adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
Miesięcznik Luty 2021, Społeczeństwo

Jak wygląda rozdział Kościoła od państwa w Polsce?

magazine cover

J. Miśkiewicz_canva.com

Powiem wprost – wielu osobom przeszkadza Kościół w Polsce, choć za dawnych czasów był ośrodkiem, dzięki któremu polskość przetrwała zabory i wojny światowe. Dlaczego stosunek do Kościoła zmienił się tak mocno, że coraz więcej w mediach słyszy się o konieczności dokonania rozdziału i uczynienia państwa świeckim? Czy te głosy są słuszne?

Zanim przejdę do rozwinięcia tego tematu, najpierw wyjaśnijmy sobie pojęcie „rozdział Kościoła od państwa”. Dobrym przykładem przedstawiającym tę definicję jest pewna grafika, którą można znaleźć w niektórych artykułach na stronie fundacji Wolność od Religii. Przedstawia ona rysunek kościoła i polskiego sejmu, które zostały odcięte od siebie za pomocą nożyczek. W ujęciu słownikowym jest to doktryna, która w najprostszym znaczeniu jest separacją organizacji religijnych i instytucji państwowych, a także oparty na niej model ustroju państwa. Natomiast w encyklice Immortale Dei papież Leon XIII scharakteryzował to w ten sposób: „Bóg tedy pieczę nad rodem ludzkim między dwie podzielił zwierzchności: kościelną i świecką, pierwszą nad sprawami duchowymi, drugą nad sprawami doczesnymi ludzkości. Każda z nich jest suwerenna w swym rodzaju; każda ma pewne dobrze określone granice, wyznaczone zgodnie z jej naturą i jej szczególnym celem. Każda więc zakreśla pewnego rodzaju sferę, w której jej działania się zamykają iure proprio”. Skoro Kościół i państwo to dwa osobne ośrodki władzy, to czy taki rozdział jest konieczny dla naszej ojczyzny czy może stanowić zagrożenie?

Kościół w systemie totalitarnym

Jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego w dzisiejszych czasach panuje niezbyt przyjemna atmosfera pomiędzy Kościołem i państwem, trzeba zacząć od sytuacji w Polsce przed 1989 rokiem, która stanowi pewnego rodzaju genezę tych okoliczności. Należy wspomnieć, że po drugiej wojnie światowej i objęciu rządów przez komunistów uchwalono dnia 22 lipca 1952 roku Konstytucję Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W jej skład wchodził art. 70 ust. 2, w którym stwierdzono, że: „Kościół jest oddzielony od państwa. Zasady stosunku państwa do Kościoła oraz sytuację prawną i majątkową związków wyznaniowych określają ustawy”. W efekcie tego zapisu doszło do likwidacji katolickich stowarzyszeń oraz placówek szkolnych i opiekuńczych, wycofania religii ze szkół i przeniesienia ich do sal katechetycznych, usuwania krzyży z przestrzeni publicznej, a także ograniczenia autonomii Kościoła w wyniku dekretu o obsadzie stanowisk kościelnych z dnia 9 lutego 1953 r. (Żaryn J. Państwo–Kościół katolicki w Polsce 1956–1989 (wybrane zagadnienia), 2010). 

Po czterdziestu pięciu latach niewoli okazało się, że mamy problem z odnalezieniem się w rzeczywistości demokratycznej, kiedy dysponujemy wolnością, która uważana jest za zagrożenie wiary w przestrzeni publicznej. Zauważył to również Tadeusz Mazowiecki: „Od księży czy hierarchów słychać często takie słowa: kiedy wypowiadaliśmy się w sprawach publicznych w systemie totalitarnym, to było dobrze, akceptowano to, a gdy teraz zabieramy głos – to jest niedobrze” (Ocalić przyjazny rozdział Kościoła od państwa [w:] miesiecznik.znak.com.pl). 

W książce pt. Nieszczęsny dar wolności (1998, s. 7) ksiądz Józef Tischner pisze, że „gdy mówimy o niebezpieczeństwach konsumpcjonizmu, obwiniamy wolność. Gdy wskazujemy na aborcję, obwiniamy wolność. Gdy szukamy źródeł pornografii, podejrzewamy wolność. To wolność sprawia, że »wszędzie panoszą się komuniści«, że »są obrażane uczucia ludzi wierzących«, że niektórzy posuwają się nawet do podważania autorytetu Ojca Świętego. Powoli, niepostrzeżenie wina wolności staje się większa niż wina komunizmu. Czas zamazuje wspomnienia, a wyobraźnia ekscytuje się wizją apokalipsy. Może się mylę, ale często – bardzo często – widzę, jak nasz lęk przed wolnością staje się większy niż lęk przed przemocą”.

Przyjazny rozdział – jak on wyglądał?

Po upadku komunizmu w 1989 roku ustalono stosunki pomiędzy państwem polskim a Kościołem. Najważniejsze zasady zostały przedstawione w konkordacie podpisanym dnia 28 lipca 1993 roku w Warszawie między Stolicą Apostolską i Rzeczpospolitą Polską. Natomiast w Konstytucji RP z 1997 roku zapisano art. 25 ust. 3 mówiący o tym, że „stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego”. Ten kluczowy ustęp został zaczerpnięty z konstytucji II Soboru Watykańskiego – Gaudium et spes (teza 76). Wiele osób, jak np. ksiądz Wojciech Góralski czy redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” Jerzy Turowicz, stwierdziło, że konstytucja ta wprowadziła przyjazny rozdział Kościoła i państwa. Jest to trafna teza, bowiem pozwala na obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej (NASZ WYWIAD. Ks. Kobyliński: Przyjazny rozdział Kościoła od państwa oznacza obecność symboli religijnych w przestrzeni życia publicznego [w:] wpolityce.pl). 

Dosyć świeżym przykładem z Niemiec, który wpasowuje się w słowa „przyjaznego rozdziału”, jest wydarzenie z 1 czerwca 2018 roku, kiedy w bawarskich urzędach zawisły krzyże. Premier Söder podkreślił, że nie są one znakami religijnymi, tylko „wyznaniem tożsamości i dziedzictwa kulturowego” Bawarii i Niemiec. Zapewnił również, że krzyże nie naruszają wymogu neutralności. Zwierzchnicy Kościoła katolickiego, organizacje kościelne oraz społeczność przyjęły z aprobatą tę zmianę. Jednakże znalazły się też grupy, jak Centralna Rada Muzułmanów, twierdzące, że krzyż narusza neutralność państwa. (Krzyże w bawarskich urzędach. Symbol religii czy tożsamości? [w:] dw.com). Temat krzyża w przestrzeni publicznej jest dosyć sporną kwestią w naszym kraju, dlatego chciałabym przyjrzeć się jej szerzej.

Spór o krzyż z perspektywy ponad 10 lat?

W katastrofie smoleńskiej zginęło wielu polityków na czele z parą prezydencką. Dobrze pamiętam sytuację, jaka miała miejsce w 2010 roku, kiedy postawiono krzyż pod Pałacem Prezydenckim. Konflikt pojawił się na początku lipca, po zakończeniu wyborów prezydenckich. Prezydent Bronisław Komorowski ogłosił, że „w porozumieniu z władzami kościelnymi planuje przeniesienie krzyża w »bardziej odpowiednie miejsce«”. Podkreślił również, że pałac prezydencki, będący instytucją państwową i świecką, to nie miejsce kultu i krzyż, mający charakter religijny, powinien być przeniesiony do kościoła, uzasadniając to kwestią rozdziału państwa od religii. Przeciwnicy mówili o potrzebie obrony obecności krzyża w przestrzeni publicznej, przywołując czasy komuny, kiedy tego typu symbole z niej usuwano. Znany polityk PiS, Zbigniew Ziobro, uważał, że krzyż to nie tylko obiekt typowo religijny, ale także symbol narodowy wpisujący się w polską kulturę i tradycję (Jaskułowski K., W obronie krzyża. Rzecz o używaniu i nadużywaniu symboli w polityce, 2013). 

Ciekawe jest to, że podobna sytuacja miała miejsce dwa miesiące wcześniej w USA, gdzie doszło do kradzieży metalowego krzyża z pustyni Mojave w Kalifornii. Postawiony został dla uczczenia Amerykanów, którzy polegli w wojnie. Stał się symbolem sporu o rozdział Kościoła od państwa. W sądzie toczył się proces w sprawie jego usunięcia, jednak ta kwestia została przegłosowana na niekorzyść wnoszącego pozew. Uzasadniono, że krzyża nie należy rozumieć jedynie jako symbolu religijnego – jest on także powszechnie używanym znakiem upamiętniającym żołnierzy poległych na wojnie (USA: Skradziono krzyż – symbol sporu o rozdział Kościoła od państwa [w:] rmf24.pl). 

Słowa Zbigniewa Ziobry i wyrok sądu USA zgadzają się z odnoszącą się do symboli religijnych w przestrzeni publicznej tezą zawartą w poprzednim podrozdziale. Niestety wśród naszego społeczeństwa są ludzie, u których ujawnia się fanatyzm religijny. Znalazły się jednostki, które w trakcie obrony krzyża pod Pałacem Prezydenckim były wręcz gotowe oddać życie, aby go stamtąd nie ruszać. Taka postawa jest radykalna i zaprzecza idei „przyjaznego rozdziału” w Polsce. Jak powiedział ksiądz Kobyliński: „W naszej konstytucji jest bardzo rozsądny zapis dotyczący rozdziału Kościoła od państwa. Zgodnie z naszą ustawą zasadniczą nie wolno łączyć tronu z ołtarzem, ale nie wolno też walczyć z religią i spychać ludzi wierzących do zakrystii” (wpolityce.pl, NASZ WYWIAD. Ks. Kobyliński: Przyjazny rozdział Kościoła od państwa oznacza obecność symboli religijnych w przestrzeni życia publicznego).

Religia w szkole – akt sprawiedliwości czy kwestia wolnego wyboru?

Od ponad trzydziestu lat temat religii w szkole jest dość kontrowersyjny. Ponownie została przywrócona do szkół w 1990 roku w wyniku reform przeprowadzonych przez rząd Mazowieckiego po upadku komunizmu w Polsce. Oczywiście sam premier, jako człowiek głęboko wierzący, nie był przychylnie do tego nastawiony. W wywiadzie dla miesięcznika „Znak” z 2010 roku, trzy lata przed swoją śmiercią, powiedział: „Wtedy, gdy podejmowałem tę decyzję, mówiłem publicznie, że mam wątpliwości jako katolik, a nie mam ich jako premier. Nie miałem ich jako premier, bowiem religia została wyrzucona ze szkół i jej powrót był aktem sprawiedliwości. Miałem natomiast wątpliwości jako katolik, ponieważ religia w szkole przestawała być sprawą wolnego wyboru – takiej sytuacji, że trzeba podjąć wysiłek, dobrowolnie pójść do parafii, coś dla religii poświęcić”. W wielu źródłach natrafiłam na informację, że Mazowiecki był przymuszony przez Kościół, bo to równało się z poparciem, które mógł otrzymać, by wygrać wybory. Samo społeczeństwo w tamtych czasach przychylnie odnosiło się do tego powrotu. 

Od września 2007 roku religia liczy się do średniej na szkolnym świadectwie. Ówczesny minister edukacji narodowej, Roman Giertych, argumentował to chęcią poważnego traktowania lekcji religii. Postulowane to było także przez przedstawicieli różnych Kościołów. Oczywiście, nawet po dokonaniu tej zmiany, chodzenie na religię nie zostało w dalszym ciągu nikomu narzucone (Od września ocena z religii do średniej [w:] tvn24.pl). Z perspektywy mojego doświadczenia szkolnego nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Niektórzy katecheci w dalszym ciągu nie przykładają się do lekcji religii, pozwalając uczniom na luźne rozmowy lub naukę na inne przedmioty, ale wystawiając na świadectwie ocenę celującą za obecność. 

Zobacz też:   Żyć w perspektywie zmartwychwstania

Opinię na ten temat wyraziła również redaktorka „Gazety Wyborczej”, Dominika Wielowieyska, w artykule Za lekcje religii powinny płacić i Kościół, i państwo z 2019 roku, pisząc: „Ocena z religii nie powinna być wliczana do średniej ocen. Przeważnie ma się z niej dobre stopnie, nagradzana jest nie tyle wiedza, ile wiara. Ten system powoduje, że chodzenie na religię to efekt konformizmu: dzięki temu średnia będzie wyższa. A osoby niewierzące czy wyznające inną religię są wtedy poszkodowane, bo przecież lekcje etyki pozostają zazwyczaj fikcją”. 

Podobne zdanie miał Mazowiecki, który powiedział we wspomnianym wcześniej wywiadzie, że: „postawiono nie na jakość nauczania religii, a na socjotechniczne usprawnienia mające zabezpieczać jej pozycję w szkole – obawiano się, że wyróżniony status zdegradowałby ją jako przedmiot szkolny. I dziś mamy wielki problem z jakością nauczania religii, a także z obecnością alternatywy dla niej, jaką mają być lekcje etyki, które powinny być wszędzie dostępne”.

Upadek i finansowanie religii w szkole

Badania pokazują, że religia w szkole traci na wartości. Według sondażu Ipsos dla OKO.press aż 68% jest za tym, aby religię odesłać do parafii – czyli powrotem do tego, co było za czasów poprzedniego ustroju w Polsce. Tylko 27% badanych chce, aby przedmiot ten pozostał w szkole. Inną burzliwą kwestią związaną z katechezą jest to, że wielu Polaków jest przeciwnych finansowaniu jej z budżetu państwa. Ksiądz Wojciech Węgrzyniak w krótkiej refleksji zatytułowanej Rozdział Kościoła od państwa napisał: „Rozumiem, że niewierzących denerwuje, że z ich pieniędzy opłacane są lekcje religii. Niech jednak i oni zrozumieją, jak bardzo nas, katolików boli, że za nasze pieniądze opłacani są ludzie, którzy niszczą nas samych i to, w co głęboko wierzymy” (Rozdział Kościoła od państwa [w] węgrzyniak.com).

Finansowanie organizacji religijnych

W artykule Finansowanie Kościołów przez państwo opublikowanym w 2012 roku na stronie niedziela.pl opisano, jak pomoc ofiarowywana Kościołowi przez państwo wygląda w poszczególnych krajach europejskich. W pierwszych zdaniach charakteryzujących przykład z Polski możemy przeczytać: „Ani ustawa o stosunku państwo-Kościół katolicki z 1989 r., ani konkordat z 1993 r. nie regulują spraw finansowania Kościoła. Konkordat w art. 22 odsyła tę kwestię do dalszych regulacji i umów między stronami”. W porównaniu z innymi krajami Europy pomoc, jaką ofiaruje państwo naszemu Kościołowi, jest poniżej przeciętnej. Polskie kościoły utrzymują się głównie z dobrowolnych ofiar oraz z tzw. Funduszu Kościelnego. 

Na stronie Serwisu Rzeczypospolitej Polskiej możemy przeczytać, że „Fundusz Kościelny został powołany na mocy art. 8 ustawy z dnia 20 marca 1950 r. o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego (Dz. U. Nr 9, poz. 87, z późn. zm.) jako forma rekompensaty dla kościołów za przejęte przez Państwo nieruchomości ziemskie” (Fundusz Kościelny [w:] gov.pl). Środki te udzielane są na pomoc działalności charytatywnej, oświatowo-wychowawczej i opiekuńczo-wychowawczej prowadzonej przez kościelne osoby prawne oraz na remonty i konserwację zabytkowych obiektów o charakterze sakralnym czy uzyskiwanie dopłat do składek ubezpieczeniowych. 

Co ciekawe, Polska to jedyny kraj Europy, gdzie księża mają obowiązek płacenia podatku od liczby mieszkańców ich parafii. Również wg art. 42 z Dz.U.2020.1905 t.j. „Osoby duchowne, osiągające przychody z opłat otrzymywanych w związku z pełnionymi funkcjami o charakterze duszpasterskim, opłacają od tych przychodów podatek dochodowy w formie ryczałtu od przychodów osób duchownych”. W dodatku kościelne osoby prawne są zwolnione z części podatków, ale w przypadku posiadania jakichś nieruchomości, które są włączone do płatności, zobowiązane są dany podatek zapłacić w wysokości zależnej od jego rodzaju. Jeżeli parafia rozpoczęła daną działalność gospodarczą, również zostaje ona opodatkowana (Finansowanie Kościołów przez państwo [w:] niedziela.pl).

Kościół dostaje za dużo pieniędzy?

Wokół dofinansowań dla Kościoła powstało wiele kontrowersji. Można usłyszeć od wielu osób, że Kościół dostaje za dużo pieniędzy. W 2021 roku państwo przewiduje na ten cel 11 mln zł. Ksiądz Wojciech Węgrzyniak (dz. cyt.) wyjaśnia ten problem w następujący sposób: „Najpierw musimy przestać kłamać. Bo mantra o tym, że państwo płaci księżom na ubezpieczenia, albo że Fundusz Kościelny to są pieniądze darowane Kościołowi przez państwo, to jedno wielkie kłamstwo. W skrócie to jest tak: państwo ukradło Kościołowi po wojnie majątki na niebywałą skalę. W zamian zobowiązało się, że z tych kradzionych dóbr łaskawie będzie wydzielać co roku jakąś daninę. Ale teraz już nie chce. Tak jakby złodziej ukradł milion i co roku okradzionemu zobowiązał się wypłacać po tysiąc złotych. Niestety po 30 latach zaczął krzyczeć, że on nie ma zamiaru finansować okradzionego. Każdy normalny w Kościele wolałby, żeby państwo oddało nam to, co zabrało, a nie wymachiwało co jakiś czas tekstami o Funduszu”. 

W innym fragmencie wspomnianej refleksji kapłan wyjaśnia, że „Kościół to jest wspólnota ludzi, a nie biskupi i księża. A skoro państwo składa się z obywateli, to znaczy, że państwo polskie z 90% składa się z Kościoła katolickiego. To Kościół płaci państwu polskiemu największe podatki i to Kościół w dużej mierze utrzymuje państwo polskie. Jeśli chcemy całkowitego rozdziału Kościoła od państwa, to nie ma problemu. Katolicy mogą przestać płacić podatki i zorganizować sobie swoje przedszkola, szkoły, uniwersytety, szpitale, straż, a nawet swoją policję. Z tych wszystkich podatków, które wpłacamy jako obywatele do państwa, zorganizujemy sobie spokojnie życie bez wypominania nam, że my tylko bierzemy od państwa”.

Działalność Fundacji Wolność od Religii

W 2011 roku powstała Fundacja Wolność od Religii, która w swojej wizji „działa na rzecz realnego rozdziału Kościoła od państwa”. W myśl tej doktryny przytoczę z ich oficjalnej strony dwa przykłady aktywności. Pierwszy dotyczy zgłoszenia baneru z wizerunkiem św. Jana Pawła II wiszącego na elewacji ratusza w Lublinie. Sekretarz Miasta Lublina, pan Andrzej Wojewódzki, w odpowiedzi na ten zarzut napisał, że został umieszczony z okazji dwunastej rocznicy śmierci papieża, który był mocno związany z Lublinem – jako wykładowca KUL-u. W tej sprawie odpowiedziało także Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich: „Umieszczenie na fasadzie ratusza wizerunku św. Jana Pawła II nie powinno być rozpatrywane w kontekście wolności sumienia i wyznania. Wizerunek ten nie stanowi bowiem wyłącznie symbolu religijnego. Należy zwrócić uwagę, że postać Karola Wojtyły jest jedną z ważniejszych i bardziej rozpoznawalnych postaci w najnowszej historii Polski, której znaczenie jest uznawane nie tylko przez osoby wyznania rzymskokatolickiego. Trudno więc uznać, że samo umieszczenie jego wizerunku w przestrzeni publicznej, w tym także w urzędach, może stanowić naruszenie konstytucyjnych praw i wolności”. 

Inna interwencja tej fundacji dotyczyła obchodów dwieście dwudziestej szóstej rocznicy uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja w Przasnyszu. Burmistrz tego miasta w 2017 roku zaprosił mieszkańców na uroczystą mszę. Niektórym się to nie spodobało, ponieważ urząd nie przewidział innych uroczystości świeckich. Z perspektywy osoby wierzącej dobrze świadczy o burmistrzu, że chciał świętować taką uroczystość z Bogiem. Jednakże wśród mieszkańców Przasnysza są osoby niezwiązane z Kościołem i to im komplikowało obchodzenie uroczystości. Oczywiście mieli wybór w tym sensie, że mogą nie iść do kościoła albo pojechać do innej miejscowości, która organizuje świecką rocznicę, ale wiadomo – nie każdy jest na tyle mobilny, by przemieszczać się z miasta do miasta. Trzeci Maja jest świętem wagi państwowej, upamiętniającym to, że jako pierwszy kraj Europy uchwaliliśmy konstytucję, choć w tym dniu przypada także uroczystość maryjna. W moim odczuciu, w takiej miejscowości jak Przasnysz, powinien być wybór, czy ktoś chce świętować w Kościele, czy w inny sposób, np. poprzez radosną paradę na rynku z udziałem służb mundurowych. Sądzę jednocześnie, że odpowiedź fundacji została zawarta w zbyt mocnych słowach, sugerując, jakoby burmistrz był sprawcą jakiegoś przestępstwa: „Odpowiedź Burmistrza uznajemy za kolejny przykład arogancji władzy, obojętności wobec mniejszości światopoglądowych wśród lokalnej społeczności, jak również zupełne lekceważenie rozdziału instytucji państwowych od instytucji Kościoła rzymskokatolickiego”.

Polska bez skrajnych wizji

Nie poruszyłam kwestii pedofilii oraz aborcji w kontekście rozdziału Kościoła i państwa, ponieważ są one bardziej złożonymi problemami. Przedstawione trudności są wywołane przez poprzedni system, którego skutki doświadczamy w Polsce po dzień dzisiejszy. Na podstawie omówionych przeze mnie kwestii stwierdzam, że w dalszym ciągu powinniśmy pozostać przy przyjaznym rozdziale, jednakże zarówno państwo, jak i Kościół powinny popracować nad dialogiem, aby skupić się na tym, co nas łączy, a nie tym, co dzieli. Przecież każdy zapewne by chciał – bez względu na to, jaki jest, jak wygląda, jakie ma poglądy – aby żyło się dobrze, a wrogie oddzielenie Kościoła od państwa stanowi zagrożenie dla naszego społeczeństwa. Bo jeśli jedni pragną, aby Polska była krajem katolickim, a drudzy laickim jak Francja, to w głowie mają skrajne wizje, z którymi nie powinniśmy się identyfikować. 

Podsumowując słowami księdza Wojciecha Węgrzyniaka: „Jeśli nie będziemy kłamać, jeśli postawimy na wzajemność i uczciwość intelektualną, wtedy możemy wiele spraw poukładać na nowo. Dlaczego by nie? Ale jeśli w całej dyskusji o rozdziale państwa od Kościoła chodzi tylko o hucpę, darujmy sobie. Szkoda życia na takie potyczki. Szkoda też śmierci. Bo to ona często decyduje, że ludzie wolą jednak nie zamykać sobie drogi przez Kościół do nieba” (Rozdział Kościoła od państwa [w:] węgrzyniak.com).

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.