adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Wokół problemu zła

magazine cover

pexels.com

W zderzeniu ze złem wiele osób ze złością wyraża niezadowolenie. Przeradza się to w festiwale wyrzutów względem najbardziej adekwatnego kozła ofiarnego. Dla niektórych są to określone społeczności, dla innych grupy ideologiczno-polityczne, a bywa, że nawet jakieś znienawidzone przez kogoś etniczności. Wreszcie, jeśli kozłów ofiarnych brakuje, to zwykle obrywa się Bogu.

Rozważając problem zła, zarówno w narzeczu religijnym, jak i filozoficznym, niełatwo uciec od argumentów stawiających w pewnym sensie przekonujące zarzuty względem Stwórcy wszechświata. Już u początków filozofii greckiej możemy prześledzić wypowiedzi filozofów, którzy – jak się wydaje – słusznie wskazywali na dziury w logice teistycznej. Z tych bardziej znanych przed szereg najczęściej wyciągany jest dzisiaj tzw. paradoks Epikura, który można streścić następująco: skoro istnieje wszechmocny, dobry Bóg, to dlaczego istnieje zło? Jeśli Stwórca nie może go unicestwić, to nie jest wszechmocny, a jeśli nie chce, to widocznie nie jest dobry. 

Na kanwie tej obserwacji oparta jest zresztą idea mizoteizmu, czyli przekonania, że o ile Bóg istnieje, to raczej nie jest dobry.

To, że jako ludzie szukamy kozła ofiarnego, jest wynikiem słabości i płynących z niej mechanizmów radzenia sobie z tym, z czym – jak to się zwykło mówić – po ludzku poradzić sobie nie można. Toteż często w gniewie i niejako w odpowiedzi na swoją przykrą sytuację życiową i napotkaną złośliwość sięgamy po proste i z pozoru logiczne wyjaśnienia. Choć mogą one wydawać się trafne, to w rzeczywistości są zawoalowanymi pretensjami skierowanymi, a to do świata, a to do konkretnych ludzi, a to do etniczności i zawodów. Często adresatem frustracji jest też jakaś siła metafizyczna – los, duchy przodków, bóstwa nieprzychylne ludowi, Stwórca wszechświata, a w kręgach chrześcijańskich po prostu Bóg w osobie Jezusa Chrystusa. 

Religijne i filozoficzne szkice zła

Chcąc wejść w ten problem głębiej, warto wpierw przyjrzeć się choćby szkicowi historycznemu tego, jak ludzkość postrzegała problem zła. Mieczysław A. Krąpiec w Powszechnej encyklopedii filozofii (2008, s. 941) definiuje zło jako brak należnego bytowi dobra. Autor określa więc zło jako rodzaj wybrakowania czegoś – a to człowieka i jego części (np. choroba), a to jego działania (tzw. zło moralne). Jest to tzw. prywacyjna teoria zła i w następnych akapitach jeszcze się jej przyjrzymy.

Z perspektywy historycznej natomiast o złu mówi się przede wszystkim w kontekście różnych interpretacji religijnych i filozoficznych faktu zła. Praktycznie w każdej religii świata starożytnego znajdziemy wątki dotyczące tego tematu. I tak dla przykładu w starożytnym Egipcie wierzono w sprawiedliwość pozagrobową w formie przekonania, że po śmierci czeka człowieka sąd. Z kolei w religii perskiej postrzegano świat duchowy w sposób dualistyczny. Między dobrem a złem toczy się w rozumieniu perskim walka, z której Ormuzd: bóg dobry i sprawiedliwy, wyjdzie jako ten triumfujący, a Aryman: bóg zła i ciemności, poniesie sromotną porażkę, konając w ogniu. W wierzeniach Persów, jak widać, zło nie pojawia się jako coś natywnego dla świata, ale występuje z winy nikczemnego, boskiego ducha Arymana. Hinduizm z kolei podkreśla w tym kontekście ważkość tzw. prawa karmicznego, będącego – w pewnym sensie – zautomatyzowanym systemem sprawiedliwości, opartym na karach i nagrodach. Karą w nim jest reinkarnacja jako istota w hierarchii bytów niższa, a nagrodą – jak się można domyślać – awans w drabinie bytów żywych. W chrześcijaństwie zaś fakt istnienia zła jest wyjaśniony wpierw buntem stworzeń duchowych, tj. aniołów, a następnie podobnym (choć popełnionym za pokusą tychże aniołów) nieposłuszeństwem człowieka. Obecność zła w chrześcijaństwie nie przekreśla jednak dobroci Boga, który z własnej woli stał się człowiekiem dla zbawienia świata.

Analogicznie zresztą w różnych koncepcjach filozoficznych podejmowano temat zła, starając się przede wszystkim wskazać na jego źródło. Zasadniczo – za Krąpcem – można wyróżnić dwa typy definicji zła: prywacyjną teorię zła (zło jako brak dobra) oraz dualistyczną (zło jako element odwrotny do dobra; tamże, s. 941-942). Zwolennicy tej pierwszej (św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, wcześniej stoicy, Heraklit) wskazują, że naturą zła nie jest istnienie czegoś, co samo ze swej natury miałoby być jakoś wewnętrznie złe. Odwrotnie – wszystko, co istnieje, jest w ich przekonaniu dobre. Zło zaś to wynik braku jakiegoś dobra. W opozycji do tego staje zbudowany na dualizmie platońskim pogląd reizujący zło. „Reizujący“ to znaczy urzeczawiający, nadający złu naturę pozytywną i stwierdzający, że jest ono pewnym konkretnym przedmiotem, a nie tylko wybrakowanym z dobra bytem.

Zło moralne

Kontynuując wątek filozoficznego rozumienia zła, należy zauważyć, że w filozofii zasadniczo wyróżnia się trzy typy zła: moralne, naturalne i metafizyczne. Zło moralne, jak nietrudno dostrzec, jest tym najmocniej rzucającym się w oczy. Nie tylko dotyka ono bowiem każdego, ale też dotyczy każdego, bo nie ma nikogo, kto ustrzegłby się przed zrobieniem czegoś niegodziwego. W filozofii klasycznej przyjmuje się, że jego obecność integralnie wiąże się z istnieniem wolnej woli, czyli zdolności podmiotu do autodeterminacji. 

Na przestrzeni dziejów zresztą różni filozofowie i myśliciele próbowali wskazać na korzeń zła moralnego. W sposób doniosły i uniwersalny zrobił to pochodzący z Chin twórca taoizmu – Laozi, w dziele Daodejing. Laozi postulował istnienie uniwersalnej, choć niepoznawalnej zmysłowo zasady świata, która jednocześnie odgrywa rolę drogi, po której wszystko zmierza. Nazwawszy tę zasadę Wielkim Tao, wskazywał, że przyczyną zła moralnego jest po prostu odstępstwo od prawa, jakim jest nieuchwytne Tao. Choć nie wydaje się to takie oczywiste, to myśl Laoziego jest w tym aspekcie łudząco podobna do judaizmu i chrześcijaństwa. Intuicja chińskiego myśliciela spotyka się bowiem z chrześcijańską koncepcją grzechu, będącego odstępstwem od wiecznego Logosu w osobie Jezusa Chrystusa. 

W judaizmie zaś sprawiedliwego określa się mianem tzadik – ten, który jest z Prawa Bożego. Podobnie zresztą w filozofii greckiej można odnaleźć tropy wiążące zło moralne ze swego rodzaju metafizycznym występkiem prawnym. Arystoteles, zapytany o źródło szczęścia, odpowiadał, że jest nim działanie w zgodzie z naturą własnego bytu. To więc nie wewnętrzne poruszenia, emocje czy przeświadczenia warunkują, co jest dobre, a co złe, ale obiektywnie istniejąca natura rzeczy.

Zobacz też:   Dlaczego okultyzm jest niebezpieczny?

Zło naturalne

Przyjrzyjmy się teraz złu naturalnemu, które, jak się zdaje, często budzi oburzenie i na kanwie jego różnych interpretacji powstają nieporozumienia. Wpierw należy nadmienić, że zło naturalne nie ma konotacji moralnej. O moralności (lub jej braku) mówimy w sytuacji, w której osoba działająca jest wolna i świadoma popełnionego czynu. Co do natury zaś – zjawisk naturalnych, zachowań zwierząt, świata przyrody czy konsekwencji praw fizyki – o takiej wolności i świadomości nie możemy mówić, gdyż ani zwierzęta, ani rośliny, ani ogień spalający ciało, ani też wirus je infekujący nie są bytami świadomie wolnymi i zdolnymi do refleksji moralnej nad własnymi czynami. W związku z tym warto dostrzec, że śmierć człowieka z powodu choroby nie jest złem w znaczeniu moralnym, ale naturalnym.

Zło w takim rozumieniu oznacza zatem jakiś rodzaj niedoskonałości i to w tym znaczeniu, że niedoskonałość ta polega na uległości bytów względem sił ich niszczących. Mówiąc o nim zatem, nie możemy mieć na myśli jakiejkolwiek konotacji moralnej, że tu zachodzi niegodziwość o charakterze moralnym, jeśli ktoś zmarł z powodu niezawinionej choroby, zaczadzenia dymem czy z przyczyn naturalnych. Zło w tym sensie to po prostu opis ontologii świata i człowieka w nim żyjącego.

Czy zatem sugerowałoby to, że świat stworzony jest zły? Nietrudno przecież płynnie przejść od śmierci bliskiej osoby z powodu choroby do pretensji wobec Stwórcy kosmosu. Bo skoro Bóg stworzył świat, to również i jego prawa fizyki, logikę działania i przyczynowość. Często więc w złości przychodzi nam zadawać pytanie o to, czy Bóg nie mógł inaczej ułożyć świata. I choć odpowiedź na to pytanie znajdujemy w Księdze Hioba – szczególnie we fragmencie, w którym Bóg zwraca się do Hioba, pytając go, gdzie ten był, gdy On zakładał fundamenty świata – to odpowiedź ta dzisiaj, w erze odkryć kosmicznych i cyfryzacji, wydaje się niesatysfakcjonująca. W pewnym sensie nie powinno tak być, bo warto w takich chwilach przedłożyć wiarę ponad typowy ludzki, podyktowany rozumem sceptycyzm. 

Tym niemniej, chcąc odpowiedzieć jakoś szerzej na ów problem, warto zadać sobie kilka pytań w stosunku do licznych reklamacji, jakie zdarza się składać Bogu:

  1. Czy Bóg to czarodziej, czy raczej rozumna zasada istnienia świata i jego praw?
  2. Jeśli prawa przyrody we wszechświecie są niezmienne, to dlaczego Bóg miałby je magicznie zawieszać na skinienie woli ludzkiej?
  3. Skoro kosmos i jego prawa są poukładane w sposób niegodziwy, to jak inaczej poukładać rzeczywistość, by zła naturalnego uniknąć?
  4. Czy można stworzyć wszechświat żyjący na wzór naszego, ale pozbawiony komponentu entropii i śmierci?

Istnienie życia biologicznego wymaga najbardziej bolesnego dla nas komponentu, czyli śmierci. Istoty żywe umierają i tracą swe formy na rzecz innych istot żywych, które je zwykle skonsumują dla podtrzymania własnego życia. Ten niezwykły system wymiany treści w kosmosie nie może funkcjonować bez rozpadu, tj. śmierci. Problem zła naturalnego zatem nie istnieje z tytułu złośliwości Boga, który upodobał sobie tworzenie istot żywych, które w pocie czoła będą się męczyły. Natura świata wynika z konieczności logicznej, gdyż stworzenie kosmosu pełnego życia i pozbawionego śmierci jest dokładnie taką samą wewnętrzną sprzecznością jak próba narysowania kwadratowego koła.

W tym sensie można powiedzieć, że najbliżej wyjaśnienia istoty zła naturalnego był niemiecki filozof Leibniz, który stwierdził, że o ile zło rzeczywiście jest obecne w świecie, o tyle świat ten sam z siebie jest najlepszym z możliwych. I choć dla wielu będzie to odpowiedź niesatysfakcjonująca, zawsze bowiem można znaleźć jakieś wątpliwości, zarzuty i wysnuć pretensje, to patrząc na mechaniki działania kosmosu – jak się zdaje – łatwiej dostrzec zasadność myśli Leibniza.

Zło metafizyczne

W konsekwencji tak postawionego problemu nieuchronne staje się pytanie o tzw. zło metafizyczne, czyli dostrzeżenie, że jako stworzenie fundamentalnie różnimy się (także jakościowo) od Stwórcy. Nie jesteśmy jak Bóg i nigdy takimi nie będziemy. Zamiast tego przypadło nam w udziale istnieć bez woli bycia stworzonym, w świecie, którego nie wybraliśmy, i na zasadach, których nie ustalaliśmy. Jako stworzenie jesteśmy ograniczeni zespołem zasad i systemów, które od nas nie zależą. Z tej perspektywy można więc dostrzec granice ludzkiej wolności, co zresztą trafnie (choć nie bez wad w swojej myśli) dostrzegł J.P. Sartre, wskazując, że na świat przecież „nikt się nie prosi“. Pogląd ten jednak pomija komponent ofiarności i miłości, jakimi jest przepełniony cały wszechświat. W swej istocie to egzystencjalny fatalizm graniczący z depresją Schopenhauera.

Na tej kanwie zresztą zrodził się bunt niektórych aniołów. Sprzeciw Szatana bowiem nie był tylko jakimś nieposłuszeństwem na tej samej zasadzie, jak nam ludziom zdarza się kogoś niekiedy nie posłuchać. Bóg nie stworzył bowiem zasad, ale On sam nimi jest. Demoniczny sprzeciw wobec nich to fundamentalne, zakorzenione w metafizycznej strukturze świata „Nie!” wobec całego uniwersum. Nietrudno zatem dostrzec, jak specyficzna interpretacja faktu zła metafizycznego może prowadzić do zła moralnego będącego sprzeciwem wobec zasad postawionych w świecie przez Boga.

Jak zauważa Krąpiec, zło metafizyczne ma miejsce z konieczności rozróżnienia, jakie istnieje między Stwórcą a stworzeniem. Po raz kolejny wracamy do analogii kwadratowego koła, tym razem jednak w kontekście innym, bo dotykającym natury Boga i człowieka. Z wyrzutem w stronę Boga można by bowiem stwierdzić, że oto człowiek powinien być taki sam jak Bóg, wtenczas nie byłoby żadnych problemów. I rzeczywiście, nie byłoby. Ale człowiek nie byłby też sobą. Byłby po prostu Bogiem. To znaczy, Bóg nie stworzyłby człowieka, jakim jest każdy z nas, ale po prostu zmultiplikował siebie samego, więc de facto nic nowego by nie powstało.

Ostatecznie diabelskie non serviam to nie tylko nieposłuszeństwo w znaczeniu potocznym, czyli odmowy wykonywania poleceń. To przede wszystkim fundamentalna niezgoda na porządek stworzenia, tak głęboko ukonstytuowany w umyśle Logosu. Jest to zatem głębokie pragnienie, aby Bóg nie był tym, kim jest, a ściślej – aby był On taki, jak niedoskonałe, przygodne stworzenie sobie tego zażyczy.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.