adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
magazine cover

unsplash.com

Współczesna kultura przyzwyczaiła nas do tego, że w trudnych chwilach sięgamy po film lub serial, żeby znaleźć w nim otuchę, oderwać myśli. Chyba każdy z nas ma swoje ulubione pozycje na takie momenty. Czasami jednak sięgamy po coś, czego wcześniej nie widzieliśmy, i zdarza się, że chociaż zapowiada się dobrze, to końcówka sprawia, że czujemy się jeszcze gorzej.

Jednym z takich filmów było dla mnie Zanim się pojawiłeś. Produkcja trafiła do kin w 2016 r., ja obejrzałam ją parę lat temu. Niedawno zaś film trafił na Netflixa, wywołując zapewne drugą falę zainteresowania i motywując mnie do napisania tego tekstu.

(UWAGA! Tekst zawiera spoilery dotyczące filmów Zanim się pojawiłeś i Opiekun).

Fabuła

Lou (Emilia Clark), młoda dziewczyna mająca problem ze znalezieniem pracy, zostaje opiekunką bogatego, cierpiącego na tetraplegię (paraliż we wszystkich kończynach) Willa (Sam Claflin). Kiedyś bardzo aktywny fizycznie i zawodowo chłopak po wypadku odpowiedzialnym za jego stan stracił chęć do życia, zaczął odpychać od siebie bliskich. Zadaniem Lou jest towarzyszenie mu. Z czasem nawiązuje się między nimi relacja; mężczyzna zaczyna się uśmiechać, rozmawiać z Louisą.

W pewnym momencie dowiaduje się ona, że Will zawarł z rodzicami umowę – jeśli w ciągu pół roku nie wróci mu chęć do życia, podda się eutanazji. Usłyszawszy o tym, Lou początkowo chce zrezygnować z pracy. Po namyśle jednak postanawia odwieść chłopaka od tej decyzji, pokazać mu, że warto żyć. Zabiera go na koncerty, wakacje, w różne ciekawe miejsca.

Brzmi pięknie, prawda? Niestety, tylko do pewnego momentu. Mimo starań Lou i tego, że nawiązuje się między nimi głębsze uczucie, Will pozostaje przy swojej decyzji. Ból, cierpienie i myśli samobójcze wygrywają w nim nad tym, co dobre. Rodzice, chociaż nie zgadzają się z jego wyborem, wywożą go za granicę, aby tam… no cóż, zabito go.

Jakie jest więc właściwie przesłanie tego filmu (i książki, na której jest oparty)? Jedynym wyjściem dla osób sparaliżowanych jest śmierć, nawet jeśli żyją dostatnie (więc są dla nich dostępne rozwiązania, z których korzystanie dla osób biedniejszych jest niemożliwe) i mają wokół siebie kochających bliskich. Tak mogą to odczytać również inne osoby niepełnosprawne, chore, pogrążone w depresji.

Ocena moralna i nauczanie Kościoła

Nie mam zamiaru oceniać tutaj osób, które znajdują się w tak trudnym momencie życia, lub tych, których bliscy w taki sposób doprowadzili do zakończenia swojego życia. Takich osądów może dokonywać tylko Bóg, który zna całą prawdę o człowieku.

Nie możemy oceniać człowieka, powinniśmy jednak potępić czyn. Nauczanie Kościoła w kwestii eutanazji bezpośredniej, z którą tutaj mamy do czynienia, jest jasne:

„Eutanazja bezpośrednia, niezależnie od motywów i środków, polega na położeniu kresu życiu osób upośledzonych, chorych lub umierających. Jest ona moralnie niedopuszczalna” (KKK 2277).

Szerzej podjął ten temat św. Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae:

„Kto popiera samobójczy zamiar drugiego człowieka i współdziała w jego realizacji poprzez tak zwane »samobójstwo wspomagane«, staje się wspólnikiem, a czasem wręcz bezpośrednim sprawcą niesprawiedliwości, która nigdy nie może być usprawiedliwiona, nawet wówczas, gdy zostaje dokonana na żądanie. Zdumiewającą aktualność mają tu słowa św. Augustyna: »Nigdy nie wolno zabić drugiego człowieka: nawet gdyby sam tego chciał, gdyby wręcz o to prosił i stojąc na granicy między życiem i śmiercią błagał, by pomóc mu w uwolnieniu duszy, która zmaga się z więzami ciała i pragnie się z nich wyrwać; nie wolno nawet wówczas, gdy chory nie jest już w stanie żyć«. Także w przypadku, gdy motywem eutanazji nie jest egoistyczna odmowa ponoszenia trudów związanych z egzystencją osoby cierpiącej, trzeba eutanazję określić mianem fałszywej litości, a nawet uznać ją za niepokojące »wynaturzenie«: prawdziwe »współczucie« bowiem skłania do solidarności z cudzym bólem, a nie do zabicia osoby, której cierpienia nie potrafi się znieść. Czyn eutanazji zatem wydaje się tym większym wynaturzeniem, gdy zostaje dokonany przez tych, którzy – jak na przykład krewni chorego – powinni opiekować się nim cierpliwie i z miłością, albo też przez tych, którzy – jak lekarze – ze względu na naturę swojego zawodu powinni leczyć chorego nawet w końcowych i najcięższych stadiach choroby”.

Rola autorów

Jest dla mnie jako widza jasne, że stan bohatera jest bardzo ciężki i że zmaga się on z ogromnym cierpieniem fizycznym. Trudne są dla niego również wszystkie kwestie z tym powiązane – niemożność wykonywania prostych czynności (a co dopiero mówić o sportach ekstremalnych), dziwne spojrzenia, samotność, zależność od innych i wynikające z tego upokorzenie. W toku akcji dowiadujemy się również, że jego była dziewczyna wychodzi za jego najlepszego przyjaciela – cały świat idzie dalej, nie oglądając się na Willa. Bohater odczuwa ogromny ból na wielu poziomach, trudno więc nawet byłoby oceniać, czy jego pragnienie śmierci jest w pełni świadome i dobrowolne.

Uważam jednak, że osoby decydujące się napisać książkę czy stworzyć film na taki temat powinny raczej wskazywać przykłady tych, którzy wybrali życie, podnosić na duchu, przypominać, że się da. W przypadku takich trudnych kwestii, czy tego chcą, czy nie, przyjmują one na siebie pewną odpowiedzialność wobec tych, których problem dotyczy. Filmy i książki potrafią realnie wpływać na postrzeganie przez ich widzów bądź czytelników pewnych spraw, zwłaszcza gdy są to dzieła skierowane do szerokiego grona odbiorców.

A znamy przecież wiele historii osób niepełnosprawnych, których życie przepełnione jest radością i pokojem o wiele bardziej niż w przypadku ich zdrowych rówieśników. Mamy mnóstwo przykładów ludzi chorych, niedomagających fizycznie czy psychicznie, którzy dokonują wielkich rzeczy. Wystarczy spojrzeć chociażby na uczestników paraolimpiady.

Czego zabrakło?

W przypadku bohatera Zanim się pojawiłeś zapewne zabrakło leczenia psychiatrycznego – odpowiednich leków na depresję (na którą mężczyzna zapewne również cierpi, skoro dręczą go myśli samobójcze i to, co zdrową osobę podniosłoby na duchu, w jego przypadku jest niewystarczające), terapii. Jest to zresztą temat wciąż bardzo słabo podejmowany w filmach i serialach, więc takie poprowadzenie historii z pewnością przyniosłoby o wiele więcej korzyści dla widza.

Z pewnością zaś zabrakło wiary w Boga. Dla nas, katolików, to wielki dar, że w najtrudniejszych chwilach, w których racjonalnie nie widzimy już żadnego sensu swojego istnienia, możemy się uchwycić tego: skoro żyję, to znaczy, że Bóg tak chce i ma to jakiś sens. Ja go mogę nie widzieć, bo nie jestem Nim, nie mam pełnej wiedzy o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości – ale On ma. Być może daje mi jeszcze czas, żebym się nawrócił? A może to ja mam być dla kogoś powodem do nawrócenia? Może mam tu jeszcze jakieś zadanie, które On dla mnie przeznaczył?

„A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?” (Łk 18, 7). Jako katolicy możemy również nieustannie prosić Boga o pomoc, o łaskę zrozumienia. I wierzyć (nawet gdy tego nie czujemy), że choćby i wszyscy ludzie nas opuścili, to nie jesteśmy sami – On towarzyszy nam w tym cierpieniu.

Sprzeciw

Nie jestem jednak jedyną osobą, w której film Zanim się pojawiłeś wywołał tak negatywne odczucia. Po premierze głosy oburzenia popłynęły ze strony środowiska osób niepełnosprawnych. W reakcji na przesłanie filmu powstał twitterowy hashtag nawiązujący do angielskiego tytułu filmu (Me Before You) – #MeBeforeEuthanasia (por. Wanshel E., The Disability Community Is Pissed AF About ‘Me Before You’ [w:] huffpost.com). W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Australii odbyły się również protesty pod wspomnianym hasłem.

Akcent pozytywny

Jeśli chcielibyśmy w Zanim się pojawiłeś doszukać się jednak jakiegoś pozytywnego przesłania, to byłoby ono takie: jeżeli w naszym otoczeniu jest ktoś, kto potrzebuje pomocy, to warto zrobić wszystko, by mu jej udzielić. Mimo zakończenia filmu wysiłki Lou, żeby przekonać Willa do zmiany decyzji, pokazać mu wartość życia, a także wskazać, że jest potrzebny – chociażby przez to, że dał jej szansę doświadczenia tego, na co nigdy samej nie byłoby jej stać – oraz niezgoda na zakończenie jego życia zasługują na uznanie.

Dużo łatwiej byłoby jej już na samym początku zrezygnować, zanim jeszcze zaangażowała się emocjonalnie. W końcu tak radziły niektóre osoby z jej otoczenia. Ona jednak stara się zrobić wszystko, żeby zmienić zdanie Willa. Widzimy, jak spędza całe godziny, układając plany, zdobywając potrzebne informacje – robi o wiele więcej, niż od niej wymagano. W tym zdecydowanie warto ją naśladować.

Na przeciwnym biegunie

W tym samym, 2016 roku wypuszczono film Opiekun (ang. The Fundamentals of Caring), który najpierw pokazano na Sundance Film Festival, a później opublikowano na Netflixie. On również opowiada historię osoby niepełnosprawnej – w tym przypadku jest to chory na dystrofię mięśniową Duchenne’a nastolatek, Trevor (którego gra Craig Roberts) – i jej opiekuna, Bena (w tej roli Paul Rudd).

Zobacz też:   Znudzony w Świecie Shinigami

Ben decyduje się zostać opiekunem osoby niepełnosprawnej w momencie, gdy przeżywa osobiste trudności. Wciąż nie może otrząsnąć się po śmierci syna, który zginął na jego oczach pod kołami niewłaściwie zaparkowanego samochodu należącego do Bena, a także pogodzić się z rozwodem – unika więc żony, uporczywie domagającej się od niego, by podpisał papiery i sfinalizował rozpad ich małżeństwa. Przed wypadkiem mężczyzna był pisarzem, ale po wszystkim, co się wydarzyło w jego życiu, porzucił to zajęcie.

Tak jak w przypadku Lou, jego główną motywacją do podjęcia pracy jako opiekun jest problem ze znalezieniem jakiegokolwiek innego zajęcia. Zakres pracy Bena obejmować będzie jednak o wiele więcej – także pomaganie przy załatwianiu potrzeb fizjologicznych, podawanie leków itp.

Normalność

Opiekunowi daleko do romantyczności Zanim się pojawiłeś. To, co w pierwszym z opisywanych filmów odbywało się za zamkniętymi drzwiami (należało do obowiązków pielęgniarza), tutaj jest otwarcie pokazywane. Jednocześnie jednak jest w tym normalność. Zarówno Trevor, jak i jego matka (grana przez Jennifer Ehle) wydają się raczej pogodzeni z sytuacją, żyją według stałego rytmu. I choć w filmie pojawia się wątek romantyczny – relacja między Trevorem a dziewczyną spotkaną podczas podróży – to jest pod pewnymi względami o wiele bardziej realistyczny (zwłaszcza niezręczność ich pierwszego spotkania, podczas którego dziewczyna mówi do Trevora: „Nice shoes” [tłum. ładne buty], a on odpowiada tylko: „Mall” [tłum. centrum handlowe] i odjeżdża, to chyba coś bardzo znajomego dla większości z nas).

Oczywiście sytuacja Trevora jest nieco inna niż ta dotycząca bohatera Zanim się pojawiłeś. Nastolatek porusza się bowiem na wózku nie w wyniku wypadku, ale z powodu choroby, którą zdiagnozowano u niego, gdy miał trzy lata. Nie pamięta więc innego życia – co nie oznacza, że brak możliwości wykonywania samodzielnie podstawowych czynności nie jest dla niego dotkliwy. Stara się sobie z tym radzić tak, jak potrafi – zamykając się w fizycznych czterech ścianach, rutynowych schematach i chowając się za maską sarkazmu.

Język, jakim posługują się bohaterowie, i tematyka ich rozmów – zwłaszcza tych między Trevorem a Benem – może nieco razić delikatniejszego widza. Czasami wypowiadają się oni bardzo dosadnie, mają specyficzne, raczej „męskie” poczucie humoru. To pozwala im nawiązać bliższą relację, w jakiś sposób wypełniającą pustkę po synu (w przypadku Bena) i ojcu (w przypadku Trevora, który został przez swojego rodzica porzucony, gdy ten dowiedział się, że dziecko jest niepełnosprawne). O tych bolesnych faktach z życia bohaterów, związanych z utratą (choć w obu przypadkach nieco inaczej) bliskich, widz dowiaduje się stopniowo; to nie jest coś, o czym oni chcieliby mówić, i pokazuje nam to również sama konstrukcja filmu.

Mapa marzeń

Już na początku filmu Trevor pokazuje Benowi tworzoną przez siebie mapę najbardziej obciachowych atrakcji turystycznych w Ameryce, takich jak największy na świecie byk czy – jego ulubione miejsce – najgłębsza dziura. Od razu oczywiste staje się, że chciałby te atrakcje zobaczyć, ale początkowo nie potrafi nawet przyznać tego przed samym sobą. Dopiero gdy w ostrej kłótni z Benem obaj wykrzykują sobie nawzajem, że ten drugi marnuje swoje życie, w Trevorze coś się przełamuje. Zamiast więc opowiedzieć matce, co się naprawdę wydarzyło, mówi jej, że Ben zaproponował mu wspólny wyjazd. Po dokładnym zaplanowaniu wszystkich szczegółów wycieczki udają się w drogę.

Wielki byk i związane z nim przesłanie

Pierwszą atrakcją, którą Trevor i Ben chcą zobaczyć, jest największy na świecie byk. Okazuje się jednak, że znajduje się on na piętrze i można się tam dostać tylko schodami, właściciele zaś nie są skorzy do pomocy chłopakowi na wózku. Ben tego nie akceptuje. Jego zaangażowanie w tę sprawę może się wydawać śmieszne, ale w rzeczywistości niesie za sobą bardzo istotne przesłanie.

Mimo że mamy już drugą dekadę XXI wieku, wciąż jest wiele miejsc, do których dostęp dla osób poruszających się na wózku bądź borykających się z problemami zdrowotnymi utrudniającymi im chodzenie jest skomplikowany albo wręcz w ogóle niemożliwy. Dotyczy to wielu budynków mieszkalnych (nawet w wyposażonych w windę – dotarcie do niej wymaga zazwyczaj pokonania przynajmniej kilku schodów), przychodni lekarskich, urzędów, bibliotek, szkół, uczelni – czyli miejsc, do których czasami naprawdę musi się pójść. A nawet jeśli są to inne miejsca, np. związane z rozrywką – to czy takie osoby nie mają prawa z nich skorzystać? Powinniśmy nieustannie podejmować walkę o to, aby problemy zdrowotne innych ludzi nie były powodem do spychania ich na margines społeczeństwa.

Dla Bena naturalne jest, że Trevor to taki sam podróżujący jak każdy inny i jeśli przyjechał zobaczyć największego na świecie byka, to należy mu to umożliwić. Nie jako coś dodatkowego, co zależy od tego, czy właściciel miejsca jest życzliwy, ale jako oczywistość.

Dalsza historia

Po drodze Ben i Trevor spotykają Dot (Selena Gomez), która wybiera się do Denver, aby tam zacząć wszystko od zera. Jej matka zmarła kilka lat wcześniej, z ojcem zaś nie układa jej się najlepiej. Trevor od pierwszej chwili jest Dot zauroczony, Ben więc proponuje, aby zabrali ją ze sobą. Kolejnego dnia podróży dołącza do nich jeszcze Peaches (Megan Ferguson), ciężarna kobieta, której zepsuł się samochód. Ojciec dziecka to żołnierz przebywający w Afganistanie. Peaches jedzie więc do Nebraski, gdzie znajduje się jej matka, aby od niej uzyskać pomoc na początku macierzyńskiej drogi.

Cała czwórka udaje się najpierw do salonu samochodowego, w którym pracuje ojciec Trevora – co nie jest przyjemnym spotkaniem. Ostatecznie zaś docierają do największej dziury na świecie, gdzie Peaches rodzi swoje dziecko z pomocą Bena, Dot godzi się z ojcem, a Trevor ma szansę spełnić swoje największe marzenie.

Film nie ma jakiegoś spektakularnego happy endu, ale nie brakuje mu małych dobrych zakończeń. Życie Trevora wraca do normy – utrzymuje przyjaźń z Benem i znów nabiera swoich opiekunów. Na zawsze zostanie z nim jednak wszystko to, co przeżył podczas podróży, i relacje, które podczas niej nawiązał. Ben zaś rozwiązuje swoje sprawy osobiste i wraca do bycia pisarzem – opisując właśnie, wedle jego życzenia, historię Trevora.

Przesłanie

Choć między Zanim się pojawiłeś a Opiekunem istnieją podobieństwa, największa różnica tkwi w przesłaniu, które wynika z podejścia głównego bohatera. Will od samego początku zakłada, że jego życie po wypadku nie ma sensu i powinno zostać zakończone. Trevor z kolei, choć jego usposobienie również jest specyficzne i nie wydaje się on tchnąć optymizmem, ma swoje marzenia. Wielką rzeczą, jaka dokonuje się w jego życiu, jest to, że może je spełnić.

Porównanie tych filmów wskazuje nam dwie drogi i dwa cele – poddanie się i walka, śmierć i marzenia. Wybór tej pierwszej opcji wcale nie jest łatwy. Czasami to walka sekunda po sekundzie, godzina po godzinie, dzień po dniu. Niekiedy potrzebujemy drugiego człowieka, aby wyciągnął nas z mentalnej przepaści, z której sami nie potrafimy się już wydostać.

W takiej sytuacji możemy (i powinniśmy) czasem zrobić tylko jedno: prosić Boga, by pomagał nam wybierać tę drugą drogę, nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że to nie ma sensu.

Jeśli to Twoja historia – w którą została wpisana depresja lub inna choroba psychiczna bądź fizyczna, codzienne cierpienie – to wiedz, że nie jesteś sam, nie jesteś dziwny, nie jesteś winny. Spróbuj o tym pamiętać – ale też nie obwiniaj się, jeżeli nie będzie to łatwe. Nie wstydź się krzyczeć o pomoc.

Jeżeli przeżywasz jakieś trudności, nie radzisz sobie ze smutkiem, lękiem, wykonywaniem codziennych czynności lub doświadczasz innych tego typu problemów, nie bój się też zgłosić do specjalisty – psychologa, psychoterapeuty, psychiatry; w zależności od rodzaju i ciężaru problemu – nawet gdyby inni mówili ci, że to, co przeżywasz, to nic takiego, że sobie to wszystko wymyślasz albo że może nie modlisz się wystarczająco. To ważna uwaga: spowiedź i modlitwa to jedno, ale od tego są lekarze, żeby pomagali nam, gdy nie jesteśmy zdrowi – czy to na ciele, czy na psychice. Oczywiście możemy (i powinniśmy) to łączyć. Czasem nawet okazuje się to konieczne. Gdy dobranie właściwego leczenia się przedłuża i nie dajemy już rady, zanośmy to wszystko to Boga. Wołajmy albo szepczmy do Niego o pomoc, w zależności od tego, na co starcza nam sił.
Wszyscy módlmy się za tych, którzy nie mają siły walczyć, za dusze tych, którym nie udało się pokonać ciemności swojego serca, i ich bliskich, często pogrążonych w bólu i dręczonych wyrzutami sumienia. Otaczajmy ich troską, rozeznając z Bożą pomocą, jakiego wsparcia potrzebują. Walczmy o nich. Słuchajmy ich. Bądźmy przy nich.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.