adeste-logo

Wesprzyj Adeste
Sprawdź nowy numer konta

Wesprzyj

Wiara rodzi się w ciszy

magazine cover

pexels.com

Po internecie krąży taki kąśliwy dowcip nawiązujący do teorii osobowości. Sugeruje on, że dla odmiany to może ekstrawertycy powinni się „zamknąć i pozastanawiać nad sobą”, zamiast pouczać introwertyków, by to ci „wyszli do ludzi”. A co jeśli wszyscy potrzebujemy ciszy i spokoju, tylko nie zdajemy sobie z tego do końca sprawy?

The Prevalence of Loneliness Among Adults: A Case Study of the United Kingdom autorstwa Christiny R. Victor i Keminga Yanga wskazuje na problem samotności obecny szczególnie wśród osób poniżej dwudziestego piątego oraz powyżej sześćdziesiątego piątego roku życia. Badacze pokazują też problem depresji idącej w parze z osamotnieniem. Samotność, pomimo szeroko dostępnego internetu i mediów społecznościowych, jest więc dzisiaj poważnym problemem.

Jednocześnie nie brakuje też zwolenników tzw. minimalist lifestyle, a także osób wprost zachęcających do stronienia od tłumów oraz powtarzających się sytuacji społecznych. Bjorn Andreas Bull-Hansen, norweski youtuber, były psycholog oraz pisarz, jest tego bardzo dobrym przykładem. Autor wręcz promuje ascetyczny styl życia oraz unikanie hałasu i zgiełku miejskiego, np. poprzez camping w dziczy.

Cywilizacja sprzeczności

Taki stan rzeczy powinien – słusznie zresztą – budzić sprzeciw. Wydaje się bowiem, że w społeczeństwie działają jakieś wykluczające się wewnętrznie siły. Jedni cierpią z powodu samotności, inni zaś, sugerując przebodźcowanie i nadmiar kontaktów społecznych, proponują minimalny styl życia oraz ascezę. Problem ten wymaga pewnego sprostowania. 

Przykładowo badanie przeprowadzone pod kierownictwem Meliny M. Besarminy, zatytułowane Risky Business: Is There an Association between Casual Sex and Mental Health among Emerging Adults?, wykazało, że przygodne kontakty seksualne wpływają na przeżywany niepokój na tle psychicznym. Dla młodych dorosłych wychodzących z okresu życia uniwersyteckiego taki styl życia został określony jako „potencjalnie zwiększający ryzyko negatywnych skutków psychologicznych”. Wydaje się więc, że w przypadku nadmiaru bodźców problemem mogą być płytkość relacji i ich przelotność. 

W Japonii, dla przykładu, powszechną uciążliwością mającą wymiar społeczny jest konieczność angażowania się w towarzyskie relacje zawodowe po pracy. Odbiera to wielu osobom czas wolny, który mogłyby przeznaczyć np. na desensytyzację zmęczonego umysłu. Nieuchronnie coraz więcej osób dostrzega wartość dobrowolnej samotności. Ponieważ cisza i spokój stały się dzisiaj dla wielu towarem deficytowym, to popularność tych wartości naturalnie będzie rosła.

Co na to filozofia?

Arystoteles wskazywał, że człowiek jest z natury istotą społeczną (por. Legowicz J., Historia filozofii sarożytnej Grecji i Rzymu, 1986). Nie należy jednak zapominać, że ten sam filozof udowadniał wyjątkową wartość nie przelotnych znajomości, ale głębokich przyjaźni opartych o życzliwość i wzajemną dobrą wolę (por. tamże).

Interesującego porównania związanego z tą kwestią dokonał o. Wit Chlondowski w cyklu poświęconym uwalnianiu się z nałogu pornografii. Wskazywał on na dwa sposoby funkcjonowania człowieka – jeden oparty o dopaminę, a drugi o oksytocynę. Dopamina daje, jak mówi zakonnik, chwilowe doznanie przyjemności. Mechanizm dopaminowy w konsekwencji zachęca nas do powtarzania czynności przyjemnych, a unikania tych przykrych. Oksytocyna zaś odpowiada za stałe poczucie bezpieczeństwa, przywiązania i przyjaźni. Rodzi się w okolicznościach przyjaźni braterskiej, małżeńskiej czy nawet w sytuacji głębokiej relacji ze zwierzęciem (np. z psem).

Myśl o. Chlondowskiego pokazuje specyficzny podział kultury na kulturę dopaminy i kulturę oksytocyny. Gdy ludzie nadmiernie skupiają się na powielaniu krótkotrwałych, przyjemnych doznań, ich komfort życia ulega obniżeniu: czy to z powodu uzależnienia od bodźców dostarczających dopaminy, czy w wyniku zaniedbania przyjaźni i relacji z bliskimi.

Widzimy więc, że problem zarówno samotności, jak i jej patologicznego braku jest osadzony na dwóch różnych od siebie filarach. Społeczeństwo trapią bowiem dwa kłopoty – nadmiar bodźców w postaci sytuacji zawodowych, społecznych lub związanych np. z rozrywką oraz niedobór jakichkolwiek głębszych relacji.

Co ma do tego wiara?

W niniejszym artykule skupimy się przede wszystkim na problemie nadmiaru bodźców. Niemniej jednak, aby problem niedoborów w życiu społecznym nie został pominięty, warto wspomnieć, że według Katechizmu Kościoła katolickiego (50-53) Bóg objawia się na sposób przyrodzony oraz nadprzyrodzony. W związku z powyższym Chrystus w szczególny sposób mówi do nas również przez innych ludzi.

Zobacz też:   Na czym polega sąd?

Powróćmy jednak do sedna rozważań. O zbawiennej wartości ciszy i samotności pisze o. Reginald Garrigou-Lagrange w Trzech okresach życia wewnętrznego. Zakonnik pisze tak:

„Gdy człowiek przerywa zajęcia zewnętrzne, rozmowę z bliźnimi, a zostaje sam, wtedy nawet w rozgwarze ulic wielkiego miasta zaczyna obcować z sobą samym. Jeśli jest człowiekiem młodym, często myśli o przyszłości; jeśli jest stary, myśli o przeszłości, a jego doświadczenia życiowe szczęśliwe lub nieszczęśliwe każą mu zwykle sądzić bardzo różnie ludzi i zdarzenia.

Jeśli człowiek jest z gruntu egoistą, jego obcowanie wewnętrzne z samym sobą czerpie natchnienie ze zmysłowości lub pychy; myśli o przedmiocie swojej żądzy, swojej zazdrości, a ponieważ znajduje w sobie smutek, stara się uciec przed samym sobą, uzewnętrznić się, rozerwać, aby zapomnieć o pustce i nicości swojego życia” (Garrigou-Lagrange R., 1960, s. 35-36).

W myśli zakonnika da się więc dostrzec dwa charakterystyczne punkty przejściowe dla rozwoju życia wewnętrznego człowieka. Po pierwsze, jest to przerwanie zajęcia zewnętrznego, a po drugie, zetknięcie się ze swoim wnętrzem i jego treścią. Nie sposób nie zauważyć, że niepohamowane pożądanie rodzi smutek. Trudno bowiem zaspokoić absolutnie każdą zachciankę. Jednocześnie, jeśli wola człowieka jest zogniskowana wyłącznie na zaspokajaniu pożądania, to zetknięcie się z nieubłaganą ciszą zewnętrzną oraz wewnętrzną poskutkuje smutkiem. Nie ma już bowiem nic zewnętrznego ani wewnętrznego, co przykrywałoby prawdziwe ubóstwo duszy takiego człowieka. Na wierzch wypływają wówczas wyrzuty sumienia. Ktoś taki miota się, szukając w swoim umyśle czegoś, czego mógłby się chwycić i jeśli mu się uda, to możliwe, że uspokoi na chwilę swoje niezadowolenie. Jeśli zaś nie, wówczas będzie zmuszony zetknąć się – dzięki Bogu – z wewnętrznym obrazem siebie samego.

O samopoznaniu

Święta Teresa z Avili nazywa ludzką duszę „twierdzą wewnętrzną”. Tak też zresztą tytułuje swoje dzieło duchowe poświęcone ascetyce i mistyce. Według niej twierdza ma siedem pomieszczeń, a wkroczenie do pierwszego pomieszczenia oznacza de facto poznanie swojej własnej mizerności. To dosłownie stanięcie twarzą w twarz z tym, kim się jest naprawdę (por. św. Teresa od Jezusa, Twierdza wewnętrzna, wyd. IV).

Jedynie więc w ciszy i samotności jesteśmy zdolni zderzyć się z samym sobą tak, by było to zderzenie wartościowe poznawczo. Oczywiście i samotność można spędzić w sposób bezwartościowy z punktu widzenia wiary religijnej. Warto jednak pamiętać, że te same czynności wykonywane w odosobnieniu mogą być zarówno pozbawione wartości duchowej, jak i wprost zbawienne. Przykładowo – piękne jest doświadczenie estetyczne przeżywane w momencie słuchania wybitnego utworu muzycznego. Jednak, jak zauważa Garrigou-Lagrange, życie wewnętrzne nie polega na myśleniu o sobie, ale na nadprzyrodzonym życiu w łasce uświęcającej.

W oczywisty sposób mogę przeżywać dowolne dzieło kultury i nawet będzie to dla mnie ubogacające. Dla chrześcijanina jednak nie są najważniejsze piękne przeżycia estetyczne, ale to, z Kim te doświadczenia miały miejsce. Paradoksem samotności w rozumieniu chrześcijańskim jest fakt, że tak naprawdę nigdy nie jesteśmy do końca sami. Z perspektywy naszych władz poznawczych, rzecz jasna, puste pomieszczenie, w którym siedzimy, jest… cóż, puste. Nasze serce niemniej jednak stale przenika Stwórca wszechświata. W związku z powyższym to po naszej stronie leży decyzja, czy chcemy przeżywać różnego rodzaju wewnętrzne deliberacje z Bogiem, czy bez Niego (por. Garrigou-Lagrange R., Trzy okresy życia wewnętrznego, 1960).

Czy więc w złośliwym memie sugerującym, by ekstrawertycy się „zamknęli”, jest ziarno prawdy? Możliwe, że tak. Warto jednak pamiętać, że zalecenie to można wcielić w życie każdego człowieka. Cóż bowiem z tego, że introwertyk cały dzień siedzi sam w domu, skoro jego umysł to istne targowisko cudzych spraw, taniej rozrywki i zamiatania problemów pod dywan? Czasami warto odważyć się na samotność, ma ona bowiem – jak zdążyliśmy wykazać – pozytywny wpływ na bogactwo życia wewnętrznego.

Adeste promuje jakość debaty o Kościele, przy jednoczesnej wielości głosów. Myśli przedstawione w tekście wyrażają spojrzenie autora, nie reprezentują poglądów redakcji.

Stowarzyszenie Adeste: Wszelkie prawa zastrzeżone.

O autorze

Dzięki twojemu wsparciu
możemy rozwijać nasze dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.