adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Jak traktować wątpliwości związane z wiarą?

magazine cover

unsplash.com

Zwykło się myśleć o zwątpieniu w wierze jako o skutku grzechu – bądź to jakichś zaniedbań, niedbałości o życie religijne lub ubóstwa modlitewnego. Ale przecież nie zawsze tak jest. Wątpimy, ponieważ brakuje nam poznania. Trudno też oczekiwać, by człowiek mógł na swój sposób dotknąć rzeczywistości boskiej, skoro Bóg sam musiał się objawić, byśmy wiedzieli o Jego istnieniu.

Tak się składa, że wątpliwości są nie tylko częścią życia religijnego, ale w ogóle doświadczeniem typowo ludzkim. Wątpimy w opowieści naszych znajomych, nie wierzymy autorytetom. Bywa nawet, że sami sobie nie ufamy w pełni, ponieważ znamy nieczystość własnych intencji.

Niestety w Kościele istnieje taki nurt, który stawia na pierwszym miejscu żelazną, niezachwianą niczym wiarę. Religijność tego typu stroni od trudnych lektur, zniechęca się szybko rozmową z ludźmi niewierzącymi, a własnych, spontanicznie doświadczonych wątpliwości lęka się i w sposób kurczowy wypiera je z umysłu. Wydawać by się mogło, że to jest właściwa – można by powiedzieć ortodoksyjna – droga postępowania. W końcu wystawianie się na grzech niewiary to nic mądrego. Niby tak, ale jednak nie do końca!

Wątpliwości zawinione i niezawinione

Warto zauważyć, że wątpimy w rzeczy nieprawdopodobne. Gdy coś zdaje się być nie z tego świata, traktujemy to jak bajkę, ot takie sobie wyobrażenie. Nie powinna dziwić taka reakcja, gdyż jest ona wpisana w instynkt samozachowawczy. Nie wierzymy w byle co, ponieważ może to skutkować bardzo złymi, niekiedy nawet zgubnymi, decyzjami. Dlaczego więc mielibyśmy zaufać przesłaniu chrześcijaństwa?

Odpowiedź leży w autorytecie oraz mocy świadectwa. Ufamy w dziedzictwo, żywot, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, ponieważ zaświadczył On sam o sobie wielkimi czynami oraz cnotliwością życia. Nie tylko zaś wierzymy w Jezusa, ponieważ On tak sam o sobie orzekł, ale przez wzgląd na to, że Jego świadectwo potwierdza Bóg Ojciec, który Go posłał.

Jak zatem ma się to do wątpliwości zawinionych i niezawinionych? Skoro to wszystko jest takie pewne, dlaczego wiele osób nie wierzy? Łatwo jest powiedzieć, że komuś brakuje łaski, więc nie wierzy. To proste i – prawdę mówiąc – w ogóle nie wyjaśnia trudności, jakie ktoś niewierzący może przeżywać. Szczególnie taki niewierzący, który chciałby uwierzyć, ale – jak to się potocznie mówi – nie kupuje tego wszystkiego. Koniec końców, niezawinione wątpliwości zwykle wynikają z okoliczności wychowawczych, kulturowych oraz antropologicznych (np. miejsce urodzenia). Są też wątpliwości zrodzone z naszej ostrożności oraz potrzeby utrzymania spójności światopoglądu. I choć to ostatnie może się wydawać zwykłą zatwardziałością serca, to znów, z pomocą przychodzi nam psychologia wskazująca, że jednak upór intelektualny w stosunku do określonych przekonań, np. religijnych, nie wynika zawsze z zatwardziałości (czyli krnąbrności – jakiegoś braku cnoty mądrości), ale z przyrodzonego i wypracowanego przez daną osobę zestawu cech oraz schematów myślowych.

Wreszcie, są też te wątpliwości zawinione. Na przykład takie, które wynikają z braku wiedzy, ponieważ dana osoba nie przyłożyła się do poznawania tematu. Gdy ateista krytykuje wiarę chrześcijańską, ale robi to z pozycji naiwnej, to wówczas jego wątpliwości są zawinione i niestety, czy to się komuś podoba, czy nie – są wyrazem głupoty. Podobnie gdy uprzednio wierząca osoba traci wiarę, ponieważ nic z tą wiarą nie robi. Jej życie wewnętrznie kiśnie w zastoju z powodu np. głęboko zakorzenionego naiwnego obrazu Boga lub życia duchowego.

Zobacz też:   Apostoł dojrzałej wiary – ks. Piotr Pawlukiewicz

Czy wątpliwości należy się obawiać?

Odwrotnością postawy leniwej jest fanatyczna chęć wprost niszczenia i wykorzeniania wszelkich wątpliwości, dokładnie tak, jakby wiara była tylko pewnością. Chrześcijaństwo jest religią relacji, a nie transakcji. W każdej relacji, nawet tej z Bogiem, zdarzają się momenty większej oziębłości i należy je – w mojej ocenie – otwarcie przyjmować.

Wątpliwości wynikające ze zderzenia się z trudnymi problemami filozoficznymi bądź teologicznymi mają bowiem wielki potencjał, by kształtować wiarę religijną oraz niezwykłą cnotę pokory. Nie są to doświadczenia łatwe i z pewnością komuś, kto przeżywa zwątpienie, towarzyszyć będzie także jakiś rodzaj przykrości. Ta jednak jest tylko jednym z wielu oblicz wiary i nie ma potrzeby zrażać się jakimś chwilowym zniechęceniem bądź głęboko doświadczanym przeświadczeniem, że już się tego wszystkiego nie kupuje.

Zniechęcenie oraz wątpliwości są przeżyciem typowo ludzkim, a nagle pojawiające się w czasie mszy świętej myśli graniczące z czymś bluźnierczym są tylko zwykłą reakcją naszych mózgów, często podświadomości. Przypisywanie zresztą takim myślom jakiejś grzeszności prowadzi do skrupulanctwa, które paraliżuje życie wewnętrzne i prowadzi niekiedy do prawdziwej niewiary.

O uporze i przemądrzałości

Ostatnią kwestią jest jakiś taki rodzaj uporu wśród niektórych wierzących. Upór ten, jak podejrzewam, wyrósł na kanwie różnego rodzaju przeświadczeń opartych o tzw. katolicyzm apologetyczny. Sama apologetyka jest oczywiście bardzo potrzebna, ale nie powinna ona stanowić sedna życia duchowego, a jedynie jego wsparcie.

W wątpliwościach wynikających z różnego rodzaju problemów filozoficznych warto dostrzec ogromną szansę na rozwój pokory. Są bowiem takie tematy, które do dzisiaj spędzają sen z powiek filozofom chrześcijańskim i teologom, m.in. kwestia relacji teorii ewolucji do Księgi Rodzaju, obecność zła w świecie, niektóre dylematy moralne, doświadczenie cierpienia. Dla mnie osobiście największą trudność stanowi zło w świecie. I to nie zło moralne, które popełnia człowiek. To nawet nie wydaje się być aż tak niewyjaśnialne. Coś na kształt niemego podziwu oraz zniechęcenia budzi we mnie natomiast tzw. zło metafizyczne, tj. obecność śmierci i cierpienia w świecie. Trudno wyobrazić sobie bowiem po ludzku dobrego, kochającego Boga, który utrzymuje wszechświat oparty o różnego rodzaju przypadkowe zdarzenia jak choroby, śmierć biologiczna, katastrofy naturalne, a nawet absurdalną niekiedy ułomność biologiczną wynikłą z procesów ewolucyjnych ludzkich ciał. Zwątpienie tego typu nie powoduje jednak we mnie niewiary, a co najwyżej doświadczenie głębokiego upokorzenia rozumu.

Warto też zauważyć – za słowami św. Ignacego Loyoli – że przeżywanie chłodu w wierze religijnej jest naturalną częścią wiary katolickiej. Okresy pocieszenia będą przeplatały się z oschłością i nie ma w tym niczego zdrożnego. Błędna może być tylko nasza reakcja – od zupełnie nieczułej i ignorującej, po przepełnioną emocjami, np. paniką (w okresie oschłości) lub zaślepiającą ekscytacją (w okresie pocieszenia). W związku z powyższym dobrze jest ćwiczyć się w cierpliwości wobec samego siebie i traktować różnego rodzaju poruszenia wewnętrzne z takim samym spokojem.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.