adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj

Czeka nas śmierć

magazine cover

yt.com

„Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki”, miał ponoć zauważyć, mocno depresyjnie zresztą, Benjamin Franklin. Wydaje mi się, że świat mocno spsiał od czasów amerykańskiego polityka i masona. Podatków przybyło, a wokół tematu śmierci zaczęły dziać się dziwne rzeczy.

Kiedy byłem mały, wraz z rodziną i znajomymi odwiedziliśmy Wigry. Tam, w malowniczej okolicy, znajduje się klasztor, niegdyś zamieszkiwany przez kamedułów. Pamiętam, jak wielkie wrażenie wywarła na mnie opowieść znajomego, którą snuł, gdy przechadzaliśmy się między „domkami” (zwanymi eremami) mnichów. (Kto ciekaw, niech sobie wygoogluje, jak ten kompleks wygląda).

Powiedział, że mnisi praktykowali surowe milczenie. Ilekroć się mijali, jedynymi słowami, które wypowiadali, były słowa pozdrowienia – „memento mori!” (pamiętaj o śmierci). 

W cieniu śmierci

Dlaczego ww. słowa, szokujące dziś wielu, tak często pojawiały się na ustach zakonników przestrzegających surowej reguły? Pamięć o ludzkiej kruchości i śmiertelności uczyła ich pokory. Zarazem motywowała do działania.

Zerknijmy na czasy I Rzeczypospolitej. Spójrzmy na czasy wcześniejsze, na średniowieczny uniwersalizm. Świadomość śmierci była znacznie wyższa. Więcej ludzi umierało w młodszym, często bardzo młodym wieku (pamiętają Państwo zapewne Orszulę z Trenów Kochanowskiego, a to nie była jedyna jego córka, która zmarła w dzieciństwie). Chętnie przedstawiano na obrazach, freskach wizerunek śmierci. Raz to tańczącą ze śmiertelnikiem, raz to grającą z nim w szachy…

Marność

Jednakże również w opisywanych czasach żyli ludzie, którzy lekceważyli maksymę pulvis es, pulvere revertis (czyli polskie „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”). Korzystali z uciech życia, używali go, ile wlezie, nie bacząc na konsekwencje doczesne i wieczne.

A teraz? Teraz nie jest źle, lecz bardzo źle! O śmierci przypomina się na paczkach papierosów. Nad napisami „palenie zabija” widnieją straszliwe zdjęcia ze skutkami różnych powiązanych z paleniem schorzeń. A poza tym? O śmierci się nie mówi. „Tod ist tot”, parafrazując powiedzenie Fryderyka Nietzschego. Śmierć umarła. Myśmy ją zabili. Czasem tylko wyciąga się ją z grobu jako straszydło dla tych, którzy nie chcą prowadzić „fit” życia.

„Dzisiejszy dzień jest wczorajszym jutrem”

Znaczące podniesienie średniej wieku życia ludzi w naszym społeczeństwie stworzyło złudne przeświadczenie, że do śmierci jest daleko. „Ja jeszcze mam czas, mam dopiero dwadzieścia parę lat”. Mam jeszcze czas, by się ustatkować. Mam jeszcze czas, aby podjąć decyzję, co chcę w życiu robić. Mam jeszcze czas, by poświęcić uwagę bliskim. Mam jeszcze czas, by to uporządkować, by pojechać w dalekie kraje, nauczyć się języków, wydać zarobione po godzinach pieniądze, zrobić coś wartościowego… A tak dále

Zobacz też:   Świeccy w Kościele – rozmowa z Katarzyną Onderką

Mój wychowawca nazywał to „spychologią”. Fachowo mówi się na to prokrastynacja. Odwlekanie, dogmatyzowanie przekonania, że „co się odwlecze, to nie uciecze”.

Homo miserabilis – człowiek żałosny

Jesteśmy twórcami kultury, w której tematy tabu niemalże nie istnieją. Ale tematem zakazanym stała się śmierć. „Miarą naszego życia jest lat siedemdziesiąt, osiemdziesiąt, gdy jesteśmy mocni; a większość z nich to trud i marność” – jakże obco dziś brzmią te słowa psalmisty. Wygoda i zdrowie jawią się nam jako cnoty, wartości najwyższe. Tak mało zaś udziela się uwagi cierpieniu człowieka, odpowiedzialności, wierności wartościom wyższym i gotowości poświęcenia im swego życia, a nawet oddania go za bliźnich.

Tymczasem żałosny jest ten człowiek, który umiera w poczuciu, że jego życie było tragikomedią. Że nie było wartościowe, że nie było służbą. A to właśnie wartość i poświęcenie czemuś wyższemu niż wygoda nadają życiu sens.

Kiedy piszę te słowa, wciąż głośno jest o najnowszej filmowej adaptacji Ballady o Mulan. Dla młodej Hua Mulan najważniejsza była rodzina i kraj. To dla nich ryzykowała śmierć w zmaganiu z najeźdźcą (lub egzekucję w przypadku wykrycia, że jest kobietą).

„Dulce et decorum est pro patria mori”, napisał Horacy w Pieśni III. „Słodko i słusznie jest umrzeć za ojczyznę”. Czy to jeszcze jest tekst naszej cywilizacji? Czy może stał się dla nas obcy?

Wydaje mi się, że ze śmiercią mamy dwa problemy. Po pierwsze, odsuwamy ją od siebie, nie myślimy o niej, nie rozmawiamy. To prowadzi do lekceważenia własnej śmiertelności; człowiek to czyniący nie jest przygotowany na ból, cierpienie, chorobę, umieranie. Po drugie, tracimy sprzed oczu prawdę, że śmierć nie jest najgorszym, co może się w życiu przydarzyć.

„Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16, 26a). Co może być gorszego od zmarnowania swojego życia? Czyż nie jest de facto najgorszym grzechem wyrzucić do śmieci ten dar Boży?

Sztuka czy kicz?

Niegdyś ze śmiercią się oswajało. Powstał nawet termin ars bene moriendi, oznaczający „sztukę dobrego umierania”. Dziś w naszym kręgu kulturowym śmierć jest tematem niepożądanym.

Czy da się to zmienić? Nie wiem. Ale na pewno możemy ponownie włączyć to ważkie zagadnienie do katolickiego dyskursu. To jest coś, co warto zrobić, co leży w naszej gestii.

Powtórzę na koniec słowa z tekstów stałych komplety, modlitwy Kościoła przed snem: „noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech nam da Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen”.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.