adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Co nauka mówi o końcu świata?

magazine cover

unsplash.com

Koniec świata, zagłada, apokalipsa… Myśl o tym, że wszystko to, co znamy, pewnego dnia może przestać istnieć, jest zapewne dla niektórych przerażająca. To zarazem temat bardzo ciekawy, a uporządkowanie go po głębszym przemyśleniu i zapoznaniu się z wynikami naukowymi może doprowadzić do interesujących wniosków.

Jaką sytuację właściwie moglibyśmy uznać za „koniec świata”? Czy mielibyśmy z nim do czynienia w momencie śmierci ostatniego człowieka? A może końcem świata byłby dopiero koniec istnienia naszej planety bądź naszego wszechświata? Niezależnie od tego, którą z tych wersji przyjmiemy, warto nieco dokładniej przyjrzeć się potencjalnym scenariuszom, które kreśli w tym obszarze nasza obecna wiedza naukowa.

We’re on the eve of destruction?

Z naszej ludzkiej perspektywy koniec ludzkości można by w pewnym sensie uznać za koniec świata. Byłby to bez wątpienia koniec historii, ponieważ niezależnie od tego, co działoby się później na znanym nam świecie, nie pozostałby już żaden człowiek, który mógłby to zaobserwować i opisać. Pozostaje jednak pytanie, czy w przyszłości nie pojawiłby się inny inteligentny, samoświadomy gatunek zdolny do budowy własnej cywilizacji oraz badania własnej historii.

Wśród potencjalnych przyczyn końca ludzkości wymienia się zarówno takie, które by zaistniały z naszej winy, jak i zupełnie od nas niezależne. Do pierwszej kategorii można niewątpliwie zaliczyć globalny konflikt. Od zakończenia II wojny światowej ludzkość ma broń atomową, co rodzi u wielu apokaliptyczną wizję kolejnego globalnego konfliktu, tym razem prowadzonego z jej użyciem. Jednocześnie od czasu wynalezienia i pierwszego użycia tak potężnej broni dotychczas nie mieliśmy do czynienia z militarnym konfliktem na skalę światową. Nie wiemy także, jakiego rodzaju bronie zostaną wymyślone w przyszłości.

Inny czynnik mogący potencjalnie zakończyć istnienie gatunku ludzkiego to globalna pandemia. Pytanie jednak, w jakim stopniu realne jest pojawienie się wirusa tak zabójczego, by współczesna ludzkość nie była w stanie ochronić się przed całkowitą zagładą. Podobnie sprawa ma się z zagrożeniami ekologicznymi, których lekceważenie także może doprowadzić do katastrofy. Biorąc jednak pod uwagę zdolność przyrody do regeneracji, można przypuścić, że i tu bardziej prawdopodobnym scenariuszem są ogromne zniszczenia oraz śmierć wielu ludzi, ale raczej nie całkowity koniec ludzkości.

Zwróćmy również uwagę na to, że koniec ludzkości wcale nie musi być gwałtowny. Wśród naukowców i filozofów pewną popularnością cieszy się także pogląd, że ludzkość degeneruje się w sposób stopniowy. W tej wizji z różnych powodów zanika zainteresowanie badaniem świata bądź losem ludzkości. Poszczególni ludzie degenerują się pod kątem kulturowym, umysłowym tudzież cywilizacyjnym, z czasem tracąc cechy ludzkie. To rzadko wspominana, a niewątpliwie ciekawa i dość przerażająca wizja końca ludzkości.

Upadek Terry

Nie wspomnieliśmy jak dotąd o sytuacji, w której nasza Ziemia przestaje istnieć lub panujące na niej warunki zmieniają się na tyle, by uniemożliwić ludziom życie na niej. Niewątpliwie taką sytuację można by również określić jako „koniec świata”. Mówiąc bowiem „świat”, niejednokrotnie mamy na myśli właśnie naszą planetę.

Groźnym zdarzeniem mogącym skutkować zniszczeniem Ziemi byłaby z pewnością kolizja z innym ciałem niebieskim. Do takiej sytuacji mogłoby dojść np. podczas zderzenia Drogi Mlecznej z galaktyką Andromedy przewidywanego za ok. cztery miliardy lat (Galactic merger to ‘evict’ Sun and Earth [w:] newscientist.com). Zagrożenie może przyjść także ze strony tego ciała niebieskiego, dzięki któremu życie na Ziemi jest w ogóle możliwe. Słońce, bo o nim mowa, podlega procesom fizycznym naturalnym dla wszystkich gwiazd. Za ok. pięć miliardów lat powinno więc zmienić się w tzw. czerwonego olbrzyma, co zapewne doprowadzi do wchłonięcia najbliższych planet, w tym Ziemi (What will happen to the planets when the Sun becomes a red giant? [w:] astronomy.com).

Zobacz też:   Dziewice konsekrowane

Celowo rozważam destrukcję Ziemi w osobnym podrozdziale. Obecny rozwój naukowy daje bowiem uzasadnioną nadzieję, że nawet zniszczenie naszej planety nie musiałoby się wiązać z końcem ludzkości. Postęp technologiczny i naukowy pozwala sądzić, że kolonizacja innych planet stanie się realna jeszcze przed końcem obecnego stulecia, a w przyszłości być może uda się ją rozciągnąć także na planety pozasłoneczne. W związku z tym prawdopodobnie dużo szybciej zyskamy możliwość mieszkania na innych planetach, niż stracimy ją na Ziemi (A Timeline for Humanity’s Colonization of Space [w:] futurism.com).

Wielki chłód, wybuch czy kolaps?

Inaczej sytuacja wygląda jednak w przypadku, w którym doszłoby do destrukcji całego wszechświata i po prostu fizycznie nie mielibyśmy gdzie uciec. W fizyce istnieją różne hipotezy dotyczące właśnie takiej ewentualności. Związane są one z różnymi proponowanymi modelami rozwoju wszechświata.

Według części naukowców nieustanne rozszerzanie wszechświata może doprowadzić w końcu do jego eksplozji. Inni proponują z kolei wizję, w której w pewnym momencie nastąpi przesilenie i wszechświat zacznie się z powrotem kurczyć, co z czasem doprowadzi do tzw. wielkiego kolapsu. Zanim nastąpi jedno lub drugie, może jednak dojść do wyczerpania energii większości gwiazd naszego wszechświata, co skutkowałoby obniżeniem temperatury w pobliże zera absolutnego. Tak zwany wielki chłód raczej skutecznie uniemożliwiłby funkcjonowanie jakiegokolwiek życia gdziekolwiek we wszechświecie.

Ważną rolę w kreśleniu tego typu scenariuszy odgrywa ciemna materia i ciemna energia. Nasz współczesny stan wiedzy w dziedzinie astronomii wyraźnie wskazuje na ich istnienie, natomiast badania są na bardzo wczesnej fazie, toteż w świecie nauki wciąż pojawia się bardzo wiele dyskusji i możliwych scenariuszy uwzględniających te koncepcje (Copernicus, Czym jest ciemna energia? [w:] youtube.com)

A choćby i na koniec świata!

Wszystko to, o czym tylko pobieżnie wspomniałem w tym tekście, z pewnością może napawać niepokojem. Pamiętajmy jednak, że są to scenariusze o minimalnym prawdopodobieństwie realizacji, mgliste lub bardzo odległe czasowo. Oczekiwanie na ewentualny koniec świata nie powinno więc spędzać nikomu snu z powiek. Nie wiemy o nim bowiem nic pewnego (poza oczywiście tym, że jeszcze przez jeden dzień będzie grała WOŚP).

Jako katolicy doskonale wiemy, że przyszłe losy ludzkości, Ziemi i wszechświata zna tylko Bóg. Niezależnie od poziomu naszego rozwoju naukowego nigdy nie będziemy w stanie nieomylnie przewidywać przyszłości. Warto więc skupić się na tym, na co mamy wpływ i nie dać się kontrolować nieuzasadnionym lękom.

Jest taka dobra zasada: „Oczekuj najlepszego, ale bądź przygotowany na najgorsze”. Uczeń Chrystusa realizuje ją w odniesieniu do rzeczy najważniejszych, ponieważ poprzez trwanie w stanie łaski uświęcającej stara się być zawsze przygotowany na swoją śmierć. I nie ma tu znaczenia, czy nastąpi ona w związku z końcem świata, czy w wyniku spadnięcia na głowę cegłówki.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.