adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Czy zwyczajność jest bez sensu?

magazine cover

unsplash.com

Czy ludzkie życie ma sens? Tak, wiem. Zadałem bardzo oklepane pytanie, na które wielu odpowiedziałoby, że jest nie tylko tandetne, ale też pozbawione sensu. Ostatecznie myślę, że każdy oceni sam, czy jego życie ma jakiś cel. Ja postaram się natomiast opisać, jakie są w tej sprawie podejścia do problemu i możliwie przejrzyście przedstawię swoją własną wizję.

Nie chcę mówić, że niniejsza tematyka jest niewdzięczna, ale trochę tak rzeczywiście jest. Dzieje się tak, ponieważ bardzo łatwo w obliczu prozy życia przychodzi nam jej dewaluowanie. Gdy wielokrotnie powtarzana czynność staje się codziennością, wówczas jej rutynowość potrafi być, nie przesadzając, „małym czyśćcem”.

Przyjrzyjmy się przeciętnemu życiu każdego człowieka. Wstajesz o szóstej rano do pracy. Musisz to zrobić zawsze punkt szósta, inaczej nie zdążysz się pomodlić, wziąć prysznica, zjeść śniadania i przygotować się do wyjścia. Później zostaje ci około trzydzieści, może czterdzieści minut na dojazd do pracy. Robisz to każdego dnia, więc już nawet nie zastanawiasz się zbytnio, jaka czynność następuje po której. Rzeczy dzieją się same.

Następnie przez osiem godzin wykonujesz pracę. Możliwe, że jej nie znosisz. Męczysz się i każdego dnia zagryzasz zęby, myśląc o powrocie do domu. Będzie on trwał około pół godziny. Zanim wrócisz, zrobisz też zakupy. Zajmiesz się obiadem i rodziną. Góra godzinę, może półtorej odpoczniesz lub oddasz się swojemu hobby. Następnie pójdziesz spać, by kolejnego dnia powtórzyć dokładnie to samo.

Labirynt nudy

Czy życie nie jest trochę nudne? Nie wiem, czego oczekujesz, czytając ten tekst, ale odpowiem dość bezpośrednio: tak, życie jest nudne. Praca jest zwykle nudna, wstawanie, mycie się, przygotowywanie jedzenia. Wszystkie te czynności (jak i wiele innych) mogą być lub są nudne. Sama nuda i potoczność jeszcze nie są niczym złym. Ale gdy dołożymy do tego nasze codzienne cierpienie, trudy i choroby oraz prawdopodobnie niemiłych ludzi, wówczas nasze życie stanie się mieszanką – wydawałoby się – niemożliwą do zniesienia.

Z tego tytułu narodziło się wiele filozofii mających na celu opisanie tego stanu rzeczy i ujęcia go w jakieś ramy namysłu intelektualnego. Przyjrzyjmy się najpierw egzystencjalizmowi ateistycznemu. Pomijając aspekt historyczny tej filozofii, istotni są jej dwaj przedstawiciele: Albert Camus i Jean-Paul Sartre.

Nikt się na świat nie prosił

Sartre był filozofem, którego nazwalibyśmy nihilistycznym. Taki stan rzeczy wynika z kilku przyczyn: proponował on ateistyczną wizję człowieka i świata, odrzucał system wartości oparty o mniej lub bardziej rozwodnione wartości chrześcijańskie, a także sugerował egoistyczną, woluntarystyczną wizję człowieka.

Filozof przede wszystkim zwracał uwagę, że człowiek nie prosił się na świat. Dla Sartre’a to ludzie są piekłem. Ich potrzeby i interesy są często sprzeczne z naszymi. A jednak wszyscy chcemy spełniać swoje zachcianki i żądze. Jedni będą krzywdzić przez to innych minimalnie, a drudzy dość znacząco. W takim pojmowaniu ludzkiej egzystencji nie ma miejsca na moralność w takim sensie, w jakim rozumieją ją chrześcijanie. Nie ma odgórnych nakazów i zakazów. Są tylko ustanowione przez człowieka schematy.

Temu negatywnemu opisowi egzystencji ludzkiej przygrywa woluntaryzm, czyli przekonanie o absolutnej wartości ludzkiej wolności. Nic według Sartre’a nie jest tak ważne jak wolność. Człowiek jest – jak sam pisał – absolutną potencjalnością (zob. Jędraszewski M., Sartre Jean-Paul Charles Aymard, [w:] Powszechna encyklopedia filozofii, t. 8, 2007).

Nie taki straszny ten nihilizm?

A może po prostu cały ten szum wokół nihilizmu jest sztuczny i przerośnięty? Może zderzenie z nieuchronną bezsensownością życia i świata sprawia, że tworzymy sztuczne konstrukty jak religia, moralność czy obyczaje, a rosnące obawy przed ich odrzuceniem krystalizują się w postaci krytyki nihilizmu?

Takie rozwiązanie zaproponował Albert Camus. Filozof twierdził, że religia, moralność, obyczaje, konwenanse i zasady życia społecznego są fałszywymi tworami, buntem przed bezsensownością. Prawdziwym wyzwoleniem jest dopiero porzucenie ww. elementów kultury na rzecz pełnej afirmacji, że życie nie ma sensu. Istotą życia ludzkiego było według Camusa uporczywe wykonywanie swoich codziennych obowiązków i zmaganie się z życiem takim, jakim ono jest.

Program jego filozofii egzystencjalnej stanął jednak pod znakiem zapytania, gdy Camus dostrzegł potworności wojny. Uznał wówczas, że do prawidłowego życia, poza życiem indywidualnym, potrzebne jest również życie wspólnotowe, objawiające się w altruistycznej kooperacji i solidarności. Za inspiratorów upadku moralnego człowieka uznał m.in. Markiza de Sade, Fryderyka Nietzschego, Hegla, a także Karola Marksa. Szczególnie tym dwóm ostatnim przypisywał wyjątkowe zasługi w kreowaniu systemów, które odzierają człowieka z moralności (zob. Kawalec A., Camus Albert, [w:] Powszechna encyklopedia filozofii, t. 2, 2001).

Egzystencjalizm a chrześcijaństwo

Czy takie filozofie są w ogóle potrzebne chrześcijaninowi? Myślę, że są nawet konieczne do wzrostu duchowego. Pewne elementy naszego życia rzeczywiście są takie, jak opisali to Sartre czy Camus. I choć konsekwencje ich przekonań są w świetle naszej wiary błędne, to jednak same rozważania pokazują istotne trudności, z którymi każdy z nas się styka.

Zobacz też:   W imię Innosa

Bo kto z nas wybrał, aby się urodzić? Nikt. Wybrać swoje własne urodzenie – takie twierdzenie nie ma nawet sensu. Nie można wybrać czegoś, jeśli się nawet nie istnieje. Sartre wskazuje tu na niemoc i przygodność człowieka. Podobnie zresztą Camus, który, krytykując religię, nieświadomie może pomóc nam, chrześcijanom, zrozumieć, że nasze życia są potoczne, nudne i przygodne. Jego filozofia po prostu uczy pokory. Pokazuje, że szukanie „fajerwerków” donikąd nie prowadzi. Będzie tylko ciągłym szarpaniem się z sobą i ze światem.

Wszystko to jest jakimś pesymizmem

Nie twierdzę, że nie ma ludzi, których życie jest przepełnione różnorakimi ciekawymi aktywnościami. Z pewnością tak jest. Sęk w tym, że życie większości osób tak nie wygląda. Gdy przechodzimy drogą i obserwujemy masy ludzi przelewające się przez ulice, nie zauważamy, by dobrze się bawili czy byli podekscytowani.

Nasza egzystencja nie jest drastycznie różna w sposobie przeżywania tego, czego doświadczamy. Chodzimy do pracy, wracamy do domu, jemy, pijemy, kochamy naszych bliskich, płaczemy, gdy jest nam źle, śmiejemy się, gdy ktoś nas rozweseli. Sto, dwieście, trzysta, a nawet tysiąc lat temu ludzie robili dokładnie to samo.

Niedawno znalazłem odświeżone nagranie z końca XIX wieku. Na nim grupka dorosłych ludzi odzianych w stroje z epoki okładała się śnieżkami, zanosząc się przy tym śmiechem. Czy czymś to się różni od tego, jak dzisiaj zajmujemy sobie czas? Możliwe, że nikt nie rzucałby się śnieżkami z obcymi, a gdyby spróbował, mógłby usłyszeć kilka wulgaryzmów pod swoim adresem. Nie zmienia to jednak faktu, że zwyczajność jest swego rodzaju największym objętościowo przeżyciem ludzkim.

Kilka słów o filozofii dialogu

W drugiej połowie XX wieku, w opozycji do egzystencjalizmu ateistycznego, pojawiła się tzw. filozofia dialogu. Była to koncepcja personalistyczna, kładąca nacisk na godność życia ludzkiego, a także akty nawiązywania relacji międzyludzkich. Jednym z jej przedstawicieli jest Emmanuel Levinas.

Filozof zauważa, że to, co jest szczególnie istotne w ludzkiej egzystencji, to relacja. Wbrew Sartre’owi stwierdza, że człowiek nie jest piekłem, ale nadzieją, miłością i pocieszeniem. To dzięki człowiekowi można wyrwać się z okowów siebie samego, z zamknięcia. W pewnym sensie można powiedzieć, że według Levinasa to ja sam dla siebie jestem piekłem. Sam siebie mogę wyalienować, udręczyć, potępić, zagubić. Drugi człowiek może mnie z tych stanów wyrwać (zob. Jędraszewski M., Levinas Emmanuel, [w:] Powszechna encyklopedia filozofii, t. 6, 2005).

Inny przedstawiciel tego nurtu, Gabriel Marcel, zauważył, że człowiek jest wiecznym wędrowcem (łac. homo viator). Przez nihilizm, cynizm i relatywizm XX wieku ludzie ciągle szukają punktu zaczepienia. Nie mogąc go nigdzie znaleźć, błąkają się niejako bez celu. W tym sensie nasze poczucie niepokoju egzystencjalnego nie jest wynikiem fałszywych idei, którymi się otoczyliśmy, ale niedostatecznym ugruntowaniem w prawdziwych, budujących naszą świadomość koncepcjach (zob. Sweetman B., Marcel Gabriel, [w:] Powszechna encyklopedia filozofii, t. 6, 2005).

Filozofia zwyczajności

Nie chciałbym sobie samemu przypisywać terminu „filozofa zwyczajności”. Trochę jest tak, że każdy z nas ma swoją własną filozofię. To jest ten nasz potoczny namysł nad aktualnie zastaną rzeczywistością.

Ktoś z przekąsem mógłby powiedzieć, że zachwycam się nudną codziennością i gloryfikuję ją, bo sam mam nieciekawe życie. Rzeczywiście, moje życie nie jest ciekawe i przyznaję się do tego bez bicia. Z tym że długie przebywanie w jakimś stanie pozwala na jego dokładniejsze zrozumienie. Nie ma niczego zdrożnego w odkryciu wartości, jakie płyną ze swoistego uwznioślenia zwyczajności. Jeśli bowiem w oczach Boga wszyscy jesteśmy równi i według Niego każdy powinien być zbawiony, to życie każdego też w pewnym sensie może być uświęcające. Może to być życie zwykłego zamiatacza ulic, a może to być życie inwestora giełdowego mającego miliony na koncie. Nie widzę powodu, by którekolwiek z tych żyć miało być w jakiś sposób gorsze.

Na tym w mojej ocenie polega dramatyczny błąd kalwinizmu – że traktuje Boga w sposób transakcyjny. Tam, gdzie jest powodzenie życiowe, tam jest błogosławieństwo. Tylko czy rzeczywiście tak jest? Dlaczego Bóg miałby mi coś dawać? Ponieważ Go ładnie poprosiłem? A ile innych osób Go też poprosiło? A ile osób Go nie poprosiło, ale naprawdę czegoś potrzebuje?

Rzeczywistość i jej nuda w pewnym sensie sprowadza nas na właściwe tory pokornego życia. Moje pragnienie wyjątkowości, powodzenia i ciekawego życia nie jest ważniejsze od cudzych pragnień tego typu. W tym też ujawnia się piękno Boga, że nie jest On jakimś dżinem z lampy lub trzyosobowym państwem opiekuńczym. Jest omnipotentnym i wszechwiedzącym, tajemniczym bytem, który, zdaje się, woli dawać ludziom wędkę niż rybę.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.