adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Argentyńska burza. Jakie dziedzictwo pozostawi po sobie Franciszek?

magazine cover

unsplash.com

Dokładnie 13 marca minęło dziesięć lat, od kiedy Kościołem rządzi papież Franciszek. Argentyński jezuita od pierwszych chwil budzi skrajne emocje, zmienia paradygmaty, proponuje nowy język w mówieniu o Kościele. Coraz bardziej rozumiemy, jakiego Kościoła chce Franciszek. Ale co po sobie zostawi następcy?


Obecny papież jest postacią, wobec której nie sposób przejść obojętnie. Inaczej niż swój poprzednik, znacznie częściej stawia na wyraziste, sugestywne gesty, twarde decyzje i odważne, nieraz ryzykowne, kroki. Tym samym stara się wprowadzać w czyn elementy wizji Kościoła otwartego, a jednocześnie prowadzonego przez jednego sternika. Papież czerpie garściami z jezuickiego modelu duszpasterskiego, w którym Kościół szybko dostosowuje się do wymagań obecnej kultury i przemian społecznych. 

Rodzi to, co jasne, zrozumiałe napięcia. Konserwatywna strona Kościoła bije na alarm, że grozi nam degradacja doktryny, atak w liturgię i kościelną jedność. Tymczasem ława po lewej stronie boiska ze zniecierpliwieniem kręci głową, czekając, kiedy Franciszek wprowadzi reformy, o których marzą: odejdzie od radykalizmu w etyce seksualnej, otworzy drogę dla ustanowienia posługi diakonatu kobiet i przedefiniuje hierarchiczny model władzy (według nich całkowicie niedostosowany do realiów współczesnego świata). Artykuł w żaden sposób nie będzie próbą teologicznej oceny myśli papieża ani tym bardziej wyczerpania opisu biografii papieża. Będą to raczej niektóre kamienie milowe i toposy, które kojarzą się z Franciszkiem, gdy patrzę na ostatnie dziesięć lat.

Media

Deszczowy wieczór 13 marca 2013 roku okazał się przełomowy. Chociaż kard. Bergoglio widniał w gronie papabile, to jednak kojarzyły go jedynie osoby interesujące się tematem. Opinii publicznej jego nazwisko nie było szerzej znane, właściwie nie pojawiało się prawie w ogóle. Dlatego gdy Argentyńczyk pojawił się w oknie bazyliki św. Piotra, wielu dziennikarzy nerwowo szukało jego biografii. Były prymas i metropolita Buenos Aires piął się po szczeblach kariery umiejętnie, jednak przebijał się do mediów znacznie słabiej niż kard. Scola czy metropolita Nowego Yorku kard. Dolan (ten żartowniś od kardynałów palących trawkę). 

Gesty, którymi operował papież, były PR-owo bardzo skuteczne, momentami nawet teatralne. I działo się to od pierwszych dni: rezygnacja z tradycyjnego stroju tuż po wyborze podczas Urbi et Orbi, użycie srebrnego krzyża zamiast pozłacanego, pozostawienie czarnych butów – to wszystko okazało się znacznie silniejsze niż słowa. I wywołało szybki, choć płytki, zachwyt opinii publicznej: „Ach, oto mamy wreszcie normalnego, ludzkiego papieża”. A Franciszek, świadomie bądź nie, budował narrację o Kościele, który kiedyś był wyniosły, ale teraz stanie się bliski ubogim i zacznie wykorzystywać proste metody. 

Papież postawił poprzeczkę budowy nowego stylu bardzo wysoko, gdy publicznie i bezpośrednio podkreślił, że chce Kościoła ubogiego i dla ubogich. Na domiar złego rozemocjonowane media sprawiły papieżowi kolejny, kłopotliwy prezent, ogłaszając tzw. efekt Franciszka. Czym miał on być? Pewnym rozprężeniem, poczuciem, że Kościół jest bardziej ludzki, otwarty. Miały za tym iść w prostej linii: oddolny ruch nawróceń katolików, kolejki do konfesjonałów, masowa miłość do papieża i zniknięcie dotychczas nierozwiązanych problemów. Gdy stało się jasne, że wizja ta jest naiwna i nieprzystająca do skomplikowanego obrazu religijności ludzi Zachodu, temat zaczął milknąć. Jednak argentyński papież dopiero zaczął tańczyć komunikacyjne tango z opinią publiczną. 


Franciszek w komunikacji bardzo szybko dał się poznać jako człowiek o usposobieniu ciepłego cyklonu: często gorący i szczery w reakcjach, otwarty, ale impulsywny i mało przewidywalny. W połączeniu z jego lekkim i anegdotycznym stylem wyrażania myśli, co było nowością wśród papieży, tworzyło to nieraz mieszankę wybuchową. Najlepszym przykładem tego są papieskie konferencje w samolocie lecącym z papieskiej pielgrzymki bądź do jej celu. Podczas tych konferencji Franciszek pozwalał sobie na różnego typu dygresje, wspomnienia, a nawet wycieczki personalne. Tak było, gdy papież pochopnie udzielał poparcia chilijskim duchownym, porównywał ludzi posiadających dużą liczbę dzieci do rozmnażających się królików czy robił niejasne aluzje dotyczące wiedzy Jana Pawła II w sprawach pedofilii w Kościele. 

Miłosierdzie

Franciszek postawił słowo „miłosierdzie” w centrum swojej papieskiej posługi, co wyraża jego papieskie motto: Miserando atoque eligendo. Miłosierdzie było jednym z pierwszych słów, wokół których zbudowano narrację początkowych lat pontyfikatu. Franciszek szeroko pojętym miłosierdziem uzasadnia styl prowadzenia swojego pontyfikatu, spojrzenie na katolicką moralność, decyzje personalne i najważniejsze przemówienia. 

To postrzeganie Boga jako miłosiernego i niezamykającego się w sztywnych ramach wymagań oraz zakazów motywowało papieża do stworzenia w 2016 roku kontrowersyjnej adhortacji Amoris laetitiae. Stała się ona zarzewiem ogromnej burzy, głównie z powodu fragmentów otwierających możliwość oceny przez spowiedników, czy w pewnych przypadkach osoby współżyjące w niesakramentalnych związkach mogą przyjmować komunię. 

Swoiście rozumiane miłosierdzie i społeczna solidarność wyrażają się nie tylko w bogatym dziedzictwie homilii i przemówień, ale także w decyzjach Franciszka dotyczących liturgii. Tak było, gdy zmienił starożytny obrzęd mandatum, który miał odzwierciedlać gest obmycia nóg Apostołów przez Jezusa, dopuszczając do niego kobiety. Sam Franciszek w Wielki Czwartek 2013 roku dokonał obmycia nóg kobietom i niekatolikom, w ten sposób zmieniając całkowicie wydźwięk liturgicznego symbolu: z oczyszczenia Apostołów na wyrazisty gest społecznej solidarności. Franciszek wywołał tym ożywioną dyskusję, a jego bliscy współpracownicy kolejny już raz zostali postawieni przed niekomfortową rolą tłumaczenia, że nie nastąpiła poważna zmiana, a jedynie przeniesienie akcentów (swoista liturgiczna hermeneutyka).

Reforma

Kolejnym słowem-kluczem do zrozumienia obecnego pontyfikatu jest reforma. Papież chce reformować: Kościół, kurię rzymską, duchownych, organizacje kościelne, finanse. Robi to poprzez słowa, nominacje nowych biskupów i kardynałów oraz zmianę stylu zarządzania. Najtrudniejszym z zadań w jego pontyfikacie, które okazało się karkołomną i wielowątkową misją, było rozpoczęcie reformy kurii rzymskiej. Reforma kurii rzymskiej z prawdziwego zdarzenia była niezrealizowanym marzeniem poprzedników Franciszka. Dlatego jak przystało na jezuitę, obecny papież podjął się tego zadania ze znaną sobie swadą. 

Już we wrześniu 2013 roku powołał tzw. radę kardynałów, nazywaną od pierwotnej liczby członków K-9. Był to jeden z ważniejszych momentów pontyfikatu, dlatego że papież wybierając swoich najbliższych współpracowników, pokazał, jakiego modelu Kościoła oczekuje. Pierwotny skład Rady tworzyli: Giuseppe Bertello, Francisco Javier Errazuriz Ossa, Oswald Gracias, Reinhard Marx, Laurent Monsengwo, Sean Patrick O’Malley, George Pell, Oscar Andres Rodriguez Maradiaga oraz biskup Marcello Semeraro, pełniący funkcję sekretarza rady. Do rady po niecałym roku dołączył kard. Pietro Parolin, watykański sekretarz stanu. W ten sposób rada kardynałów została zbudowana z zaufanych pracowników kurii rzymskiej, hierarchów kojarzonych z szeroko pojętą ewangelizacją i społeczną wrażliwością. Rada kardynałów w swoim początku była także ciałem demokratycznym, bo zbierała kościelnych liberałów, centrystów, a nawet konserwatystów jak kard Pell czy abp Laurent Monsengwo. Papież w ten sposób oceniał realność założeń. 

Franciszek wielokrotnie podkreślał, że zależy mu na Kościele głoszącym, ewangelizującym, otwartym i słuchającym. Długa droga, pełna zwrotów akcji, napięć i negocjacji została podsumowana nową Konstytucją apostolską o kurii rzymskiej z 19 marca 2022 roku. Jej tytuł (Praedicate Evangelium) już na wstępie podkreśla, czego oczekuje papież. Dla Franciszka to ewangelizacja jest kluczową misją Kościoła. Podkreśla on w dokumencie wielokrotnie, że całe działanie kurii rzymskiej powinno być podległe temu celowi. W spisie watykańskich ministerstw, które zmieniły nazwę z kongregacji na dykasterie, na pierwszym miejscu pojawia się Dykasteria Ewangelizacji, a na drugim – Dykasteria Nauki Wiary. Nie jest to tylko edytorska zmiana, a bardzo ważny sygnał: dla papieża przynaglenie związane z głoszeniem Ewangelii jest ważniejsze niż jurydyczne badanie czystości doktryny. Dla papieża ta sprawa jest na tyle kluczowa, że postanowił, by szefem Dykasterii ds. Ewangelizacji nie był prefekt, ale każdorazowo biskup Rzymu. Nie bez słuszności papież zakłada, że realna zmiana w Kościele musi zacząć się od zmiany mentalności osób, które nim zarządzają.

Zobacz też:   Umarli świata żyjącego. Niezwykłe tradycje pogrzebowe z różnych stron świata

Ludzie

Franciszek w sprawny sposób dobiera sobie kadry. Nagradza uznaniem i ważnymi misjami zaufanych ludzi, jak kard. Krajewski, a odsuwa osoby niepasujące do modelu prowadzenia przez niego Kościoła, jak kard. Burke. Nie ma w tym nic szokującego: każdy pontyfikat oznaczał duże zmiany na różnych szczeblach watykańskich urzędów. I chociaż personalne decyzje i opowieści o miłych oraz tych mniej miłych kulisach zwolnień i nominacji rozchodzą się lotem błyskawicy po watykańskich korytarzach i mediach, to papież ma w ręku znacznie ważniejsze, a nieraz mniej medialne, narzędzie do zarządzania. Nazywa się to konsystorz. 

Obrzęd liturgiczny, podczas którego papież mianuje nowych kardynałów, jest kluczem do rozumienia każdego pontyfikatu. Dobór kardynałów nie tylko wskazuje na to, kto ma być najbliższym współpracownikiem obecnego pontifexa, ale także, a może przede wszystkim, sygnalizuje kierunek, w którym ma zmierzać Kościół i stanowi polisę dla formy głoszenia doktryny każdego papieża. Papież Franciszek, będąc świadomy oporu frakcji konserwatywnej, zrozumiał, że musi zapewnić ciągłość promowanej przez siebie wizji Kościoła. A to może zapewnić tylko jego następca, który będzie podzielał jego spojrzenie i sprawczość. W tym celu złamał niepisaną zasadę nominacji z tzw. stolic kardynalskich, w te miejsca powołując na kardynałów hierarchów z małych państw Afryki, a nawet Oceanii. 

W ten sposób Franciszek zamanifestował nie tylko inność swojego pontyfikatu i to, że nie jest związany konwenansem, ale, co także istotne, że Europa w percepcji papieża nie leży już w punkcie ciężkości Kościoła – Kościół przestał być zachodniocentryczny. Dzięki tak przemyślanej polityce nominacji na koniec lutego 2023 roku aż osiemdziesięciu jeden ze stu dwudziestu jeden kardynałów uprawnionych do udziału w konklawe to nominaci Franciszka. Dzięki temu, jeśli nie dojdzie do gigantycznego zaskoczenia, następnym papieżem będzie kardynał mianowany przez Franciszka i, w większym bądź mniejszym stopniu, podzielający jego wizję Kościoła. Nie oznacza to oczywiście automatycznego wyboru Franciszka II, jednak pewne idee obecnego pontyfikatu, jak ekologia czy rola świeckich, mają szansę być przeniesione do głównych tez pontyfikatu następcy.

Smak władzy

Jorge Bergoglio jest swoistym kościelnym menedżerem. To właśnie jego sprawność w zarządzaniu ludźmi, szczególnie w sytuacjach trudnych, pozwoliła mu się piąć po szczeblach kościelnej kariery. Pokazał to jeszcze jako prowincjał podczas brutalnych czasów wojny w Argentynie i reżimu generałów, gdy musiał w prowizorycznych warunkach dbać o kontynuację działań duszpasterskich. Udowadnia to także jako papież. Ma to oczywiście swoje plusy: papieża z pewnością nie można oskarżyć o spychologię i imposybilizm. Dzięki temu sprawnie zrealizował zmiany w Kodeksie prawa kanonicznego, które pomagają w ochronie małoletnich czy bez zbędnej zwłoki wprowadził zmiany do procesu beatyfikacyjnego. 

Franciszek szybko się jednak przekonał, że na szczycie struktur Kościoła wiatr wieje niespodziewanie mocno, a każda decyzja może być okupiona dużym wysiłkiem. Dlatego by zrealizować reformy, niejednokrotnie stosował metody silnej ręki, które nie uznawały sprzeciwu. Działo się tak między innymi wtedy, gdy zmieniał podejście do środowisk tradycyjnych, publikując serię dokumentów ograniczających dostęp do starej liturgii czy nadając nowe konstytucje Kawalerom Maltańskim. W tego typu decyzjach papież za pomocą dokumentów i nakazów autorytarnie chciał kreować kościelną rzeczywistość. Jak się okazało, odbił się od ściany biskupiego oporu i to także tego płynącego z centrum, co mogło być dla niego zaskoczeniem. W ten sposób poczuł gorzkawy smak władzy, która nawet w wypadku papieża nie tylko nie jest nieograniczona, ale w nowoczesnym świecie musi brać pod uwagę jeszcze więcej czynników niż kiedykolwiek. 

Synodalność

To słowo, które stało się głównym hasłem ostatnich lat pontyfikatu Franciszka i czymś, na co chce poświęcić wiele energii. Pierwszym synodem ogólnym, zwołanym przez papieża Franciszka, był ten w 2015 roku. Pełen ciekawych spotkań hierarchów z całego świata, ale także walk frakcyjnych i napięć, został zapamiętany z batalii o zapisy dotyczące roli rodziny i natury homoseksualizmu. Kolejnym tego typu wydarzeniem był synod o Amazonii z 2017 roku, w którego centrum stanęły tematy takie jak: ekologia, braterstwo, poszanowanie dla kultury. Wysublimowane dyskusje teologiczne zeszły na dalszy plan za sprawą działań związanych z akceptacją obecności figurki Pachamamy (inkaskiej bogini płodności i ziemi) na oficjalnym watykańskim wydarzeniu. 

Znacznie spokojniejsza atmosfera towarzyszy obecnemu synodowi o synodalności, który podzielony na etapy ma zakończyć się w październiku bieżącego roku. Vademecum wydarzenia za to bardzo odważnie stawia tezy dotyczące rozwoju syndaolności: „Właśnie droga synodalności jest drogą, której Bóg oczekuje od Kościoła trzeciego tysiąclecia. Ten szlak, który wpisuje się w aggiornamento Kościoła zaproponowane przez Sobór Watykański II, jest darem i zadaniem. Idąc razem i wspólnie zastanawiając się nad przebytą drogą, Kościół będzie mógł nauczyć się na podstawie tego, czego pozna i doświadczy, pod kierunkiem Ducha Świętego” (pkt 1.3 Vademecum). 

W zamierzeniu synodalność jako proces ma włączać w dyskusję i pewną część współdecydowania świeckich, zakonnice, kobiety świeckie, a także inne osoby stojące na uboczu kościelnej dyskusji. Poznaniu możliwości realizacji tego planu miały służyć diecezjalne ankiety. Ujawnione przez diecezje odpowiedzi na nie z jednej strony pokazały duży, ciągle niewykorzystany potencjał świeckich, a z drugiej ogromne napięcia i różnice w podejściu do przyszłości Kościoła. Dla Franciszka synodalność jest także swoistym barometrem: obserwuje bacznie dyskusję wokół zjawiska, włącza się tylko w koniecznych chwilach i zbiera informacje o tym, czy w jego postrzeganiu Kościół jest gotowy na konieczne według niego reformy. A co ma być realnym celem synodalności, jeśli zdrapiemy z dokumentów patynę okrągłych, zawiłych wyrażeń z teologii i socjologii? To pytanie zadaje sobie wielu katolików. Franciszek, świadomy etapu swojego pontyfikatu i wieku, zdaje się przekazywać synodalność jako dziedzictwo do rozwinięcia dla swojego następcy, tworząc z niego swoisty papieski testament.

Kościół Franciszka, Kościół po Franciszku

Papież wszedł w osiemdziesiąty siódmy rok życia. Nie wiemy, ile jeszcze będzie rządził rzymską stolicą, ale wydaje się, że postawił już główne tezy swojego pontyfikatu. Według niektórych publicystów jest to zmierzch jego rządów, a nawet czas swoistego prekonklawe, gdy kardynałowie myślą nad następcą Franciszka. Pod jednym względem ten czas był historycznie bezprecedensowy: współczesny papież zarządzał Kościołem pod okiem żyjącego poprzednika. 

Kościół Franciszka to także przede wszystkim Kościół nieeuropejski. Obecny papież wielokrotnie podkreślał przez gesty i słowa, nominacje i sugestie, że potencjał i punkt ciężkości Kościoła przeniósł się z Europy w kierunku Azji i Afryki. Dlatego by zrozumieć jego motywacje, przyjrzeć się bliżej pomysłowi na Kościół, trzeba przede wszystkim zdjąć z postrzegania jego życia europejską kalkę pojęć i tradycji. To trudne, ale konieczne, by wymknąć się emocjonalnej narracji, która rządzi wieloma nagłówkami. Franciszek synodem o synodalności domyka pewną narrację, a jednocześnie wytycza szlak następcy, niezależnie od tego, kiedy przejmie on władzę nad Kościołem.

Historia tej dekady to opowieść o czasach burzy i zmian. Kościół znajduje się na niespokojnych wodach: u progu kolejnej technologicznej rewolucji napędzanej rozwojem sztucznej inteligencji, miotany problemami wewnętrznymi oraz wstrząsami politycznymi. Dlatego szczególnie dzisiaj papież potrzebuje nie tyle chóru krytykantów czy obrońców, ile wiernego, stałego trwania przy nim z modlitwą; obecności tak dyskretnej, a jednocześnie trwałej, która wielokrotnie zmieniała już losy Kościoła. 

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Redaktor Naczelny miesięcznika Adeste. Z wykształcenia politolog specjalizujący się w cyberbezpieczeństwie, z zawodu dziennikarz. Prywatnie melancholik lubiący dobrą muzykę, kubek ciepłej herbaty i spotkania z przyjaciółmi.
Podoba Ci się to, co tworzymy? Dołącz do nas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.