adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Jak radzić sobie z samotnością? Pustelnicze odpowiedzi na współczesne problemy – rozmowa z Katarzyną Bujalską

magazine cover

pexel.com

Kiedy myślimy o samotności i Kościele, pierwszymi osobami przychodzącymi na myśl są te „biedne” siostry klauzurowe, jedna z gałęzi monastycyzmu. Czy rzeczywiście osoby konsekrowane są samotne? Jak sobie radzą z osamotnieniem eremici? Czy mają oni coś do zaoferowania człowiekowi w XXI wieku? Dziś przez meandry myśli pustelniczej przeprowadzi nas Katarzyna Bujalska. 

Krzysztof Jan Wojtyra: Cześć, Kasiu! Zanim przejdziemy do pytań, proszę, powiedz naszym czytelnikom parę słów o sobie.

Katarzyna Bujalska: Cześć! Nazywam się Kasia Bujalska i pochodzę z Wrocławia. Moimi pasjami są gotowanie i muzyka, ale oczywiście największą pozostaje teologia. Obecnie czekam na obronę doktoratu. Naukowo jestem związana z teologią duchowości, a w moich badaniach zajmuję się życiem pustelniczym – zarówno ojcami pustyni, jak i współczesnymi eremitami. Myślę, że warto doprecyzować, że zajmuję się pustelnikami konsekrowanymi, czyli takimi (mówiąc w dużym uproszczeniu), którzy złożyli śluby na ręce biskupa diecezjalnego. Oczywiście mamy także w Polsce tak zwanych pustelników wolnych, którzy takich ślubów lub przyrzeczeń nie złożyli.

KJW: A skąd takie zainteresowanie?

KB: Pamiętam, gdy byłam mała, jak moja babcia opowiadała mi o pustelniku mieszkającym w Kalwarii Zebrzydowskiej. Obraz ten, jako małemu szkrabowi, wydawał mi się mocno odrealniony. Po kilku latach znajomy ksiądz pożyczył mi książkę A.M. Leenen Współcześni pustelnicy, która opowiadała historię pustelników niemieckich. Książka ta po raz pierwszy ukazała mi bogactwo i piękno tego życia. Dostrzegłam, jakim skarbem jest taka forma powołania – choć ukryta przed światem, to jednak posiadająca niezwykłą moc wiary. I tak życie pustelnicze stało się moją pasją, nie tylko naukową. Chcąc poznać to powołanie, sięgnęłam oczywiście do źródeł, czyli ojców pustyni. Zafascynowała mnie aktualność ich apoftegmatów, radykalizm życia. Z czasem zaczęłam na gruncie polskim poszukiwać ich następców, współczesnych eremitów, a z niektórymi nawet udało mi się spotkać.

KJW: Skoro mówimy o ojcach pustyni, to są zapewne również matki pustyni. A może myśl emiracka i przewodnictwo duchowe są przestrzeniami zagarniętymi przez mężczyzn?

KB: Temat matek pustyni jest niezwykle trudny. Materiałów o kobietach na pustyni wciąż pozostaje stosunkowo mało. Jak zauważa prof. Ewa Wipszycka, większość źródeł niestety dostarcza informacji głęboko przetworzonych literacko bądź też napisanych przez męskie pióra, które nie było kobietom mniszkom życzliwe. Zainteresowanie ascetkami wpisuje się w obecne nurty związane z feminizmem, więc trzeba z dużą ostrożnością podchodzić do tego tematu. Ascetyzm kobiecy, podobnie jak męski, przyjmował różne formy życia. Istniały klasztory tzw. podwójne, gdzie zakon kobiecy był ściśle związany z męskim. Kobiety prowadziły także życie monastyczne w klasztorach niezależnych bądź były ascetkami w domu, w związku z czym nie udawały się poza swoje miejsce zamieszkania. Były także kobiety, które, tak jak ojcowie pustyni, wybierały pustynię na miejsce realizacji swojego powołania. O nich wspominają Apoftegmaty w Gerontikonie (Księga Starców). Były to: Sara, Teodora i Synkletyka. Ich historyczność jest jednak często podawana w wątpliwość przez naukowców.

KJW: Wiem, że w swojej pracy zajmujesz się duchowymi rozwiązaniami pustelników na kryzysy ich czasów. A z jakimi problemami mierzą się eremici? Słysząc słowo „pustelnik”, mamy raczej obraz wycofanego ze zgiełku tego świata zakonnika.

KB: I często jest to obraz błędny. Myślimy bowiem, że pustelnicy gardzą światem i uciekają od niego. Nic podobnego! Swoją cichą modlitwą, obecnością, odosobnieniem służą całemu światu i Kościołowi, nie mają go w nienawiści. Ale wracając do sedna pytania – pustelnik, oczywiście jak każdy z nas, przeżywa kryzysy. Mogą one dotyczyć jego powołania, samej tożsamości pustelniczej, wierności regule życia. Jak mówią sami eremici, największą trudnością są oni sami dla siebie i to leży w specyfice tego powołania, które jest przecież indywidualną formą życia konsekrowanego.

KJW: Mówisz, że „największą trudnością dla pustelników są oni sami”. Sądzę, że podobnie jest z osobami starszymi, opuszczonymi, bo jak przychodzi cisza, to trzeba zmierzyć się ze swoją przeszłością.

KB: Jest to bardzo przykre i dla mnie wzruszające – widok samotnych starszych osób spędzających tak święta czy odrzuconych przez swoich bliskich, zapomnianych. Myślę, że takie zmierzenie ze sobą nie dotyczy tylko osób starszych, ale i każdego z nas. Dla wielu samotność, cisza są przerażające, jest to bowiem – tak jak mówisz – czas, kiedy uaktywniają się wszystkie nasze myśli, przed oczami stają porażki, niewykorzystane szanse. Zwłaszcza u osób starszych może to rodzić kryzysy, bo najczęściej wtedy, jak mówi psychologia, pojawia się nostalgia, tęsknota za tym, co było, i strach przed tym, co nowe.

KJW: A samotność? Czy pustelnicy są samotni?

KB: Jak głosi jeden z moich ulubionych apoftegmatów ojców pustyni: „Można […], przebywając w tłumie, żyć jak mnich, a żyjąc samotnie, umysłem przebywać wśród tłumów”. Samotność jest zatem w życiu pustelniczym decyzją serca, wewnętrzną zgodą, elementem, który stanowi o tożsamości pustelniczej. Samotność dla eremity to wewnętrzna wolność, której nic nie jest w stanie przeszkodzić, nawet przebywanie wśród innych osób. Dlatego kiedy rozmawia się z pustelnikami, samotność wydaje się największą trudnością, z której mogą rodzić się kryzysy. Eremici żyją sami, bez żadnych współbraci czy współsióstr. To jest trudne. Ich życie w samotności, milczeniu wyostrza zmysły, pozwala dostrzec swoją biedę, bezradność. Ale samotność wcale nie musi być czymś złym, w niej bowiem eremici spotykają się z Bogiem, to jest przestrzeń ich świętości. Piękne powiedzenie kartuskie mówi: „Obym będąc z Tobą, nigdy nie był sam!”. W zasadzie z całą mocą i odwagą mogę stwierdzić, że pustelnik nigdy nie jest sam, od samego początku bowiem jest zaproszony do relacji z Bogiem. Większym zagrożeniem wydaje się poczucie osamotnienia. Przychodzą takie chwile, kiedy po prostu brakuje kogoś obok, kiedy ciąży rutyna życia codziennego. Oczywiście pustelnik może przeżywać także okresy osamotnienia, poczucie opuszczenia, kiedy wydaje mu się, że Bóg jest jakby daleko, choć w rzeczywistości jest bliżej, niż się zdaje. I to jest chyba największe cierpienie dla eremity. Święty Jan od Krzyża nazywa to „nocą ciemną” i tutaj warto zagłębić się w naukę doktora mistycznego, by w pełni dostrzec, na czym ta noc polega i jakie wyzwania oraz stany za sobą niesie.

KJW: Czy pustelnicy muszą sami mierzyć się z tym osamotnieniem?

KB: Musimy pamiętać, że pustelnik nie jest poza wspólnotą Kościoła, ale stanowi jego integralną część. Może więc korzystać z pomocy tej wspólnoty, w której życiu chociażby poprzez udział w Eucharystii uczestniczy. Oczywiście określa w swojej regule, jak ta relacja z Kościołem lokalnym i osobami odwiedzającymi pustelnię ma wyglądać. Każdy eremita tworzy własną regułę życia, stąd nie ma jednej odpowiedzi, jak te relacje wyglądają. Niektórzy z pustelników służą duchową radą i przyjmują gości w swojej pustelni, a niektórzy nie. Oba stanowiska są w pełni zrozumiałe, gdyż i takie, i takie przypadki były u ojców pustyni. Co jest ważne, każdy pustelnik powinien mieć kierownika duchowego, który będzie służył mu radą i nadzieją w chwilach trudności. Jednak, na co wskazuje Kodeks prawa kanonicznego, życie pustelnicze ma się odznaczać surowszym odsunięciem od świata. Wymaga to więc od pustelnika niezwykłej odporności psychicznej i dojrzałości oraz przygotowania na takie trudne chwile. Bo trudności na pustelni będą. I eremita musi się z nimi mierzyć. Ale jak wskazuje ks. Janusz Ihantowicz: „Kiedy jest to wszystko przeżywane dla Boga, wtedy nie jest to już osamotnienie, które trzeba znieść, ale samotność, która święci”.

Zobacz też:   Na granicy życia i śmierci

KJW: Mówisz, że każdy tworzy własną regułę. Czy jest ona oparta na jakimś wzorze – regule mistrza? Jeżeli nie, to czy można wskazać punkty wspólne?

KB: Jeśli chodzi o formę, w jakiej ma być spisana reguła, zazwyczaj nie podaje się żadnych wymagań. Pustelnik może wzorować się na regułach starożytnych prawodawców życia monastycznego lub innych dokumentach należących do dorobku ojców i doktorów Kościoła, świętych, którzy są mu bliscy. W statucie pustelnika powinny jednak znaleźć się odniesienia do takich kwestii jak: własne rozumienie życia konsekrowanego w odniesieniu do kan. 603 KPK; relacja do biskupa i do Kościoła; sposób zachowania trzech rad ewangelicznych; miejsce pustelni; rozkład dnia oraz czas modlitw; praktyki ascetyczne; praca (ewentualnie sposób i miejsce sprzedaży wytworów pracy); odpoczynek; realizacja surowszej separacji od świata; możliwość świadczenia pomocy duchowej wobec przybywających po rady duchowe; zapisanie własnej charyzmatycznej opcji życia samotnego wynikającej z osobowości pustelnika; kontakty ze światem, wskazania dotyczące kierownictwa duchowego, ochrony swojej samotności – np. jak często i dla jakich koniecznych powodów mógłby opuszczać pustelnię. Reguła powinna być także zaakceptowana przez biskupa diecezjalnego.

KJW: Jak już wcześniej wspomnieliśmy, problem samotności dotyka głównie starszych osób. Czy ci mistrzowie duchowi mieliby dla nich dziś jakieś propozycje, jak z taką realną samotnością sobie poradzić?

KB: Jeśli chodzi o duchowe rady pustelników, to jeszcze raz wrócę do tego, co mówiłam wcześniej. Samotność dobrze przeżywana nie jest czymś złym. Wręcz przeciwnie – każdemu z nas są potrzebne takie chwile, kiedy możemy sami chociażby poświęcić czas na modlitwę, dokonać ważnych przemyśleń. Sam Jezus przeżywał takie chwile. W samotności podejmował przecież ważne decyzje. Co jednak zrobić, jak właśnie wkrada się to osamotnienie? Pustelnicy radzą, aby nieustannie przypominać sobie, że Bóg jest i czuwa. Nawet jeśli nam wydaje się, że wokół jest tylko mrok. Pięknie, myślę, obrazuje to wiersz Leopolda Staffa: „Nie widzą Ciebie moje oczy / Nie słyszą Ciebie moje uszy / A jesteś światłem w mej pomroczy / A jesteś śpiewem w mojej duszy”. W tym stanie może pomóc nam także modlitwa, albowiem to ona jest świadomością tego, że Bóg jest zawsze i że życie każdego z nas ma dla Niego znaczenie. Tylko modlitwa rodzi prawdziwy pokój, harmonię wewnętrzną w samym człowieku, ale i też wokół niego.

KJW: Jest też inny rodzaj samotności, który można chyba nazwać „ukrytym”. Mam tu na myśli poczucie samotności pomimo posiadania rodziny, wielu znajomych czy zaangażowania społecznego. Zdaje się, że coraz więcej osób dotyka taki problem.

KB: Niestety tak. Wydaje mi się, że jest to echo współczesnego świata i tego, że nie potrafimy tworzyć pięknych i dojrzałych relacji. Genialnie ujął to papież Benedykt XVI: „Jesteśmy istotami stworzonymi do relacji. I tylko akceptując tę naszą relacyjność, dochodzimy do prawdy, w przeciwnym razie popadamy w zakłamanie, a to ostatecznie nas niszczy”. Zobacz, że kiedy spotykamy się z kimś, większość czasu spędzamy na patrzeniu w ekran telefonu, nie słuchamy się nawzajem, nie przeżywamy swoich problemów. Forma kontaktów międzyludzkich ogranicza się tylko do wirtualnej rzeczywistości, zanika forma spędzania czasu razem, przeżywania bliskości. Niestety świat wirtualny prowadzi do autodestrukcji. Z przerażeniem patrzę, ilu młodych ludzi popełnia samobójstwa, gdyż nie radzą sobie z nienawiścią napotkaną w internecie czy właśnie ze źle przeżywaną samotnością. Ale to wewnętrzne osamotnienie, na co wskazuje o. Thomas Merton, może mieć także przyczynę w odrzuceniu Boga, w naszej niedoskonałej miłości wobec Niego. Odrzucając Jego wolę, żyjąc według swoich bożków, popadamy w pustkę i nicość. I wtedy rodzi się frustracja, niepokój, roztargnienie, wewnętrzny brak harmonii. A jak się ostoi królestwo wewnętrznie skłócone?

KJW: Często odwołujesz się do dobrze przeżytej samotności. Mogłabyś dać parę wskazówek, raczej dla żółtodziobów, od czego zacząć, aby poradzić sobie z osamotnieniem i zacząć swoją sytuację przeżywać na nowo?

KB: Myślę, że nie ma na to jednej recepty, bo każdy z nas jest inny. Rodzi się tutaj wiele odpowiedzi, jak chociażby budowanie dojrzałych relacji, dbanie o osoby, które są wokół mnie… Ale przypomniał mi się tutaj kolejny apoftegmat: „Początkiem zbawienia jest poznanie siebie samego”. Ważne jest zatem, abyśmy po prostu siebie poznali, nie uciekali od siebie, jakkolwiek może to dziwnie brzmieć. Ojciec Merton wskazywał, że nie możemy być sobą, jeśli się nie znamy. Więc kluczem do dobrego przeżywania samotności jest po prostu bycie sobą, poznanie siebie i szacunek do siebie samego. Wtedy, jeśli będę siebie akceptować (co nie oznacza, że nie mam nad sobą pracować!), nie będę uciekać przed chwilami samotności, nie będę musiał na siłę wypełnić pustki, zagłuszyć jej czymś miernym. Samotność może być dla mnie dobrą chwilą, szansą na głębszy rozwój. Podsumowując, myślę, że samotności nie ma się co bać. Ona jest piękna, jeśli tylko przeżywana z Bogiem. Chrystus nas nigdy nie opuści i to powinno być naszą siłą oraz nadzieją pośród wszelkich zwątpień i chwil osamotnienia.

KJW: Dziękuję za rozmowę! Mogę chyba zdradzić, że Kasia w połowie styczna będzie broniła swoją pracę doktorską – trzymamy więc kciuki i modlimy się, aby wszystko poszło gładko.

KB: Nie powiem, stres jest. Za modlitwę będę bardzo wdzięczna. Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.