adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Będąc w gimnazjum, zostałem kościelnym

magazine cover

facebook.com

Filip Łuczak to kościelny z ponaddziewięcioletnim stażem. Zaczął pełnić tę funkcję, będąc uczniem trzeciej klasy gimnazjum. Posługuje w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Poznaniu. Na Facebooku prowadzi fanpage o nazwie Kościelny”, gdzie można znaleźć memy z życia zakrystianów, ciekawostki okołokościelne oraz słowo Boże.

Dlaczego postanowiłeś zostać kościelnym?

Filip Łuczak (F.Ł.): Za dzieciaka nigdy nie miałem takich pragnień. Kiedyś chciałem być strażakiem lub astronautą. Kościelnym zostałem tak przypadkowo, gdyż posługujący wówczas w mojej parafii dwaj starsi panowie kościelni nie dawali już rady zdrowotnie. Później funkcję kościelnego pełnił pewien student. Jednak była to dla niego ciężka praca, gdyż był sam. Po jakimś czasie zrezygnował. Wtedy wytypowano trzy osoby z parafii, wśród których znalazłem się ja. Zostałem wybrany, kiedy byłem w trzeciej klasie gimnazjum. Tak zaczęła się moja przygoda kościelnego, która trwa już dziewięć lat.

Co musiałeś zrobić, aby zostać kościelnym?

F.Ł.: Bycie kościelnym to nie takie „hop-siup”. To jest odpowiedzialność, nie tylko za taki materialny wymiar budynku kościelnego, lecz także za opiekę nad samym Panem Jezusem – drzwi zamknąć, alarm włączyć. Proboszcz musi wybrać do takiej funkcji kogoś rozważnego i dojrzałego.

Kto może zostać zakrystianem?

F.Ł.: Niektóre diecezje mają wymagania co do kościelnego, ale to jest rzadkie, bo kościelni pod wieloma względami są pomijani. Ja myślę, że powinna być to osoba wierząca, godna zaufania i dysponująca czasem. Wyobraźmy sobie takie święta – tak jak każdy kroi warzywa do sałatki w Wielki Piątek i Wielką Sobotę, żeby wszystko przygotować na Wielkanoc, tak kościelny sprząta, szykuje, czyści lichtarze ołtarzowe, prasuje, aby wszystko było gotowe. Dobrze, jak w parafii jest kilka takich osób, bo wtedy każdy może się zająć swoim prywatnym życiem.

Jak wygląda praca kościelnego?

F.Ł.: Kościelny to ktoś taki, kto ma najbliższy kontakt z każdym parafianinem. Można przyjść na święconkę raz w roku i zobaczyć go kręcącego się po kościele, gdy zapala świeczki, albo kupić u niego opłatki w zakrystii. To jest najbardziej widoczne, ale istnieje też dużo rzeczy niewidocznych. Zdarzyło mi się, że raz czy dwa razy otwierałem kościół. Widziałem, że ktoś czeka przed kościołem, bo zaspałem. Są też osoby, które czekają, aż ich – brzydko mówiąc – nie wygonię z kościoła brzdąkaniem kluczy. Niektórzy kościelni sprzątają, zajmują się terenem przy parafii, grabiąc czy kosząc trawę. Moim zadaniem jest jeszcze dbanie o bieliznę kielichową, liturgiczną. Tego nie widać, bo to jest zawsze. Jeśli czegoś brakuje, jeśli kościelny zapomni księdzu dać kluczyk do tabernakulum (przed mszą), to od razu wszyscy widzą niepokój ze strony kapłana.

Czym jest bielizna kielichowa i do czego służy?

F.Ł.: Sama nazwa „bielizna kielichowa” pochodzi od bieli, czyli od tego, co jest białe przy kielichu. Każdy wie, że w bieliźnie raczej nigdzie się nie chodzi, dlatego kielich powinien być przykryty welonem. Bielizna kielichowa składa się z kilku części: palka służy do przykrycia kielicha, aby nie wlatywały np. muchy – gdy jest gorąco, to jest ich pełno, do tego wino jest dobre i słodkie, a muszki lubią wino bardziej niż ja. Korporał to taka serwetka. Nazywa się tak, ponieważ w dawnej liturgii najpierw hostia, a potem Ciało Pańskie były kładzione bezpośrednio na korporale, a dopiero w pewnym momencie na patenie. Jest jeszcze ręczniczek, czyli puryfikaterz, którym się wyciera palce.

Co jest ważne i co nie wszyscy robią, a myślę, że powinno to być zachowane, choć dzisiaj nigdzie nie ma takich przepisów (w starej liturgii to było pilnowane) – przy praniu puryfikaterz i korporał, czyli to, co miało kontakt z Ciałem Pańskim, powinny być moczone w misie. Potem tę wodę należy wylać w jakieś godne miejsce. W starych kościołach były specjalne studzienki za głównym ołtarzem, a jak nie było, to wylewano ją na cmentarzu przykościelnym, na groby. My się śmialiśmy, że gdy pochowamy proboszcza przy kościele, to kościelny wyleje wszystkie pomyje na proboszcza (śmiech).

W jednym z postów na Facebooku napisałeś w sposób żartobliwy, że kościelni zarabiają nędzne pieniądze i muszą podejmować się dodatkowej pracy, jak ty w biurze pielgrzymkowym Misja Travel. Jeśli to prawda, to co Twoim zdaniem skłania ludzi do podejmowania takiej pracy w kościele?

F.Ł.: Kiedy myślimy o kościelnym, to mamy w głowie starszego pana, zazwyczaj kogoś, kto jest na emeryturze i w ten sposób sobie dorabia, ma dużo czasu i odchowane dzieci. W moim przypadku to praca dorywcza, którą bardzo lubię. Sam nie jestem, więc to się rozkłada mniej więcej jak w żarcie o humaniście: „Czym się różni humanista od balkonu? Balkon utrzymuje pięcioosobową rodzinę!”. Cały etat w mojej parafii jest niemożliwy. Jeżeli bym sprzątał kościół i robił jeszcze coś innego, to może cały etat by się z tego uzbierał.

Zobacz też:   Po Namyśle: Czy misje parafialne są w ogóle potrzebne?

W społeczeństwie krąży wiele stereotypów o księżach. Czy o kościelnych też są takie?

F.Ł.: Ja słyszałem tylko, że niektórzy kościelni to pijacy, ale ciężko mi powiedzieć, czy są jacyś. Jeśli mówimy o kościelnym, to przed oczami mamy mężczyznę w podeszłym wieku. Kogoś, kto chce zarobić i przy okazji zrobić coś dobrego dla swojej parafii.

Jak inni reagowali na to, że jesteś kościelnym?

F.Ł.: Wielokrotnie słyszałem: „Ty jesteś kościelnym?!”, „Taki młody? Jak to, przecież to jest zawsze starszy pan!”. To zazwyczaj szok, bo mamy przed oczami starszego pana, który zapala świeczki, a tu nagle student, chociaż ja wyglądam trochę starzej przez brodę. Zauważyłem, że zazwyczaj są to pozytywne reakcje. Na studiach miałem ciekawe doświadczenie. Podczas jednej z rozmów moi znajomi dowiedzieli się, że jestem katolikiem i pracuję jako kościelny. Zdziwili się, że jestem w tym wszystkim „normalny”. To były studia z kulturoznawstwa, więc charakter studenta jest tam mocno nowoczesny, studiują tam osoby o troszeczkę bardziej liberalnych poglądach, ale mimo to spotkałem się ze strony innych z życzliwością i otwartością. Kiedyś się zdziwiłem, bo jedna koleżanka spytała mnie, czy można w piątek jeść słodkie, bo ma przyjaciółkę katoliczkę i chciałaby zrobić dla niej tort na urodziny. Ja odpowiedziałem, że pewnie, ale jeśli tort byłby z mięsem, to nie bardzo.

Jakie widzisz owoce pracy kościelnego u siebie?

F.Ł.: Zauważyłem taką zależność w odniesieniu do wszystkich świeckich pracowników kościołów, organistów etc., że żeby pracować w kościele, trzeba być albo ateistą, albo głęboko wierzącym – to jest dość kontrowersyjne. Dużo się współpracuje z księżmi oraz innymi osobami, a jak wiemy, ludzie są różni, tak samo księża. Ludzie spotykają kapłana, który na mszy czy w zakrystii jest uśmiechnięty. Kościelny więcej czasu spędza z tymi księżmi i widzi, czy ktoś wstał – przysłowiowo mówiąc – „lewą nogą”. Gdy ksiądz ma zły dzień, często kościelnemu niestety oberwie się rykoszetem. To jednak pozwala mi świadomie wierzyć. Gdy patrzę, co czasami dzieje się w Kościele, znając go od środka, to dla mnie jest to cud Boży, że to wszystko jeszcze się nie rozwaliło. Tak właśnie wzmocniła się moja wiara. Okres pandemii był też cennym czasem dla mnie, bo kiedy w kościele miało prawo być pięć osób, ja mogłem przystępować do komunii świętej częściej.

Dlaczego założyłeś fanpage Kościelny i jaki masz na niego pomysł?

F.Ł.: Założyłem fanpage, ponieważ zauważyłem, że kościelni są niewidzialni i zapomniani. Prosty przykład: organiści mają swoje święto w uroczystość św. Cecylii. Kiedy jest wspomnienie liturgiczne patronki muzyki, to organiście można złożyć życzenia, odmówić za niego „zdrowaśkę”, a podczas mszy ksiądz dziękuje takiej osobie. A kościelnym kiedy? Wspomnienie bł. Michała Giedroycia jest 4 czerwca. Czy ktoś wie, że jest to patron kościelnych? Nie bardzo. Jako kościelny zauważyłem, że np. organiści mają na Facebooku swoje strony z memami. Pewnego dnia zadałem sobie pytanie, dlaczego kościelni takich nie mają, i założyłem go, podpuszczony przez jednego księdza, promotora mojego pracy magisterskiej (jeśli przeczyta ten wywiad, to go serdecznie pozdrawiam). Nie mam jakiegoś pięcioletniego planu na fanpage, działam bardziej na bieżąco. Dużo postów wzięło się z tego, że kiedy czytam słowo Boże na następny dzień, to dostaję natchnienia na coś, czym chciałbym się podzielić z innymi nie tylko w sposób humorystyczny, lecz także tak, by przelewać dobro i pokazywać Kościół takim, jaki on jest „od środka”.

Jakie są granice żartu w internecie?

F.Ł.: Staram się nigdy nie wyśmiewać z konkretnej osoby, z imienia i nazwiska. Jeśli coś obśmiewać i obrażać, to złe zachowanie, a nie osobę, bo ta osoba mogła być niedouczona, mogła czegoś nie wiedzieć. Nie wiemy też, jakie miała motywy – to trzeba wyczuć. Zdarzyło się, że zrobiłem jakiegoś mema i kilka osób on obraził, nawet po wytłumaczeniu go. Nie jestem pryncypałkami, aby mnie wszyscy lubili. Nie da się zrobić czegoś, co zadowoli wszystkich. Kiedyś usłyszałem, że kiedy się głosi Ewangelię i nikt się na nią obraża, to znaczy, że źle się ją głosi.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.