adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Dostępne za darmo
finansowane przez czytelników

Wesprzyj
#tradilekcje

Cud codzienności

Niejednokrotnie w naszym życiu bywa tak, że ważność danego wydarzenia i radość z niego równa się stresowi, jaki się z nim wiąże. Egzamin? Niby zdany, niby radość, ale co się człowiek najadł strachu i stresu, to jego. Bo czasem wszystko idzie świetnie, ale z tyłu głowy pozostaje pytanie: co on teraz zamierza? Jakie będzie kolejne pytanie? Może betonowe koło ratunkowe?

17 stycznia 2020: II Niedziela po Epifanii
2 klasy, szaty zielone
link do tekstów liturgicznych: KLIK

Jakieś ważne spotkanie, impreza rodzinna, randka. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Doświadczamy ogromu sytuacji, w których radość i ekscytacja mieszają się z upiornym „gdyby”, rysującym przed nami najczarniejsze scenariusze ośmieszenia się. Najpierw skonkretyzujmy dzisiejszą Ewangelię w świetle naszych czasów. Osobiście może nie jestem w stanie zbyt dobrze się w to wczuć, ale inni już pewnie tak. Sytuacja, w której na waszym weselu, wśród radości, tańców, śpiewów, hulanek, gwaru rozmów stwarzających przyjazną atmosferę, nagle zapala się czerwona lampka: coś poszło nie tak.

Ktoś zemdlał, ktoś się śmiertelnie obraził, efektowny pląs na parkiecie, zamiast zmierzać ku widowiskowemu zakończeniu, skończył się nie mniej widowiskowym złamaniem ręki, nogi, czegokolwiek, co normalnie się nie powinno wyginać pod takim kątem. Czy choćby – przekładając jeden do jednego wydarzenie z dzisiejszej Ewangelii – najzwyczajniej w świeciezabrakło alkoholu lub jedzenia.

Myślę, że ten ostatni przypadek jest w jakiś sposób najgorszy, ponieważ wskazuje, że nie jest zrządzeniem ślepego losu, tylko gafą popełnioną przez organizatora – i niesmak pozostaje, zwłaszcza u mniej wyrozumiałych gości. Taka sytuacja mogła się właśnie wydarzyć w Kanie. Jednakże za namową swojej matki do akcji wkracza Chrystus, nie tylko ratując to uroczyste wydarzenie, ale również ukazując jego pełny potencjał, udoskonalając je.

Przekładając ten fragment na realia naszego życia, chciałbym zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze, Chrystus swoją cudowną działalność rozpoczął na weselu. Zamienienie wody w wino na pierwszy rzut oka nie jest czymś szczególnie duchowym. Niemniej, pokazuje to, że Chrystus objawia się w naszej codzienności i czyni z niej cud. Spektakularna codzienność. Nie wskrzeszenie, ale zadbanie o to, by ludzie mogli się czuć dobrze, cieszyć się życiem.

Zobacz też:   Dusza w stanie deweloperskim

Po drugie, powstałe z wody wino było jeszcze lepsze od tego, które stało wcześniej na stole – co zostało zauważone. Czasem trzeba w życiu dojść do momentu, w którym zdamy sobie sprawę, że nawet jeśli jesteśmy w czymś dobrzy, może nawet najlepsi, to bez Bożej pomocy w końcu nasze siły i potencjał się wyczerpują. Jezus chce zmieniać nasze życie, ale liczy się z tym, że doświadczymy niepewności, braku, aby jeszcze lepiej zrozumieć Jego dar. Brak nie jest końcem. Brak jest momentem zwrócenia się ku Bogu, który zawsze daje więcej.

Cóż więc nam czynić? Jak to podsumować? Trzeba po prostu spojrzeć na Boga jako na tego, który chce naszego szczęścia i realnie na nie wpływa. Nie jest odległy, jest z nami w naszej codzienności i widzi jej potrzeby. Życie człowieka staje się cudem, jeśli zaprosi się do niego Jezusa. Jeśli nie byłby zaproszony na to wesele, skończyłoby się zwyczajną klapą. On musi po prostu być, trzymać rękę na pulsie. Pamiętajmy, że Jezus – mimo iż urodził się w stajni – jest na pewno bardzo dobrze wychowany! Nie będzie nigdzie wchodził bez zaproszenia.

Nie należy przy tym zapominać, że droga ucznia Jezusa to droga, która jest oparta na krzyżu. Z niego Chrystus wyprowadza największe zwycięstwa, podobnie jak z pustych stągwi nalał weselnikom wina, jakiego jeszcze nie pili.

O autorze

Diakon, salwatorianin. Miłośnik tradycyjnej liturgii i gier bitewnych - Warhammera 40000 i Bolt Action. Obecnie posługuje w parafii św. Brata Alberta w Elblągu.
Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.