. Nie walczą, nie dyskutują – wzruszają ramionami. Wiara staje się dla nich kulturowym reliktem, msza święta nieistotnym dodatkiem do życia oraz niedzielnego obiadu, którą można bez żalu odrzucić. W tym procesie najbardziej osamotnieni stają się ci, którzy w Kościele chcą pozostać, ale czują się niezrozumiani i zagubieni w archaicznym pejzażu kościelnego widoku. 

Czwartym problemem, leżącym niejako u podstaw pozostałych, jest kryzys języka i komunikacji, nierozerwalnie związany z klerykalizmem. Kościół zbyt często mówi hermetycznie, moralizatorsko i w sposób odklejony od rzeczywistości, nierzadko również po prostu infantylnie. Komunikacja odbywa się jednokierunkowo, „z góry na dół”. Brakuje realnej podmiotowości osób świeckich, którzy traktowani są jak bierni odbiorcy, a nie współtwórcy wspólnoty. W takim modelu nie ma miejsca na trudne pytania, na wątpliwości, na intelektualne zmagania. Kto pyta, ten błądzi lub, co gorsza, „atakuje Kościół”.

Zobacz też:   To tylko krótki kwiecień

Recepta: Po co komu niezależny, katolicki miesięcznik?

W tak zarysowanym krajobrazie istnienie niezależnego czasopisma katolickiego, takiego jak „Adeste”, staje się nie tylko potrzebne, ale wręcz kluczowe. Pełni on funkcje, których nie są w stanie udźwignąć media bezpośrednio zależne od kurialnych struktur. Po pierwsze, w odpowiedzi na kryzys zaufania, „Adeste” może być lustrem i głosem prawdy. Nasza niezależność redakcyjna pozwala na uczciwe podejmowanie najtrudniejszych tematów. Nie chodzi tutaj o epatowanie skandalami, ale o rzetelne „oczyszczanie pamięci”. Taka odbudowa wiarygodności nie jest możliwa bez prawdy, nawet jeśli ta prawda bywa czasem bolesna. Niezależne medium może być głosem tych, którzy zostali skrzywdzeni, i platformą domagania się realnej odpowiedzialności, nie z nienawiści, ale z miłości do Kościoła i do Ewangelii. 

Po drugie, wobec upolitycznienia, możemy stać się mostem ponad podziałami. „Adeste” nie musi wpisywać się w wojnę polsko-polską ani tym bardziej wojnę katolicko-katolicką. Może i powinno pokazywać katolickość w jej pierwotnym znaczeniu: jako powszechność. Jako przestrzeń, w której pod jednym dachem, zjednoczeni wiarą w Chrystusa, mogą spotkać się ludzie o każdej wrażliwości: zarówno konserwatywnej, jak i progresywnej oraz centrowej. To próba odzyskania Ewangelii z rąk polityków i pokazania, że bycie katolikiem nie oznacza automatycznego przypisania do konkretnej partii.

Po trzecie, w odpowiedzi na sekularyzację, „Adeste” może odgrywać rolę tłumacza wiary i laboratorium idei. Zamiast obojętności oferujemy pogłębioną refleksję. Zamiast płycizny – formację intelektualną i duchową dla wzrastających w wierze. To miejsce, gdzie religia spotyka się ze współczesnym światem: z psychologią, nauką, nowymi technologiami i palącymi problemami sprawiedliwości społecznej. Pokazuje, że wiara nie jest ucieczką od świata, ale narzędziem do jego mądrej interpretacji i przemiany. Udowadnia, że można być jednocześnie człowiekiem głęboko wierzącym i wybitnie inteligentnym.

Wreszcie, w odpowiedzi na klerykalizm, „Adeste” już jest i jeszcze bardziej może się stać forum i głosem osób świeckich. W modelu synodalnym, do którego wzywał papież Franciszek i wciąż zaprasza ojciec święty Leon XIV, Kościół to nie „oni” (hierarchia) i „my” (wierni). Kościół to cały Lud Boży osób ochrzczonych pielgrzymujących przez tę ziemię. Niezależne czasopismo jest jedną z niewielu platform, gdzie głos świeckich ekspertów, ale także rodziców, artystów czy społeczników brzmi równie donośnie, co głos duchownych. To budowanie realnej współodpowiedzialności za Kościół i tworzenie bezpiecznej przestrzeni do zadawania pytań.

Sto numerów w osiem lat to nie tylko powód do świętowania. To dowód na to, że tysiące ludzi w Polsce potrzebują Kościoła, który myśli, czuje, pyta, szuka i nie boi się Prawdy. Potrzebują przestrzeni do dorosłej, partnerskiej rozmowy o wierze. „Adeste” jest dzisiaj potrzebne właśnie po to, by być taką przestrzenią: lustrem, mostem i laboratorium. To nie koniec drogi, ale zobowiązanie na kolejne sto numerów, bo praca nad budową mądrego i wiarygodnego Kościoła (nie tylko) w Polsce nigdy się nie kończy.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.